The Dyatlov Pass Incident - reż. Renny Harlin
#1
Snappik:
Dyatlov Pass Incident - na pewno jeden z lepszych filmów Renny Harlina od czasu Cliffhangera ;) Ale czy dobry? Zaledwie poprawny, idealny do emisji na Polsacie lub TV4. Oparty na tajemniczym wypadku z 1959 roku horrorek z domieszką science-fiction. Zrobiony tanim kosztem, z generycznymi facjatami prosto z teen-mtv-dreszczowców, ale zmontowany w konwencji found footage. Na szczęście Harlin nie wmawia wszystkim "że to działo się naprawdę!". Ładne widoczki mieszają się tu z kiepskim CGI, które niestety rujnuje starannie zbudowany klimat wielkiej tajemnicy. A ta zahacza o X-files i aż szkoda, że pewne patenty są przedstawione cholernie łopatologicznie. Niemniej do browara i frytek jak znalazł.

5+/10

[Obrazek: 130828113353547488.png]

Pred:
Tu się zgodzę do pewnego momentu to czysta kopia Blair Witch , później robi się naprawdę ciekawie , jednak efekty specjalne w finale niemal pogrzebały całość... Ale dość oryginalna historia ratuje wszystko. Moce 6/10 i dobry krok do powrotu Harlina na piedestał. Myślę , że film nie powinien zostać zignorowany przez kmf i fanów tego reżysera. W sumie jestem na tak.
Od kliku dni filmidło siedzi mi w głowie, może ze względu na to, że same zjawisko z przed 50 lat to nadal wielka niewiadoma i wielki klimat który częściowo wsiąkł do dziełka Harlina.
A pro po marnego CGI na samym końcu to na IMDB wyłapałem coś takiego:
Na powyższych fotach widać , że pierwszą wersję kręcili prawidłowo z praktycznymi efektami ,ale najwidoczniej doszli do wniosku, że CGI gówno będzie o wiele prostszą metodą i jak to miało miejsce w przypadku The Thing z 2011 roku bardzo się pomylili. Tak czy siak polecam , a i moja rada skupcie się na szczegółach otoczenia jak kamera w trakcie filmu zaczyna dziwnie się zachowywać ( wychodzą fajne smaczki ).

Odpowiedz
#2
Dla mnie wielkie gówno. Jakoś nie przeszkadzają mi te nędzne efekty specjalne, ale aktorstwo, płascy, nieciekawi, irytujący bohaterowie, historia, która zabija klimat fascynującej tragedii sprzed 50 lat, chaotyczne pomieszanie tylu różnych motywów
Brak oryginalności w wykorzystaniu formuły found footage. I ogólna słabość tej koncepcji - bohaterowie filmują nadal w takich sytuacjach, w których przeciętny i normalny człowiek by tego nie robił - też filmowi nie pomagają. I denerwowało mnie to, że obraz kręcony jest świetnymi kamerami cyfrowymi, a ja w podobnych horrorach cenię właśnie to, że widać fakturę nagrania, jakieś szumy, nieostrości, przeplot (a tutaj takie niedoskonałości są komputerowo wygenerowane - obrzydlistwo). Dlatego Blair Witch Project jest klimatyczny, a film Harlina nie.

Odpowiedz
#3
Brak oryginalności w wykorzystaniu formuły found footage - oryginalne jest to, że Harlin nie wyjaśnia, że materiał został znaleziony na Uralu i przebadany przez ekspertów ;)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#4
Mi tam właśnie podobał się wysokiej jakości materiał , widać było wyraźnie, że wybierali się na tę wyprawę z porządnym sprzętem , bo sorry VHS'a w góry nie zabierzesz.

Odpowiedz
#5
Taa, film zachwyca realizmem i dbałością o szczegóły:P

Odpowiedz
#6
Obejrzałem dziś przypadkiem w TV. Leciało na Canal+. Z początku zapowiadało się na totalne dno, ale później wciągnąłem się w historię. Nigdy nie słyszałem o tej tragedii, więc oglądałem zaciekawiony. Całkiem sympatyczny horror found footage, miał swój klimacik. Co do CGI, to rzeczywiście słabiutkie i popsuło końcówkę, mimo wszystko jednak pozytywne zaskoczenie i ocena...
6/10

Odpowiedz
#7
Ja ten film strasznie lubię, ale po prostu zawiera mnóstwo elementów, które uwielbiam:
- zimowy horror
- tajemnicę niewyjaśnionej tragedii
- zjawiska paranormalne
- zabójcze mutany
- rosyjskie i radzieckie klimaty

Co do tej łopatologiczności, to najwyraźniej była niewystarczająca, bo jak weszłam na forum Dyatlova na fw żeby pogadać o tym filmie, to większość tam userów w ogóle nie załapała zakończenia.

Odpowiedz
#8
Część pierwsza tego filmu, prowadząca od początku aż wejścia przez drzwi, to wprowadzenie, wiadomo, a że sceneria jest w miarę nietypowa dla tego typu filmów, a historia wokół której osnuto fabułę intrygująca, wybaczam nijakich bohaterów, którzy zlewają się ze sobą w jedną, pozbawioną wyrazu masę, z której nikt w żaden sposób się nie wyróżnia. Ba! W filmie występują dwie kobiety, ale można tego wręcz nie zauważyć. Wybaczam również beznadziejne rozmowy między bohaterami, które - obiektywnie wcale nie takie złe - potrafią naprawdę zmęczyć, bo pieprzenie o niczym jednak też trzeba umieć pisać.

Problem zaczyna się w drugiej części filmu, po wejściu przez drzwi, gdy scenarzyści nie wytrzymują i widz zostaje - przepraszam za określenie - obsrany biegunką pomysłów. Nie chodzi już nawet o to, że wyjaśnienie zagadki filmu jest dość karkołomne, ale o to, że miałem tu do czynienia z, nie chcę przesadzać, ale bodaj najgorszym przykładem napisanej potwornie ciężką ręką, żenująco topornej ekspozycji, której szczytem jest ostatnia rozmowa bohaterów w jaskini. Film spokojnie mógłby obejść się bez tego dialogu, ponieważ nie wnosi on dokładnie nic do wiedzy widza na temat rozgrywających się wydarzeń, a jednak scenarzysta nie może sobie darować, i tym samym bohater w locie wysnuwa wziętą z dupy idiotyczną teorię
która - o niespodzianko! - jest prawdziwa, bo przecież nie mówił tego bohater, ale tak naprawdę scenarzysta.

Osobnym problemem jest konwencja found footage. Sposób w jaki jest nakręcony to chyba najbardziej leniwy przykład udawania, że jeden z bohaterów filmuje, z masą dziwacznych momentów w stylu "kładę kamerę na ziemi", ale jest ona umiejscowiona tak wysoko, i tak ładnie kręci, że w grę wchodzi chyba tylko statyw, a już szczytem żenady jest finał, w którym

Najgorsze jest jednak to, że... CAŁOŚĆ NIE MA ZA GROSZ SENSU! Na początku jest mowa o tym, że w górach razem z rzeczami bohaterów znaleziono kamerę, a hakerzy udostępnili nagranie w sieci (którym to nagraniem jest cały film, z wmontowanym w środku filmikiem z komórki jednego z bohaterów - LOL), co jest totalnym bullshitem i dziurą fabularną wielkości Uralu, bo całość jest przecież
a co za tym idzie kamera nie mogła zostać odnaleziona w śniegu. WTF?

Jeszcze słówko o efektach specjalnych: w filmie z 2013 roku zobaczyć CGI pokraki, których animacja i tekstury wyglądają jak wyjęte z cut scenek z PS2? Bezcenne doznanie wizualne.

2/10, mimo wszystko polecam, bo to co się odpierdziela w tym filmie trzeba zobaczyć na własne oczy.

[Obrazek: 99m6h5.jpg]

Odpowiedz
#9
Potwierdzam. Film widziałem jakiś miesiąc temu, ale jako, że gówno to niemiłosierne, nie miałem ochoty na żadną mini-reckę, a co dopiero taki opis, jaki trzasnąłeś. Ode mnie 1/10, w porywach do 2 za urocze stworzenie jakim jest Gemma Atkinson. Jednak fakt, że jest to film Renny'ego Harlina ustawia 'The Dyatlov Pass Incident' na skali minusowej - wstyd i hańba dla reżysera "Na krawędzi" i "Długiego pocałunku na dobranoc". 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości