Zombie jako pierwszoplanowy bohater? Czemu nie, trochę śmierdzi zgnilizną, lubi na kolację opędzlować ludzki mózg, ale przynajmniej ma w związku z tym rozterki moralne, a w gruncie rzeczy to sympatyczny z niego chłopak. A do tego zakochany. Osobom, które nie prychnęły szyderczo mogę pogratulować, właśnie trafiły na tytuł do zapisania w kapowniku.
Wszystko w zasadzie mówi zwiastun (aż za wiele, jak ktoś jeszcze nie widział to radzę wyłączyć ostatnie 30 sekund), nie ma przykrego rozczarowania, to rzeczywiście jest sympatyczna, zabawna historia igrającą z formułą filmów o zombie. Wewnętrzne monologi bohatera są chwilami rozwalające, jego nieporadne interakcje z ludźmi urzekające, a Nicholas Hoult kapitalny w swej roli. Całkiem fajna jest też Teresa Palmer, która przypomina mi trochę Kristen Stewart. Z wyjątkiem tego, że jest seksowna. I ma przynajmniej kilkanaście różnych ekspresji twarzy. I więcej życia w sobie. W zasadzie to nie wiem czemu mi się kojarzy z Kristen Stewart.
Żeby nie było jednak za różowo muszę wspomnieć o kilku minusach. Po pierwsze, nie jest zbyt czerwono. Film o zombie bez elementów gore to jak Burton bez Deppa. No ale to nie krwawa postapokaliptyczna jatka jest sednem tej historii, więc można wybaczyć. Szkoda natomiast, że wielokrotnie trzeba zawieszać niewiarę i udawać, że się nie zauważyło ogromnych dziur logicznych, niekonsekwencji fabularnych i drobnych głupotek. Może też razić, że finałowy akt to ciepłe kluchy, ale nie przychodzi to znikąd, koresponduje z wymową całego filmu, więc jeżeli tylko łyka się przewodni motyw miłości pomiędzy umarlakiem a dziewczyną zupełnieniepodobnądokristenstewart, to łyknie się bez większych boleści i finał.
Przyznaję, że przez słabość do zombie i wszystkiego co odbiega od kanonu, zawyżam nieco ocenę (do 7/10) ale myślę, że zobaczyć warto. Od dzisiaj będę miał rozterki moralne zabijając zombie w grach komputerowych.
Wszystko w zasadzie mówi zwiastun (aż za wiele, jak ktoś jeszcze nie widział to radzę wyłączyć ostatnie 30 sekund), nie ma przykrego rozczarowania, to rzeczywiście jest sympatyczna, zabawna historia igrającą z formułą filmów o zombie. Wewnętrzne monologi bohatera są chwilami rozwalające, jego nieporadne interakcje z ludźmi urzekające, a Nicholas Hoult kapitalny w swej roli. Całkiem fajna jest też Teresa Palmer, która przypomina mi trochę Kristen Stewart. Z wyjątkiem tego, że jest seksowna. I ma przynajmniej kilkanaście różnych ekspresji twarzy. I więcej życia w sobie. W zasadzie to nie wiem czemu mi się kojarzy z Kristen Stewart.
Żeby nie było jednak za różowo muszę wspomnieć o kilku minusach. Po pierwsze, nie jest zbyt czerwono. Film o zombie bez elementów gore to jak Burton bez Deppa. No ale to nie krwawa postapokaliptyczna jatka jest sednem tej historii, więc można wybaczyć. Szkoda natomiast, że wielokrotnie trzeba zawieszać niewiarę i udawać, że się nie zauważyło ogromnych dziur logicznych, niekonsekwencji fabularnych i drobnych głupotek. Może też razić, że finałowy akt to ciepłe kluchy, ale nie przychodzi to znikąd, koresponduje z wymową całego filmu, więc jeżeli tylko łyka się przewodni motyw miłości pomiędzy umarlakiem a dziewczyną zupełnieniepodobnądokristenstewart, to łyknie się bez większych boleści i finał.
Przyznaję, że przez słabość do zombie i wszystkiego co odbiega od kanonu, zawyżam nieco ocenę (do 7/10) ale myślę, że zobaczyć warto. Od dzisiaj będę miał rozterki moralne zabijając zombie w grach komputerowych.
Kinofilia - blog filmowy
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli...
TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji.
PAMIĘĆ ABSOLUTNA, czyli...
TOTAL RECALL 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji.
13-02-2013, 22:42





