TOP 2023
#21
Ja rzadko śledzę nowości. W 2023 byłem tylko na "Kocie w butach" i "Dungeons & Dragons". Co zdarza się wyjątkowo rzadko, oba filmy mi się naprawdę podobały, szczególnie ten drugi.

A nie, zaraz, z tegorocznych produkcji to przecież widziałem jeszcze to arcydzieło Snydera o siedmiu samurajach w kosmosie. Jak to człowiek łatwo wypiera niektóre rzeczy z pamięci :D
Życie to nie tylko filmy, więc prowadzę sobie blog o książkach:
https://mowisietrudno.blogspot.com

Odpowiedz
#22
Bo taka to jest jakość dzisiejszych filmów.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#23
Chuja a nie jakość, wystarczy tylko chodzić do kina i te filmy oglądać
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
#24
Przegięcie w jedną, przegięcie w drugą.

Mam wrażenie, że trochę idealizujesz obecne czasy i próbujesz negować, że spadek jakości w kulturze jest wyraźny.

Łatwo zbagatelizować sprawę i stwierdzić, że dziś w takim Hollywood jest dalej ważna jakość oraz walor artystyczny. Równie łatwo uznać, że "wszystko huj, kino skończone".

Kto ma rację? Pewnie pełnej nikt, ale ze sztuką (czy może "sztuką") problem w ostatnich latach zrobił się gigantyczny. Przeżarła ją ideologia. Sporo filmów powstaje tylko po to, żeby sprzedać jakieś tematy i postawy, a nie po to, żeby istniał dobry/fajny film.

Trochę wiem o czym mówię, bo kino (w sensie nawet i dosłownym, bo zawsze wolałem film w kinie właśnie obejrzeć) było dla mnie zainteresowaniem absolutnie nr 1. Do kina chodziłem od kiedy pojawiła się u mnie świadomość. Każdą wizytę przeżywałem i pewnie z 90% dziś szczegółowo pamiętam. To był dla mnie gigantycznie ważny aspekt życia.

Jakimś tam punktem zwrotnym była karta Cinema City Unlimited, którą w pierwszym odruchu uznałem za cudo. W praktyce sprawiła ona, że chodzenie do kina zacząłem traktować jak "spacer po parku", bo przecież w sumie było to bezkosztowe. Finalnie wydarzył się u mnie rok 2019, gdy zaliczyłem ok. 150 seansów kinowych.

Zamknięcie kin w czasie pandemii roku 2020 wywołało we mnie poczucie ulgi. Przestałem czuć wewnętrzną potrzebę zaliczania seansu każdej premiery. Bo to już ogólnie miało znamiona nałogu. Gdyby jeszcze te filmy, które zaliczałem były wartościowe, to bym pewnie do tego podchodził inaczej. Natomiast było przeciwnie. Oglądałem wszystkie nowości i zostawiały mnie one jedynie z poczuciem zabitego czasu. Ewentualnie jeszcze dorzucały wrażenie zażenowania.

To jednak lekka dygresja. Głównie chodzi mi o to, że nie jestem aż takim "boomerem" i mniej więcej kojarzę, co tam się w kinie dzieje aktualnie. No i uważam, że dzieje się źle. A jak chodzi o tzw. główny nurt, to jest wręcz tragicznie. Jednocześnie nie umiem zdefiniować źródła tego problemu. Na pewno sporo złego robi ta cała ideologizacja sztuki. Ale to zdecydowanie nie jest koniec tego tematu.

Puentując - Shamar rzuca banałem "nie ma co oglądać" shamaruje, ale dotyka pewnego problemu, który jest realny. Dziś faktycznie mam wrażenie, że w 95% przypadków lepszym pomysłem będzie nadrobienie zaległości filmowej z lat 70., niż włączenie jakiejkolwiek nowości.
.

Odpowiedz
#25
(14-03-2024, 13:01)Krismeister napisał(a): Chuja a nie jakość, wystarczy tylko chodzić do kina i te filmy oglądać

Co mam kurva ogladać? 30 lat temu w kinach było po 10 dobrych (a nawet swietnych) filmow rocznie. Dziś 2 czy 3
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#26
(14-03-2024, 18:04)srebrnik napisał(a): Finalnie wydarzył się u mnie rok 2019, gdy zaliczyłem ok. 150 seansów kinowych.

Masz to kino tuż pod domem? Bo rozumiem, że jak karta jest opłacona, to człowiek chętniej się wybiera do kina, ale żeby 150 razy w roku, to już nie jest kwestia tylko finansowa, bo to naprawdę wymaga energii i czasu.
No i za Chiny Ludowe nie znalazłbym w roku nawet piętnastu filmów, na których obejrzeniu by mi zależało (nawet, jakbym miał kartę - a właściwie to nawet, gdyby kino było za darmo). Kiedyś, w roku 2000 czy 20005, to pewnie tak, ale obecnie? Nie ma bata.

150 to ładna liczba. U mnie rekord wynosi marne 7 seansów w roku. W całym życiu byłem w kinie ledwie 110 razy. Wiem, bo mam wszystkie seanse zapisane. A mam zapisane, bo kiedyś wypad do kina zdarzał się u mnie od święta i każdy był wielkim wydarzeniem. W dzieciństwie nie miałem wiele do gadania, nie miałem własnej kasy (w mojej rodzinie nikt nie słyszał o czymś takim, jak kieszonkowe), więc chodziłem do kina tylko wtedy, jak mnie rodzice łaskawie zabrali albo było wyjście ze szkoły na jakiś film. A kiedy już wreszcie miałem jakieś środki - bo w pewnym momencie okresu nastoletniego wujkowie i ciotki zaczęli dawać kasę na urodziny ;) - to nagle raz, dwa skończył się dobry okres kina.
Życie to nie tylko filmy, więc prowadzę sobie blog o książkach:
https://mowisietrudno.blogspot.com

Odpowiedz
#27
(14-03-2024, 18:04)srebrnik napisał(a): Przegięcie w jedną, przegięcie w drugą.

Mam wrażenie, że trochę idealizujesz obecne czasy i próbujesz negować, że spadek jakości w kulturze jest wyraźny.

Łatwo zbagatelizować sprawę i stwierdzić, że dziś w takim Hollywood jest dalej ważna jakość oraz walor artystyczny. Równie łatwo uznać, że "wszystko huj, kino skończone".

Kto ma rację? Pewnie pełnej nikt, ale ze sztuką (czy może "sztuką") problem w ostatnich latach zrobił się gigantyczny. Przeżarła ją ideologia. Sporo filmów powstaje tylko po to, żeby sprzedać jakieś tematy i postawy, a nie po to, żeby istniał dobry/fajny film.

Trochę wiem o czym mówię, bo kino (w sensie nawet i dosłownym, bo zawsze wolałem film w kinie właśnie obejrzeć) było dla mnie zainteresowaniem absolutnie nr 1. Do kina chodziłem od kiedy pojawiła się u mnie świadomość. Każdą wizytę przeżywałem i pewnie z 90% dziś szczegółowo pamiętam. To był dla mnie gigantycznie ważny aspekt życia.

Jakimś tam punktem zwrotnym była karta Cinema City Unlimited, którą w pierwszym odruchu uznałem za cudo. W praktyce sprawiła ona, że chodzenie do kina zacząłem traktować jak "spacer po parku", bo przecież w sumie było to bezkosztowe. Finalnie wydarzył się u mnie rok 2019, gdy zaliczyłem ok. 150 seansów kinowych.

Zamknięcie kin w czasie pandemii roku 2020 wywołało we mnie poczucie ulgi. Przestałem czuć wewnętrzną potrzebę zaliczania seansu każdej premiery. Bo to już ogólnie miało znamiona nałogu. Gdyby jeszcze te filmy, które zaliczałem były wartościowe, to bym pewnie do tego podchodził inaczej. Natomiast było przeciwnie. Oglądałem wszystkie nowości i zostawiały mnie one jedynie z poczuciem zabitego czasu. Ewentualnie jeszcze dorzucały wrażenie zażenowania.

To jednak lekka dygresja. Głównie chodzi mi o to, że nie jestem aż takim "boomerem" i mniej więcej kojarzę, co tam się w kinie dzieje aktualnie. No i uważam, że dzieje się źle. A jak chodzi o tzw. główny nurt, to jest wręcz tragicznie. Jednocześnie nie umiem zdefiniować źródła tego problemu. Na pewno sporo złego robi ta cała ideologizacja sztuki. Ale to zdecydowanie nie jest koniec tego tematu.

Puentując - Shamar rzuca banałem "nie ma co oglądać" shamaruje, ale dotyka pewnego problemu, który jest realny. Dziś faktycznie mam wrażenie, że w 95% przypadków lepszym pomysłem będzie nadrobienie zaległości filmowej z lat 70., niż włączenie jakiejkolwiek nowości.

Cały problem można zamknąć w trzech słowach: korpo, Marvel, remake'i.

Ta korpo kultura zniszczyła/zepsuła nie tylko kino, bo w grach jest to samo. Chciwi executives którzy niszczą całe firmy i projekty, vide CD Projekt i zawalenie Cyberpunka, kompletne rozpieprzenie Blizzarda i tak dalej. Bobby Kotick, Rod Ferguson, Kathlyn Kennedy, osoby tego typu psują branżę. Nastawienie na maksymalizację zysków przez cięcie kosztów, upolitycznienie mediów i giełdy, albo przez jakąś ideę fabryki wypluwającej hit za hitem. Założę się że ci wszyscy executives aż się ślinią na możliwość AI wypluwającego za grosze taśmowe scenariusze nastawione na czysty zysk.

Doszliśmy do takiego poziomu, że producenci chcieli zmuszać statystów do sprzedania im swojego wizerunku dla AI na całe życie, za marne kilkadziesiąt $.

Tyle dobrego, że po dekadzie zasypania kina filmami komiksowymi, po dobrym domknięciu MCU, ostatnie fazy poza pojedynczymi przypadkami to kompletna katastrofa. Tak samo jak remake'i pokroju Gwiezdnych Wojen i Indiana Jonesa, przy jednoczesnym sukcesie Top Gun, Diuny i Oppenheimera - które są robione z sercem i przez profesjonalistów.

Bardzo dobrych filmów do obejrzenia nadal jest sporo, większość z nich nawet trafia do kina, ale to już zahacza o kino artystyczne jak Poor Things, niszowe jak Holdovers, albo obcojęzyczne jak Bękart. Zresztą widać jak na Oscarach kategoria zagraniczna zaczyna dominować - w 2020 wygrana "Pasożyta", w 2023 "Wszystko wszędzie naraz", w tym roku w kategorii filmu roku "Zone of Interest" i "Anatomia Upadku".

Odpowiedz
#28
(14-03-2024, 19:01)shamar napisał(a):
(14-03-2024, 13:01)Krismeister napisał(a): Chuja a nie jakość, wystarczy tylko chodzić do kina i te filmy oglądać

Co mam kurva ogladać? 30 lat temu w kinach było po 10 dobrych (a nawet swietnych)  filmow rocznie. Dziś 2 czy 3

Na listach top10 w tym temacie masz więcej dobrych a nawet świetnych filmów niż 2 czy 3.

Odpowiedz
#29
Ja się wtrącę i powiem, że (wbrew temu, że najwyraźniej niektórzy myślą, że tylko filmy komiksowe oglądam, a nie pamiętam kiedy cokolwiek komiksowego obejrzałem) oglądam głównie seriale kryminalne z lat 70 i 80, nałogowo, mam plan nadrobić Reachera, może parę filmów z 2023, ale nic więcej, wolę oglądać starocie.

Więc zgodzę się, że poniekąd nie ma co oglądać, bardzo rzadko zdarza się, że coś się wybija i wszystkich przyciąga do siebie.
Dithipline ith doing what you hate to do but doing it like you love ith - Mike Tyson

Odpowiedz
#30
Cytat:Cały problem można zamknąć w trzech słowach: korpo, Marvel, remake'i.
I tak i nie, to są raczej objawy. Przyczyną natomiast jest brak przepływu środków finansowych w poziomie co objawia się śmiercią kultury. Miało to miejsce już historycznie wielokrotnie, więc to nie jest nowe zjawisko, po prostu nowożytnie nigdy się z tym nie spotkaliśmy. To samo zjawisko następowało w średniowieczu, renesansie itd. Objawia się to tym, że szutka rozwija się zawsze przy kapitale. Jeśli spojrzeć na kino to mieliśmy wielkie hity w latach 30tych, kiedy ludzie wychodzili z kryzysu, a potem przez okres wojenny i powojenny kino stało w miejscu. Dopiero w latach 60tych kiedy kapitał znowu zaczął się przemieszczać sztuka zaczęła się odradzać. Lata 70te, 80te i 90te obrodziły w niezwykłą ilość wyjątkowych filmów w główniej mierze właśnie dlatego, że kapitał zaczął latać po świecie jak szalony - odradzały się gospodarki, tworzyły się nowe branże, rodziła się toważysząca temu popkultura. Dlatego świat wyglądał jak zupełnie inne miejsce gdy spojrzeć na niego w roku 1954, 1964, 1974, 84, 94 i 2004 ale jak już porównasz 2004, 2014 i 2024 to zmiany są kosmetyczne (moda, muzyka, filmy stoją raczej w miejscu, rozwija się technologia). To właśnie jest efekt tego zjawiska. Po kryzysie 2008 roku hajs przestał już całkowicie latać poziomo a zaczął już tylko z dołu do góry. Firmy się konsolidują, nikomu nie opłaca się ryzykować bo nie ma za dużo konkurencji. Łatwiej jest żerować na popkulturze 80sów czy 90sów zamiast tworzyć nowe rzeczy.

Podsumowując - konsolidacje, wyciskanie cytryny, lepiej już było :)


Edit: to się w końcu zmieni, tylko nie wiadomo kiedy
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#31
(15-03-2024, 15:38)Corn napisał(a): Po kryzysie 2008 roku hajs przestał już całkowicie latać poziomo a zaczął już tylko z dołu do góry. Firmy się konsolidują, nikomu nie opłaca się ryzykować bo nie ma za dużo konkurencji.

Zgodziłbym się, gdyby nie fakt, że producenci sami przyznają się do tego, iż są gotowi inwestować w filmy ideologicznie poprawne, nawet jeśli wiedzą, że na tym stracą. Zatem kasa jest, ryzyko też by pewnie byli gotowi podjąć, ale zamiast tego wolą się bawić w politykę. A przypominam, że już żyjemy w czasach, gdzie stare książki się cenzuruje ze względu na dobór słów czy stereotypy.

Cytat:Łatwiej jest żerować na popkulturze 80sów czy 90sów zamiast tworzyć nowe rzeczy.

No nie do końca. Finansowo przecież tak czy siak musisz wywalić kasę w każdy film, a jeśli przerabiasz już coś istniejącego, to dochodzi ci dodatkowy koszt kupna praw do oryginału i/lub tantiem za wykorzystanie pomysłu/postaci/designu (albo czekasz na późniejszy proces i ugodę finansową). Więc generalnie żerowanie na czymś istniejącym jest odgórnie droższe, a nie masz gwarancji, że nawet znana marka ci się zwróci. Top Gun wypalił, ale masa innych filmów już nie.

Druga sprawa to samo podejście do żerowania. Popkultura lat 80. i 90. też żerowała na gotowych rzeczach i starych filmach, ale robiła to w taki sposób, że wychodziła nowa jakość. Dlaczego? Bo twórcy mieli coś swojego do powiedzenia w temacie i mieli niebanalne pomysły, a producenci nie bali się inwestować w kino autorskie oraz, przede wszystkim, dorosłe. A dziś, pomijając fakt, że mało który twórcy ma coś autentycznie ciekawego do powiedzenia, to masz to, co pisałem wyżej, czyli złoty standard produkcji, który odbija się zarówno na tym, co widzimy na ekranie (a widzimy cały czas to samo, praktycznie w tej samej formie), jak i na tym, co dzieje się za nim. A za nim zwalnia się obecnie ludzi, bo na przykład na kogoś nakrzyczeli albo dotknęli. Więc tak się nie da robić prawdziwego kina. Zwłaszcza jeśli fabuły skupiają się na tym, żeby nikogo nie obrazić i reprezentować procentowo każdą grupę społeczną, a nie ciekawą historię albo ważki problem w niebanalny, zmuszający do refleksji sposób. Dzisiejsze kino, z nielicznymi wyjątkami, jest więc bezpiecznym produktem prosto z McDrive'a.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#32
(15-03-2024, 17:48)Mefisto napisał(a):
Cytat:Łatwiej jest żerować na popkulturze 80sów czy 90sów zamiast tworzyć nowe rzeczy.
No nie do końca. Finansowo przecież tak czy siak musisz wywalić kasę w każdy film, a jeśli przerabiasz już coś istniejącego, to dochodzi ci dodatkowy koszt kupna praw do oryginału i/lub tantiem za wykorzystanie pomysłu/postaci/designu
Teoretycznie racja, ale przypominam, że mamy mocno skonsolidowany rynek: taki moloch jak Disney ma przecież pod swoimi skrzydłami prawa do dziesiątek tysięcy filmów, postaci itd. więc u niego kalkulacja jest taka, że albo podczepiamy się do czegoś znanego, co i tak mamy i robimy sequel/remake/reboot/spin off albo ryzykujemy z kompletnie nowym scenariuszem i zazwyczaj w takiej sytuacji wybierają recykling czegoś starego.

Odpowiedz
#33
No tak, ale nie piszemy tylko o Disneyu. Zresztą nawet jak masz prawa do marki, to i tak musisz np. dodatkowo zapłacić ludziom odpowiedzialnym za napisanie oryginału (o ile żyją), po czym i tak ładujesz kolejne pieniądze w "nowy" scenariusz. Oczywiście jest w tym cała masa kruczków i luk w umowach, ale teoretycznie to chyba lepiej zapłacić raz za coś nowego, niż dwa razy za to samo - szczególnie, że pozostałe koszty są praktycznie takie same. Nawet promocja nowego tytułu na bazie starej marki kosztuje, bo musi to mieć ręce i nogi, a nie sam tytuł i data premiery.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#34
1. Babilon
2. Bękart
3. Zone of interest
4. The Holdovers
5. Spiderverse 2
6. Oppenheimer
7. Aftersun
8. Kot w butach: Ostatnie życzenie (to też było największe zaskoczenie)
9. Tar
10. Poor Things

Nadrobiłem w końcu to Poor Things... Biorąc pod uwagę zachwyty, Oscary i to jak bardzo lubię "Faworytę" Lanthimosa, byłem pewny że trafi na podium 2023.
Nawet nie jestem rozczarowany, bo film był momentami magiczny, miał fenomenalną scenografię, aktorstwo i żarty. Ale był aż nadto chaotyczny, ochydno-groteskowy i dziwaczny, ździebko przesyt gdy 1/4 filmu to sceny porno albo zbliżenia na twarz orgazmującej Emmy Stone. No i zabrakło mi lepszej puenty. Nadal dobry film, ale nie mógłbym go wstawić w top10 bez postawienia wyżej "Tar".

To teoretycznie powinienem jeszcze nadrobić
- Anatomię Upadku
- nowego Scorsese
- Johna Wicka 4
- The First Slam Dunk
- Asteroid City Wesa Andersona
i może ten dokument o Mariupolu

Warto, i czy coś jeszcze ktoś coś poleca?

Odpowiedz
#35
(19-03-2024, 00:45)Capt. Nascimento napisał(a): , ździebko przesyt gdy 1/4 filmu to sceny porno albo zbliżenia na twarz orgazmującej Emmy Stone
Dobrze by było :p przecież Stone pokazuje cycuszki może w 4-5 scenach.
No i uprasza się o pisanie opinii o filmie w... temacie o filmie :)

Odpowiedz
#36
Co on za wersję oglądał? Też chcę :(

Odpowiedz
#37
Obejrzałem ponownie „Aftersun” i podnoszę ocenę z 3 na 8,5/10. Już gdy wiedziałem, co naprawdę oznacza ten „film o niczym” to już od pierwszych minut oglądało mi się to zupełnie inaczej.

Mescal stworzył postać, którą się rozumie, czuje i niestety ale też identyfikuje. Najdrobniejsze szczegóły, zachowania, myśli, spojrzenia, to po prostu aż świeci się lampka w głowie: o, ja też tak mam! Niby proste wakacje ale jak ważne dla obu głównych postaci.


Tak jak Calum, sam choruję na depresję, oglądając ponownie ich wspólny wyjazd aż sam zacząłem się zastanawiać czy moja chęć bycia ojcem w przyszłości jest aby na pewno odpowiednia do zrealizowania?


Totalnie inaczej teraz odebrałem to dzieło i myślę, że wrócę jeszcze nie raz.


Aha, płacz Mescala to chyba najbardziej realny płacz w historii kina, łkanie jakbym siebie słyszał.

Szczęśliwy ten, kogo nie ruszył ten film.

Zwracam honor.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Na co do kina w 2023 roku Krismeister 14 1,339 29-11-2022, 10:00
Ostatni post: Kryst_007



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości