Gdyby przebić się przez jego filmo-życiorys okazałoby się iż facet nie ma na koncie słabej roli (co przypomina nieco filmo-życiorys Eda Harrisa). Co mnie powala to mnogość kreacji oraz częste ukłony w stronę kina niezależnego. Potrafi być zarówno charakterystyczny (lars and the real girl), jak i uparcie oszczędny (stay, gdzie zostawił daleko w tyle rolę ewana mcgregora). "Nasz" pierwszy film to był "half nelson" co jest chyba najlepszym z możliwych wjazdów w filmografię goslinga (no, może jeszcze "the believer" byłby równie mocny). W zasadzie unikam premedytacji w oglądaniu filmów zdając się często na przypadek, tutaj jednak po raz pierwszy użyłem filmografii w roli wyznacznika domowego repertuaru. Polecam praktycznie wszystkie filmy wzwyż od wymienionego "fanatyka". Przeaktor z przewyczuciem przeról.
10-09-2008, 21:57






