Session 9
#1
[Obrazek: ad0f4f7c28e1342622a73da2279ebadb.jpg]

He came into her room at night wearing a black robe. He'd take her and drive her to a wooded area where her grandparents and her mother were, and they'd all have black robes on. They'd take them off and group orgies would ensue... and then they'd bring out the newborn. She was forced to watch as her mother would cut the babies heart out with stone dagger. She'd drink the blood; others eat the flesh. The grandfather and father would fuck her repeatedly. She was forced to have abortions and cook the aborted fetuses.


Raczej nie jestem fanem niskobudżetowych filmów "offowych" ale postanowiłem oglądnąć sobie dziewiątą sesję Brada Andersona ze względu na jego dwa późniejsze filmy - bardzo dobrego "Mechanika" i "Transsiberian". S9 to bardzo nietypowy film - niby horror, niby thriller. W zasadzie można sklasyfikować go jako thriller psychologiczny. Zamiast masakry i tandetnych sztuczek mających przestraszyć widza objawia się zajebisty klimat oraz niepewność. Charakterystyczną atmosferę potęguje świetna lokacja w której dzieje się akcja filmu.

[Obrazek: danvers4.jpg]
[Obrazek: 0000001359.jpg]
[Obrazek: DSC06304admin_doors.jpg]
[Obrazek: danvers-state-asylum-ex.jpg]

Grupa robotników oczyszczających budowle z azbestu postanawia zająć się gmachem który niegdyś był gigantycznym szpitalem dla obłąkanych. Za sowitą premię eksperci przyśpieszają pracę. Normalnie wykonanie zlecenia powinno potrwać około 3-2 tygodni. Szef ekipy zamierza wykonać fuchę w równy tydzień. W towarzystwie toksycznych oparów, grupka 5 pracowników będzie musiała się zmierzyć z ogromnym stresem oraz wewnętrznymi konfliktami z przeszłości, w miarę upływu czasu napięcie narasta coraz bardziej a workerzy stają się agresywni wobec siebie.

Jest dosyć sennie ale nie nudno. powoli zostajemy wprowadzeni w całą historię, robole robią sobie przerwy na trawce przed szpitalem, odpoczywając w słońcu i prowadząc rozmowy. Warto dodać w jaki sposób budowany jest klimat. Większość scen odbywa się w oświetlonych miejscach, mało mroku, ptaszki sobie śpiewają na drzewach - jest bosko. Dopóki bohaterowie nie zagłębiają się w labirynty szpitala. Charakteru dodaje skromna muzyka - przypadkowe stukanie w klawisze pianina lub jakieś niezidentyfikowane dźwięki na prawdę pasują do całości.

[Obrazek: session9.jpg]

Intryga jest dosyć skomplikowana, żeby nie powiedzieć totalnie poryta gdyż do prawie samego końca nie wiadomo o co tak na prawdę chodzi. Jedyne co wiemy to to że jeden z pracowników ma objawy paranoi a drugi z uparciem zamiast harować przegląda dokumenty i słucha taśm z sesji psychiatrycznych.

[Obrazek: 6571.jpg]

Niewiele to wyjaśnia, nawet samo zakończenie filmu nie daje zbytniego rozwiązania historii, reżyser dał pole do własnej interpretacji.

Session 9 to oryginalny i sprawnie poprowadzony thriller ze świetnym aktorstwem, ciekawą fabułą i mega klimatycznymi lokacjami. Może wydawać się męczący i zagmatwany, lecz mi to w ogóle nie przeszkadzało. Warto obejrzeć.

7.5/10

Odpowiedz
#2
Z tego co pamietam to fajny klimat miał ten film. Ale kojarzył mi sie bardziej z produkcjami telewizyjnymi.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#3
shamar napisał(a):kojarzył mi sie bardziej z produkcjami telewizyjnymi
Pewnie dlatego że był kręcony cyfrą i to nie najlepszą.

Session 9 ma ode mnie 8/10 przede wszystkim za rewelacyjny klimat właśnie. Nie brakuje tu scen w których tak naprawdę nic się nie dzieje, a atmosfera szpitala w którym toczy się akcja wylewa się z ekranu. Do tego dobre aktorstwo (nawet Caruso) całej ekipy i na pierwszy rzut oka banalna, ale ostatecznie co najmniej interesująca i ciekawie poprowadzona fabuła.

Jeden z lepszych horrorów poprzedniej dekady, choć bliżej mu do thrillera.

Odpowiedz
#4
Mierzwiak napisał(a):dobre aktorstwo (nawet Caruso)

A to on jest kiepski ? Co prawda nie kojarze go specjalnie z "duzych" filmów, raczej wz drugoplanowych ról w b-klasowcach ale " on taki cienki ogólnie" ? A tak szczerze to pamietam go chyba głównie z filmu "Jade"
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#5
Słabo go znam, ale to był przytyk w kierunku jego OKROPNEJ acz kultowej roli w CSI Miami.

Odpowiedz
#6
Wszystkim jęczącym na grę Caruso polecam King of New York.
Rola w CSI Miami faktycznie fatalna.

Odpowiedz
#7
rudzielec w session 9 sprawdził się wyjątkowo dobrze, jest z nim kilka kozackich scen, np kłótnia na dachu i na klatce schodowej.

Odpowiedz
#8


:D

Odpowiedz
#9
Podpis pod filmikiem -

"This is from a horrible 'horror' film, Session 9." :roll:
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#10
w kontekście całej sceny ta zagrywka nie wygląda aż tak chujowo.

Odpowiedz
#11
Naprawde fajny film. Technicznie jest troche bida, ale muzyka, MUZYKA, troche gry swiatel i odrapanych scian i mamy megamklimat. Przez caly seans towarzysza lekkie ciary na plecach. Do tego fajna paka i filmik idzie gladko. Zwlaszcza nagrania z sesji z Mary - creapy.

8/10
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości