Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Kto czekał, ten się doczekał :)
Może Pratchett w tym gronie nie jest nazbyt znaną postacią a może jest, nie wiem :) Jakby nie było, po całkiem niedawnej, wg mnie udanej ekranizacji "Wiedźmikołaja" (polecam uwadze tym, którzy jeszcze nie widzieli) ta sama ekipa zabrała się za adaptację telewizyjną pierwszej książki z cyklu "Świat Dysku" Terry'ego Pratchetta.
Obsada doborowa, choć raczej drugorzędna ;) i mniej znana (brytyjscy aktorzy teatralni) Z bardziej znanych zobaczymy Seana Astina w roli Dwukwiata (który swoją drogą w książce był rasy raczej azjatyckiej), oraz Tima Curry'ego w roli maga Trymona (co pozwala sądzić, że będą w film wplecione wątki z drugiej powieści z cyklu, czyli z "Blasku fantastycznego"), oraz usłyszymy Christophera Lee, ponownie podkładającego głos Śmierci.
Dla mniej zorientowanych: Pratchett jest znanym i obecnie najlepszym twórcą nurtu tzw. fantasy humorystycznego a Świat Dysku jest najlepszym krzywym zwierciadłem naszej rzeczywistości, jakie stworzono w literaturze.
Premiera "Koloru Magii" już w tą Wielkanoc na kanale SKY ONE :)
Linki:
http://www.scifinews.net/news.php?aid=404
http://www.sky.com/magic
16-03-2008, 02:08
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Szczerze? Nie wierzę w ten projekt. ;) Pratchett jest nieprzekładalny na film. Tak po prostu. Polowa humoru to komentarze z poziomu narratora. Nie potrafię sobie wyobrazić tego w postaci celuloidowej.
PS. Patrzę na plakat i jeszcze bardziej nie wierzę. :) No ludzie, nie da się.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
16-03-2008, 02:14
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Heh, to uwierz, bo ta sama ekipa, jak już wspomniałem, jakieś 2 lata temu popełniła "Wiedźmikołaja", całkiem udaną i sympatyczną produkcję telewizyjną, z bodajże najlepiej dobraną obsadą względem pierwowzoru literackiego, jaką widziałem. :)
Radzę zapoznać się w międzyczasie z "Wiedźmikołajem". Znaleźć go nietrudno :) Oczywiście, cudów to się nie spodziewajcie, nie ten budżet, ale i tak jest nieźle i klimat został w 99% przeniesiony z książki.
Poza tym doczytałem właśnie, że Patrycjusza ma zagrać Jeremy Irons :) Wg mnie ideał do tej roli!
Rincewind vs. Patrycjusz:
No, ale w wypadku "The Colour Of Magic" to trochę pojechali z Astinem :) Chociaż on jest idealny w roli takich szwendających się za dupą głównych bohaterów postaci :) (LOTR, Jeremiah)
16-03-2008, 02:20
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Pratchett? Nie mogę się doczekać. Ale też sądze że nic z tego nie wyjdzie. Tak samo jak Glut, nie dowierzam :)
16-03-2008, 02:49
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,283
Liczba wątków: 67
dla mnie też jest to autor słabo, o ile w ogóle, przekładalny na język filmowy. O Wiedźminkołaju słyszałem wprawdzie sporo dobrego, ale nie jest to ekranizacja pełną gębą. Zresztą ostatnio mi się ten pan opatrzył - pisze w cholerę dużo i wszystko bardzo do siebie podobne. Znudziło mnie to z lekka powiem.
16-03-2008, 03:44
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Budżet podobno 2x większy niż w wypadku "Wiedźmikołaja", ale warto w tym miejscu zauważyć, że aktorów znanych też 2x więcej, więc chyba wiadomo na co pójdzie większość tej zdublowanej forsy :)
Fakt, nie jest to jakaś ekranizacja pełną gębą, ale za to Pratchett w przypadku obu filmów jest współscenarzystą i podobno zastrzegł sobie, że ostatnie słowo w wielu kwestiach musi należeć do niego.
16-03-2008, 11:08
Stały bywalec
Liczba postów: 1,454
Liczba wątków: 13
Daje toto radę :), ogląda się nieźle, ale ja nie jestem obiektywna, bo obejrzę z zachwytem wszystko, w czym gra Tim Curry ;), a jak głos podkłada Christopher Lee to już w ogóle :D
26-04-2008, 22:14
Nowy
Liczba postów: 312
Liczba wątków: 1
Nie uda sie. Ktoś tu napisał już, że cały dowcip, cały urok tych książek jest nieprzekładalna na język filmu i też mi się tak wydaje.
Chociaż, na pewno można zrobić z tego wizualne cudo, bo fabuła jest dobra. POtrzeba tylko fantazji Terrego Gilliama i ogólnie wielkiego przedsięwzięcia . Wariant drugi, pominąć widowiskowość, złamać wszelkie kanony fantasy i postawić głównie na scenariusz. Tutaj, przydałby się jakiś reżyser z dobrym doświadczeniem w dziedzinie biografii, hehe. albo Cohenowie.
cannibalistic humanoid underground dweller
26-04-2008, 23:17
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Film strasznie nierówny jest a w momentach, kiedy w grę wchodzą efekty specjalne to już w ogóle cała bieda niskiego budżetu daje po oczach.
Obsada daje radę i , choć przed premierą sprawiała wrażenie niezbyt fortunnie dobranej, to wszyscy nieźle wpasowali się i dobrze chyba czuli w swoich rolach.
A jak to się ogląda? Cóż, czuć taki klimat z niskobudżetowych filmów nadawanych w niedzielę po południu. Czyli nie jest źle, ale zbytniego zaangażowania w widzu to nie wzbudza.
Na wiele rzeczy można w tym filmie narzekać: wspomniane już słabe efekty, czy niektóre niezbyt fortunnie "przerobione" na scenariusz wątki z obu filmowanych książek. Mi to niespecjelnie przeszkadzało, bo już się na coś takiego w sumie nastawiłem (mając za sobą seans "Wiedźmikołaja"), ale zawiodłem się przede wszystkim na postaci Śmierci, który w tym filmie zachowuje się jak jakiś debil a nie dyskowy, wiecznie zdziwiony życiem "filozof", jakim jest w książkach.
A'propos Śmierci (już pisałem o tym na innym forum) to spalono jeden z najlepszych żartów w jego wykonaniu. Ten z "Ależ, tu ciemno, prawda?" i umierającym magiem. Zainteresowanych odsyłam do książki - tam był to wic zabawny, tu wypadło melodramatycznie :)
Głupi strasznie był też motyw ze strzelaniem z patyków, kiedy atakowali Rincewinda magowie. Co to miało być? Że niby pastisz kina akcji, czy jak?
Poza tym większych grzechów nie stwierdziłem, momentami jest ślicznie, kiedy indziej tragicznie (smoki, trolle, brrr...), jakkolwiek czekam na jakiś naprawdę konkretny film z odpowiednim rozmachem i budżetem.
27-04-2008, 13:04
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
Odświeżam!
Wiedźmikołaja oglądałem parę miechów temu, i była to dobra, w miarę wierna ekranizacja. Bez fajerwerków, ale też bez bólu.
Za to własnie skończyłem pierwszą cześć Koloru magii... I mam wrażenie, że dziecko z nożyczkami dorwało scenariusz. Totalnie pocięty, poprzeinaczany, wątki poskracane i poprzestawiane (Bilbiotekarz zmienia się w tym filmie w orangutana.. no ja dziękuje). Elementy komediowe pozażynane tak, że Kaczyński by tego bardziej nie spieprzył. Ujdzie muzyka i wygląd postaci, ale scenariusz to jakaś koszmarna pomyłka. Nożyczki, klik klik.
07-04-2009, 23:25
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=agQZiEesA8w[/youtube]
Całkowicie - przynajmniej dla mnie - niespodziewanie pojawiła się kolejna ekranizacja, tym razem jednej ze "świeższych" książek Pratchetta, "Going Postal" (polski tytuł: "Piekło pocztowe"). Powieść ta, mimo, że wciąż utrzymana w humorystycznym tonie, zaliczana jest do tzw. "trzeciej generacji", czyli jest nieco poważniejsza, mniej "umagiczniona", ze szczątkowymi wręcz elementami fantasy, w stosunku do pierwszych powieści ze "Świata Dysku".
Historia opowiada o perypetiach oszusta, który z rąk "anioła" pod postacią nieodmiennie genialnego Lorda Vetinari otrzymuje drugą szansę - ma postawić na nogi upadły Urząd Pocztowy i stoczyć nierówną walkę z monopolem Kompani Sekarowej (najbliższą analogią do tejże jest chyba nasza Telekomunikacja).
Dwuczęściowa (niemal 4 godzinna) produkcja SKY1 nie odbiega znacząco od książki - odstępstwa są kosmetyczne. Mimo, iż jest to niskobudżetowy film telewizyjny - podobnie, jak wszystkie powstałe dotąd adaptacje prozy Pratchetta - to zdecydowanie ze wszystkich trzech, "Going Postal" jest filmem najlepszym, najlepiej zrealizowanym i zagranym.
W przeciwieństwie do dwóch pozostałych, których największa chyba wadą była ich niespójność fabularna, to znaczy to, iż sprawiały wrażenie zmontowanych od czapy i jak gdyby próbowano w nich przede wszystkim upchnąć, jak najwięcej gagów i "smaczków" dla fanów książkowej serii, co niekoniecznie miało przełożenie na jakość całości, "Going Postal" ma dobrze dopracowany scenariusz i odpowiednio rozłożone akcenty. Po prostu wszystko bardzo dobrze "trzyma sie kupy" i ze wszystkich trzech ekranizacji "Piekło pocztowe" jest prawdopodobnie najbardziej czytelnym filmem dla widza nieobeznanego z cyklem Pratchetta.
Jeśli chodzi o aktorów - postaci znane z poprzednich części znowu zastąpili nowi aktorzy. Ironsa w roli Vetinariego zastąpił Charles Dance, co okazało się strzałem w dziesiątkę. O ile do Ironsa można było mieć pewne zastrzeżenia (dziwne seplenienie) to Dance wydaje się wręcz stworzony do roli Patrycjusza. Drugim celnym posunięciem było zatrudnienie do roli głównego schwarz charaktera, Reachera Gilta, znanego z serii o Poirocie, Davida Sucheta. Nieco słabiej wypadły epizodyczne role postaci znanych i lubianych przez fanów książek, takie jak Angua, czy Rektor Ridcully. Pojawiają się, co prawda, tylko przez kilka minut czasu ekranowego, ale kreacje te wydają lekko niedopasowane, zwłaszcza jeśli chodzi o aktorkę grającą Anguę...
Natomiast Richard Coyle w głównej roli Moist Von Lipwig to chodzący ideał - znakomita, wzbudzająca sympatię kreacja, świetnie dobrana i genialnie zagrana.
Film praktycznie pozbawiony jest efektów specjalnych. I bardzo dobrze. Pamiętam, że te na siłę wciskane efekty w poprzednich częściach pochłaniające większą część budżetu, z pewnymi wyjątkami, wzbudzały raczej uśmiech politowania, nawet wziąwszy pod uwagę fakt, ze to produkcja telewizyjna. W "Going Postal" ograniczono CGI do minimuum, ale to, co pozostawiono komputerom wygląda przyzwoicie - wreszcie zwizualizowałem sobie wygląd sekarów, z których wyobrażeniem miałem do tej pory mały problem. Świetnie je zaprojektowano. Wrażenie robią Ankh-Morkporkskie lokacje - wszystkie chyba stworzone bez udziału CGI - zdjęcia podobno kręcone były w Budapeszcie. Bardzo ładnie to wszystko wygląda a ponadto miasto zaczęło nieco bardziej tętnić życiem...
Najsłabszym elementem są golemy, czyli aktorzy w "gumowych" strojach. Jak ktoś zauważył, przypominają trochę Goro z ekranizacji Mortal Kombat. No, i lekko irytujące jest to, że mówią głosem Śmierci z poprzednich części :) Sam Śmierć się, niestety, w tym odcinku nie pojawia.
Podsumowując, wciąż daleko tej ekranizacji do nazwania jej idealną, ale - jak wspomniałem - ze wszystkich powstałych, do tej pory, ta jest zdecydowanie najlepsza i ogląda się ją z wielką przyjemnością. Szczerze fanom, i nie tylko, "Świata Dysku" polecam!
20-06-2010, 14:50
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
O, to już wyszło? Poprzednie ekranizacje uważam za, mówiąc eufemistycznie, bardzo nieudane - ale Pratchetta lubię na tyle, że pewnie i tą pozycję obejrzę. A, co do Vetinarego - jest tylko jeden aktor na świecie zdolny udźwignąć geniusz tej postaci:
![[Obrazek: alan-rickman.jpg]](http://kaity.shareandenjoyblog.net/wp-content/uploads/2009/09/alan-rickman.jpg) .
Why are you firing wallnuts at me?
20-06-2010, 15:43
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Fakt, ale Dance ma odpowiednią charyzmę i nawet profil twarzy podobny do tego, stworzonego przez Paula Kidby'ego, z którym utożsamia go większość fanów "Świata Dysku". Bardzo udana kreacja, przy której ta Ironsa może nie wypada blado, ale mimo wszystko jest gorsza.
20-06-2010, 16:54
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Irons był IMO porażką. Niesamowicie przeszarżowana rólka, w złym znaczeniu tego słowa. "Gram w głupiej komedii, więc będę zachowywał się jak debil". W ogóle Jeremy ma pecha do produkcji z gatunku fantasy - każda, w której wziął udział w okazała się być kiepska.
A, i fajnie, że ściągnęli Sucheta. Chociaż w tej charakteryzacji na pierwszy rzut oka go nie poznałem...
Why are you firing wallnuts at me?
20-06-2010, 17:06
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
W ekranizacji "Going Postal" nie podoba mi się jeden motyw, który w tej dość dobrze zaplanowanej adaptacji wypada niemiłosiernie żałośnie. Nie chcąc spojlerować, powiem tylko, że chodzi mi o reakcję Moista, kiedy dowiaduje się o przyczynach, z powodu których Adora popadła w nałóg nikotynowy. Rozumiem, że Lipwig przeżywa to, że wiele osób przezeń ucierpiało, ale były to rzeczy o wiele poważniejsze, niż tak "drastyczny" przełom, jak wybór papierosów zamiast czekolady mlecznej :) Głupie to było niemiłosiernie.
Poza tym, zasadniczo, mucha nie siada :)
20-06-2010, 18:12
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Going Postal okazał się być nadspodziewanie dobrą ekranizacją. Poprzednich części nie byłem w stanie obejrzeć w całości, teraz natomiast bawiłem się całkiem nieźle. Oczywiście nadal jest to poziom "teatr TV PRO" i do seansu należy podchodzić z takim właśnie nastawieniem - ale, przymykając oko na budżetowe ograniczenia, film się nawet broni. Zmiana ekipy realizacyjnej wyszła serii zdecydowanie na dobre - nowy reżyser próbuje tu forsować własne pomysły - sepiowaty, "przygaszony" wizual, stylizacja wyrzutów sumienia Moista na kino nieme, ograniczenie efektów specjalnych, kręcenie w naturalnych plenerach - zdecydowane plusy dla tego odcinka. Co do efektów - sekary super, bunshee i golemy tragiczne.
Dance jako Vetinari pozamiatał - na Rickmana raczej nie ma szans, mam więc nadzieję, że zostaną przy tym wyborze. Rewelacyjna rola, IMO najlepszy element filmu. Co do Moista - tutaj akurat miałbym pewne obiekcje. Facet świetnie czuje się w scenach kameralnych, z małą ilością aktorów, ale raczej nie potrafi uciągnąć publicznych improwizorek, a w książce były one przecież jego największym atutem. Z Adorą również mam problem - na permanentnym fochu gra super, ale kiedy próbuje być miła, nie do końca jej z tym do twarzy :-) Zawiódł mnie na całej linii Suchet za to. Ta sama sytuacja, co z Ironsem ostatnio - ja jestem gwiazdą, gram w głupiej komedii, więc się powydurniam. Kompletne spieprzenie świetnej postaci książkowej. A, byłbym zapomniał - Angua beznadziejna.
Film oczywiście jedynie dla fanów, ale ci, jak sądzę, powinni być zadowoleni. Rzecz jasna, od cholery tam uproszczeń - czy to scenariuszowych, czy realizacyjnych (gabinet Vetinarego w jakieś piwnicy, odrapane ściany, na stole świecznik i trzy papiery na krzyż, WTF?) - ale po raz pierwszy poczułem ten specyficzny pratchettowski klimacik. Polecam.
Why are you firing wallnuts at me?
22-06-2010, 17:20
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
jarod napisał(a):Co do Moista - tutaj akurat miałbym pewne obiekcje.
Cóż, a ja nie mogę mu specjalnie nic zarzucić. Facet ma taki jakiś ulotny wdzięk, że pewnie gdyby mi próbował sprzedać jakąś lewiznę, to bym kupił, dopłacił i jeszcze mu podziękował. Czy to w scenach kameralnych, czy kiedy przemawia do tłumu. Troszeczkę, jeśli chodzi o jego postać, niewykorzystanym był dość ważny element, jakim był złoty strój. Pamiętam, że kiedy facet go zakładał, stawał się znanym, podziwianym i lubianym poczmistrzem, a nijakość objawiała się właśnie, kiedy przestawał być rozpoznawalny.
jarod napisał(a):...bunshee i golemy tragiczne.
Rzeczywiście, zapomniałem o banshee - mogli sobie darować tą przeszarżowaną charakteryzację, bo zamiast wzbudzać grozę, wyglądała komicznie.
Następny w kolejce do zekranizowania jest "Blask fantastyczny" (podobno) a potem powrót do Moista, czyli "Making Money". Oby tendencja po tej ostatniej, przyzwoitej ekranizacji, okazała się zwyżkowa...
23-06-2010, 00:07
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Nie Blask.... Równoumagicznienie. IMO Najgorszy Pratchett Ever :-)
Ciekawe, kiedy się za Vimesa zabiorą.
Why are you firing wallnuts at me?
23-06-2010, 00:11
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
No, to coś mi się pomyliło... Kiedy pierwszy raz czytałem "Równoumagicznienie" też mi się średnio podobało, bo czytało się to - a raczej napisane było - jakoś inaczej niż wcześniejsze pozycje. Humor nieco stonowany, historia mniej wciągająca i w ogóle. Jednak przy drugim podejściu, przypadł mi do gustu dużo bardziej - może przede wszystkim dlatego, że dobrze już znałem Babcię Weatherwax i fajnie było sobie porównywać, jak postać ta zaczynała, z tym, jak potem wyewoluowała.
Co do ekranizacji - cóż, może właśnie dobrze, że po raz pierwszy zobaczymy Babcię w aktorskiej kreacji? :)
Dziwi mnie trochę ten ich program "wydawniczy" kolejnych ekranizacji - biorą się za to ni z gruchy ni z pietruchy, skaczą po kolejnych tomach i nie wydaje mi się, że to dobrze. Widz, który miał styczność z Going Postal, podejrzewam, że z większą przyjemnością obejrzałby film o dalszych przygodach Moista a nowy film, zupełnie o czym innym może nie przyciągnąć już takiej uwagi...
Zresztą, sam chyba nie wiem, co piszę. W końcu, kto w ogóle to ogląda, jeśli nie my fani. A my, obejrzymy i tak, czy to będzie "Równoumagicznienie", czy "Zdumiewajcy Maurycy..." ;)
23-06-2010, 00:22
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Obejrzałem ekranizację Soul Music w formie siedmioodcinkowego serialu animowanego i mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony, w życiu nie widziałem wierniejszej, bardziej "zgodnej z literą" ekranizacji jakiejkolwiek książki. Każdy dialog, każda scena, powtórzone w proporcjach 1:1. Dodatkowo Christopher Lee dubbinguje Śmierć, powinno być więc idealnie, prawda? No i właśnie nie jest.
Serial cierpi na dwie poważne wady, które niestety nie pozwalają mi go uznać za Ekranizację Idealną. Wadą pierwszą, która, że tak powiem, od razu rzuca się w oczy, jest styl kreski - ewidentnie robiony pod dzieciarnię i pozbawiony jakiegokolwiek polotu. próbka niżej, z adekwatnym podkładem muzycznym - więcej komentować chyba nie muszę:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=cKxiLCMb6Q4&feature=related[/youtube]
Drugą wadą jest styl reżyserii, a właściwie jego brak. Mechaniczne odtwarzanie kolejnych scen nie jest dla mnie idealnym sposobem adaptacji specyficznej prozy Pratchetta na język "ruchomych obrazków", tu zaś twórcy nie popisują się absolutnie niczym, może poza woodstockowo - hippisowskimi nawiązaniami w scenach koncertów. Po seansie jeszcze bardziej doceniłem Going Postal - ekranizację niepozbawioną licznych błędów, ale stworzoną przez ekipę, która na bank włożyła w ten film trochę serca i zapału.
Zalety wbrew pozorom jednak są - specyficzny klimat śmierciocentrycznych tomów Świata Dysku przebrzmiewa między kadrami, do czego niewątpliwie przyczynił się GENIALNY dubbing sir Christophera i całkiem dobry reszty obsady. Oczywiście książkowe gagi i smaczki również robią swoje. Całość, po przyzwyczajeniu się do kreski, oglądało mi się bezboleśnie i w sumie ani razu nie odczułem żenady, a to więcej niż mogę powiedzieć o ekranizacjach Hogfathera i Koloru Magii. Także, Albatrosie (nikt inny raczej tego nie czyta) w sumie polecam, ale nie nastawiaj się na żadną rewelację. Tym niemniej dla samego Lee obejrzeć warto.
Refleksja na koniec: zanimować mogliby jakiś inny tom, czyniąc Kidby'ego odpowiedzialnym za stronę wizualną. Piękne marzenie...
Why are you firing wallnuts at me?
30-06-2010, 20:42
|