Spectre (2015) reż. Sam Mendes
(03-11-2019, 16:42)Snuffer napisał(a): "aogladalne" nominuje do Shamarowego slowa 2019ego roku.

Za to "No ale żeby to dostrzec trzeba mieć minimum dobrego smaku, czego nigdy mieć nie bedziesz Uśmiech " jest zdecydowanie Shamarowym zdaniem roku 2019

Odpowiedz
(03-11-2019, 18:05)shamar napisał(a): Są infantylne, tandetne i plastikowe.
Wiem że takie są, wiedzą to też ich twórcy, Moore i reszta obsady. Rozumiesz do czego zmierzam?

Odpowiedz
Właśnie zaliczyłem powtórkę tego daremnego filmu i ło matko. Chciałbym znaleźć jakieś pozytywy względem poprzednich odsłon i w sumie mógłbym postawić ewentualnie na intro. I to tylko jeśli chodzi o grafiki bo sama piosenka jest totalnym paździerzem i nie mogę jej słuchać - Sam Smith zrobił rzecz niesamowitą i przebił nawet smętnie wyjącą Adele w "Skyfall".

Ten film ma wszystko co najgorsze w tej serii:
- najgorsza piosenka
- najgorszy prolog z sekwencją akcji z helikopterem (fatalne CGI a mamy tam jeszcze zawalający się budynek - Casino Royale i Wenecja to to nie było).
- ten film dubluje sam siebie - dwa razy dostajemy takie same sceny akcji: z helikopterem (nie wiem, która bardziej kuriozalna - ta z prologu czy Bond strzelający z chujwiejakdaleka do maszyny latającej ze swojej króciutkiej broni) oraz zawalający się budynek
- Craig wygląda tutaj niby młodziej niż w Skyfall, ale jego Bond to taki nudziarz, meh
- dziewczyny Bonda są do dupy - występ Belucci spóźniony o jakieś 20 lat, Lea Seydoux niezbyt urodziwa i jej wątek tak jakby spuszcza Vesper w kiblu Uśmiech
- jeszcze bardziej wałkowana przeszłość 007
- z filmu na film coraz gorszy czarny charakter - Blofeld to chyba jeszcze większy dzban niż Silva. W ogóle motyw z wierceniem w głowie Bonda to coś takie głupiego, nie wiem, jak można było na to wpaść
- najbrzydsze zdjęcia ze wszystkich Bondów Craiga. Hoyte Van Hoytema zostaje daleko w tyle, chyba tylko sekwencje śnieżne mi się podobały
- najnudniejsze sekwencje akcji - to już nawet w Skyfall miałem wrażenie, że dzieje się więcej i fajniej

Normalnie nie chce się aż pisać o tym gniocie. Nie wiem, 2 albo 3.

Odpowiedz
Powtórek filmów z Craigiem epizod ostatni, czyli Spectre.

Moją ocenę Skyfall już znacie, więc domyślacie się, że nie spodziewałem się kompletnie niczego dobrego zwłaszcza do czasu pierwszych wieści o produkcji zdążyłem zaliczyć powtórki pierwszego filmu Mendesa i było tylko gorzej. Lecimy szybciutko z plusami, bo potem będzie trochę roboty:

+ scena otwierająca w Meksyku na czele z pierwszym ujęciem, mi motyw z helikopterem który był tu dyskutowany na forum nie przeszkadza tak bardzo

+ bitka w pociągu, czyli jedyna przyzwoicie nakręcona i nie rażąca debilizmem/wiejąca nudą (lub jedno i drugie) scena akcji w całym filmie, wyjąwszy suchar na końcu i powody jej zaistnienia

I.... To tyle. Jak widać, nawet w nielicznych plusach pojawiają się "wyjąwszy" itp. co jest bardzo wymowne. Minusów jest znacznie więcej i ten film mnie tak zirytował, że muszę je z siebie wyrzucić:

- generalnie jak to zwykle bywa największym minusem jest scenariusz. Na szczęście sony leak miało miejsce więc widać wyraźnie, że za dużo tam było pomysłów, przepisów, kucharek i wyszło coś bardzo niestrawnego. Ciężko uciec od wrażenia, że to co wyłania się z korespondencji włodarzy jako pierwotny scenariusz było lepsze od koszmarka który się urodził. Najbardziej frasuje mnie to, że pojawiają się tam zarzuty dotyczące różnych rzeczy, scenariusz jest poprawiany, a potem słabuje tak samo w dokładnie tych samych elementach. Mam wrażenie, że wszyscy zainteresowani już tego mieli dość i machnęli ręką. Rezultatem są liczne idiotyzmy, nielogiczności, problemy, z których na tej długiej liście i tak pewnie pominę kilka:

- Bond urywa się ze smyczy i działa na własną rękę ILE KURVA MOŻNA

- sam pomysł na zawiązanie intrygi jest kulawy, bo co oznacza niby enigmatyczne "nie przegap pogrzebu"? Oczywiście film leci z tematem. W ogóle skąd Bond wie że ma wziąć arcyważny jak się okazuje sygnet z łapy Sciarry? Czemu nie, KURVA, wzorzystą poszetkę? Film leci z tematem a my musimy to zaakceptować

- wzięto na tapetę Blofelda i zgwałcono oraz napluto na tę postać. W ogóle idea Spectre przedstawiona w filmie jest arcyidiotyczna i we współczesnym kinie nie powinno się reanimować tego motywu w taki przerysowany sposób. Całe spotkanie w Rzymie ciągnie się niemiłosiernie, jest głupie jak but i nijak dorosły człowiek nie może tego uznać za wiarygodne. Jak pisałem przy okazji QoS - jestem w stanie spokojnie uwierzyć, że NWO spotyka się wmieszane w tłum na wydarzeniu typu Tosca i omawia szeptem takie zagadnienia jak tam omawia. W takie spotkanie jak w Spectre nigdy nie uwierzę, jest wręcz karykaturalne. Nie wiem jak ktoś mógł uznać że to będzie "cool", chyba jakiś 12 latek też coś tam dopisał do skryptu. Aha, ktoś kiedyś tu pisał, że jest kozackie no bo pokazuje jaki to z Blofelda kozak bo wszyscy możni czekają aż on przyjdzie - otóż coś źle zapamiętał, bo nikt na niego nie czeka, wszyscy z poważnymi minami omawiają różne przestępcze tematy. W ogóle co to ma być, że wokół stoją sobie ludzie na tej galerii gdzie Bond i słuchają sprawozdania? Nie mają tam memo jakiegoś, maili, Slacka? W ogóle wyobrażacie sobie w korpo taką naradę gdzie spotykają się dyrektorzy różnych obszarów i dyskutują, omawiają albo kogoś wybierają, a wokół stoją szeregowi specjaliści i pracownicy operacyjni i sobie tego słuchają? Nawet w starych filmach było to mniej groteskowe bo przy stole spotykały się same grube ryby Spectre

- arcydebilny jest motyw wiążący na sznurek i gumkę poprzednie filmy z dokonaniami Blofelda - zupełnie też zbędny. Zamiast tego scenarzyści mogli popracować nad tym, czego faktycznie brakuje, czyli pokazaniem chociaż raz jakiejś udanej, złowrogiej akcji Widma i Blofelda, jakiegoś dowodu że jest kozakiem. Dopisanie dwóch zdań typu "It was all me, James" - that's just lazy writing. Aha, jest jeszcze jedno niesamowicie zgrabne powiązanie, otóż Q dostaje do zbadania sygnet Sciarry i z dziwnych "hakerskich" animacji wynika z tego, że DNA znalezione na tym sygnecie łączy się z Le Chiffre, Greenem, Silvą... Bardzo ciekawe, no ale nie ma co pytać i lecimy dalej z fabułą

- skoro Spectre wie, że ostatnia znana lokalizacja to Altsee to dlaczego już dawno nie zrobiono porządku z Mr White poza tym, że wymaga tego fabuła? Dobrze, że Sciarra litościwie poczekał z tym zadaniem aż Bond wpadnie na jego trop.

- jak zwykle bardzo frapuje mnie scenariuszowo wątek zemsty - pomijając już jego idiotyzm, że ktoś zostaje geniuszem zbrodni (czego musimy się domyślić tzn. tak nam powiedziano, bo rezultatów jak wspomniałem nie widać) bo jego tata poświęcał więcej uwagi przyrodniemu bratu, to... Dlaczego tak? Dlaczego Blofeld mści się akurat wtedy a nie wcześniej? Dlaczego nie zrobi tego jak np. Bond zostaje agentem MI6, albo w milionie innych momentów? Dlaczego w ogóle Blofeld pozwala za sobą podążać Bondowi? W filmie widzimy, że przewiduje to, iż ten pojawi się na spotkaniu (jest scena, w której ochroniarz raportuje prze krótkofalówkę ze pojawił się Bond) - czyli wie, ale mimo to nie zabija go wcześniej, za to pozwala gonić go i uśmiercić Batuiście. Po co jest bójka w pociągu, skoro Bond jedzie w miejsce, do którego PEZYJEŻDŻA PO NICH SAMOCHÓD wysłany przez Blofelda? Aż taki jest niecierpliwy? Sama ta scena jak widać z sony leak bardzo się wszystkim podobała, ale logiki w niej za grosz. Na co liczy Bond, zjawiając się tam? Jakby nikt nie podjechał, to co by zrobił nie mając żadnego ekwipuniu, ubrany jak na spacer razem z partnerką? Wtf? To Blofeld chce go zabić (dlatego Batuista) czy zaprosić go i prowadzić sadystyczną grę? WTF?

- wątek Smart Blood był interesujący, jednak potem kompletnie niewykorzystany i zapomniany, vide dysk w poprzednim filmie Mendesa

- wątek "miłosny" leży i kwiczy i przy nim poprowadzenie relacji Bonda i Vesper to mistrzostwo, oskarowy melodramat. Nie idzie nic a nic uwierzyć, że Bond się może w Madeline zakochać, ich relacja nie ma żadnych punktów zwrotnych, żadnego rozwoju, jest napisana na kolanie i odwal się, w innym temacie wspomniałem o mojej i drugiej połówki reakcji na sali kinowej. Moment, w którym w nie sygnalizowany wcxesniej sposób rzucają się na siebie napaleni powoduje osłupienie. I na tej relacji zbudowano cały kolejny film, ale to inna historia. Czy ktoś w ogóle myślał o tym, że to nieco niezręczne, iż miłością życia Bonda zostaje córka kolesia, który bez mrugnięcia okiem przyczynił się do śmierci Vesper i jeszcze kpił z tego (sceny w Sienie, QoS)?

- scenariusz, to główna wada, a jego skutkiem jest coś niewybaczalnego, czyli NUDNY FILM AKCJI. Sceny akcji to gówno, wszystkie są nudne, wtórne, nakręcone bez żadnego napięcia, stawki, niepotrzebnie przeciągane. Sprawiają wrażenie odklepanych. Bond z każdej z nich wychodzi z uśmiechem na ustach zamiast z krwawiącym ryjem jak w CR. Największym kuriozum jest dla mnie "pościg" samochodowy w których między jadącymi nie dochodzi do żadnych interakcji. Nie strzelają do siebie, nie zderzają się, nie spychają... Jakbym nie znał kontekstu to bym pomyślał że dwóch ziomków śmiga nocą po PUSTYM RZYMIE (W nocy! Rzym, kurva! Pusty! Śmiech). No, ale Bond ma czas nawet ogarnąć różne sprawy w tym czasie przez telefon. Do tego te nieśmieszne gagi, gadżety pasujące jak pięść do nosa do tonacji filmu... Masakra.

- sceny w bazie Blofelda to następne kuriozum - najpierw idiotyczne ale śmiertelnie poważnie odegrane i zainscenizowane tortury, potem Bond sobie wstaje i jedną rączką trzymając pistolet maszynowy kasuje ze 100-200-300 metrów złych jeden po drugim. Wymaga to zbyt dużego zawieszenia niewiary nawet jak na konwencję. To ja wolę Bonda co ucieka przed wielkim laserem, przynajmniej jest zabawnie.

- final blockbustera za miliony wygląda tak, że Bond biega po pustym budynku napchanym debilnymi kliszami z zestawu psychopaty (te tarcze strzelnicze, zdjęcia, nazwisko Bonda sprayem... Jak z jakiegoś Pottera, książek dla kurva dzieci), potem oddaje z łódki kilka strzałów do helikoptera odległego o kilkaset metrów i tyle. Nieśmieszny żart. Tak, sceny akcji to tragedia

- zdjęcia nie pomagają, jeszcze te obrzydliwe podrecznikowe sztampowe filtry, bleh

- piosenka jest fatalna

I już mam dość wymieniania a na pewno trochę pominąłem. Dla mnie 2/3-10 i miejsce w dolnej trójce serii. To jeden z najgorszych Bondów. Są takie, które ogląda mi się gorzej ale jeśli weźmiemy poprawkę na to, w jakim czasie powstały i że mają skręcone sceny akcji (i wszystkie inne) w sposób, który nie może być atrakcyjny dla współczesnego widza to myślę, że jest to najgorszy Bond. Bleh.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
Zapomniałeś o kuriozalnym wątku C i tego, że Bond zabija go nie posiadając żadnych dowodów na jego winę, co dla postronnych oznaczało że dokonał morderstwa na przełożonym ;)

Zapomniałeś też o nowej siedzibie MI6, która zostaje zapomniana w kolejnym (dodajmy bezpośrednim) sequelu

To jest najgorszy z Bondów. Jego gorszy od Diamentów i Ośmiorniczki. Jest tak słaby, że nawet nie rozpatruję jego obecności w moim prywatnym kanonie ;)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Spectre jest zajebiste, a Wy się chuja znacie Uśmiech



Odpowiedz
(17-10-2021, 13:34)Corn napisał(a): Zapomniałeś o kuriozalnym wątku C i tego, że Bond zabija go nie posiadając żadnych dowodów na jego winę, co dla postronnych oznaczało że dokonał morderstwa na przełożonym Oczko

Zapomniałeś też o nowej siedzibie MI6, która zostaje zapomniana w kolejnym (dodajmy bezpośrednim) sequelu

C zostaje zabity przez M Uśmiech Ale cały ten wątek jest gówno warty, na siłę zrobiony sub plot żeby było modnie. Faktycznie, nowa siedziba jest kompletnie olana.

Zapomniałem też dodać że w tym samym roku premierę miało M:I Rogue Nation który jest tryliard razy lepszym filmem na każdej płaszczyźnie, na czele ze scenami akcji i pościgiem po Casablance w BMW M3, który wygląda tak jak pościg we współczesnym filmie akcji powinien wyglądać. To był dla mnie gwóźdź do trumy. M:I tendencja zwyżkowa, Bond leciał tym filmem na samo dno.

Tak jak pisałem, mnie taka Ośmiorniczka nudzi bardziej, ale trzeba brać poprawkę jak się wtedy kręciło filmy. Wtedy sceny w nim na pewno uchodziły za widowiskowe. Z tych dawnych Bondów z ery przed Brosnanem i Daltonem najlepiej skręcone sceny akcji ma chyba... OHMSS.

P.S. Aha, dodam jeszcze że nie podzielam opinii o tym, że aktorom "nie chciało" się grać. Scenariusz i dialogi są tak fatalne, że najlepsza gra w nich nie pomaga, bo tam nie ma co grać.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
Cytat:C zostaje zabity przez M
A to widzisz zapomniałem. Wyrzucam ten film z pamięci. W ogóle zatrudnienie pierwszoligowców do drugoplanowych ról zaburzyło konwencję Bonda i zrobiło z tego bezsensowne Mission Imbondable. Dobrze, że to już koniec ery Craiga

Cytat: Zapomniałem też dodać że w tym samym roku premierę miało M:I Rogue Nation który jest tryliard razy lepszym filmem na każdej płaszczyźnie
Panie, rok wcześniej premierę miał Shadow Recruit, który jest fatalnym Jackiem Ryanem ale Bondem byłby całkiem w dechę - takim prostym, nie siłującym się na smutną powagę i zarazem będącym w granicach realizmu QoS. Dajcie Branaghowi Bonda.

Cytat: Tak jak pisałem, mnie taka Ośmiorniczka nudzi bardziej, ale trzeba brać poprawkę jak się wtedy kręciło filmy.
Ośmiorniczka jest słaba, ale nie stara się wywracać wszystkiego do góry nogami i nie wyczarowuje nagle brata Bonda z dupy
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
W "Spectre" absolutnie najgorszym, najgłupszym i powodującym największy facepalm motywem, jest ten, że Blofeld to brat Bonda i zaplanował całą tę intrygę sięgającą "Casino Royale", żeby się zemścić na Jamesie, bo tatuś mu nie wiązał bucików, a Bondowi tak. Rany boskie, brak mi w ogóle słów, jakie to jest kretyńskie. To jest Mount Everest głupoty scenariuszowej. No i, o czym już wielokrotnie wspominano, wsteczna ingerencja w "Casino Royale" to zbrodnia.

Corn napisał(a): Ośmiorniczka jest słaba
Właśnie miałem się zapytać - już któryś raz podkreślasz, że "Ośmiorniczki" nie cierpisz. Ok, ale mógłbyś napisać dlaczego? Pytam całkiem poważnie. Ja wszystkie Bondy z Moorem lubię (najmniej dwa pierwsze), a "Ośmiorniczka" ma kilka naprawdę fajnych momentów - aukcja z podmianą jajka, Bonda w Indiach, sekwencję w Niemczech (mercedes na szynach!), 007 zjeżdżającego z gunem po poręczy, niezły finał w samolocie... No i klimat 80s' (choć ten tak naprawdę wjechał dopiero w kolejnym Bondzie), Stevena Berkoffa jako szalonego radzieckiego generała... Są tam też cheesy momenty - Bond w przebraniu krokodyla (o ile pamiętam), Bonda w stroju klowna i goryla (mnie to nigdy nie przeszkadzało), Bond-tarzan, ale dla mnie nie dyskwalifikują filmu Uśmiech

I może odpowiedz w temacie ogólnym, bo się znowu burdel w watkach zrobi Uśmiech
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Wczoraj obejrzałem "Spectre" i było to moje pierwsze podejście do tego filmu bo jakoś mnie ominął. Po powtórce "Skyfall" myślałem że będzie całkiem ok.

I... W sumie nie wiedziałem co napisać, bo jak już zacząłem o tych Bondach Craiga to by wypadało i tu. Nawet teraz nie jestem zbyt pewny...

Z reguły pisałem o plusach i minusach ale tutaj tak się nie da, będzie więc tu lekki chaos.

Dobra...
Po trochę zakombinowanym "Skyfall" "Spectre" najwyraźniej miało być prostym, sympatycznym Bondem w oldskulowym stylu z klasycznymi atrybutami - Wielkim Złym na czele Wielkiej Tajnej Organizacji, z Tajną Bazą (oraz limuzyna i szoferem), Przybocznym Mięśniakiem z którym trzeba stoczyć walkę i Wielkim Złym Planem, scenami w górach (nawet widzę tutaj jakieś bezpośrednie inspiracje - zdaje się np walka w pociągu była w jednym z Bondów z Connerym, też z agentem Spectre).
Ale jakoś nie wyszło, chyba nikt tego nie "czuł", nie było funu a z robienia czegoś takiego trzeba mieć fun.

Podobało mi się trochę scen, Bond biegający po dachach, walka w śmigłowcu, walka w pociągu, końcowa scena gdy Bond siedzi w samochodzie, kamera się przesuwa i pokazuje Madeleine. Scena Q z samochodem i zegarkiem, scena z Mr White, scena z lądowaniem na spadochronie. Coś tam jeszcze.

Była jedna genialna scena - z myszą Duży uśmiech Ale niestety nie jest tak dobra aby warto było dla niej obejrzeć cały film.



Jest problem z postaciami. Bardzo fajni w "Skyfall" Q i Moneypenny, solidny Fiennes - tutaj.. są. Fiennes się naprawdę stara ale aż żal patrzeć jak bardzo to jest nieistotne. BARDZO brakuje Judi Dench i jej budowanej przez filmy relacji z Bondem (tej scenki nie liczę). Dalszy ciąg ciekawej relacji Moneypenny z Bondem? Eeeee.... taaa...
Bautista jest tutaj chyba tylko dla walki w pociągu a tak poza tym mam wrażenie że po prostu próbują go tu i ówdzie upchnąć żeby nie wydawał się aż tak pretekstowy.
Blofeld... Jest tutaj cholernie prosty zabieg aby uczynić relację postaci bardziej osobistą, tymczasem spotykają się po latach dawni "przyrodni bracia " i w sumie... nie mają sobie nic do powiedzenia. Więc.. po co to? Jakieś retrospekcje aby nadać  głębi ich relacji? Yyyyy... Why ?

Blofeld wydaje się też jakiś taki.. "smarkaty". Co ciekawe  jak się pojawia już z bliznami Waltz gra go już inaczej i staje się znacznie bardziej interesujący, tak jak jego relacja z Bondem. Tylko trochę na to za późno

Przy "Skyfall" pisałem że tamten film za mało angażuje. "Spectre" nie angażuje w ogóle. Nie ma stawki, nie ma relacji między postaciami, nie ma żadnych emocji. Ot, coś się dzieje, tu gadają, tu się biją, tam coś jedzie i tyle.

Jedyną istotną relacją i postacią jest Madeleine. I ja to kupuję, Léa Seydoux jest śliczna w tym filmie  a jej postać to jakby mieszanka chłodnej, powściągliwej blondynki z naburmuszoną Francuzeczką, ma jednak swój urok i nie jest bezradną panienką. To nie druga Vesper  - no i cale szczęście. Tylko na tą relację potrzeba więcej czasu. Jak tu nagle pierdolnęło "I love you" to aż się mentalnie zatoczyłem - alejaktożecotojuż??

Może jakbym ten film obejrzał za młodziaka to by mi się spodobał, teraz jest mi po prostu obojętny. Nic w nim nie ma.

Ode mnie 4/10

Odpowiedz
Cytat:Ale jakoś nie wyszło, chyba nikt tego nie "czuł", nie było funu a z robienia czegoś takiego trzeba mieć fun.
Bo ten powrót do starej stylistyki nie ma najmniejszego sensu. Nie po to Campbell odciął pępowinę w doskonały sposób, żeby w dwa filmy później wszystko przywracać do starych motywów, które pasują jak pięść do nosa. Nie wiedzieć czemu Spectre zjechano ale za dokładnie to samo i to w gorszych proporcjach wybacza się NTTD bo to „stary, dobry Bond”, chociaż kolo tego nawet nie stały xD
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Bo ja wiem... Nie widziałem NTTD i po "Spectre" mam poważne wątpliwości czy mi się chce.. Ale gdyby "Spectre" z całym tym swoim oldskulem było zrobione z jajem, humorem i energią - to ja bym to kupił.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Skyfall (2012) reż. Sam Mendes Kaczor 1,300 159,931 04-11-2021, 22:30
Ostatni post: Rozgdz



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości