The Ballad of Buster Scruggs (2018) reż. Ethan & Joel Coen
#1
[Obrazek: buster.jpg?w=1000]


Festiwal w Wenecji zbliża się wielkimi krokami a to oznacza, że w każdej chwili powinniśmy się spodziewać premiery pierwszego zwiastuna czy po prostu kolejnych informacji na temat najnowszej produkcji braci Coen. 
Szybkie przypomnienie - "The Ballad of Buster Scruggs" to pierwszy efekt współpracy Netflixa z braćmi, pierwotnie miał to być 6 odcinkowy miniserial przygotowany w formie antologii. Twórcy zapowiadali, że chcą podejśc do tematu na świeżo, łącząc najlepsze elementy kina i telewizji, cokolwiek by to nie znaczyło. Ostatecznie jednak zdecydowali, że projekt lepiej się sprawdzi jako film i skrócili całość do 132 minutowej produkcji. A jako, że panowie mają na nazwisko Coen a Netflix bardzo liczy na Oscary to właśnie ten film obok "Romy" Cuarona ma podobno dostać największe wsparcie od platformy. Krążą też plotki o możliwych kinowych pokazach i to nie tylko w Wenecji, ale jakoś w to wątpię. 

Film ma nadal mieć podobną formę co w przypadku serialu, obejrzymy kilka różnych, przeplatających się ze sobą historii które będą krążyć wokół tytułowego bohatera. Obsada wygląda również znakomicie, głównego bohatera zagra Tim Blake Nelson a partnerować mu będą James Franco, Brendan Gleeson, Zoe Kazan, Liam Neeson (chociaż jego jedni podają a inni nie), Tom Waits, Tyne Daly czy David Krumholtz. 

Bracia twierdzą, że film powstał głównie z powodu ich miłości do starych filmów-antologii, szczególnie tych włoskich. O ile pamiętam pierwotnie różne epizody miały się różnić formą i tonem, chyba miały się pojawić nawet elementy musicalowe, zobaczymy jak to będzie ostatecznie wyglądać i co ważniejsze czy np. Netflix wypuści do kin okrojoną wersję a u siebie pokaże film z wcześniej wyciętymi scenami, chyba, że Coeni nic więcej nie nakręcili bo zdanie odnośnie serialu zmienili jeszcze przed wejściem na plan.
Za muzykę odpowiada Carter Burwell, za zdjęcia Bruno Delbonnel.


Oczywiście czekam, mimo tego, że to Netflix. Western, Coeni, ciekawy pomysł, bardzo fajna obsada, nie mogę się doczekać trailera i recenzji z Wenecji, konkurencja w tym roku będzie tam wielka i mam nadzieje, że jury będzie miało duże problemy z wybraniem najlepszej produkcji Uśmiech
Liczę po cichu na poziom "No Country for Old Man" chociaż trudno będzie temu arcydziełu dorównać 

Odpowiedz
#2
Szczerze mówiąc to chyba nie nastawiałbym się na coś w tonie podobnym do "No Country for Old Men". Obstawiałbym raczej opowieść bliższą tego co braciszkowe zrobili w nowej wersji "True Grit" - czyli zgrabną reinwencję lekko zapomnianego mitu. 

I chyba wolałbym jednak serial niż film. Uśmiech

Odpowiedz
#3
Uwielbiam Coenów, tęsknię za starymi antologicznymi widowiskami z Dzikiego Zachodu, więc czekam, tylko ten nieszczęsny Netflix...

Mam nadzieję, że kiedyś ujrzy światło dzienne pełna wersja w oryginalnej formie serialu. Bergman w ten sposób wydał 5-godzinną wersję "Fanny i Alexandra", a Wajda niecałe 4 godziny "Ziemii obiecanej", więc Coeni z Netflixem też by mogli.

Odpowiedz
#4
Już bez przesady z tym Netflixem, jasne, mają problem z poziomem swoich produkcji, ale do tej pory nie robili ich Coenowie, Cuaron czy inny Scorsese. Bracia sami ich wybrali, myślę też, że sami decydowali o skróceniu historii i nie mieli żadnych wytycznych z góry, Netflix pewnie by wolał nawet ten serial. Ale też liczę na dłuższą wersję o ile takowa w ogóle powstała.

Odpowiedz
#5
Już nie chodzi tu o poziom, tylko o fakt że filmu nie będę miał okazji oglądać w kinie. Naprawdę marzę, by Netflix pod tym względem poszedł drogą takiego Amazona i przed premierą w streamingu też zapewniał dystrybucję kinową.

Odpowiedz
#6
No niby są plotki, że w przypadku Ballady kinowe pokazy są bardzo możliwe, ale podobne z początku krążyły o "The Irishmanie". Kto wie, może jeśli film odniesie niesamowity sukces w Wenecji to doczekamy się jakieś ograniczonej dystrybucji i to nie tylko w LA. Chyba wypuszczenie do kin wersji z Wenecji i danie na platformie rozszerzonej jeśli takowa istnieje byłoby dobrym ruchem.

Odpowiedz
#7
https://naekranie.pl/aktualnosci/bracia-coen-na-dzikim-zachodzie-nowe-szczegoly-filmu-ballad-of-buster-scruggs-3474223

Streszczenia każdej z 6 historii i pare dodatkowych informacji. Liam potwierdzony. Film zostanie też (podobnie jak Roma) pokazany w kinach żeby walczyć o Oscary

Odpowiedz
#8
Pierwsze recenzje już są. Na RT na razie wszystkie pozytywne bez wyjątku, a na Metacriticu - 76.

Odpowiedz
#9
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#10
O, wygląda bardzo, bardzo fajnie. Może nie jak kolejne arcydzieło, ale na pewno jak coś z potencjałem na bardzo przyjemny film. Czekam mocno.

Zdjęcia są tutaj fantastyczne. Obstawiam drugą z rzędu (i szóstą w ogóle) nominacje dla Bruno. Franco i Nelson też zapowiadają się bardzo ciekawie choć nadal najmocniej czekam na Liama.
Ale kurde wielka szkoda, że to jednak nie jest miniserial.

Odpowiedz
#11
A fe, ledwo wytrwałem do końca trailera. Wygląda mi to na taki sam niewypał co Ave, Cezar! tylko w westernowych ciuszkach.

Odpowiedz
#12
Bracia Coen w FATALNEJ formie. O ile w Ave Cezar! były jeszcze jakieś fajne, pojedyncze momenty a całość mimo wszystko była bezbolesna w odbiorze, tak to coś tutaj to wprawiające w osłupienie wyrobnictwo na granicy oglądalności.

Zastanawiam się co to miało być i jakiej odpowiedzi nie brałbym pod uwagę, to jest to niewypał. Mdła, sterylna westernowa maskarada podlana komputerem (nawet CGI pieski preriowe z Indiany Jonesa 4 mają cameo) której poszczególne historie nie działają na żadnym polu - z jednym wyjątkiem: segment z Zoe Kazan jako jedyny coś sobą reprezentuje, ale słaby scenariusz zabija tragizm i potencjał tej opowieści. Reszta to paździerze dla których trudno mi znaleźć inne usprawiedliwienie niż takie, że Netflix na obecnym etapie wykłada kasę na każde gówno jakie podsunie mu się pod nos.

3/10

Odpowiedz
#13
Netflix chyba nie ma u siebie kogoś kto ogląda te produkcje i ocenia.
Nie wiem co właśnie obejrzałem (na trzy razy), ale było to przeraźliwie złe, zbyteczne. Do formy filmu skrócono to chyba w ostatnim momencie (i wychodzi to Coenom na gigantyczny minus - przynajmniej dwie historie zyskałyby trwając troche dłuzej). Epizody Franco i Neesona oraz ten ostatni to jakiś śmieszny żart i Netflix powinien rozważyć darmowy miesiąc dla kazdego kto przez to przebrnął. Realizacyjnie niemrawo. Aktorsko wyróżnia się tylko Nelson, jego epizod był naprawdę fajny i szczerze to wolałbym oglądać z nim cały film. Jedyny który miał luz i ewidentną zabawę w odgrywaniu tej roli. Neeson bezbarwny, Waits całkiem ok, Franco skrzywiony jakby doskonale wiedział w jakim gównie gra. Beznadziejna rola. Reszta średnia z dobrymi/złymi wyjątkami.
Serio ten film kręcili twórcy jednego z najlepszych filmów XXI wieku?

3/10 jeśli nie mniej.

Nawet Scott kręcił ostatnio lepsze rzeczy.

Odpowiedz
#14
Mnie się podobało.
Dwie historyjki były słabe i mnie zirytowały - ta pierwsza, bo anioł to był szczyt żenady i ta z Neesonem, bo te powtarzalne, nudne sekwencje nie doprowadziły do ciekawej konkluzji. Ta z Franco była już całkiem spoko, taki fatalizm braci Coen w pigułce. Opowieść o poszukiwaczu złota bardzo mi się spodobała, fabuła żadna ale jako kameralna scenka rodzajowa z cudownymi widokami w tle daje radę. Segment z karawaną i Zoe Kazan najlepszy - mini romans z fajnymi bohaterami i chemią pomiędzy, zajebista puenta. I końcowa scena akcji bardzo miło kojarzyła mi się z "Lonesome Dove". Ostatnia historia najbardziej intrygująca. Zaczyna się bardzo zabawną, świetnie napisaną dyskusją, a potem robi się z tego jakiś metafizyczny horror z diabłami wiozącymi udręczone dusze na sąd Duży uśmiech

Poza tym realizacyjnie film stoi na najwyższym poziomie, cudowne zdjęcia, chociaż miejscami za dużo CGI.

Wolałbym klasyczny, pełnometrażowy film od braci Coen, ale nie jest źle - 7/10

Odpowiedz
#15
W sumie mogę się podpisać pod Patyczakiem. Pierwsza historia jest fatalna i gdyby cały film miał tak wyglądać, to chyba nie dałbym rady tego obejrzeć, ale potem całość nabiera całkiem fajnego rytmu i historyjki, mimo, że to raczej przebieżka po westernowych mitach, niż pełnokrwiste fabuły, są całkiem urokliwe, zabawne a nawet poruszające (znakomita opowieść o pannie, której zabrakło zimnej krwi).

Odpowiedz
#16
Brakowało mi w tych historyjkach jakiejś refleksji, jakiegoś morału, czegoś co zostałoby w mojej pamięci. Być może było coś takiego w ostatniej historii, ale przyznam, że oglądałem ją już jak zmęczone i zawiedzione dawnymi idolami zombie nie mogące uwierzyć, że ktoś tak tandetnie skomponował plenery za oknami dyliżansu. Niby to ładnie nakręcone, ale CGI tyle jakby Coenom już nie chciało się ziębić starych tyłków na jakichś zadupiach. Wyłamie się nieco, bo mi podobała się najbardziej pierwsza historyjka, była po prostu jakaś, czyli głupia. Miała świetnego, energicznego i głupkowatego Nelsona, klimatem przypominała wspólne filmy Coenów i Sama Raimi, było tam coś z kreskówkowości "Crimewave" i baśniowości "Hudsucker Proxy". Miała też prosty morał cechujący wspomniane tytuły, oraz wyraźny wstęp, rozwinięcie i zakończenie którymi tak naprawdę cechowała się jeszcze tylko nowelka z Zoe Kazan.

Mam wrażenie, że to kolejny obejrzany przeze mnie film nowelowy który nie spełnia tak diabelnie banalnej zachcianki z mojej strony jak posiadanie wyraźnego finału i wyraźnej puenty. Bo na przykład historyjki z Neesonem i Franco równie dobrze mogłyby skończyć się 10 minut wcześniej, lub trzy godziny później.

5/10 bez przekonania, kolejne rozczarowanie po Inside Llewyn Davies i Ave Cezar.

Odpowiedz
#17
@Szaman
Akurat tła za oknami dyliżansu w ostatniej historii bym się nie czepiał, bo całość jako jedyna ma pod tym względem swój wyraźny, stylizowany charakter i pasuje to do tego co widzimy w finale - wklejam tu mój ulubiony kadr z calego filmu (przy okazji nie wiem dlaczego patyczak nazywa zdjęcia cudownymi, jak na moje oko są - w ogólnym rozrachunku - poprawne i nic więcej):

[Obrazek: 3IlGkfR.jpg]
[oryginalnie nie ma tam aż takiej smoły, niestety tylko tak mój aparat był w stanie to najlepiej uchwycić]

Co do pierwszej historii, to o ile wkurzał mnie jej główny bohater a końcówka jest zwyczajnie straszna, to mimo wszystko historia ta jak i sam Scruggs chyba najlepiej zostają w pamięci. Ten koleś był tak nietypowy jak na western, że wtedy wydawało mi się jeszcze że Coenowie mają pomysł na ten film.

Odpowiedz
#18
Ja co chwilę mógłbym sobie robić stopklatkę i drukować kadr na ścianę Uśmiech


Odpowiedz
#19
Te kadry są faktycznie fajne, ale poza tym jakoś nieszczególnie się wyróżniają. Teraz takie zdjęcia znajdziesz w co drugim serialu. Brakuje tu nieco zaangażowania i pomysłowości operatora, większego rozmachu. Całościowo ten aspekt prezentuje się dużo gorzej niż na pojedyńczych, wyrwanych ujęciach. Sama praca kamery też dość bezpieczna, standardowa.

Ja tam lubie pierwszą nowelke. Nawet mimo jej głupoty i przesady. Stwarzała wizje filmu z jakąś inwencją i pomysłem. Bustera kupuje w pełni, ale głównie dzięki aktorowi który sprawia, że tych oklepanych, efekciarskich kwestii słucha się bardzo przyjemnie. Potem uczucie tego CELU (jeśli to dobre okreslenie) i pomysłu powraca z dwa razy.
Zaskakująco dużo zabijają tutaj same dialogi. Ostatnia historia zaczyna się fajnie, gadanina staruszka jest spoko, ale potem zwyczajnie robi się nudno, męcząco i wtórno. Kompletnie już nie pamiętam o co chodziło ostatniemu z trzech pasażerów. Przy noweli trzeciej - pierwsza przemowa interesująca, ale każda kolejna to już usypiający i średnio zrozumiały bełkot.

Odpowiedz
#20
@Szaman

Cytat:Mam wrażenie, że to kolejny obejrzany przeze mnie film nowelowy który nie spełnia tak diabelnie banalnej zachcianki z mojej strony jak posiadanie wyraźnego finału i wyraźnej puenty.
Ale przecież w tym filmie każda z historii ma finał i wyrazną puentę. Opowiastka o Franco traktuje (w mocno ironiczny sposób) o determinizmie, ta z Neesonem to przecież wild-westowa pogadanka o tym, jak zabójczy jest show-biznes dla artystów, którzy są systematycznie wypierani przez najprostsze, najbardziej trywialne rozrywki. Nowelka z Waitsem to nic innego, jak sciśnięty w 20 minut traktat o american dream, ta z Kazan to taki słodko-gorzki poemat o tym, jak czasem pragmatyzm bywa zabójczy. Ostatnia... no, tu jest to raczej tak dobitnie przedstawione, że bardziej się nie dało. Uśmiech

Genrelnie historie w filmie są na tyle specyficzne, nihilistyczne w wymowie i bogate w coenowską filozofię, że jest dla mnie w pełni zrozumiałe, że komuś się to mogło nie podobać. Oczywiscie nie robię z "Ballady..." nie wiadomo jakiej rozkminy, bo to przede wszystkim nic innego, jak pulpowy, wild-westowy zbiór opowiadań z morałem, ale zarzutów o bezcelowść, czy brak przesłania nie czaje za bardzo.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Drive-Away Dolls (2023) - reż. Ethan Coen Kryst_007 5 962 20-04-2026, 14:43
Ostatni post: Norton
  Hail, Caesar! (2016) reż. Joel Coen & Ethan Coen Lawrence 9 3,587 26-07-2022, 10:38
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości