Cytat:Akcja serialu osadzona jest w Nowym Jorku, w szpitalu Knickerbocker, w pierwszych latach XX wieku, gdy nie istniały antybiotyki, a umieralność pacjentów była zatrważająco wysoka. Dr John Thackery wprowadza własne, pionierskie rozwiązania medyczne, jednocześnie zmagając się z uzależnieniem od kokainy. Thackery stoi na czele młodego, odważnego zespołu, w skład którego wchodzą jego protegowany Everett Gallinger, młody Bertie Chickering Jr. oraz Algernon Edwards – obiecujący chirurg z Europy, który wbrew woli Thackery’ego zostaje włączony do zespołu. Galerię charakterystycznych postaci serialu uzupełniają Cornelia Robertson, córka dobroczyńcy szpitala; gburowaty kierowca ambulansu Tom Cleary; Lucy Elkins, nowa twarz w zespole pielęgniarek; szemrany zarządca szpitala Herman Barrow, oraz siostra Harriet, pielęgniarka, która nie obawia się mówić, co myśli.
Dzisiaj polska premiera na Cinemaxie (jutro powtórka na Cinemax 2). Mam zamiar obejrzeć głównie dla Clivea Owena. No, ale drugie nazwisko również zachęcające - Steven Soderbergh. Według mnie szykuje sie lepsze widowisko niż niezłe "Masters of Sex".
Obejrzałem tylko niecałe piętnaście minut, bo wzywa mnie świat poza monitorem komputera, ale po tym małym fragmenciku wnoszę, że jest całkiem dobrze. Był full frontal (jednak skryty poprzez nieostry obraz), była naprawdę krwawa operacja przypominająca najlepsze elementy Ostrego Dyżuru, był Owen dający sobie w żyłę stojąc w korku... więcej pod wieczór pewnie napiszę, jak wrócę do domu.
Edyta: reszta też trzyma poziom i poza jedną scenką w której
Owen widzi w swoim mieszkaniu kumpla-lekarza-trupa, który na początku odcinka się zastrzelił bo operacja zakończyła się zgonem matki i dziecka (po raz kolejny, swoją drogą)
wszystko jest naprawdę zacne. Szalenie mi się podobają akcje związane z pacjentami, na sali operacyjnej czy obok łóżek i jeśli wszystko będzie szło właśnie w tym kierunku, tj. szpital, pacjenci, leczenie, operacje, będę zachwycony. Jak najmniej dramy związanej z personelem, jak najwięcej krwi i mięcha. Tego chcę.
Co prawda po trzech odcinkach wygląda na to, że sprawy obyczajowo-społeczne będą równie ważne co te medyczne, ale całkiem solidna rzecz. Na razie nie jakaś wybitna, szczególnie biorąc pod uwagę nazwiska zaangażowane w produkcję, ale ogląda się to nieźle. Wątki medyczne, w tym sceny na sali operacyjnej i tematy związane z rozwojem medycyny najlepsze.
Nie wiem do końca co myśleć o realizacji. Ręka reżysera czasami zbyt widoczna i czasami chyba przesadza z efekciarstwem, kamerą z ręki i takimi cudami. Chociaż na przykład ostatnia scena trzeciego odcinka całkiem fajna. No i na pewno takie "nowoczesne" zabawy są czymś w miarę oryginalnym w produkcji historycznej.
W kolejnym odcinku niemal na sto procent dojdzie do katastrofy z tego powodu - doktor murzyn kupił odkurzacz, uprzednio wypytując sprzedawcę, czy nadaje się do odsysania krwi :)
Właśnie obejrzałem ostatni odcinek pierwszego sezonu i jestem zachwycony. Jasne, jest tutaj parę słabych i zwyczajnie dupnych rzeczy, ale reszta, na czele z tym jak serial wygląda i jak się go słucha, jest na najwyższym możliwym poziomie. Dalej trwa odkrywanie tajemnic medycyny (tym razem chodzi o grupy krwi - gore jest typowe dla całości, wywraca żołądek, a i to, co się dzieje dalej, nieźle szarpie emocjami), ale dalej nie jest wcale gorzej!
Miodna jest scena w której Chińczyk Wu (może krewniak Wu z Deadwood, cholera go wie) pokazuje, na co go stać. W dodatku nie ma tu żadnych znamion taniości czy efekciarstwa, ot, wchodzi gość, zostawia cztery trupy, wychodzi.
I w sumie to ze wszystkich postaci tylko Cleary, ten brodaty misiek od ambulansu, ma najlepiej. W kolejnym sezonie pewnie kupi sobie jakiś automobil i będzie się woził ze strzelbą na niedźwiedzie :)
Finał sezonu super, ale dwa poprzednie odcinki były dosyć nudne. I tak cały sezon, ogólnie fajny, ale nierówny. Świetne motywy i sceny przeplatają elementy nudne, trochę zbyt schematyczne. Kilka obyczajowych wątków bym wywalił albo poprowadził mniej przewidywalnie. Chętnie zobaczyłbym za to więcej akcji na sali operacyjnej, zawodowej rywalizacji, obsesji Thacka, eksperymentów i tym podobnych.
No, ale przynajmniej 7/10 mogę dać. Całość fajnie wygląda i brzmi, czym dalej tym Soderbergh mniej kombinuje z formą, jest kilka fajnych postaci (duet zakonnica-Cleary!), Owen w formie, fajny background obyczajowo-historyczny. Wiadomo co z drugim sezonem?
córka Bono z grzecznej pielęgniarki zamieniająca się w ćpającą i kradnącą pannę to fajna rzecz, ale już cały romans/ciąża/aborcja Edwardsa i Cornelii to za dużo... to pierwsze wyszło fajnie i naturalnie, to drugie już niekoniecznie.
Cytat:duet zakonnica-Cleary
Dodam jeszcze Wu. Chińczyk pojawił się tylko parę razy, ale po tym, co robił w ostatnim odcinku skradł moje serce... i chyba będzie ważną postacią w kolejnym sezonie, biorąc pod uwagę wszystkie wydarzenia.
Dla mnie serial roku. Tak sugestywne i precyzyjne odzwierciedlenie klimatu epoki do tej pory można było znaleźć tylko w najlepszych produkcjach HBO. Początkowo wkurzał mnie Soderbergh ze swoim standardowo eksperymentalnym podejściem realizacyjnym (ograniczone oświetlenie, niepospolite kadrowanie, kamera często z ręki). Ale dość szybko przywykłem, a co więcej utwierdziłem się w przekonaniu, że surowy styl Soderbergha pozwolił najlepiej ująć cudowny naturalizm Nowego Jorku z pierwszych lat XX wieku. Takie seriale w szpitalnym środowisku to ja rozumiem.
haha, ok - ale napisałem się w temacie niepotrzebnym, więc nie chciałem ani tego kopiować ani szarpać się na elokwentną wypowiedź. Mniejsza o to, no. The Knick po prostu mnie powalił realizacją, aktorstwem i scenariuszem.
Drugi sezon trzyma poziom, ale brakuje mi wątków czysto medycznych. W s2e1 była krótka operacja nogi, w s2e2 ledwie muśnięta operacja oka Edwardsa. To, co podoba mnie się jeszcze bardziej, to zazębianie się wątków i ukazanie zależności wynikającej z pierwszego sezonu, zwłaszcza Cornelii. Na razie najlepsza postać to Cleary - gość jest świetny i konkretny - zadbał o Hariet (Rose), pomaga Neli, prowadzi zawodnika - człowiek orkiestra. W zasadzie wszystkie wątki zapowiadają się okej. Kibicuję, aby ktoś zrobił z Barrowem to, co ze Spaightem :)
Drugi sezon fabularnie stoi przynajmniej o jedną klasę wyżej niż poprzedni. Czuć w tym potencjał na coś wielkiego. Jeśli stacja obdarzy ten zacny serial jeszcze kilkoma sezonami, jestem przekonany, że osiągnie ten sam poziom wirtuozerii, co Mad Men.
jest moc! The Knick skręcił w obyczaj, ale za to jaki! Scenariusz jest świetny: wątki powoli się rozkręcają, ale poskładane są mistrzowsko. Cleary zamotał tak "skrobanki", że proces Hariet był sporym zaskoczeniem. Co mnie mocno poruszyło to uświadomienie Lucy co do własnej wartości - oby faktycznie próbowała zostać lekarką - myk z nią, dziwkami i Heinzem został poskładany rewelacyjnie. I w końcu są motywy czysto medyczne: kiła Abigail i matka Bertiego, plus badania Thackerego nad uzależnieniem.
Co mnie martwi, to że chyba widownia słaba, więc jeżeli będzie koniec na drugim sezonie to w tym tempie niczego nie da się ukazać w kształcie jaki sobie scenarzyści i reżyser życzy :( Oby tak się nie stało.
Ostatni odcinek niezły, ale ogólnie ten serial to dla mnie ciągle niewykorzystany potencjał. Do Mad Men nie ma startu. Za mało medycyny, za mało Thacka, za mało takich scen jak ta z Dr Maysem w ostatnim odcinku, wątki obyczajowe często mało angażujące - na Cornelie nie mogę patrzeć, podobnie na tę żonę bez zębów. Ale oglądam, liczę, że drugi sezon rozkręci się szybciej niż pierwszy.
Pomarudziłem i akurat serial wszedł na wyższy poziom. Ostatnie 2-3 to chyba nie tylko najlepsze odcinki The Knick, ale też jedne z lepszych rzeczy z tv, jakie ostatnio widziałem. Dla mnie lepsze niż ostatnie Fargo. Nawet wątki obyczajowe fajnie się rozwinęły. A, że medycznych jest dużo więcej, Thacka też... Ktoś to jeszcze ogląda poza mną?
29-11-2015, 12:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-11-2015, 21:16 przez PropJoe.)
Czyli 2. sezon jeszcze lepszy od i tak dobrego pierwszego?
Ja się przymierzam do oglądania, ale cały czas tylko nad tym myślę zamiast obejrzeć pilot :)