Siedem życzeń
#1
„07 zgłoś się” ma swój biedatemat, to niech ma i „Siedem życzeń”. Jeden z najlepszych polskich seriali. Czyste gatunkowo fantasy. Świetne w dzieciństwie, znakomite i dziś!
 
Za dzieciaka oglądałem to do upadłego, w późniejszym wieku serial nic nie stracił ze swojego uroku. Bo właśnie urok to jedno z najodpowiedniejszych określeń. Ta produkcja ma urok, wdzięk, lekkość, jest przesympatyczna, magiczna, a przede wszystkim oparta na fenomenalnym, choć bajecznie prostym pomyśle.
 
To oczywiście PRL w pełnej krasie, utrzymany w klimatach „Alternatyw 4” czy „40-latka”, jednak względnie nowoczesny (mieszkanie Tarkowskich w bloku ma dwa poziomy i dwa telefony...) i niesilący się na epatowanie „bareizmami”. No i ma świetnych, naturalnych wykonawców, z całą trójką Dębicki-Olejnik-mały Daniel Kozakiewicz na czele, do tego Pawlik, Barciś * i Buczkowski jako niezapomniany cieć Rosolak. Ponadto dobra, animowana czołówka i znakomicie pomyślane piosenki Wandy i Bandy, ze wskazaniem na tytułową oraz „Jestem zmęczony”.
 
Żeby być szczerym, po trzech znakomitych pierwszych odcinkach czwarty i piąty nieco słabują, ale tylko przez to, że tytułowe życzenia nie dawały za dużo pola do popisu jakimś humorystycznym woltom. Poza tym szkoda, że tylko trzy części realizują pomysły oparte na koncepcie „uważaj, czego sobie życzysz, bo może się to spełnić”. Za to szósta to już komedia pełną gębą, z fantastycznie wykorzystanym motywem przeniesienia się do innej epoki, pyszna parodia czasów starożytnych. Gęba sama się śmieje. Z kolei ostatni odcinek to już w ogóle małe cudo, które i bawi, i wzrusza, i ściska za serce, i po prostu jest kapitalnym podsumowaniem całości i zamknięciem wszystkich wątków. Chyba nie widziałem w polskich serialach tak świetnego zakończenia serii.
 
Tak więc sentyment sentymentem, lecz według mnie serial znakomicie się broni nawet dziś. Gdybym miał dzieci, to z czystym sumieniem poleciłbym im „Siedem życzeń” oraz sam z nimi to oglądał. Tym bardziej że ten serial NIE JEST infantylny, jak „Podróż za jeden uśmiech” czy „Stawiam na Tolka Banana”, nie mówiąc już o „Pierścieniu i róży”.
 
8/10
 
Poniżej m.in. kadr z odcinka „Spojrzenie Faraona”, w którym nauczyciele i inni ludzie gonią Darka, chcąc być gotowi na każde jego skinienie, i z „Klątwy bogini Bast” – Darek jako Hati w starożytnym Egipcie.
 
* Uwielbiam Artura Barcisia z lat 80. Miał coś tak niesamowicie specyficznego w twarzy i w całej aparycji, że aż dziw, że nie zagrał jakiejś większej, kultowej roli.
 
[Obrazek: UxgVDdQ.png]

Odpowiedz
#2
(19-08-2021, 11:43)Cassel napisał(a): Tak więc sentyment sentymentem, lecz według mnie serial znakomicie się broni nawet dziś. Gdybym miał dzieci, to z czystym sumieniem poleciłbym im „Siedem życzeń” oraz sam z nimi to oglądał. Tym bardziej że ten serial NIE JEST infantylny, jak „Podróż za jeden uśmiech” czy „Stawiam na Tolka Banana”, nie mówiąc już o „Pierścieniu i róży”.
Całkowicie się zgadzam. Sentyment sentymentem, ale serial wytrzymał znakomicie próbę czasu. I sprawdzone na moich dzieciakach, też obejrzały z wielką przyjemnością.
Natomiast całkowicie się nie zgadzam ze stwierdzeniem, że "Podróż za jeden uśmiech" czy "Stawiam na Tolka Banana" są infantylne. Chyba oglądałeś jakieś inne seriale :D
"Pierścień i róża" to oczywiście racja, to przeciętny serial kiedyś kiepski dziś.
Wtedy śmieli się znowu, uważając, że to okropnie komiczne, że Paszczak przez całe życie robił to, na co nie miał ochoty, tylko dlatego, że nie potrafił odmówić.

Odpowiedz
#3
Powtarzałem rok czy dwa lata temu i oglądało się dobrze oprócz jednego zakalcowatego odcinka (nie pamiętam już który to był, ale chyba coś z jakąś wycieczką do fabryki slodyczy (?)).

Odpowiedz
#4
Tak, to był właśnie ten słabujący odcinek piąty, o którym wspominałem.
 
@Dr Strangelove, może nieco inaczej: Podróż i Tolek Banan nie są infantylne same w sobie, ale mają tej infantylności spore pokłady, chodzi o pewne drobiazgi, głównie w sposobie wysławiania się tych dzieciaków, nie podam konkretnych przykładów, lecz mnie to drażniło. Cóż, to były seriale starsze i pewnie tak się wtedy kręciło dla dzieci. W „Siedmiu życzeniach” tego nie ma, tu jest dużo konkretniej, bez takiej dziecinady. No ale gratuluję pozytywnych wspomnień. ;)

Odpowiedz
#5
Całkowicie się zgadzam z opinią Cassella. Piękny i fajny serial, śmieszny, kultowa muzyka, znakomite aktorstwo, humor.

Jak tu nie polubić kotów po czymś takim? Który z nas nie chciał mieć takiego Rademenesa aby mu spełniał życzenia? ;)

8/10 i wielokrorna oglądalność.

Odpowiedz
#6
Ja w tamtych czasach wolałem mieć pierścień z czechosłowackiej „Arabeli”, o wiele praktyczniejszy „spełniacz życzeń” niż jednak trochę szelma kocur. :)

Odpowiedz
#7
Niesamowite, że można wychwalać serial nie wspomniawszy o jego głównym architekcie :) Maciej Zembaty wymyślił całą tą historię, okrasił piosenkami i podłożył głos Rademenesowi. A sam serial oglądaliśmy z córą już dwukrotnie (2017 i 2019) i znowu dopomina się o powtórkę. Dla mnie nostalgia trip, dla niej - kociary - też świetna rozrywka.

Odpowiedz
#8
No faktycznie, nie wspomniałem o Zembatym, bo jednak sądziłem, że każdy (kto oglądał) wie, kim był dla tego serialu.
 
Swoją drogą, gdyby u nas było praktykowane remake’owanie seriali, tak jak w USA, to pewnie w tym wieku już mielibyśmy kinową wersję. A skoro w tym wieku, to prawdopodobnie wyszedłby jakiś paździerz, bo jak przypomnę sobie choćby „Za niebieskimi drzwiami”, to mi się słabo robi. Misja polskie fantasy familijne wybitnie nieudana i obstawiam, że podobny los spotkałby kinowe „Siedem życzeń”.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości