StageFright: Aquarius aka Deliria - 1987
#1
[Obrazek: deliria01.jpg%3Fw%3D640]

Włoski slaszerek z końcówki lat 80-tych wzorowany na amerykańskich filmach tego typu, także raczej wiadomo czego się spodziewać. Intryga prosta jak drut - pojebaniec ucieka z zakładu dla obłąkanych, wbija na próby przedstawienia i zaczyna zabijać wszystkich jak leci, przywdziewając na łeb maskę sowy dla niepoznaki, chociaż widz a także bohaterowie od początku wiedzą, z kim mają do czynienia. Nie ma tutaj żadnych wymyślnych zagadek typu "kto zabija" czy jakichś pokombinowanych twistów - ot, całość leci od samego początku do końca według linijki i w sumie jeśli ktoś lubi tego typu klimaty to nie jest to jakaś rażąca wada.

Wydaje mi się, że Michele Soavi bardziej chciał pobawić się stroną wizualną swojego filmu czy też jego scenografią aniżeli utrudniać sobie życie zbyt skomplikowaną fabułą i muszę przyznać, że audiowizualnie jest to czołówka slaszerów w ogóle. Na pierwszy plan oczywiście wybija się świetna scenografia i jej wykorzystanie, dobre też są zdjęcia, swoje robi też specyficzny, teatralny klimat całości. Strój, a w szczególności maska killera też robi swoje - wielki sowi łeb z wyłupiastymi oczami to dość niecodzienny kamuflaż jak na filmowego mordercę, ale spełnia swoje zadanie w stu procentach - m.in. dzięki temu film jest jakiś i zapada w pamięć, choć jak pisałem, fabularnie to nic odkrywczego.

Jest trochę fajnego goru (motyw z piłą mechaniczną!) a ludzie giną szybko, łatwo i przyjemnie;) Najbardziej podobała mi się z kolei końcówka, czyli wiksy na scenie i konfrontacja z final girl, choć samo zakończenie raczej słabe, przekombinowane i niepotrzebnie przeciągnięte. Muza Simona Boswella byłaby mega mocnym punktem całości, gdyby nie "szybsze" brzmienia podczas scen "pościgów", bo już motyw przewodni wg mnie kapitalny i budujący niepokojący nastrój:



Minusy? Fabuła w zależności od upodobań widza, raczej drętwe i słabe granie (na plus w sumie tylko reżyser przedstawienia i główna heroina) i to tyle. Jeśli ktoś lubi slaszery a jeszcze nie widział to jest to wg mnie pozycja obowiązkowa choćby ze względu na super klimat i wspomnianą stronę audiowizualną - do tej pory nie mogę wyjść z podziwu jak świetnie w filmie sprawdziła się teatralna scenografia wspomagana fajną zabawą ze światłem i cieniem. Mimo wszystko pozycja raczej dla fanów podgatunku, bo resztę może odrzucić prostota i słabe aktorstwo większości obsady. Mnie się podobało, dlatego daję na razie mocne 7/10 i zrobiłem sobie pre-ordera na Blu, bo jest na czym zawiesić oko.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#2
Potwierdzam, jest tak jak mów Ślepy, tj. Ślepy mówi jak jest :)

Najprzyjemniej mnie ten film zaskoczył...warstwą wizualną. Nie wiem, może mam pecha czy coś, ale jak się biorę za włoszczyznę z najlepszych lat kinaTM, to jak dobry film by nie był, tak zawsze będzie przynajmniej parę scen, które będą wygląda realizacyjnie jak dumny przodek Z.F. Skurcz.
Odpalam film Soaviego i szok! Nie mam się do czego przyczepić!

Są dwie sceny, dla których zdecydowanie warto "Stage Fright" obejrzeć:
-autor tematu nie wspomniał, że "Deliria" to taki trochę film o filmie w ramach filmu :) Otóż ofiary mordulca to bezrobotni aktorzy w trakcie prób musicalu o...seryjnym mordercy w sowiej masce. Gdy nasz rzeźnik pojawia się po raz pierwszy w pełnym rynsztunku trwa próba sceny morderstwa. Wszyscy aktorzy biorą seryjniaka za przebranego kolegę. Zabójca nieśmiało podchodzi do jednej z aktorek, ręka z nożem mu drży. Reżyser krzyczy: "No dalej, zabij ją do cholery!"
Koleś spełnia polecenie.

Reakcje świadków - bezcenne.

-Wspomniana scena wiksy na scenie. Muzyka jaka wtedy gra zwyczajnie rozsadza banie. Jest jeszcze na tubie, jakby ktoś był niecierpliwy, i nie chciał czekać 90 minut by ją obejrzeć...

[Obrazek: vlcsnap-2009-10-03-09h15m31s157.png]
Ale ten pan radziłby obejrzeć ją po bożemu.

Ode mnie 8/10. Na tyle mi się spodobało, że zaraz po napisach odpaliłem Kościół i Sektę tegoż reżysera. Ta ostatnia to całkiem klawa, klimatyczna i świetnie nakręcona(again!) wariacja na temat "Dziecka Rosemary". Z kolei z "La Chiesa" to radziłbym nastawiać się na klimat i na pojedyncze sceny, bo mimo obiecującego otwarcia(kryżacy mocno masakrujący średniowiecznych włoskich wieśniaków a na ich grobach budują tytułowy kościół), to im dalej w film, tym większy burdel fabularny. Ale i tak polecam, 7/10

Tutaj co nieco o wspomnianych filmach i nie tylko:
http://theblogthatscreamed.blogspot.com/2013/03/michele-soavi-zapomniany-wizjoner.html

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości