Ankieta: Jak oceniasz "Szeregowca Ryana"?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Szeregowiec Ryan
#1
[Obrazek: maxresdefault.jpg]

Taki klasyk, a nie ma swojego tematu? Trzeba to zmienić, zwłaszcza, że po wielu latach natchnęło mnie na powtórkę (ze względu na zbliżającą się premierę Dunkierki).

Dużo pisać nie będę, bo nie ma co odkrywać ameryki przy 19-letnim klasyku, którego chyba każdy widział - to wspaniały i rewolucyjny w swoim gatunku film. Nie wracam do niego tak często jak do Rocky'ego, czy Batmana, nie kocham tak jak Terminatory Camerona, ale jest zdecydowanie jednym z ulubionych filmów, którego oglądanie to prawdziwe przeżycie. Wcześniej, kino jedynie prezentowało widzowi jak "wyglądała" wojna (w cudzysłowie, bo nie do każdego filmu to określenie pasuje), tymczasem Spielberg - jak to on, twórca prawdziwej magii kina - po prostu wrzucił nas, widzów, do tego brutalnego świata, na front drugiej wojny światowej. Zrobił to efektownie, już w piątej minucie. Brud, syf, strach żołnierzy, kamera z ręki, wyciszone kolory, realistyczne pokazanie przemocy, działań wojennych, doskonałe efekty specjalne. To wszystko sprawiło, że po raz pierwszy mogłem poczuć strach, jakbym był uczestnikiem tych wydarzeń. Przez 19 lat od premiery niewielu filmom / serialom udało się osiągnąć podobny efekt. Do tego Spielberg nie przesadza z patosem, prowadzi aktorów po mistrzowsku, nie upiększa, nie robi z Amerykanów nieskazitelnych bohaterów, a z Niemców czarne charaktery. Gdy szwaby się poddają, żołnierze USA potrafią ich bestialsko odstrzelić. Film jest długi, ale spokojne sceny wyciszenia są mu potrzebne, pozwalają bardziej zżyć się z ekipą Kapitana Millera. No i oczywiście między spokojnymi scenami jest tu mnóstwo akcji, a sceny batalistyczne w Szeregowcu - co tu dużo gadać - to najwyższa półka realizacyjna, oglądam je zawsze z zapartym tchem. O dziwo, zawsze bardziej podoba mi się finał w miasteczku od słynnego lądowania na plaży Omaha. A to co wyczynia tutaj operator kamery do dziś powoduje opad szczęki! Zasłużony Oscar za najlepsze zdjęcia.

Jakieś wady? Trudno coś znaleźć, ale po przedwczorajszej powtórce nie jestem przekonany czy filmowi są potrzebne pierwsza i ostatnia scena, ze starym Ryanem (i powiewającą flagą Ameryki). Gdyby film zaczynał się od fal przy brzegu plaży i kończył we francuskim miasteczku 13 czerwca 1944 roku, niewiele by stracił. Reszta bez zarzutu. To chyba najlepsze co nakręcił Spielberg obok Szczęk i Listy Schindlera, a także mój ulubiony film wojenny ever. Ciężko będzie go kiedykolwiek przebić (tzn. już się udało, Kompanią braci, ale to w zasadzie to samo, tylko z lepszym rozwinięciem postaci, bo trwa blisko 12 godzin).

Odpowiedz
#2
Otwarcie to jedna z najleszych tego typu scen w kinie wojennym ever. Szkoda, tylko, że tego wstępu film nie jest już potem w stanie przeskoczyć. Po trzecim seansie, który miał miejsce może 6-7 lat temu, do dziś nie mam specjalnie ochoty do niego wracać, chociaż wspominam dobrze.

Cytat:Jakieś wady?

Pomysł na fabułę. Wysyłają oddział żołnierzy za linię wroga, żeby ściągnąć stamtąd Matta Damona? No proszę was... Oczko

Odpowiedz
#3
Omaha to jedna z najlepszych sekwencji w historii kina w ogóle, nie tylko wojennego, cała reszta jest "tylko" bardzo dobra, tak na 8-9/10. Całościowo wolę Kompanię Braci.

Odpowiedz
#4
+ Wszystko oprócz...

- Klamry spinającej film - Amerykanom pewnie serce rośnie w tych scenach, i ja ten niemal kult jakim otoczeni są weterani w pełni rozumiem, ale z fabularnego punktu widzenia jest ona zupełnie niepotrzebna i ewidentnie została dodana tylko po to, by zaskoczyć widza że to jednak nie bohater Hanksa, ale sam Ryan. Bleh!
- Matt Damon - jak już kiedyś pisałem, Damon pasuje do stosunkowo wąskiego wachlarza ról i postaci, to niestety nie jest jedna z nich. Losowo wybrany aktor z Kompani Braci pasowałby bardziej od niego i nie wiem czy to wina scenariusza, Damona czy ich połączenia, ale Ryan jest tu najmniej ciekawą, dość bezbarwną postacią.

Teraz o tym pamiętam, ale ilekroć oglądam SzR zaskakuje mnie obecność Dominica Toretto Uśmiech

Odpowiedz
#5
Absolutna czołówka kina wojennego. Zarzuty o nadmierną naiwność czy cukierkowatość fabuły, zupełnie do mnie nie przemawiają. Można sobie pozwolić na nieco romantyzmu, w takich fabułach, Spielberg nigdy nie wchodzi w rejony kiczu, a w sferze przedstawienia świata i realiów, film w żaden sposób nie owija w bawełnę. Idealnie wyważone połączenie wojennego, wstrząsającego realizmu z pewną Spielbergową, hollywoodzką poetyckością i pompą.

Lista plusów długa jak droga z plaży do bunkrów.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#6
Ode mnie 9/10.
-1 punkt za absolutnie zbędną i kiczowatą wizytę starego Damona na cmentarzu.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
#7
Kompania Braci znaaacznie lepsza od Szeregowca. I to jest największa wada tego filmu. Szczerbol

Odpowiedz
#8
No i wadą obu tych produkcji jest, że są znacznie gorsze od "Terminatora Genisys".
.

Odpowiedz
#9
(09-07-2017, 16:31)Dr Strangelove napisał(a): Ode mnie 9/10.
-1 punkt za absolutnie zbędną i kiczowatą wizytę starego Damona na cmentarzu.

Nie ogarniam takiego podejścia. Przecież ten problem (również przytoczony przez Mierzwiaka) można rozwiązać jednym guzikiem pilota. Mijasz pierwsze 4 minuty i wyłączasz 3 przed końcem.

Czepiania się Damona, na którego jest straszny hejt na tym forum, nie komentuje. Ja gościa uwielbiam, w tym filmie też jest dobry. Nie lubię tylko jednego ujęcia, gdy na koniec krzyczy skulony jak cipa, choć sam uparł się żeby zostać.

Odpowiedz
#10
Kompania Braci lepsza? Poważnie?!? Jak oglądałem desant to miałem wrażenie, że to teatr telewizji, a nie film. Efekty na poziomie programów Wołoszańskiego. Oczko
Jasne, że postacie lepiej nakreślone, bo to serial i czasu na to masa. Ale poza tym jednym aspektem Kompania ponad Szeregowca mocno nie wychodzi, a w kilku leży i kwiczy.

Odpowiedz
#11
(10-07-2017, 20:31)Juby napisał(a):
(09-07-2017, 16:31)Dr Strangelove napisał(a): Ode mnie 9/10.
-1 punkt za absolutnie zbędną i kiczowatą wizytę starego Damona na cmentarzu.

Nie ogarniam takiego podejścia. Przecież ten problem (również przytoczony przez Mierzwiaka) można rozwiązać jednym guzikiem pilota. Mijasz pierwsze 4 minuty i wyłączasz 3 przed końcem.

A wiesz? To faktycznie działa. Wziąłem takiego "Prometeusza" i wyłączyłem po prologu. Znakomity, tajemniczy film Ridleya Scotta. Zmusza do myślenia.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
#12
Film, który zmienił postrzeganie kina wojennego - coś w stylu "Tak wygląda wojna. A teraz męczcie się z tym faktem". Spielberg osiągnął mistrzostwo w oddaniu jej piekła, a każda akcja jest rewelacyjnie zrealizowana. Uwielbiam ten film, ale mam z nim dwa problemy. Pierwszy stwarza ogromny dyskomfort w trakcie seansu - chodzi mi o scenę, kiedy Upham niesie amunicję, a Mellish walczy z Niemcem... nie mogę znieść beznadziejności jego położenia i postawy pizdusia zza biurka :/ Druga rzecz, czyli wielki problem to zwrot fabularny, bez którego nie byłoby czwartego aktu: grupka wojaków idzie po Ryana, ma rozkaz z góry, a gość mówi "nie",... no weź tu stój... za niewykonanie rozkazu powinien zgnić w pierdlu (zabicie odpada, bo miał być jakoś żywy, czy coś...).

Wielkie kino, świetnie obsadzone i jedna z lepszych realizacji jakie zostały wyprodukowane w Hollywood. Bardzo dobrze, że ten film powstał, bo dzięki temu otrzymaliśmy Kompanię Braci Duży uśmiech

10/10
loading podpis...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości