Summer Love
#1
Summer Love / Dead Man's Bounty
Co jest gorsze od naszych zwyklych filmow? Nasze filmy "niezwykle". Nikomu nie znany rezyser postanowil nakrecic western z kwiatem polskiego kina. I w ten sposob Boguś Linda jest szeryfem, Walduś Kiepski wioskowym przyglupem, Karel Roden bezimiennym, niemym jezdzcem znikad, a Val Kilmer... Val Kilmer upadl tak nisko, ze gra rozkladajace sie trupy lezace pod budka z piwem w polskich filmach! Wszystko to zalane usilna pretensjonalnoscia oraz metafizyka na poziomie szostoklasisty i wymieszane z lamana angielszyzna rodzimych gwiazd. Ja nie rozumiem, czy naprawde jest tak trudno imitowac amerykanski akcent? Czy w tym kraju nie ma ludzi uczacych innych mowic po angielsku? W ogole nie pojmuje, po co powstal ten film. Zeby pokazac, ze zbicie kilku chatek z drewna jest poza mozliwosciami budzetowymi polskiego przemyslu filmowego? Nie dosc, ze posepili kasy, zeby nakrecic wszystko np. w Meksyku to jeszcze miasteczko w ich wykonaniu to dwie budy!
Nie wiem, o co chodzi w tym filmie, bo nasi mowia tak karykaturalnym jezykiem, ze 80% slow nie idzie zrozumiec.
Jedyne co ten obraz ma do zaoferowania to niezle stroje, charakteryzacje i naprawde dobre zdjecia, co w rodzimej produkcji nie jest zbyt czeste. Reszta to ciezkostrawny, nudny, bezcelowy rzyg.
1/10
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#2
Film mi oczywiście wisi, ale nie mogę Cię, Hitchu, zostawić z tą wątpliwością:

Hitch napisał(a):Ja nie rozumiem, czy naprawde jest tak trudno imitowac amerykanski akcent?
Tak.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#3
To bylo pytanie retoryczne. Troche checi, znajomosci jezyka, dobry trening wymowy z kims, kto sie na tym zna i mozesz udawac nawet Japonczyka.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#4
Bez poniższego elementu to Ci się tylko tak zdaje...

Hitch napisał(a):dobry trening wymowy z kims, kto sie na tym zna
...natomiast dialect coache w polskich warunkach to rzecz niewykonalna, bo trzeba by ich tu sprowadzić z Ameryki i pewnie już Val Kilmer był tańszy.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#5
Tanszy nie tanszy, albo mowimy na filmie po polsku, albo zatrudniamy kogos, komu mowienie po angielsku wychodzi plynnie, zrozumiale i bez akcentu jak u ruskich pijakow z amerykanskich produkcji. A jak nie stac naszych tworcow na sciaganie zawodowcow ze Stanow, to chyba nie ma co sie porywac z motyka na Slonce, eh?
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#6
Oczywiście, że masz rację. Ja się tylko odnosiłem do pytania, czy nie jest łatwo nauczyć polskich aktorów mówić po amerykańsku. Nie jest łatwo. Reszta -- pełna zgoda :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#7
Ja dalej uwazam, ze pol roku z coachem moze zdzialac cuda. Poza tym, mozna tez metoda komikow, nasladowac fonetycznie. Jak sie chce, mozna wszystko :)
Ale znajac naszych polskich gwiazdorow, to pewnie kazdy twierdzil, ze angielski to on zna perfekt i doskonale sobie poradzi z anglojezyczna rola.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#8
Hitch napisał(a):ze pol roku z coachem moze zdzialac cuda.
Bardzo dużo zależy też od indywidualnych predyspozycji. Ja 2 lata uczyłem się RP (brytyjski akcent) na fonetyce, jeszcze dłużej na własną rękę, a rezultaty są wielce niesatysfakcjonujące. Jeśli ktoś ma talent, to jasne, że w pół roku, a nawet krócej, mógłby temat ogarnąć, ale to są raczej wyjątki. Niestety, fonologia polska i angielska to dwa różne światy.
22.04.2011

Odpowiedz
#9
Hitch napisał(a):Ja dalej uwazam, ze pol roku z coachem moze zdzialac cuda.
Pół roku dość intensywnej pracy -- owszem, możliwe (choć słuchaj majlo, to zależy od predyspozycji). Ale to znaczy, że jest trudno, a nie łatwo. Nawet bardzo trudno.

Hitch napisał(a):Ale znajac naszych polskich gwiazdorow, to pewnie kazdy twierdzil, ze angielski to on zna perfekt i doskonale sobie poradzi z anglojezyczna rola.
Ale rozumiesz, że nie ma w naszych warunkach takiej opcji jak "pół roku z coachem"?

Dobra, kończmy ten offtop, bo i tak nijak się nie ma do Krótkiej piłki :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#10
Rozumiem. U nas film kreci sie w miesiac, to komu by sie chcialo pol roku do niego przygotowywac :)
No i kwestie finansowe, o ktorych wspominales.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#11
Hitch, "Summer Love" to bardziej artystyczny performance niż pełnoprawny film. Zresztą częściej był on prezentowany w galeriach sztuki i muzeach niż w kinach.
Zresztą, wystarczy poczytać trochę o Uklańskim [wywiady, biografie]. Może to się wydawać pretensjonalne, ale z tym westernem o co innego trochę chodzi niż o... western.

http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_uklanski_piotr

Odpowiedz
#12
Jasna cholera, des, toś mnie zabił. Ja nigdy przenigdy nie interesowałem się tym filmem, nie licząc tego, co się obiło o uszy przy okazji, i nie zdawałem sobie sprawy z tego, kto to zrobił i w jakim celu :) To chyba aż trzeba będzie obejrzeć ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#13
Judo, fajnie, ze Uklanski to taka ciekawa, barwna postac. Jednak film to film i takoz go oceniam. Tym bardziej, kiedy szumnie sie krzyczy, ze to pierwszy polski western, a w obsadzie mamy dwa zachodnie naziwska oraz cala mase rodzimych gwiazdow czy gwiazdeczkow.
Z obrazem niezaleznym laczy sie to to jedynie belkotem fabularnym. Nie wiem czy widziales "Summer Love". Jako sposob oryginalnej, artystycznej ekspresji moze jest to dzielo wybitne, nie znam sie. Ale film to po prostu badziewiasty, z kilkoma plusami, o ktorych wspomnialem wczesniej.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#14
ale widzisz, kłopot w tym, że to nie tylko film, więc nie może być oceniany jako film z gatunku western. To że był w taki sposób sprzedawany (ale gdzie? onw ogóle nie miał swej premiery), to już inna bajka, bo z tego co wiem, nie taka była intencja twórcy - bardziej zabawa z widzem i jego przyzwyczajeniami i oczekiwaniami, niż zabawianie widza. Innymi słowy, taśma filmowa została wykorzystana jako element gry z obserwatorem. To jak z jego wystawą o nazistach - nie chodziło o kadry filmowe z aktorami, ale o portret nazisty w kulturze masowej, który jest najbardziej wyrazistym okazem przekłamania prawdy o historii, o ludziach. Jest to dla mnie tym bardziej ważne, że to główne źródło informacji o tamtych czasach, dla wielu jedyne.

Nie, nie widziałem SL 8)

Odpowiedz
#15
To zobacz. Zmienisz zdanie.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#16
mówię tylko o intencjach artysty, abstrahując zupełnie od jakości dzieła.

Odpowiedz
#17
Alez ja tych intencji jestem swiadom, bo film przez caly czas projekcji sili sie na glebie, tyle ze rezyser zapomina do niej dodac znaczenie. W ten sposob na koncu widz uswiadamia sobie, ze to przeartyzowany, ladny obrazek o niczym. Chyba, ze cos mi umknelo w tych koszmarnie wypowiadanych kwestiach, ale watpie. Nawet jako ciag niezwiazanych ze soba scenek (czym nie jest), film nie oferuje nic poza ladnymi kadrami i dobra praca kamery.[/swf]
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
#18
Mietczynski wrócił z recenzją filmu!

Odpowiedz
#19
O kurde, to ten film ma temat? :)
Swego czasu popełniłem reckę, ale nie będę linkował do wiadomej strony :>
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości