Film świetny z wielu powodów. Krotko: o obozie US Army w Afganistanie, położonym w punkcie bardzo uwierającym Talibów, a przez to będącym celem częstych ostrzałów.
1. Jedyny film dokumentalny, jaki znam, który podążą za prawdziwymi żołnierzami - na żywo, także podczas strzelanin, przez dłuuugi czas. Zero rekonstrukcji walących realizacyjną cienizną - 100% realu.
2. Zmontowany w sposób, który układa się w świetną fabułę. Równie dobrze to wszystko mogło być fabularnym filmem Spielberga - czymś w stylu Szeregowca Ryana.
3. Wrażenie "kinowości" potęguje fakt, że prawdziwe potyczki oddziału marines, kręcone z ręki, wyglądają bardzo podobnie do tego, co Stiwen pokazał w Ryanie. Praca kamery jest identyczna, zdjęcia mają ten sam wygląd.
4. No i wreszcie treść: fajnie pokazano tu, powiedzmy, ewolucję żołnierzy - od popisujących się przed kamerą chojraków, przez moment paniki, kiedy ludzie zaczynają ginąć, po wyciszenie i ponurą rezygnację w późniejszych miesiącach służby, i po radość z powrotu. Scenarzyści lepiej by tego nie napisali.:)
Przy okazji dość, hm, dziwnie ogląda się PRAWDZIWĄ wojnę z takiej perspektywy. W jednej ze scen marines odpowiadają ogniem na ostrzał z daleka. Jeden koleś z wizjerem na podczerwień naprowadza drugiego z ckm-em na cele. Nagle ten z wizjerem prawie podskakuje z radości: "rozwaliło go na kawałki!" - są śmiechy, gwizdy, przybijanie piątki. A tam gdzieś naprawdę w tej chwili rozwaliło gościa na kawałki. Nie wiedział, że bierze udział w kręceniu jednej z najbardziej efektownych scen w jednym z najbardziej efektownych filmów dokumentalnych w historii.:)
Film jest niesamowicie jednostronny, ale inaczej być nie mogło przy kręceniu z takiej perspektywy. Jest świetny - 10/10 - ale zobaczyłbym teraz Anty-Restrepo, tzn. to samo, ale z punktu widzenia drugiej strony.
18-07-2012, 08:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-07-2012, 08:36 przez military.)








