Rozmowa (1974)
#1
[Obrazek: ERLXbwdU8AAb3Bb?format=jpg&name=large]

Kolejna udana wizyta w kinie w ramach wyszukiwania seansów klasyki kina, tym razem byłem na "Rozmowie" Francisa Forda Coppoli z 1974 r.

Mały blubr co do fabuły:

"Harry Caul (Gene Hackman) jest ekspertem od inwigilacji, prowadzi własną firmę w San Francisco. Cieszy się wysokim szacunkiem w swojej branży. Caul ma obsesję na punkcie własnej prywatności; jego mieszkanie jest prawie nieumeblowane za drzwiami z trzema zamkami, dzwoni z publicznych automatów i twierdzi, że nie ma w domu telefonu, a jego biuro otoczone drucianą siatką znajduje się w kącie wielkiego magazynu. Caul w pracy jest profesjonalistą w każdym calu, ale kontakty prywatne przychodzą mu z trudem.

Harry i jego przyjaciel Stan (John Cazale) podjęli się zadania monitorowania rozmowy pewnej pary (Cindy Williams i Frederic Forrest), gdy będzie ona przechodziła przez zatłoczony Union Square w San Francisco. Wykonują to trudne zlecenie, ale Caula stopniowo coraz bardziej dręczą wątpliwości dotyczące faktycznego znaczenia tej rozmowy. Myśli o tym, co może spotkać tę parę po wysłuchaniu taśmy przez klienta. Przez cały film puszcza w kółko tę taśmę, starając się jak najwierniej odtworzyć słowa podsłuchiwanych. Wyłapuje kluczowe, chociaż dwuznaczne zdanie ukryte pod melodią graną przez ulicznego muzyka: „Zabiłby nas, gdyby znalazł okazję” i ciągle interpretuje na nowo jego znaczenie w świetle tego, co wie i co zgaduje".
[/align]

Jak widać skala historii jest dosyć mała, odmienna od  wcześniejszego o dwa lata epickiego "Ojca chrzestnego" tego samego reżysera. Sam film zasadniczo to kino moralnego niepokoju. Niemniej jest coś magnetycznego w stonowanej grze Hackmana, który na ekranie tworzy postać wycofanego i dręczonego przez wyrzuty sumienia bohatera. Jest to film na wskroś niehollywoodzki, odnoszący się do osobistej tragedii Caula, którego samotność wprost wyziera z ekranu i czasami jest go po prostu przykro oglądać.  Co więcej nie ma tutaj elementu przełamania, Coppola daje nam obraz człowieka słabego przez swoją samotność, będącego jedynie wyspecjalizowanym trybikiem w większej maszynie, której sam nie rozumie. 


Hackman w jednej ze swoich lepszych ról, na drugim planie charakterystyczny John Cazalle oraz młody Harrison Ford, w czasach gdy grał krótkie, ale charakterystyczne epizody. 

Copola stworzył film idealnie wpisujący się w klimat paranoicznej epoki po Watergate, a przy tym specyficzny hołd oddany filmom Hitchcocka, które również grały (jak np. "Vertigo") na podobnej nucie. 

Odpowiedz
#2
Świetny film, zakończenie ryje mocno beret

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości