Noc na Ziemi
#1
[Obrazek: jv5313.jpg]

Przytoczę słowa Desjudiego:
Jarmusch potrafi doskonale opowiadać nudne historie. W jego filmach praktycznie nic się nie dzieje - przeciętni bohaterowie idą, stoją, jadą, siedzą, jedzą, piją, myślą, chrząkają, rozmawiają. Facet stosuje minimum środków i mikroskopijną porcję emocji, aby opowiedzieć niebanalną historię o czymś, co nazwać można różnie (miłość, nienawiść, samotność, radość i tak dalej, najczęściej wielkimi literami), choć ani on, ani jego bohaterowie o tym czymś nie mówią, bo nie chcą. A nie chcą, bo są zwyczajnymi ludźmi, a w życiu zazwyczaj bywa tak, że o uczuciach się nie mówi, tylko je czuje. Dlatego Jarmusch, mimo kinowego minimalizmu, jest bliżej życia niż niejeden twórca tzw. kina społecznego. O nudzie trzeba umieć opowiadać, a Jarmusch to mistrz zajmującego kina o nic-się-nie-dzianiu, w którym dzieje się na tyle dużo, że trudno dzianie się zignorować i przejść obok obojętnie.

Uwaga: fragment o Paryżu zawiera spoiler. O Rzymie też;

Krótko o fabule:
Czas akcji- od zmierzchu do świtu.
Miejsce akcji: 5 miast oddalonych tysiące kilometrów od siebie.
Bohaterowie: taryfiarz i pasażer(owie).
Tematyka: relacje między przypadkowo poznanymi ludźmi, ograniczone kabiną auta.

Los Angeles: manager hollywoodzki(Gena Rowlands) rozmawia przez telefon na lotnisku. Na tym samym lotnisku,telefonicznie, ze swoim szefem konwersuje 19 letnia Corky (Winona Ryder), kierowca taksówki. Pani manager w średnim wieku decyduje się pojechać właśnie z nią. Po drodze odkrywa, że dziewczyna, którą potrzebują do filmu trzyma właśnie kierownicę.
Ciekawy, dobrze, zagrany epizod, w dodatku pod koniec ironia wobec fabryki gwiazd(przynajmniej ja tak to odebrałem). Historia idealna na dobry początek.

Nowy Jork: pewien wyszczekany mu...to jest afroamerykanin, trafia na niezbyt zdolnego kierowcę, emigranta z NRD. Zirytowany pasażer oferuje, że sam zasiądzie za kierownicą.
Lekki zamęt spowoduje pojawienie się Angeli, dla której nasz afro jest szwagrem...
Ciepły, na przemian wzruszający i śmieszny(celowo nie pisałem nic o ich czapkach, ani o tym jak mają na imię główni bohaterowie;), świetnie rozpisany i zagrany. Dla mnie najlepszy epizod

Paryż: inny emigrant, tym razem z Wybrzeża Kości Słoniowej oferuję podwózkę pewnej niewidomej. Z początku kierowca(Isaach de Bankole, ulubiony aktor Jarmuscha) odczuwa
wyższość nad kaleką. Z każdą sekundą jednak jego fascynacja rośnie, przeradza się w coś w rodzaju...miłości(?). Ale nic z tego-happy endu nie ma, ich znajomość to był tylko jeden kurs...
Plus dla Jarmuscha, że z niewidomej nie zrobił łagodnej i uduchowionej istoty. Tutaj kpi ona z murzyna, i to w dość niewybredny sposób...
Ta historia nie ma w sobie takiego ładunku emocjonalnego jak dwa poprzednie, ale i tak prezentuje wysoki poziom.

Rzym: chyba najsłynniejszy odcinek. Roberto Benigni (tutaj jako znajomy transwestytów, ma daleko posunięte ADHD) przyjmuje kurs od księdza; po drodze spowiada się ze swych zboczeń pasażerowi.
Muszę przyznać, że mordercze wyznanie grzechów cudzołożnika, zoofila i florofila <rotfl> dały mi dużo śmiechu. Więlkie brawa dla kreacji Benigniego, bo z takim pomysłem, można było z łatwością zrobić "suchara"...

Helsinki: kierowca Mika(św. pamięci fiński aktor Matti Pellonpaa) przyjmuje 3 skacowanych roboli, w tym jednego zalanego w trupa. W czasie nocnego kursu koledzy opowiadają o najgorszym dniu fina- spóźnił się do pracy, wylano z pracy, ukradziono samochód, córka w ciąży, żona chce rozwodu...na Mice nie robi to wrażenia. Zachęcony przez piwoszy zaczyna snuć swoją własną, łzy wyciskająca opowieść...
W zasadzie ten epizod to koncert jednego aktora, wspomnianego już przeze mnie. Mika to zwykły facet, a jego historia mogła się przydarzyć każdemu z nas. I dlatego tak mocno na nas działa...

Skoro tak zachwalam, czemu nie daję najwyższej noty? Z dwóch powodów; nie odczułem w trakcie seansu tego trudnego do zdefiniowania uczucia, gdy doświadczam kontaktu z arcydziełem. Nie podobało mi się też(ale to już argument z kategorii"szukanie dziury w całym";) schemat: Paryż romantyczny, Rzym wesoły i rozpustny, Nowy Jork-cool, Helsinki-smutek.
Poza tym to prawdziwe cacko, które zyskuje dzięki szczegółom- takim jak zastosowaniem miejscowych języków i slangu, a także oprawie muzycznej Toma Waitsa.

9/10

Nie wierzycie mi? Uwierzcie Desowi


Edit
Najlepsze wg mnie
1 Nowy Jork
2 Los Angeles
3 Rzym
4 Helsinki
5 Paryż

Odpowiedz
#2
O "Noc na Ziemi" mowi sie, ze jest to najlepszy film tego ponic najbardziej europejskiego rezysera amerykanskiego. Bardzo dobry film, dalbym mu 8.5 moze nawet 9. Jesli mialbym ustawic czesci od tej najbardziej lubianej, do tej najmniej mnie przekonujacej to wygladaloby to tak:

1. Nowy York
2. Paryz
3. Rzym
4. Los angeles
5. Helsinki

Jakies pol roku temu widzialem "Nieustajace wakajce" - debiut Jarsmusha, w srodku seansu nie przemawial do mnie za bardzo, ale ostatnia czesc filmu kazała mi go jednak docenic Obecnie obraz ten nie daje mi o sobie zapomniec. "Ghost dog" bardzo dobry. "Truposz" to zdecydowanie nie moja bajka. "Poza prawem" - na pewno dobre. Zdecydowanie intrygujacy rezyser z tego Jarmusha, normalnie nie ogladam takiego kina, ale akurat on i Almodovar to na pierwszy rzut oka dwaj tworcy zupelnie nie dla mnie, a jednak... "Porozmawiaj z nia", "Drzace ciało" uffff:)

Odpowiedz
#3
najlepszy epizod - na plakacie w prawym dolnym rogu. uśmiałem się do łez.

Odpowiedz
#4
tak jak mówi, Phlo, uwierzcie mi 8)

najlepszy epizod - Helsinki. tuż za nim Rzym. a sam film jako całość? jeden z najlepszych od Jarmuscha. Jarmusch jest zresztą na tyle równy, że nawet trudno tu mówić o czymś nawet średnim w jego karierze. Zawsze bardzo dobry, często - wybitny (Poza prawem, Broken Flowers, Dead Man, Ghost Dog, Inaczej niż w raju)

Odpowiedz
#5
desjudi napisał(a):Jarmusch jest zresztą na tyle równy, że nawet trudno tu mówić o czymś nawet średnim w jego karierze.

The Limits of Control :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#6
"The Limits of Control" można określić różnie, ale na pewno nie jako średnie. Albo fatalne, albo bardzo udane. Albo jedno i drugie, jeśli mamy schizofrenię :) Ale za średni tego filmu nie da się uznać.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#7
The Limits of Control nie jest nawet średni :P
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
#8
I to już lepiej. To jestem w stanie zrozumieć :) A następnie - jeśli jeszcze nie czytałeś - odesłać Cię do mojej recenzji :) No ale to nie temat o "Limits...". Ewentualnie można taki założyć. A "Noc na Ziemi" jest świetna, choć strasznie dawno już nie widziałem tego filmu. Warto by kiedyś odświeżyć, tylko kiedy? - spytał retorycznie.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The New World / Podróż do nowej ziemi (2005) Gieferg 7 2,583 22-01-2017, 23:38
Ostatni post: Mental



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości