Veep (HBO)
#21
Ostatni odcinek, ten z balem, był wg mnie najlepszy w sezonie.
Selina ze zdjętymi rękawicami ustawiająca wszystkich do szeregu była wspaniała, a to co dzieje się u Jonah też zasługuje na uznanie - ta czwórka ma niesamowitą chemię między sobą (zresztą kto jej tu nie ma) i wszystko tutaj po prostu działa.
Uwielbiam ten serial i jak głupio by to nie brzmiało, wydaje mi się że po odejściu Armando jest nawet.. lepiej?

Odpowiedz
#22
Veep powraca z szóstym sezonem i mimo odczuwalnej zmiany showrunnera (moim zdaniem in minus, głównie ze względu na inne podejście Mandela do bawienia widza i komedii samej w sobie) wciąż pozostaje najlepszym na chwilę obecną aktorskim serialem komediowym w telewizorni.

Odpowiedz
#23
Robi się ten ten serial lepszy po 2 sezonie? Jak na razie taka dużo gorsza wersja the office z masą niepotrzebnego przeklinania i sucharów.Nawet postacie bardzo podobne.Nie będę się bardziej rozwijał bo piszę z telefonu ale polecam biuro jak ktoś się tym zachwyca pod każdym względem lepszy serial, veep też ma momenty ale niestety nie ma tego wiele, a sporo postaci wkurwia jak taki jonah bieda odpowiednik Tobiego.

Odpowiedz
#24
O kurde, Jonah był kiedyś Tobym? W sumie..
Z sezonu na sezon jest tylko lepiej. Zresztą, są tu żarty, jak i motywy które zwyczajnie w Biurze nie przeszłyby..
Otwarcie 6 sezonu klasa, od początku do końca.
Najlepszy chyba Ben i jego culture clash z millenialsami :)

Odpowiedz
#25
Po niemrawym początku, skupionym bardziej na otwieraniu nowych rozdziałów w karierach postaci, nadszedł odcinek stanowiący dla mnie kwintesencję Veep - wątki śmieszą bez wyjątku, każda postać ma coś zabawnego do powiedzenia, pada 100 rewelacyjnych one-linerów na sekundę, a egocentryczna Selina znowu dostaje za swoje. Wszystko zagrało jak należy, wspaniały ep.

A to, co wyczynia Gary Walsh w swoim patologicznym, psim oddaniu... :)

Odpowiedz
#26
Veep był po The Office najlepszym serialem komediowym ostatnich lat... dopóki za sterem stał Iannucci.

Porównanie sezonów 1-4 i 5-7 może stanowić przyczynek do dyskusji o różnicach między brytyjskim a amerykańskim podejściem do rozśmieszania. Armando wykreował barwnych bohaterów, którzy nawet w momentach wyjścia poza ramy swojego charakteru zachowują wewnętrzną wiarygodność (patrz: wybuchy Gary'ego i Amy w 4 sezonie). Humor opierał się na dynamice pomiędzy postaciami i generowanymi przez to ostrymi jak brzytwa zniewagami. U Mandela większość ekipy jest przerysowana, wręcz karykaturalna. Z Mike'a zrobili poczciwego ciamajdę-idiotę, z Jonaha - antypatycznego kretyna. Selina też z czasem stała się bardziej okrutna, a jej relacja z córką pod koniec ograniczała się do chamskiego zachowania względem tej drugiej. Tendencja w serialach komediowych jest taka, że im dalej w las, tym bardziej przesadzają z zachowaniem bohaterów, ale tutaj wyjątkowo mi to wadziło.

Ponarzekałem, ale koniec końców jestem zadowolony, bo chociaż w ostatnim sezonie prawie przeskoczono rekina (wątek Jonaha), to obelgi wciąż stały na wysokim poziomie. Finał w ogóle wyszedł świetnie i byłem usatysfakcjonowany, mimo że wrednie potraktowali moją ulubioną postać. Sama zaś puenta i klamra z Tomem Hanksem to chyba najlepszy sposób na zamknięcie całości.

Veep za Armando - 9/10, Veep w wydaniu Mandela - 7/10. Z Iannucciego pozostał mi do obejrzenia tylko The Thick Of It, a jeśli jest przynajmniej tak samo dobry jak In The Loop, to już zacieram ręce.

Odpowiedz
#27
The Thick of It jest 10x lepszy od In The Loop a In The Loop to moja uilubiona komedia wszech czasów także.....spodoba się :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości