Miss Avatara 2012
Liczba postów: 1,149
Liczba wątków: 14
The Girl (2012) reż. Julian Jarrold
To ten film powinien nazywać się "Hitchcock" i o tym filmie powinno się więcej mówić niż o badziewnej historii z Hopkinsem. Prawie na każdej płaszczyźnie jest lepszy niż obraz Sachy Gervasi. A paradoks jest taki, że za "Ptakami" Hitchcocka właściwie nie przepadam i uważam ten film za mocno przeciętny i niestety nudny, w przeciwieństwie do "Psychozy", którą z kolei uwielbiam.
Mimo wszystko cieszę się, że najpierw widziałem "Hitchcocka" ponieważ dzięki temu mogłem dostrzec obrzydliwe typowo hollywoodzkie cukierkowe pieprzenie się z tematem. Dostajemy tam bowiem wujka Hitcha, który ma jakieś tam problemy małżeńskie, ale w gruncie rzeczy to ciepły i uprzejmy człowiek, który czasem lubi podpatrywać aktorki przez dziurę w ścianie. W "Hitchcocku" dowiadujemy się od jednej z kobiet, że Alfred wywiera presję na aktorkach, które zajdą w ciążę. W "The Girl" Hitch mówi wprost, że nienawidzi aktorek, które mogą zajść w ciążę. W "Hitchcocku" z ust Almy dowiadujemy się, że Alfred ma słabość do blondynek i ciągle poszukuje swojego nieistniejącego ideału. Z "The Girl" dowiadujemy się, że to nie słabość a obsesja, za którą, co niektórzy mogliby pozwać Alfreda do sądu, jak zwykłego starego zboka.
Można by oczywiście założyć, że historia z Hopkinsem miała miejsce kilka lat wcześniej, kiedy Alfred trzymał jeszcze jakiś poziom przyzwoitości i stąd wynikają te wszystkie rozbieżności, ale wiem, że to poprawność polityczna nakazała Gervasiemu zrobić film-laurkę dla Almy Reville, wymuskany i w gruncie rzeczy ociekający słodyczą. Zwłaszcza optymistyczna końcówka "Hitchcocka" w zderzeniu z tym, co otrzymujemy w "The Girl" wydaje się być komiczna. Dopiero tam relacja na linii Alfred-Alma ma prawdziwie dramatyczny wydźwięk. Hitchcock nie zmienia się na lepsze, jest jeszcze bardziej opryskliwy, prostacki i bezczelny.
7/10, a ocena dla "Hitchcocka" spada do 5/10.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
18-03-2013, 23:11
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,425
Liczba wątków: 67
(18-03-2013, 23:11)Persona non grata napisał(a): Można by oczywiście założyć, że historia z Hopkinsem miała miejsce kilka lat wcześniej, kiedy Alfred trzymał jeszcze jakiś poziom przyzwoitości i stąd wynikają te wszystkie rozbieżności,
Albo można sięgnąć po jakikolwiek artykuł lub książkę na poziomie, by dowiedzieć się, że Hitchcock był de facto starym zbokiem, który uwielbiał doprowadzać aktorów do ostateczności i który miał obsesję na punkcie swoich aktorek, wręcz je kochał. Ponoć największą jego miłością była Grace Kelly - oczywiście do wiadomej chwili
19-03-2013, 03:36
Miss Avatara 2012
Liczba postów: 1,149
Liczba wątków: 14
Dlatego też uważam, że "Hitchcocka" należy krytykować chociażby za cukierkowość i wygładzanie rzeczywistości. Dla duetu BBC i HBO było to najwidoczniej nie do przyjęcia - i słusznie. Bo na pewno nie był to przypadkowy zabieg ze strony Gervasiego, że wyszły mu ciepłe kluchy. Wszak nie od dziś wiadomo, że w telewizji więcej można niż w kinie.
Kawał-anegdotka Alfreda z "The Girl":
Jeden facet z Nantucket miał drąga tak długiego, że sam go obciągał, ale tego było mu mało i krzyż złamał, chcąc się zerżnąć w kakao.
Hopkins opowiadający taką historyjkę w "Hitchcocku" by nie przeszedł.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
19-03-2013, 03:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-03-2013, 03:52 przez Persona non grata.)
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
(18-03-2013, 23:11)Persona non grata napisał(a): Zwłaszcza optymistyczna końcówka "Hitchcocka" w zderzeniu z tym, co otrzymujemy w "The Girl" wydaje się być komiczna. Dopiero tam relacja na linii Alfred-Alma ma prawdziwie dramatyczny wydźwięk. Hitchcock nie zmienia się na lepsze, jest jeszcze bardziej opryskliwy, prostacki i bezczelny.
Ta, szkoda tylko, że Hitch z The Girl jest równie realistyczny, co złoczyńcy z Jamesa Bonda. Obsesyjny potwór i seksualny maniak na tle totalnie apatycznej ekipy filmowej, gładko łykającej wszystkie jego odchyły - nie wiem czy można było stworzyć jeszcze bardziej przerysowany portret. Pomijam już kwestię zgodności takiego obrazu z faktami (wiele osób współpracujących z Hitchem, w tym osoby, które z nim pracowały na planie Ptaków, stanowczo zaprzeczyły obrazowi Hitcha z biografii The Dark Side of Genius, na podstawie której The Girl został nakręcony), bo prawdy pewnie nigdy nie poznamy, ale całe to przerysowanie, które pogłębia dodatkowo przesadnie złowroga kreacja Jonesa, sprawia, że nie da się tego filmu traktować inaczej, jak taniej prowokacji.
19-03-2013, 20:49
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Nie ma w tym nic złego, że reżyser podszedł tak a nie inaczej do biografii Hitchcocka w wersji z Hopkinsem. Chciał nakręcić lekki film biograficzny w stylu "King's Speech" czy "Mojego tygodnia z Marylin" i mu się to w pełni udało. Wszystkie problemy z seksualnością czy psychiką są tam wystarczająco zarysowane bez uciekania się do chwytów z kategorii R. Nawet rubaszny humor mistrza suspensu jest podany w scenie gdy Hopkins mówi coś w stylu, że woli samo "Hitch" bez "cock". Reszta widocznie zależy od tego jak reżyser/scenarzysta postrzegali postać, jak widać akcenty można dowolnie przestawiać a od rubasznego dziadka do obleśnego dziada nie jest aż tak daleko.
19-03-2013, 20:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-03-2013, 20:57 przez Szaman.)
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
A propos:
22-03-2013, 20:34
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
(19-03-2013, 20:49)Jakuzzi napisał(a): (18-03-2013, 23:11)Persona non grata napisał(a): Zwłaszcza optymistyczna końcówka "Hitchcocka" w zderzeniu z tym, co otrzymujemy w "The Girl" wydaje się być komiczna. Dopiero tam relacja na linii Alfred-Alma ma prawdziwie dramatyczny wydźwięk. Hitchcock nie zmienia się na lepsze, jest jeszcze bardziej opryskliwy, prostacki i bezczelny.
Ta, szkoda tylko, że Hitch z The Girl jest równie realistyczny, co złoczyńcy z Jamesa Bonda. Obsesyjny potwór i seksualny maniak na tle totalnie apatycznej ekipy filmowej, gładko łykającej wszystkie jego odchyły - nie wiem czy można było stworzyć jeszcze bardziej przerysowany portret.
Przerysowany? Ot, Hitch w tym filmie (i na forum KMF ;)) to zakompleksiony brzydal, który chce poruchać. Jego "zemsta" na Dziewczynie też nie jest wcale jakaś szaleńczo wykręcona czy przesadzona, żeby nie można było w nią uwierzyć znając przeróżne historie o genialnych reżyserach. Nie wiem gdzie ty masz tego potwora. Jest "seksualnym maniakiem", bo nie rucha, ale daleko mu do jakiegoś prawdziwego seksoholika z poważnymi odchyłami. Ekipa nie ma o co się do niego przypieprzać - robi swoje, jest trochę gburowaty i creepy, ale to artysta, więc co tam. To, że szef opowiada im sprośne wierszyki raczej nie powinno sprawić, że się od niego odwrócą. Zwłaszcza gdy ten szef jest ogólnie cenionym geniuszem w biznesie i warto być blisko niego.
Nie wiem na ile to prawdziwy portret Hitchcocka, ale zdecydowanie ciekawszy niż ten z filmu kinowego.
22-03-2013, 21:21
Miss Avatara 2012
Liczba postów: 1,149
Liczba wątków: 14
Skoro już wydzielono temat, to odpowiem, choć właściwie Crov to zrobił. Kluczem jest zdanie:
(22-03-2013, 21:21)Crov napisał(a): Nie wiem na ile to prawdziwy portret Hitchcocka, ale zdecydowanie ciekawszy niż ten z filmu kinowego.
Pisałem wcześniej w krótkiej piłce, że nie uważam, żeby historia z "Hitchcocka" była warta opowiedzenia. Prawdę mówiąc z "The Girl" jest podobnie, bo oba filmy, to opowieści o ludziach, a może nawet bardziej o jednym człowieku. Tu nie ma ciekawej akcji, zwrotów fabularnych, wydarzeń godnych uchwycenia. W takiej sytuacji, to czy film będzie dobry zależy tylko i wyłącznie od postaci głównego bohatera. A Hopkins i jego ugrzeczniony Hitchcock są zwyczajnie nieciekawi, nawet jeżeli ten obraz był bliższy rzeczywistości. Jeżeli twórca decyduje się na takie rozwiązanie i nie wybiera rzeczywiście ciekawego epizodu to zadałbym sobie podstawowe pytanie - po co w ogóle robić taki film?
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
22-03-2013, 22:33
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Z twierdzeniem, że twórcy Hitchocka nie wybrali ciekawego epizodu nijak zgodzić się nie mogę. Kulisy powstawania Psychozy w określonym, trafnie pokazanym okresie społeczno-historycznym, to bądź co bądź najlepszy i najbardziej interesujący element tego filmu. Biograficznie jest oczywiście przeciętnie, bo to taki powierzchowny i mocno sztampowy syntetyk. A czy jest to Hitch mniej ciekawy od tego z The Girl? Cóż, pewnie tak, wszak dość oczywiste jest, że maniakalny zbok-sadysta zawsze będzie ciekawszą postacią od pociesznego, przebiegłego wujaszka. Pytanie tylko jak takie ujęcie postaci przekłada się na walory samego filmu. W The Girl akurat nie przekłada się wcale.
23-03-2013, 16:34
|