Miami Vice (2006)
#21
Właśnie wróciłem z kina . Film jest według mnie bardzo dobry ale nie dla wszystkich. Widać że Mann nie chciał opierać się głownie na sensacji na wybuchach i pościgach. Główny nacisk kładł na odpowiedni klimat i atmosferę prawie identyczna jak w Manhunter. Zdjęcia i ogólna akcja jak to u Manna stoją na znakomitym poziomie jedynym mankamentem jest to ze w filmie nie ma zbyt dużo muzy to nie to co zaserwował nam w doskonałym Zakładniku. Ale oczywiście w filmie znajdą się 2 kawałki które wszyscy znamy z Gorączki. Na razie jestem wstanie tylko tyle się wypowiedzieć na ten temat. Musze obejrzeć go jeszcze raz aby dokładniej przeanalizować jego wady i zalety. Moja ogólna ocena samego filmu to 7/10.

Odpowiedz
#22
Jakuzzi napisał(a):
Predator895 napisał(a):No panowie to już dziś Michael Mann znów zabłyśnie na wielkim Ekranie

Czy zablysnie to sprawa wielce watpiwa. Jak na razie niepokojacy, choc wedlug mnie bardzo prawdopodobny stan rzeczy w recenzji Senka: http://www.film.org.pl/prace/miami_vice.html
Odnioslem dziwne wrżenie, ze ten tekst jest o niczym....
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#23
Jak donoszą recenzencji "Miami Vice" ma naprawde bardzo niewiele wspólnego z serialem o tym samym tytule. Identycznie nazywają się jedynie główni bohaterowie i to koniec podobieństw. Według recenzenta "Newsweeka" film to "... ponure, ale jednocześnie bardzo nowoczesne kino akcji." A i warto zauważyć ogladają trailer, że film wygląda troche jak by kręcony w stylu serialu "Cops", być może to zasługa użycia kamer cyfrowych w filmie.
I have a plan. Heh.
Mein Fuhrer, I can walk!!!

Odpowiedz
#24
Najlepsza sensacja od czasu Gorączki. Koniec kropka.

Odpowiedz
#25
Mi osobiście przypadł do gustu ten cały Bos Narkotykowy .Grał fenomenalnie kiedy się pojawia na ekranie to spełnia swoje obowiązki na 100 %. Scena kiedy dowiaduje się ze jego kochanka nie jest mu wierna wymiata słychać w niej kawałek z Gorączki wyczuwa się wtedy wielki styl Manna.

Odpowiedz
#26
piękny film!!!
Ponownie wielki Mann!
Nie ma tu efektów za dzięsiątki milionów dolarów jest czysta sensacja z lat 80-tych. Wspaniała gra obrazem i muzyką ilośc słów ograniczona do minimum. Klimat ....brawo Mann!



Odpowiedz
#27
Miami Bored - tak powinien się ten film nazywać, bo jest za długi (naliczyłem co najmniej 20 zbędnych całkowicie scen). Owszem, muzyka i zdjęcia dają klimat, jest parę fajnych akcji, ale całość jest
a) nudna
b) źle zrobiona, bo momentami niezamierzenie śmieszna, a z drugiej strony przekombinowana
c) mało wciągająca: główni bohaterowie są tak nijacy, że mało mnie obchodziło co się z nimi stanie po 30 minutach.
No a końcowa strzelanina to już w ogóle kpina jakaś. To nie ten sam Mann co w Heat i Collateral - odradzam.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#28
Filmu jeszcze nie oglądałem ale słyszałem że Sonny i Tubbs prawie wogóle ze sobą nie rozmawiają co dla fanów serialu jest chyba niedopuszczalne. W ogóle to dziwne żeby filmowy duet ze sobą nie rozmawiał :o

Odpowiedz
#29
jak dla mnie ostatnia strzelanina to swieze podejscie do tego typu scen. mann swietnie nakrecil to z perspektywy strzelajacych. w gruncie rzeczy nie wiadomo do kogo strzelajacych. ani wlasnie strzelajacy, ani widz nie widzi dokladnie celu, nie wie czy strzela tam gdzie powinien, - kompletny chaos...

a z tymi rozmowkami partnerskimi, to racja. jest chyba tylko jedna scena rozmowy.

Odpowiedz
#30
dokładnie - to też jeden z błędów filmu: partnerzy, którzy nie są partnerami. W ogóle stosunki międzyludzkie, poza wyeksponowanym od dupy strony romansem, tu właściwie nie istnieją albo są pokazane tak chłodno, jak to tylko możliwe - vide Tubbs i jego luba.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#31
Jak dla mnie kolejny film Manna z gatunku filmów o mieście. Miami przepięknie skrzy się na wiele sposobów i to bynajmniej nie gdzieś tam w tle. Wygląda to na kolejny manifest fascynacji reżysera wizualnym bogactwem, czy jak kto woli eteryczną stroną amerykańskich molochów. Ponadto Mann doskonale zna się produkowaniu scen nie epatujących widza liczbą trupów oraz kilogramami łusek wokół porzuconych sztuk broni stąd myślę totalna klapa wśród amerykańskiej publiczności. Myślę że film będzie nabierał szlachetności i w miarę upływu czasy uzyska status kolejnego kultowego produktu Manna.

Odpowiedz
#32
Witam po przerwie.

Najnowszy film Manna jest po prostu do dupska. Wszystko w nim do dupska prócz ostatniej strzelanki i sceny ze snajperami rozrywającymi kolesi w samochodzie. Najbardziej dupowaty jest w tym utworze Kolin Farel, który wygląda tak, jakby miał się zaraz rozpłakać. No i te pedałkowate gęste brwi nad jego oczami. Ich kuriozalny układ sprawia, że oglądając film nie wiedziałem, czy Kolin się dziwi, czy tylko tak ma od urodzenia. Foxx też do dupska. Żaden tam z niego gliniarz, jeno jakiś ostrzyżony przy użyciu kątomierza popowy raper amerykański. Tyle o bohaterach, którzy - jak już ktoś słusznie zauważył - w ogóle nie przypominają ludzi. Ot, tekturowe pamperki, nic więcej. Ani nie gadają ze sobą, ani nie krwawią, nawet żaden w ryj nie dostanie. Kuloodporne, wodoszczelne debeściaki, co potrafią jedynie latać samolotami, pływać motorówkami i dzwonić komórkami. Mann pod postacią Kroketa i Tabsa sprezentował mi ten typ gliniarza, za którym delikatnie mówiąc nie przepadam: twardo-przystojno-seksownego speca od wszyastkiego.

Finałowa strzelanina jak na moje zajebiście zajebista. Ratuje film od totalnej zagłady. Generalnie to do wywalenia jest 5/6 utworu. Zostawiłbym prolog na dysce, bo jest fajny (nawet muza może być, choć ja bym tam wtrynił inną, lepszą), no i tę końcową nawalankę kręconą z ręki. Cały "środek" to kpina.

Odpowiedz
#33
W końcu obejrzałam. Mental napisał duże zajebiście w dupsko trafnych spostrzeżeń, z którymi się zgadzam.
Podobają mi się zdjęcia, paradokumentalnie rozdygotana kamera w kontraście z nadszybkimi motorówkami i światłami miasta. Całkowitą papierowość postaci mogłabym usprawiedliwiać tym, że pasuje to do ogólnego klimatu. W sumie, to chyba przecież o to chodzi w legendzie miami vice, że nie mogliby ich zagrać de niro i pacino.
FIlm gorszy niż oczekiwałam, zastanawiam sie tylko czego oczekiwałam, hmm

Odpowiedz
#34
Obejrzałem Miami Vice po raz drugi. Jak się film Manna ukaże na DVD, to go kupię. Nie mógłbym nie kupić. Za dużo tu fajnych momentów. Zresztą rajcuje mnie miasto w nocy. Dużo ostatnio fotografuję i zwłaszcza nocne miejsckie scenerie szczególnie mnie zauroczyły. To po części sprawka Manna, a po cześci miasto jako takiego. A tak w ogóle to moją opinię podtrzymuję - film jest słaby i tyle.

Odpowiedz
#35
Mental, podziwiam Cię. Ja ledwo przebrnąłem przez pierwszy (i ostatni) seans i nie wyobrażam sobie znowu przez to przechodzić.

Przede wszystkim nie ma w tym filmie nic, co sprawiłoby że chce się oglądać go dalej i wiedzieć jak potoczy się fabuła. Jak by tego było mało, Mann nawet nie wysilił się żeby zaserwować jakiś porządny zwrot. Nikt mi nie wmówi, że jest nim porwanie laski Foxxa - trudno nie domyślić się co się stanie, zwłaszcza jak przedstawia się swoją dziewczynę gangsterom...

Kolejna sprawa - Farrell i Foxx. Raz: drewniane aktorstwo (swoją drogą im więcej czasu mija od rozkwitu kariery Colina, tym gorsze gra role). Dwa: relacje między nimi są mniej więcej takie jak między mną i kobitką z kiosku przy moim bloku.

Końcowa strzelanina jest świetnie nakręcona i realistyczna, ale nie warto tracić czasu na te wszystkie śmieci żeby do niej dobrnąć. Muzyka w ogóle mi się nie podobała, a zdjęcia nie zrobiły większego wrażenia.

Niech sobie Mann kręci takie gnioty, mam to gdzieś. Zawsze mogę włączyć sobie po raz kolejny "Zakładnika" i rozkoszować prawdziwym kinem.

Ocena: 3/10

Odpowiedz
#36
Zgadzam się z tobą w zupełności. Ja też siebie podziwiam :) A tak na serio: zgadzam się z tym, co mówisz i basta.

Odpowiedz
#37
Nocne Miami jakoś mnie nie zafascynowało. Za to genialnie wypadło LA w "Zakładniku". Od tego filmu zaczęła się moja mała fascynacja tym miastem. Wspaniale pokazane.

A wracając do MV, na DVD ma się też ukazać wersja reżyserska. Chętnie zapoznam się z opisem nowych scen, ale oglądać tego nie zamierzam. Myśl o tym że ten film będzie jeszcze dłuższy przyprawia mnie o ból głowy.

Odpowiedz
#38
A mnie wręcz przeciwnie, bo kto wie? - być może okaże się, że wersja reżyserska MV przysłuży się MV tak samo, jak wersja reżyserska Królestwa Niebieskiego przysłużyła się Królestwu Niebieskiemu. Nie mówię tu o skoku jakościowym, który uczyni z MV arcydzieło na miare "Goraczki". Twierdzę jedynie, że gorzej już być nie może. Stąd też moje oczekiwania jakieś tam są :)

Odpowiedz
#39
Interesują mnie tylko dir-cuty tych filmów, które coś dla mnie znaczą, dlatego nie zawracam sobie głowy ani taką wersją MV, ani tym bardziej kiepskiego Królestwa.

Z tym że nie może być gorzej bym polemizował, bo jeśli Mann doda np. ze dwie nowe sceny do okropnego wątku miłosnego, albo zaprezentuje więcej scen w których Foxx i Farrell stoją, siedzą, jadą, albo przerzucają się monosylabami, to tak, będzie gorzej.

Odpowiedz
#40
Dawno się tak nie wynudziłam jak na tym Miami Vice, nuda potworna,Farrel i Foxx wyglądają na potwornie znudzonych i zmęczonych przez cały film, jeden z najgorszych filmów roku.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości