HBO did it again. Zastanawialiście się kiedyś jaki film by powstał z połączenia słów "autyzm" i "hodowla bydła"? No, to teraz już wiecie. Temple Grandin to wyjątkowo solidny obyczaj, rzecz jasna oparty na faktach (takie historie zawsze są oparte na faktach, nawet gdybym tego nie wiedział to można to intuicyjnie wykminić po 10 minutach filmu; to zwyczajnie jest zbyt chore, żeby wymyślił to normalny scenarzysta :)) o pewnej pani od urodzenia cierpiącej na autyzm, która w latach 60. ubiegłego wieku zrewolucjonizowała rynek hodowli bydła poprzez modernizację struktur rzeźni, ergo -> tego w jaki sposób bydło było zabijane. Simple enough, a historia na pierwszy rzut oka ma ogromny potencjał nie na zajmujący film, ale tandetny wyciskacz łez. No ale z drugiej strony nie mówimy tu o pierwszej lepszej stacji telewizyjnej tylko HBO.
To, co Temple Grandin odróżnia właśnie od takich typowych wyciskaczy łez i zasadniczo zawyża jego poziom to świetny sposób w jaki choroba Grandin została ukazana. Podobnie jak w przypadku dzieł o pokrewnych tematach jak np. Piękny Umysł widz dostaje się do wnętrza umysłu bohaterki - widzimy świat tak, jak Temple go widzi. Czyli jak? - poprzez obraz, wzory, umiejętność organizowania i zmieniania wizualnej przestrzeni wokół siebie. Nie interesują ją abstrakcyjne dziedziny jak literatura, język czy matematyka - czyli wszystko to, co fizycznie nie istnieje, ale jest raczej tworem naszego umysłu - ale to, co da się zobaczyć. Nauki ścisłe, fizyka np. Temple potrafi dostrzec to, co przed zwykłymi ludźmi jest zakryte, czyli powtarzające się w rzeczywistości wizualne wzory - i to jej daje ogromną siłę. Jak każdy upośledzony człowiek zostaje odrzucona ze społeczeństwa, z którego ucieka do świata zwierząt hodowlanych na farmie swojej rodziny. Istot, które postrzegają świat prościej niż ludzie, którymi rządzą proste emocje, a Temple dzięki swej wrodzonej dobroci i wrażliwości jest w stanie nawiązać z nimi niezwykłą więź. Subtelność i sprawność z jaką film pokazuje ten proces jest właśnie tym co go odróżnia od reszty podobnych historii. Co w sumie nie dziwi bo sposób w jaki bohaterka postrzega świat - poprzez wizualia - doskonale współgra z medium jakim jest film, które przecież również opiera swoją siłę przekazu na obrazie. Dzięki temu twórcy mogli sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa w procesie zauraczania widza niezwykłym sposobem patrzenia Temple na świat., robiąc użytek z efektów specjalnych.
Jedynie w pewnych momentach nie ustrzegli się nuty sentymentalności pokazując jak Temple jest traktowana i wyśmiewana przez swoich rówieśników z college'u. Wiemy, że ludzie z autyzmem są wykluczani, nie trzeba nam tego tak obrazowo pokazywać :) Zresztą - to jedyna zarejestrowana przeze mnie wada filmu.
No i tak się właśnie łączy problematykę autyzmu z kwestią humanitarnego traktowania zwierząt hodowlanych w latach 60. w USA :) Temple Grandin jest świetny, pozbawiony dydaktyzmu, niemal pozbawiony sentymentów, ani trochę nie nudzi i wbrew wszelkiej logice - radosny, optymistyczny i często zwyczajnie zabawny. Ukazujący świat nie poprzez osobowość twórców, ale głównej bohaterki. Która nota bene została genialnie zagrana przez Claire Danes - wróżę tej kobiecie wielką karierę.
Zajebiście mocne 8/10.
13-10-2010, 03:29





