W tamtym roku powstał kolejny amerykański serial sensacyjny, nastawiony podobno na damską publiczność i niestety to widać. Więcej tam romansów i rozterek sercowych niż prawdziwej i realistycznej akcji. Taki rozrywkowy tworek na jeden raz, z bardzo prostą i płytką fabułą. Oglądam, bo może madafakier Roan, którego gra podstarzały Rob Stewart, znany głównie z "Żaru tropików", zostanie jeszcze pokazany w jakiejś dobrej scenie w akcji.
Roan to czyściciel, taki jak w Pulp fiction, killer jak w Leonie, tyle, że nie pija kawy i zabije wszystko i wszystkich, jeśli trzeba. To póki co jedyna warta większej uwagi postać, niestety 3 lub 4 planowa.
Maggie Q grająca Nikitę, po częsci się sprawdza - pasuje na inteligentną agentkę, która robi w konia swoich byłych szefów, ale z drugiej strony te jej sceny walki... Lyndsy Fonseca ładną buźke ma, ale jako agentka nie przekonuje mnie.
O walce wręcz pań grających w tym serialu lepiej nie pisać. Panowie wypadają trochę lepiej - w końcu roboty nie utrudniają im tipsy i obcasy.
Roan to czyściciel, taki jak w Pulp fiction, killer jak w Leonie, tyle, że nie pija kawy i zabije wszystko i wszystkich, jeśli trzeba. To póki co jedyna warta większej uwagi postać, niestety 3 lub 4 planowa.
Maggie Q grająca Nikitę, po częsci się sprawdza - pasuje na inteligentną agentkę, która robi w konia swoich byłych szefów, ale z drugiej strony te jej sceny walki... Lyndsy Fonseca ładną buźke ma, ale jako agentka nie przekonuje mnie.
O walce wręcz pań grających w tym serialu lepiej nie pisać. Panowie wypadają trochę lepiej - w końcu roboty nie utrudniają im tipsy i obcasy.
07-02-2011, 20:23





