Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Gdzie porównuje "Star Trek" do "BttF"?
Tak czy siak, dziwne. Po twoim poście można było pomyśleć, że twoje zarzuty przeciwko "Star Trekowi" to to, że nie jest oldschoolowym sci-fi, jak "Terminator" i nie jest ambitny, gdyż właściwie o niczym innym nie napisałeś. ;) A to nie jest kino, które ma być ambitne czy być alegorią problemów ludzkości tylko ma dać rozrywkę. I tyle.
Hitch napisał(a):Przez takie porownania powstal Indiana Jones 4 -_-
Damn you!
Czego znów nie zrozumiałeś, Hitchu? ;)
10-05-2009, 22:11
Nowy
Liczba postów: 309
Liczba wątków: 4
Crov napisał(a):Tak czy siak, dziwne. Po twoim poście można było pomyśleć, że twoje zarzuty przeciwko "Star Trekowi" to to, że nie jest oldschoolowym sci-fi, jak "Terminator" i nie jest ambitny, gdyż właściwie o niczym innym nie napisałeś. A to nie jest kino, które ma być ambitne czy być alegorią problemów ludzkości tylko ma dać rozrywkę. I tyle.
Uściślam - ja nie zarzucam filmowi Star Trek, że nie jest oldschoolofym kinem S/F. Ja tylko uczciwie ostrzegam ortodoksyjnych fanów tego typu kina, że w ich przypadku wycieczka na ten seans to raczej kompletne nieporozumienie.
Moje 6/10 to ocena dla kina rozrywkowego, ze świadomością na co poszedłem, itd. Bądźmy szczerzy - zachwyty nad tym filmem czy dawanie mu jakichś znaczków jakości to raczej jakiś żart. Na tej samej zasadzie znaczek jakości powinien dostać Iron Man, Transformers (znacznie bardziej by na to zasługiwał) czy np. Babylon A.D.
Reasumując - Star Trek, nawet gdy traktować go jako kino czystko rozrywkowe, całkowicie w oderwaniu od tego, że to film S/F (którym to mimo wszystko jednak jest), nawet biorąc poprawkę na to wszystko i tak otrzymujemy film relatywnie średni. Może nie tragiczny ale jednak średni. W kat. kina rozrywkowego spodziewałem się tu co najmniej hitu miesiąca, a nawet tego nie było. Stąd moje lekkie rozczarowanie. Poczucia wywalonych w błoto pieniędzy nie mam bo film mnie jednak na śmierć nie zanudził. Momentami nawet był całkiem zabawny i fajny ale jak na taki "hicior" to troszkę za mało.
10-05-2009, 22:30
Nowy
Liczba postów: 166
Liczba wątków: 1
Jak dobrze, że ortodoksyjni fani mają kogoś takiego jak Ty, bo prawdopodobnie nie mają zielonego pojęcia z jakim nastawieniem pójść na "Star Trek" :). "Nie tragiczny", "hit miesiąca", "na hicior to za mało" "6/10" to chyba też pewnego rodzaju znaczki jakości, czyż nie? A co do braku "oldschoolu". Pod pewnymi względami "Star Trek" jest o wiele bardziej oldschoolowy niż można by sądzić. Kiedy ostatni raz na ekranie ktoś radośnie walił z laserów do statków nieprzyjaciela, wchodził w nadprzestrzeń, wpadał do czarnej dziury? To jest właśnie oldschool, którego brakowało. Film wali po oczach i uszach, i o to chodzi. Widziałem wczoraj, dzisiaj już prawie nic nie pamiętam, ale podczas seansu bawiłem się kapitalnie.
11-05-2009, 09:24
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
BM napisał(a):Takie "plast, paf, bum" niezbyt wymagające, z patosem, efekcjarskie, takie tam fajne przez małe F.
i tego właśnie się spodziewam. efekciarskie plast, paf, bum jest oczekiwane, a skoro tak - to macie, widzowie, macie co fajne, ładne i łatwe. Źle? Nie. Dobrze? Przeca chodzi o to, żeby było miło, chociaż nie każdy o tym wie. Że chodzi o to, żeby było miło, chociaż nie każdy to czuje. 8)
11-05-2009, 11:09
Stały bywalec
Liczba postów: 4,442
Liczba wątków: 8
Fanem nigdy nie byłem, widziałem parę odcinków klasycznego serialu i Voyagera. Niemniej zachęcony trailerami, opiniami, Abramsem i Peggiem postanowiłem pójść do kina.
Uważasz, że po IJ4 kino przygodowe umarło, Nowa Trylogia SW była słaba, a Transformers głupie? Zapraszam na Star Trek. :P
Film sponsorują słowa ,,humor", ,,efektowność", ,,lekkość" i ,,epickość". Ale największym plusem są postacie i gra aktorów. Naturalni, kiedy trzeba - zabawni i charyzmatyczni. Chris Pine i jego Kirk to strzał w dziesiątkę. Jest to typowy zawadiaka, który na każdym kroku dostaje w mordę, jest lekkomyślny, aby na końcu okazać się urodzonym dowódzcą i bohaterem. Nie sposób go nie lubić i mu nie kibicować. Spock to Spock, Quinto jest zimny i wygląda jak trzeba. Na osobną wzmiankę zasługuje Simon Pegg, który jest świetny (jak zwykle) jako Scotty. W ogole obsada jest dobrana wyśmienicie. Miło też ponownie zobaczyć Leonarda Nimoya.
Akcja jest konkretna, emocjonująca i dobrze zrealizowana. Efekty specjalne...no właściwie nie są specjalnie, ot, standard, ale trafiają się niezłe ujęcia, w abramsowym stylu. Muzyki też bym arcydziełem nie nazwał, ale kilka niezłych motywów ładnie uzupełniało obraz. Co jeszcze?
Podsumowując: Najlepszy film przygodowy ostatnich lat.
9/10
11-05-2009, 21:57
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,425
Liczba wątków: 67
Byłem, wróciłem, bawiłem się dobrze, ale jednak nie czuję hiper-megia klimatu, czy optymizmu. Nigdy nie byłem Trekkiem, ale kinowe wszystkie filmy widziałem. I je właśnie preferuję, bo nowego Treka mogę określić następująco: szybko, kolorowo, zabawnie i hałaśliwie, za to koszmarnie głupio. Tyle się nasłuchałem o świetnej fabule i wyrazistych wątkach, które zostawiają poprzednie ST w tyle, a tymczasem jest odwrotnie. Tym bardziej jest to dziwne, iż reżyserował człowiek, który "urzeczywistnił" M:I, zrobił (ponoć dobre) Lost, etc.
A tymczasem nowy ST jest maksymalnie blockbusterowy i na dobrą sprawę niewiele ma wspólnego ze światem przedstawionym. Star Trek nigdy co prawda nie grzeszył mądrością, ale jednak był konsekwentny w ukazywaniu własnego universum i każda akcja wywoływała reakcję. Tu mamy z kolei syndrom "Piratów", czyli wszystko jest możliwe - i tak jest czerwony stwór wzięty z dupy, pośrodku arktycznego pustkowia, którego potem wystarczy byle pochodnią przegonić. Mamy bohaterów (którzy raczej dobrze się bawią, niż walczą o życie), którym raczej nic się nie dzieje i wszystko, nieważne, jak kuriozalne zadanie, przychodzi bez trudu. Dobrze widoczne to jest na przykładzie Kirka, który najpierw dostaje łomot w knajpie i potem dochodzi do siebie cały dzień, a potem nie dzieje mu się absolutnie nic, nieważne, czy łazi w samej bluzie w iluśtam stopniach poniżej zera, spada ze spadochronem w atmosferę, czy cokolwiek innego. To przeciez banalnie proste, szczególnie dla kadeta. Podobnie ze Scottym, który pojawia się na 5 minut w życiu załogi, ale bez problemu porusza się po całym statku, zostaje jednym z nich i nic nie jest mu straszne.
Inne rewelacje to dla mnie całkowicie debilne w swym wykonaniu urządzenia i rasy - statek Romulów, czy jak im tam, wygląda jak choinka, nie ja statek, a do rozwalania planet wypuszczają z niego pizdryk na sznurku - no błagam. Tymczasem każda kolejna rasa różni się od siebie jedynie uszami, czy jakimś gównem na głowie. W starych Starych jeszcze można by to łyknąć - nowy powinien jednak być nieco bardziej oryginalny w dzisiejszych czasach.
Mój drugi poważny zarzut idzie w stronę humoru, co także chyba Piraci przekształcili w modę. Dosłownie co druga scena, czy tekst jest tu śmieszny, bądź niezamierzonie śmieszny. Tylko czy to jest komedia, czy film s-f? Bo wielokrotnie na ekranie nie widziałem żadnej różnicy pomiędzy nowym Trekiem, a Galaxy Quest (parodia ST, jakby ktoś nie wiedział) - brakowało normalnie tylko fana, który pomaga załodze statku w końcówce :D
Strona techniczna i akcja - nawet jesli przekombinowana - i tak robi duże wrażenie, więc to powinno być dużym plusem filmu. Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak obsada - wszyscy są dobrani perfecto (może tylko Pegg niepotrzebnie szarżuje). Obawiałem się 90210 w kosmosie, ale to właśnie obsada sprawiła, że mam do czynienia z postaciami, które dają się lubić i są takie, jak można by oczekiwać. Szczególnie zaskoczył mnie Urban jako McCoy, sam nie wiem czemu. Za to wielkie, wielkie brawa.
Generalnie całość oceniam na zasadzie Transformerów w kosmosie - logiki tu po prostu nie ma, sporo scen jest na siłę, całość poszła w komerchę aż miło. Bawiłem się oczywiście przednio, choć już na napisach końcowych film wyleciał mi z pamięci. Gdybym miał oceniać, to było by to w okolicach 6-7. Ot, taki typowy, letni blockbuster, w którym nie ma nic specjalnego na dłuższą metę, i który chwilami także troszkę przynudza.
PS. Kto zgadł, że to Winona Ryder jest? :D
12-05-2009, 00:17
Deputy US Marshal
Liczba postów: 7,026
Liczba wątków: 15
Oj, zawiodłem się. Po początkowej fali bardzo pozytywnych recenzji nastawiłem się na niewymagającą ale za to wgniatającą w fotel i świetnie zrealizowaną rozrywkę przyprawioną silnym klimatem prawdziwej old-schoolowej space opery. Ot, takiego Indiane Jonesa w kosmosie. Na początku było świetnie, całość szła do przodu bardzo sprawnie i przyjemnie, napędzana energicznością młodej obsady. Można tu znaleźć też parę świetnych, klimatycznych ujęć które przypominają każdemu dlaczego kocha SF.
Niestety im dalej tym gorzej.
Wszyscy wciąż powtarzają w kółko, że ten film to wspaniała rozrywka i czysta frajda ale dla mnie jakoś te sceny akcji wydały się prymitywne i wogóle nie emocjonujące. Uwielbiam ten tym SF ale im dalej w film tym te wszystkie "phaserowe" strzelaninki i "beamowanie" się w wodociągi jakoś tak spływały po mnie bez większego efektu.
Co do fabuły również można mieć zastrzeżenia. Rozumiem wszystkich fanów oryginalnego Star Treka chwalących pomysł Orciego i Kurtzmana który dał twórcom czystą kartę. Rzeczywiście z tego punktu widzenia takie rozwiązanie można uznać za sprytne. Jednak dla kogoś nienależącego do Star Trekowego kółeczka nerdów(sorry :wink:) cały motyw z podróżą w czasie jest toporny, prymitywny i prowadzący do paru strasznie naiwnych scen, i interakcji bohaterów.
Im dalej akcja się ciągnie tym film traci odpowiednią epę. Do tego cała struktura wydarzeń w drugiej połowie wydaje mi się jakoś tak....no nie wiem, nieudana :wink:
Ogólnie film był przyzwoity z silnym klimatem SF ale to arcy-mocarne 96% na rottentomatoes ze średnią oceną 8.1 to nie mam pojęcia skąd się wzięło...
Może po powtórnym seansie zmienię zdanie.
7-/10
Mefisto napisał(a):PS. Kto zgadł, że to Winona Ryder jest? :D
Przez cały seans nie dawało mi to spokoju. Oglądałem film z tym niepokojącym głosem z tyłu głowy, mówiącym mi, że powinienem umieć tą morde nazwać :smile:
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
12-05-2009, 00:56
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Ech. Takie to tam.
Sam początek, który można nazwać prologiem filmu, jest nudny. Za to Kirk jadący samochodem, a potem bójka w barze (kocham bójki w barach!) są świetne. Ładnie nakręcone, energicznie zmontowane - mówiąc krótko: wzbudzają zainteresowanie filmem. Tu duży plus za to, że gdy Kirkowi obijają morde to ma cholernie dużo krwi na twarzy (zaskakująco dużo, jak na PG-13). Ale potem to już tej krwi nie widać.
Przez pierwszą połowę filmu całkiem dobrze się bawiłem, ale mniej więcej od momentu, kiedy Kirk prowokuje Spocka zacząłem się nudzić. Strzelaniny w kosmosie zupełnie mnie nie ruszały, ale te blasterowe (czy czym oni się strzelają) właściwie też nie bardzo. Aktorstwo i reżyseria były na poziomie, ale wśród aktorów nie było nikogo, kto potrafiłby pociągnąć film w wolniejszych momentach (tak jak robił to Robert Downey Jr. w "Iron Manie"). "Yay!" dla Antona Yelchina i Simona Pegga, bo fajni są, ale mało ich. I fajne nawiązanie do klasycznych redshirtów.
Wracając do Filmwebu i znaczka "Filmweb Poleca" to zdecydowanie pomyłka moim zdaniem. Muszę przyznać rację BM - "Iron Man" powinien dostać ten znaczek, a "Star Trek" na niego nie zasługuje. Ale to taka uwaga, bo sam nie przykładam większej wagi do tych nalepek.
7-/10
Zielonoskóra laska = pure hotness
PS O, gdańszczanka grała w tym Star Treku: http://www.imdb.com/name/nm1640437/
12-05-2009, 15:54
Stały bywalec
Liczba postów: 1,092
Liczba wątków: 7
Ten cały statek głównego badassa - ja pierdziu, jak to ma być statek górniczy, to jak wyglądają jednostki bojowe?
Ogólnie fajny film. Po prostu. Efekty mocne, aktorstwo bardzo satysfakcjonujące (młody Spock zarządził), intryga raczej mało zaskakująca, ale jakoś pcha film do przodu - ogólnie 7+/10. Wymieniony powyżej syndrom Piratów z Karaibów jednak mocno przeszkadza i to za to ocena poszła mocno w dół. Bez tego nachalnego humoru, postaci służących za jeden wielki "comic relief", maniery wpieprzania przygód w miejsca, gdzie nie powinny one mieć prawa bytu byłoby bardzo dobrze. A tak jest "tylko" ok.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
12-05-2009, 22:08
Nowy
Liczba postów: 309
Liczba wątków: 4
Koleś napisał(a):Jak dobrze, że ortodoksyjni fani mają kogoś takiego jak Ty, bo prawdopodobnie nie mają zielonego pojęcia z jakim nastawieniem pójść na "Star Trek" :) . "Nie tragiczny", "hit miesiąca", "na hicior to za mało" "6/10" to chyba też pewnego rodzaju znaczki jakości, czyż nie? A co do braku "oldschoolu". Pod pewnymi względami "Star Trek" jest o wiele bardziej oldschoolowy niż można by sądzić. Kiedy ostatni raz na ekranie ktoś radośnie walił z laserów do statków nieprzyjaciela, wchodził w nadprzestrzeń, wpadał do czarnej dziury? To jest właśnie oldschool, którego brakowało. Film wali po oczach i uszach, i o to chodzi. Widziałem wczoraj, dzisiaj już prawie nic nie pamiętam, ale podczas seansu bawiłem się kapitalnie.
Jak dobrze, że forumowi kontestatorzy mają kogoś takiego jak ty bo prawdopodobnie nie mają zielonego pojęcia jak podjąć polemikę z kimś tak pretensjonalnym jak ja, komu się ten filmik raczej średnio podobał. :roll:
To ja może powiem dla odmiany co mi się w tym filmie podobało. Jest jeden bardzo dobry punky w obsadzie. Na imię mu Spock (dla kąśliwych przyjaciół "szpiczastouchy"). Zachary Quinto naprawdę rewelacyjnie go zagrał czym zaskarbił sobie moja niekłamaną przychylność jako widza. Z zaciekawieniem będę śledził dalsze, aktorskie poczynania tego pana.
Mefisto napisał(a):PS. Kto zgadł, że to Winona Ryder jest?
Ja się przez chwilę domyśliłem. Ale za moment miałem takie "eee, zdawało Ci się". A jednak, końcówka filmu i zonk - napisy końcowe nie kłamią. :wink:
Mefisto napisał(a):i tak jest czerwony stwór wzięty z dupy, pośrodku arktycznego pustkowia, którego potem wystarczy byle pochodnią przegonić
...ziejący na bohatera jakąś paszczo szczęką przez pół minuty w odległości metra od jego głowy zamiast go chapnąć. Rany, jakie to było mega kiczowate.
14-05-2009, 10:14
Don Sinatio
Liczba postów: 2,952
Liczba wątków: 11
BM napisał(a):Mefisto napisał/a:
PS. Kto zgadł, że to Winona Ryder jest?
Ja się przez chwilę domyśliłem. Ale za moment miałem takie "eee, zdawało Ci się". A jednak, końcówka filmu i zonk - napisy końcowe nie kłamią.
Nie no, nie róbcie sobie już takich jaj, że nikt się od razu nie kapnął, że to ona. Przecież od razu można było ją rozpoznać i każdy chyba wiedział jak szedł na film, że Winona występuje w nim.
14-05-2009, 11:40
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,425
Liczba wątków: 67
ja nie wiedziałem i się nie skapnąłem :D
14-05-2009, 16:01
Nowy
Liczba postów: 309
Liczba wątków: 4
Pitero napisał(a):Nie no, nie róbcie sobie już takich jaj
Pisałem jak najbardziej serio.
14-05-2009, 16:37
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
BM napisał(a):Na imię mu Spock (dla kąśliwych przyjaciół "szpiczastouchy"). Zachary Quinto naprawdę rewelacyjnie go zagrał czym zaskarbił sobie moja niekłamaną przychylność jako widza. Z zaciekawieniem będę śledził dalsze, aktorskie poczynania tego pana.
Dodajmy, że to chyba była najtrudniejsza rola (nie tyle chodzi o wyzwanie aktorskie, co o legendę Spocka).
Co do Winony - nie pamiętałem, jakiś milion lat przed premierą istotnie gdzieś przeczytałem, że się pojawi, ale już nie pamiętałem. No i jak się tylko pojawiła to poznałem. No ale ja ją lubię :-)
14-05-2009, 17:27
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,944
Liczba wątków: 15
Zastanawiające ze niektórzy przytykają oko na podobne rozwiązania fabularne w Star Wars, a czepiają się Star Treka. Zaiste zastanawiające :]
Swoją drogą.
Cytat: Tymczasem każda kolejna rasa różni się od siebie jedynie uszami, czy jakimś gównem na głowie. W starych Starych jeszcze można by to łyknąć - nowy powinien jednak być nieco bardziej oryginalny w dzisiejszych czasach.
Trochę ciężko by bliźniacza rasa wygląda inaczej. Z resztą, czego pewnie nie wiesz - Gene Roddenberry stworzył uniwersum Star Treka w oparciu o Władce Pierścieni. Romulanie to takie mroczne elfy, Volcanie to te dobre elfy, Remanie to orkowie a Klingoni to Uruk-hai (czy jak to tam się pisało). I bynajmniej tego sobie nie wymyśliłem. Poza tym po tylu latach takiego kreowana świata trochę ciężko by w rebootcie tak nagle zgwałcić wizję autora i zrobić coś zupełnie innego.
14-05-2009, 19:43
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,425
Liczba wątków: 67
Corn napisał(a):Romulanie to takie mroczne elfy, Volcanie to te dobre elfy, Remanie to orkowie a Klingoni to Uruk-hai (czy jak to tam się pisało).
nie no luzik, ale co z pozostałymi rasami?
Cytat:Poza tym po tylu latach takiego kreowana świata trochę ciężko by w rebootcie tak nagle zgwałcić wizję autora i zrobić coś zupełnie innego.
w sumie masz rację, jednak po JJA i reboocie spodziewałem się trochę poważniejszego podejścia do sprawy. Swoją drogą to ciekawe, że przez cały film nie widać ani jednego Klingona, za to są jakieś ET-podobne kurduple. A co do SW, to ciekawe, bo w jednej ze scen nowego ST pojawia się jakiś kosmita podobny do jednego z gości kantyny w ANH.
14-05-2009, 21:24
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,944
Liczba wątków: 15
Cytat:A co do SW, to ciekawe, bo w jednej ze scen nowego ST pojawia się jakiś kosmita podobny do jednego z gości kantyny w ANH.
Chodziło mi o założenia filmu, pewne rozwiązania fabularne. Tutaj jest np. czepianie się, że Scotty w 5 minut wszystko wie, ale zapominasz że jest inżynierem, który pewnie studiował konstrukcję statków, a dajmy na to nie czepiasz się np. tego, że Luke Skywalker w pięć minut nauczył się strzelać w Sokole Millenium.
Cytat:nie no luzik, ale co z pozostałymi rasami?
Innych ras Roddneberry chyba nie wymyślił. No byli jeszcze Borgowie, czyli komuniści. Prawdopodobnie najlepsza/najciekawsza rasa kiedykolwiek wymyślona.
14-05-2009, 21:34
Corn napisał(a):a dajmy na to nie czepiasz się np. tego, że Luke Skywalker w pięć minut nauczył się strzelać w Sokole Millenium.
A Ripley nauczyła się w 30 sekund strzelać z pulse riffle? Człowieku, nie to porównanie - strzelać z prostego w sumie sprzętu można nauczyć się szybko (choć niekoniecznie strzelać celnie), a bycie inżynierem nie daje predyspozycji do szybszej nauki.
Ale ok, filmu wciąż nie widziałem, postanowiłem się tak poczepiać, żeby nie wyjść z wprawy. :)
14-05-2009, 21:37
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,425
Liczba wątków: 67
wiem o co Ci chodziło - sęk w tym, że SW to fantasy dziejące się dawno temu w galaktyce (a Luke uczył się strzelać wcześniej), a ST jest jednak bardziej konsekwentny, naukowy, dzieje się w przyszłości (a Scotty po iluś tam latach banicji trafia na dopiero co zbudowany statek i już po chwili wie, gdzie, co i jak)
14-05-2009, 21:37
Mefisto napisał(a):a Luke uczył się strzelać wcześniej
Nieprawda, nie obsługiwał broni pokładowej statkó kosmicznych.
14-05-2009, 21:39
|