The Orville (Fox)
#1
[Obrazek: the_orville.jpg]

Spore pozytywne zaskoczenie. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem zwiastun, to sądziłem, że otrzymamy nieśmieszną wersję "Galaxy Quest", czy też "Family Guy aka Ted meets Star Trek". Jednak najnowsze dzieło Setha MacFarlane'a to naprawdę ciekawa rzecz dla fanów science fiction, czy też dawnego serialowego Star Treka. Mamy fajną ekipę, główny watek miłosny jest świetny, mamy luźną atmosferę, ale sam serial nie jest parodią i mieszanką głupich gagów co pięć sekund. A niektóre odcinki pod względem czystego sci-fi i moralnej wymowy to naprawdę pod perełki podchodzą, chociażby ten w którym nasza załoga pojawia się na planecie zbliżonej do Ziemii, ale rządzonej przez portale społecznościowe a la Facebook.





Co ciekawe serial ten wyszedł w podobnym okresie kiedy wyszedł nowy serial "Star Trek: Discovery", który od razu został chwalony przez krytyków. "Orville" już nie otrzymało tak pozytywnych ocen od krytyków. Jednak co ciekawe serial MacFarlane'a szybko zyskał rzeszę fanów, którzy właśnie chwalą go, że jest to świetna rzecz dla prawdziwych fanów Star Treka, którzy właśnie krytykują i nie są zachwyceni "Discovery". 

Ja sam wiadomo zawsze uważałem się za większego fana Star Wars niż Star Trek. Ale jak na razie to co zobaczyłem z The Orville jest naprawdę fajne. I coś czuję, że tym bardziej fani Star Treka powinni być zadowoleni.
Gdyż naprawdę to nie jest głupiutka parodia Star Treka, a może można więc rzec, że pewien swoisty hołd jemu złożony. 
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#2
Odpadłem po pierwszym odcinku. Może później robi się super - nie wiem. Ale pierwszy odcinek fabularnie nie prezentuje niczego ciekawego - ot, typowy średniak. Natomiast pod względem humoru, to to jest wręcz rozpaczliwie nieśmieszne. Może ten humor nie jest tu najważniejszy, jeśli rzeczywiście nie miało to być w zamyśle "głupiutką parodią Star Treka", no ale popatrzcie na ten pierwszy odcinek! Cały czas lecą jakieś żarty - tylko że w ciągu tych 45 minut nie trafia się ani jeden zabawny. To ja już jednak wolę zdecydowanie po raz dziesiąty obejrzeć "Galaxy Quest".
Życie to nie tylko filmy, więc prowadzę sobie blog o książkach:
https://mowisietrudno.blogspot.com

Odpowiedz
#3
Pierwszy odcinek jest jednym ze słabszych. Później jest to w zasadzie kopia "The Next Generation" z okazjonalnym żartem o penisach. Nic niezwykłego, ale ogląda się to lepiej niż cringefest jakim jest "Star Trek Discovery".
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#4
Przypomnieliście mi, że miałem po to sięgnąć.

Jestem ciekaw czy krytycy, którzy zjechali ten serial, przedwcześnie się jebnęli, bo w swej zarozumiałości i niechęci do McFarlane'a uznali, że to kolejny prostacki dowcip, nie rozpoznając, że to passion project Setha i hołd dla ST.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
#5
Ja to jestem raczej w szoku, że nikt o plagiat tego nie posądził :P Podmienić kilka nazw i spokojnie by to uszło jako serial w tym samym uniwersum.
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#6
Grievous, w to, że lepsze niż nowy "Star Trek" akurat mogę uwierzyć, bo z "Discovery" też dałem sobie spokój po pierwszym odcinku :)
Życie to nie tylko filmy, więc prowadzę sobie blog o książkach:
https://mowisietrudno.blogspot.com

Odpowiedz
#7
Później jest jeszcze gorzej :P Załoga Discovery to taka żenująca zbieranina tokenów, że serial MacFarlane'a zdaje się być tym serialem "na poważnie".
For my ally is the Force, and a powerful ally it is.


Odpowiedz
#8
Pierwszy odcinek raczej zaliczam do jednych ze słabszych, tak też pod względem humoru, którego w sumie nie w serialu aż tak dużo. Właściwie to humor polega bardziej na tym, że postacie nie zachowują się jakby miały cały czas kij w pupie i czasami jakimś żartem, czy sucharem walnął. 
Jak ktoś nie chce całego serialu oglądnąć, to niech po prostu wybierze sobie najwyżej notowane odcinki. 
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#9
Humor to takie średnie stany Family Guya gdzieś tak około 10 sezonu kiedy jeszcze go oglądałem. Ale dałem szansę, myślałem, że się rozkręci. Tymczasem...zrobiło się poważniej i serial skręcił w takie Gwiezdne Wrota z okazjonalnym i niezbyt śmiesznym pokazywaniem jakich to kretynów ma załoga za pilotów. Dużo szpil od Setha w stronę amerykańskich mediów, tylko fabularnie jakoś tak na wzruszenie ramion. Odpuściłem po 8 odcinkach.

Odpowiedz
#10
Odcinek z Facebookową planetą chyba jeden z lepszych. Plus wiadomo, trzeba wziąć pod uwagę, że efekty specjalne są dość słabe. Ale to nie budżet nowego Star Treka, tego najnowszego serialu, który jest o wiele gorszy od Oriville.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#11

Odpowiedz
#12
Trzeci sezon wystartował i obejrzałem dwa pierwsze odcinki. Po tym jak wymęczył mnie Picard i odpuściłem Strange New Worlds (będący w istocie rimejkiem Star Treka z l. 60-tych) wziąłem się za bootlegową wersję Stat Treka. I jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Serial, teraz zatytułowany "The Orville. New Horizonts" odszedł niemał całkowicie od swej parakomediowej formułu, tj, jest ona nieco obecna, ale nie jest irytująca. Co więcej jest taki pozytywny vibe, którego nie doświadczylem od dłuższego czasu oglądając seriale sf.

Pierwszy odcinek z

Drugi odcinek z


Widać, ze budżet został wykorzystany na efekty, które są lepsze niż w poprzednich sezonach. Zachowano też klasyczny sposób filmowania akcji wewnątrz statku, przez co nie uświadczymy tutaj lensflar czy zbędnej dynami ruchu kamery - wszystko jest po bożemu. McFerlane'a jest póki co mało, mamy za to nową załogantkę. Całkiem udana premiera.

Odpowiedz
#13
(18-06-2022, 19:41)Scheckley napisał(a): "The Orville. New Horizonts" odszedł niemał całkowicie od swej parakomediowej formułu, tj, jest ona nieco obecna, ale nie jest irytująca.

Rozwiń proszę i powiedz jak ci się podobał pierwszy sezon, żebym sobie skalibrował Twój gust :) bo mnie Orville odrzuciło nieśmiesznością i niemal dziecinną naiwnością fabuły rodem z lat 90tych. Ale nie w dobrym, nostalgicznym sensie...

Odpowiedz
#14
Pierwszy sezon był średni, drugi ok, trzeci póki co całkiem dobry. Akurat mi ten komediowy sznyt Setha nie przeszkadza. Plus trzeba mieć na uwadze, że mimo wszystko nie jest to Star Trek TNG czy chociażby Babylon 5. Postacie są proste w swoich motywacjach, czasami nieco naiwne w swej charakterystyce i sympatyczne. Ot jak dla mnie dobra rozrywka żeby nieco się odstresować, bo ostatnio byłem nieco już zmęczony poważnymi produkcjami.

Sezon trzeci wymaga też nieco znajomosci poprzednich odcinków jeśli chodzi o sprawę motywacji Isaaca i dynamiki między załogą.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości