Wayward Pines (FOX)
#1
][Obrazek: msn4oft1_nk1hin.jpg]

Wayward Pines, czyli jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie premier roku.

W niewyjaśnionych okolicznościach znika dwójka agentów. Podążający ich tropem agent Ethan Burke trafia do Wayward Pines – miasteczka które idealne jest jedynie z pozoru.

Hollywoodzka obsada: Matt Dillon, Melissa Leo, Terrence Howard, Carla Gugino, Toby Jones i Juliette Lewis.

Pierwszy sezon ma się składać z 10 odcinków. Premiera 14 maja.

Tutaj nowy zwiastunik:





A tutaj poprzedni:






CZEKACIE TEŻ, C'NIE????
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#2
(20-02-2015, 00:49)Pelivaron napisał(a): Hollywoodzka obsada: Matt Dillon, Melissa Leo, Terrence Howard, Carla Gugino, Toby Jones i Juliette Lewis.
Holiłudzka sprzed 10 lat. ;) Ale wyglada to conajmniej ciekawie. O ile nie bedzie bazowalo tylko na twistach to moze cos z tego bedzie.


Odpowiedz
#3
Czy ja wiem czy sprzed 10 lat. Taka Melissa Leo czy Terrence Howard grają w dosyć znanych produkcjach. Są to najczęściej role drugoplanowe, ale jednak. Obsada jest całkiem spoko. A Matt Dillon też podoła.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#4
Niby wygląda interesująco, ale to FOX, więc nie obiecuje sobie zbyt wiele.

Odpowiedz
#5
Crov napisał(a):O ile nie bedzie bazowalo tylko na twistach to moze cos z tego bedzie.

No niestety - z tego co widzę po fragmentach jest to dosyć wierne przeniesienie książki na mały ekran - a książkowe Wayward Pines to w pewnym momencie twist na twiście i twistem pogania.

W ogóle, żeby nic nie spoilerować to zasugeruję tylko, że Wayward Pines (a przynajmniej wersja literacka) jest o wieeele bliższa serialowi typu Lost, aniżeli Miasteczku Twin Peaks (tu tylko nasuwa się analogia co do miejsca akcji). Tak czy owak czekam gorąco, bo książka to świetne czytadło, a i obsada jest całkiem konkretna. Myślę, że serial jakimś arcydziełem się nie stanie, ale całkiem przyjemnie będzie można spędzić przy nim czas - zwłaszcza, że 10 odcinków to idealna ilość, aby bez zbędnego rozwlekania przenieść akcję z lektury.
"Out of the night, When the full moon is bright, Comes the horseman known as Zorro."

Odpowiedz
#6
Ale czy to twisty dla samych twistów, czy one maja sens? Bo problem z twistami na twistach jest, gdy sa robione tylko dla zwrotu akcji i zaskoczenia. Grunt, zeby poza tym byla w tym serialu jakas wartość. Czego by nie mowic o zakończeniu LOST ten serial mial naprawde dobre postacie, ktore warto bylo ogladac.

Odpowiedz
#7
Lost miał więcej czasu na ekspozycję bohaterów, a i sama liczba postaci była wyższa (przez co raz, że miały ze sobą ciekawe interakcje, dwa, że każdy mógł znaleźć swojego ulubieńca) - tu, o ile czegoś nie pozmieniają i będą w tej kwestii wierni książce - to raczej żadnych rewelacji nie będzie. Będzie góra 6 głównych postaci, a oś przynajmniej kilku odcinków to będą spięcia na linii Ethan Burke (Matt Dillon), a Szeryf Pope (Terrence Howard) - i tu aktorsko może być bardzo interesująco, ale chyba tylko tu. Tak czy owak jednak, podział na tych "złych" i tych "dobrych" jest dosyć wyraźny i żadnych barier ta produkcja raczej nie przebije.

Co do twistów - naprawdę trudno mi określić, czy one mają sens, bo ich ostateczne rozwiązanie było dla mnie niczym obuch prosto w głowę i chociaż wszystko jako tako składało się w logiczną całość, tak wciąż było to strasznie oderwane od rzeczywistości. Takiego rozwiązania zagadki się zupełnie nie spodziewałem i wnioskuję, że będzie sporo narzekań z tego powodu. Samo poznawanie tajemnic i rozwiązywanie zagadek tajemniczego miasteczka wraz z bohaterem (w książce) było dosyć interesujące - więc i w serialu powinno budzić ciekawość.
"Out of the night, When the full moon is bright, Comes the horseman known as Zorro."

Odpowiedz
#8
Pilot taki sobie. Może osoba nie znająca książki odbierze go lepiej, ale ja mam wrażenie, że akcja zbyt szybko pędzi do przodu. Twórcy na tyle mocno eksponują dziwność i wrogość miasteczka, że już po pierwszym odcinku przestaje być tajemnicze, niedookreślone. Widz powinien chyba stopniowo zauważać pewne niepokojące i subtelne symptomy i powoli budować sobie w głowie obraz Wayward Pines, w którym coś nie gra, ale w pierwszym odcinku pokazano tu tak wiele, że wyobraźnia nie ma już zbyt wiele do roboty. To zabija klimat, a klimat powinien być główną wartością takiego serialu. Strasznie to wszystko łopatologiczne i gdy pomyślę sobie o kreowaniu atmosfery tajemnicy w niedawnym Leftovers, to widzę różnicę pomiędzy sztuką a przeciętnym rzemiosłem.

Poza tym, żaden z bohaterów nie wydał mi się ciekawy. Siłą seriali jest to, że mogą sobie pozwolić na dłuższą ekspozycję bohaterów - tutaj postanowiono poświęcić ją na jak najszybsze popchnięcie akcji do przodu.

Ale muszę przyznać, że w końcu jest to coś od Shyamalana, co można obejrzeć bez zażenowania :D

Odpowiedz
#9
Po siedmiu odcinkach: dobre. Znaczy, inaczej: kompetentne i ciekawe, rozczarowujące i pozytywnie zaskakujące zarazem. Dziwne połączenie, ale cóż. Wbrew pozorom serial nie ma NIIIIIC wspólnego z Twin Peaks, po prostu absolutnie nic. Nie zaspojleruję oczywiście, o co chodzi, ale cóż... Powiedzmy tak (spojler nie zdradza fabuły, a prawdziwy gatunek serialu):

Z jednej strony to fajnie, bo parę razy serial wziął mnie z zaskoczenia, a potem w swoim gatunku jest zaskakująco kompetentny i sensowny, a z drugiej: no jednak tkwiący we mnie gość, który lubi to co już zna, oczekiwał zrzynki z Twin Peaks, którego - wydawało się - serial byłby całkiem niezłą podróbą.

Aktorzy dobrzy (Dillon wygląda jak Bruce Campbell i ma swoje momenty), sporo trudnych do przewidzenia zwrotów akcji, choć po siedmiu odcinkach obawiam się, że serial wpadł w koleinę i odtąd będzie toczył się już prostym torem. I donikąd, a raczej do utraty widzów i ostatecznego skasowania.

Będzie wam trudno pogodzić się z największym twistem (jeśli to już ostatni twist - sam nie wiem), ale mimo tego warto, bo jak już to przełkniecie, to okaże się, że drugie dno ma do zaoferowania równie wiele.

Ocena: między 7 a 8/10.

Odpowiedz
#10
Sezon 1 skończony, i muszę powiedzieć, że kończy się bardzo spoko. Zaskakująco dobrze napisany serial, poruszający wątki takie jak kontrola i bezpieczeństwo vs wolność, możliwość decydowania o sobie. Szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się czegoś tak... inteligentnego. Można wprawdzie przyczepić się do jakichś detali dotyczących konstrukcji świata, ale nie o to w tym chodzi - tu chodzi o bohaterów, ich relacje między sobą, wpływ na miasteczko itp. Jednym słowem...


Najlepsze jest to, że ten serial nie robi wszystkiego tego, czego się obawiam. Scena się rozgrywa i myślę sobie: pewnie wyniknie to i to, bo tak jest zawsze. A tu nie - jest zaskakująco zdroworozsądkowo. Bohaterowie nie zatajają przed sobą faktów dla większej dramaturgii ani nie trzymają się swoich poglądów, żeby na siłę był konflikt. To jest tak fajne, że ja nie mogę. Do tego wiele elementów z pierwszych odcinków bardzo ładnie rozwija się później - w nienachalny, ale sensowny sposób. Detale dotyczące bohaterów później w oczywisty sposób uzasadniają ich decyzje. Szczegóły, a cieszą.

O realizacji nie napiszę, coby nie spoilerować, ale pewne efekty specjalne wyglądają tak, jak powinny w pewnym duuużym filmie z pewną wielką gwiazdą, który wszystkich rozczarował. Ciekawi cię, co to za film?


Bałem się, że serial wtoczy się na pewien tor, który pozwoli twórcom na ciągnięcie wątków w nieskończoność. I znów niespodzianka: sezon 1 to w zasadzie zamknięta historia i mógłby istnieć niezależnie. Jest jednak krótki epilog - przejście do sezonu 2, który jednocześnie jest świetny i rozczarowujący. Świetny, bo pomysł na ciąg dalszy jest wprost zajebisty; to nie tyle standardowy sezon drugi serialu, co idea bliższa sequelowi filmu. Rozczarowujący, bo powinni to zostawić w sezonie drugim, tzn. nie nakreślać sytuacji w końcówce pierwszego. W ten sposób zamknięcie byłoby w pełni satysfakcjonujące, a początek drugiego wziąłby ludzi z zaskoczenia. Teraz to wygląda tak, jakby Alien kończył się jak się kończy, po czym byłaby dodatkowa scena odnalezienia Ripley 57 lat później.

Podsumowując: czadowa rzecz, wielkie zaskoczenie, solidne 8/10 i klepnięcie w plecy za świetną robotę. Ocena byłaby wyższa, gdyby były odrobinę lepsze dialogi, odrobinę lepsza realizacja.

P.S. Dajcie Toby'emu Jonesowi parę Oscarów czy co tam dajecie aktorom, ten gość po prostu wymiata.

Odpowiedz
#11
Nie no, ja poleciłem i spodobało sie Wojskowemu. Normalnie medal zasługi jakiś by się przydał :P albo pokojowa nagroda Nobla
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#12
Ano tak, z tego polecenia obejrzałem, dziękuję,i uścisk dłoni masz jak w banku.:)

Odpowiedz
#13
Stawiam w ciemno, że u większości widzów odbiór tego serialu będzie uwarunkowany
Ja byłem zniesmaczony i zawiedziony. Może to złe podejście, ale oczekiwałem czegoś innego niż tę taniochę, którą nam zaserwowali twórcy. Szkoda, bo do pewnego momentu było całkiem dobrze i serial odpowiednio pobudzał wyobraźnię. Doceniam fakt, że twórcy coś tam się starali powiedzieć o wolności, praniu mózgu od lat dziecięcych i tak dalej, ale ten dość ciekawy skądinąd tematy zostały zalane falą nielogiczności i bzdurnych rozwiązań fabularnych.
Wyliczanka (problemów jest więcej niż te wymienione):
Realizacyjnie dość biednie, ale czepiać się nie będę. Aktorsko bardzo nierówno - Dillon gra dwoma minami i snuje się znudzony po planie. Jego synek i żona bez wyrazu, raczej irytują. Najlepsza jest Melissa Leo i dla niej (oraz wspomnianego Jonesa) można zobaczyć choćby jeden-dwa odcinki. Bo generalnie nie polecam - to najniższe rejony stanów średnich - serial z zaprzepaszczonym potencjałem i fragmentami sporym gwałceniem logiki. Drugiego sezonu (w ogóle to ciężko sobie wyobrazić, o czym ma być, a jak o tym, co myślę, tzn. kontynuacja wątku podjętego w ostatnich minutach serialu, to dramat) raczej nie tknę.

Odpowiedz
#14
Obejrzałem 5 odcinków - nie warto było. Na początku klimat podobny do twin peaks/truman show, później zmienia się na coś w stylu osady z potworkami. W dodatku od cholery dziur logicznych. Beznadzieja, aktorsko też nic ciekawego.

Odpowiedz
#15
Jest duży twist w bodajże 7(?) odcinku, ale nie ratuje specjalnie sytuacji. Ogólnie da się oglądać, ale spasowałem chyba właśnie po 7, 8 odcinku i nie czuję, abym coś stracił.

Odpowiedz
#16
[Obrazek: wayward-pines-szum-b-iext120643514.jpg]

Wrzucam moją starą reckę książek:

Blake Crouch „Trylogia Wayward Pines"

„Szum", „Bunt", „Krzyk"

Ethan Burke budzi się bez wspomnień, mocno poturbowany nieopodal miasteczka Wayward Pines w stanie Idaho. Okazuje się, że jest on agentem Secret Service z Seattle. Jego pierwotnym zadaniem było zbadanie zaginięcia dwójki innych agentów Secret Service, którzy zajmowali się sprawą finansowych machlojek i nadużyć miliardera Davida Pilchera. Problem w tym, że całe miasteczko jest jakieś dziwne i panuje w nim niedookreślona atmosfera nieufności i paranoi. Burke odnajduje jednego z zaginionych – agentkę, z którą jak się okazuje, niegdyś łączył go romans. To ta sama osoba, a jednak udaje kogoś kim nie jest i nie przyznaje się, że znała wcześniej naszego protagonistę. Wkrótce okazuje się, że całe „idealne życie” na tym skrawku ziemi to jedna wielka blaga.

Z każdą stroną zagłębiamy się dalej w sieć tajemnic i dziwnych powiązań, które sprawiają, że z miasteczka nie sposób się wydostać. Ethan zaczyna popadać w coraz większą paranoję a sprawy nie ułatwia jego przymusowy „areszt”. Gdy jego była kochanka ginie w makabrycznych okolicznościach Ethan podejmuje ostateczną próbę wyrwania się z matni. Próbę, które przyniesie mu odpowiedź co do prawdziwej natury miasteczka oraz samego Davida Pilchera, bowiem rozwikłanie tajemnicy Wayward Pines to dopiero początek…

Całkiem udane i krótkie książki, które łącznie mają mniej stron niż niejedna z powieści Stephena Kinga. Literacko trylogia nie jest arcydziełem ot taki thriller z twistem rodem z sf, niemniej jako czytadło potrafi naprawdę wciągnąć. Atmosfera pierwszego tomu – dezorientacja protagonisty, poznawanie nowego otoczenia i dziwacznych zasad, które rządzą miasteczkiem to zdecydowanie najlepsze fragmenty z całej trylogii. Niektórzy mogą być nieco rozczarowani końcówką pierwszego tomu z uwagi na dosyć szybkie poznanie tajemnicy Wayward Pines, co może obniżyć ich zainteresowanie kolejnymi częściami. Przyznam osobiście, że mi też bardziej pasowałaby, gdyby autor nie zdradził tak wiele w tomie pierwszym. Najwidoczniej jednak Blake Crouch miał nieco inne priorytety. Co jednak ważne poza tym zgrzytem historia jest dosyć spójna, a jej poznanie jest warte poznania.

BTW Burke jest niczym Bruce Willis w „Szklanej pułapce”: po wypadku, pobiciu, bez rekonwalescencji nadal kopie tyłki, wspina się po skałach bez zabezpieczenia itp. Urocze w swym przerysowaniu, a sama opowieść ma w gruncie rzeczy sporo z filmów klasy B. 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości