Jeden z mniej znanych i chyba mniej popularnych filmów wielkiego autora "Ojca chrzestnego", na podstawie powieści S.E. Hintona. Jak dla mnie rzecz absolutnie kultowa. Ba, nawet sam Francis uważa go za jeden ze swoich bardziej osobistych, ulubionych i autorskich filmów. Tytuł odnosi się do egzotycznych syjamskich rybek, które pomimo tego że należą do jednego gatunku, gdyby wpuścić je razem do jednego zbiornika, pozabijałyby się. W Polsce film ten tłumaczono z tego co się orientuję na "Rozrabiaka" (przynajmniej tak podaje pewien leksykon, który posiadam) i w sumie to tłumaczenie dobrze oddaje jego tematykę. Rzecz się ma o dwójce braci (młodszy - Matt Dillon, starszy - Mickey Rourke). Starszy powraca po kilku latach do zapadłego miasteczka w środkowych Stanach, otoczony sławą (bądź niesławą...) króla ulicznych gangów - ksywa Motorcycle Boy. Dochodzi do starcia postaw. Starszy chce uzmysłowić młodszemu (w tej chwili również przywódcy gangów), tak samo bezmyślnemu w przeszłości jak on sam i sprawiającemu kłopoty, że to do niczego dobrego nie doprowadzi. Problem w tym, że młodszy jest bardzo porywczy, widzi w starszym wzór, ale taki jakim był kiedyś i nie potrafi zrozumieć jego przemiany. Nie potrafi zrozumieć, że kiedyś trzeba dorosnąć. Dodatkowo po piętach depcze im miejscowy glina, który ma na pieńku z Motorcycle Boyem i jak to podejrzliwy stróż prawa, zupełnie nie chce uwierzyć w ową przemianę...
Film Coppoli nakręcony jest na czarno-białej taśmie, ma bardzo leniwe, acz klimatyczne tempo. Zdjęcia czarno-białe nie zaprzątają zwykle naszej uwagi tak jak kolorowe, trudno nam je jakoś polubić, lecz w tym przypadku autor zdjęć, Stephen H.Burum (nadworny operator De Palmy) odwalił tu wspaniałą robotę. Gra światła i cienia, rozmarzone, utrzymane w onirycznym klimacie lat 50-ych pejzaże miasteczka, mgła, powiewające gazety na opuszczonych ulicach jak i przyspieszone obrazy nieba i chmur, utrzymują nas w przeświadczeniu, że film rozgrywa się w jakimś zamkniętym uniwersum. Porównałbym to chyba tylko do Lyncha albo także czarno-białego "Ostatniego seansu filmowego" Bogdanovicha. Klimatu nadaje filmowi również ekstrawagancka muzyka Stewarta Copelanda, perkusisty The Police. Fascynujący to klimat.
Są również i inne smaczki. Przede wszystkim Rourke ze swojego okresu, gdy był na topie i był naprawdę świetnie rokującym aktorem (niedługo potem "Rok smoka" i "Harry Angel"). Może przesadzam, ale jego ekranowa charyzma, specyficzny ton głosu i wsadzone w usta czasami upoetyzowane kwestie to coś jak młoda wersja Brando. Szkoda, że tak zmasakrował swoją karierę i...twarz. W "Rumble Fish" znajdziemy też wielu aktorów Coppoli. Młodzi Diane Lane, Nicolas Cage, Laurence Fishburne, zapijaczony Dennis Hopper w roli ojca braci plus zmarły niedawno Chris Penn i na dokładkę groteskowy Tom Waits w roli Benny'ego właściciela baru, w którym przesiadują bohaterowie. W pamięć zapada również scena bójki gangów, poprowadzona troszkę "musicalowo", jednocześnie na tyle realistyczna, żeby trzymała w napięciu. Film ma świetne zakończenie. Mimo, że trwa niewiele ponad 90 minut, wszystko tu jest dopięte na ostatni guzik, nie ma zbędnych scen, wszystko świetnie jest przemyślane.
Film Coppoli w chwili powstania nie zebrał przychylnych recenzji, co głównie wynikało ze "złej prasy" jaką twórca miał w tamtym okresie i nieprzychylności systemu studyjnego Hollywood. Podobny los podzielił równocześnie realizowany przez niego film o młodzieży "Outsiderzy", również na podstawie prozy S.E. Hinton. Wydaje mi się, że film mimo że nie jest tak epicki jak jego dzieła z lat 70-ych, można śmiało powiedzieć o nim, że to również "wielki Coppola". Cóż, film chyba do tej pory jest w sumie pozycją niszową, ale moim zdaniem to cholernie dobry kawał kina i wart poszukania
Kapitalni bohaterowie, interesujący scenariusz, świetna forma, świetna zabawa z kinem. "Rumble Fish" ma to wszystko. Szkoda tylko, że jeszcze nikt w Polsce nie zainteresował się wydaniem tego na DVD... U dołu kilka screenów:
![[Obrazek: rf2yc3.jpg]](http://img514.imageshack.us/img514/818/rf2yc3.jpg)
Film Coppoli nakręcony jest na czarno-białej taśmie, ma bardzo leniwe, acz klimatyczne tempo. Zdjęcia czarno-białe nie zaprzątają zwykle naszej uwagi tak jak kolorowe, trudno nam je jakoś polubić, lecz w tym przypadku autor zdjęć, Stephen H.Burum (nadworny operator De Palmy) odwalił tu wspaniałą robotę. Gra światła i cienia, rozmarzone, utrzymane w onirycznym klimacie lat 50-ych pejzaże miasteczka, mgła, powiewające gazety na opuszczonych ulicach jak i przyspieszone obrazy nieba i chmur, utrzymują nas w przeświadczeniu, że film rozgrywa się w jakimś zamkniętym uniwersum. Porównałbym to chyba tylko do Lyncha albo także czarno-białego "Ostatniego seansu filmowego" Bogdanovicha. Klimatu nadaje filmowi również ekstrawagancka muzyka Stewarta Copelanda, perkusisty The Police. Fascynujący to klimat.
Są również i inne smaczki. Przede wszystkim Rourke ze swojego okresu, gdy był na topie i był naprawdę świetnie rokującym aktorem (niedługo potem "Rok smoka" i "Harry Angel"). Może przesadzam, ale jego ekranowa charyzma, specyficzny ton głosu i wsadzone w usta czasami upoetyzowane kwestie to coś jak młoda wersja Brando. Szkoda, że tak zmasakrował swoją karierę i...twarz. W "Rumble Fish" znajdziemy też wielu aktorów Coppoli. Młodzi Diane Lane, Nicolas Cage, Laurence Fishburne, zapijaczony Dennis Hopper w roli ojca braci plus zmarły niedawno Chris Penn i na dokładkę groteskowy Tom Waits w roli Benny'ego właściciela baru, w którym przesiadują bohaterowie. W pamięć zapada również scena bójki gangów, poprowadzona troszkę "musicalowo", jednocześnie na tyle realistyczna, żeby trzymała w napięciu. Film ma świetne zakończenie. Mimo, że trwa niewiele ponad 90 minut, wszystko tu jest dopięte na ostatni guzik, nie ma zbędnych scen, wszystko świetnie jest przemyślane.
Film Coppoli w chwili powstania nie zebrał przychylnych recenzji, co głównie wynikało ze "złej prasy" jaką twórca miał w tamtym okresie i nieprzychylności systemu studyjnego Hollywood. Podobny los podzielił równocześnie realizowany przez niego film o młodzieży "Outsiderzy", również na podstawie prozy S.E. Hinton. Wydaje mi się, że film mimo że nie jest tak epicki jak jego dzieła z lat 70-ych, można śmiało powiedzieć o nim, że to również "wielki Coppola". Cóż, film chyba do tej pory jest w sumie pozycją niszową, ale moim zdaniem to cholernie dobry kawał kina i wart poszukania
Kapitalni bohaterowie, interesujący scenariusz, świetna forma, świetna zabawa z kinem. "Rumble Fish" ma to wszystko. Szkoda tylko, że jeszcze nikt w Polsce nie zainteresował się wydaniem tego na DVD... U dołu kilka screenów:
![[Obrazek: rf2yc3.jpg]](http://img514.imageshack.us/img514/818/rf2yc3.jpg)
27-04-2008, 22:36






