Wejście smoka
#1
Wejście smoka to amerykański film z 1973 z Brucem Lee w roli głównej. Flm miał być jego pierwszym kasowym filmem Hollywoodzkim a ostatecznie jest jego jedynym tego typu filmem przez jego śmierć niedługo przed premierą.
Ostatnio mi się o nim przypomniało i wiecie co powiem-Jest świetny. Przede wszystkim bardzo podobają mi się sceny walk mimo że przez jęki Bruce'a ciężko je brać na poważnie. Poza tym jest też dobra fabuła i aktorstwo. Poza tym warto go zobaczyć ponieważ de facto jemu zawdzięczamy amerykańskie filmy o tematyce Kung fu.

Odpowiedz
#2
Cytat:Wejście smoka to amerykański film z 1973 z Brucem Lee w roli głównej.

No shit.

Na dobrą sprawę jest to jedyny jego oglądalny film, ale nigdzie w pobliżu świetnego to nawet nie stało. A jak mam ochotę na oglądanie turnieju sztuk walki na wyspie to w 9 przypadkach na 10 sięgnę po Mortal Kombat.

Odpowiedz
#3
Albo którąś z sag Dragon Balla ;)
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#4
A ićfpizdu z dragonballem. Mając tylko taką alternatywę, w 10 przypadkach na 10 prędzej sięgnę po Wejście Smoka.

Odpowiedz
#5
(08-12-2018, 15:38)Gieferg napisał(a):
Cytat:Wejście smoka to amerykański film z 1973 z Brucem Lee w roli głównej.

No shit.

Na dobrą sprawę jest to jedyny jego oglądalny film, ale nigdzie w pobliżu świetnego to nawet nie stało. A jak mam ochotę na oglądanie turnieju sztuk walki na wyspie to w 9 przypadkach na 10 sięgnę po Mortal Kombat.

Albo Quest z Van Dammem ;) Wejście smoka to dzisiaj ledwo oglądalna ramotka, ale sentyment u ludzi w wieku +40 budzi bardzo duży. I nic w tym dziwnego.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#6
Cytat:Albo Quest z Van Dammem ;)

Też może być, z tym, że nie na wyspie. Ale od Wejścia Smoka znacznie lepszy.

Wejście Smoka jak się odpali w wersji z Janem Suzinem, to faktycznie można się poczuć jak przed czarno-białym odbiornikiem za PRLu.


Odpowiedz
#7
Cytat:A ićfpizdu z dragonballem.
Cóż za brak poszanowania dla klasyki ;(
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#8
Kupiłem nie dawno na płycie, koneserem kina kopanego nie jestem choć swego czasu jak byłem mały to nałogowo wciągałem niedzielnym popołudniem filmy z Jackie Chanem. "Wejście smoka" zdecydowałem się obejrzeć bo to oczywiście klasyka, ale przede wszystkim postawiłem sobie za cel znać twórczość większości postaci które pojawią się u Tarantino ;) No i rozczarowanie. Duże. Film zestarzał się fatalnie. Sekwencje walki to najmocniejszy plus, ale głównie dzięki Lee, jego talentowi, charyźmie bo nawet ta choreografia w obecnych czasach nie budzi szczególnego podziwu. Aktorstwo reszty średnie/słabe a scenariusz niesamowicie nudny, oczywisty i męczący. Nie ma szans abym nie przymuszony obejrzał to kiedyś raz jeszcze.

Odpowiedz
#9
Pewnie dziś sporo się zestarzało ale... nie tak jak niektórzy tu bredzą.

Ciągle ma niepowtarzalny klimat i świetny numer tytułowy.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#10
Ma też zero dramatyzmu, bo żaden przeciwnik nie ma szans z Lee. Film nawet nie próbuje udawać, że ktokolwiek na wyspie stanowi sensowne zagrożenie dla bohatera.

Odpowiedz
#11
Dokładnie. Czy w tym filmie jest chociaż jeden moment w którym Lee jest zepchnięty do defensywy i widz nie ma 100000% pewności, że bohater w zupełności panuje nad sytuacją? Bo ja nie kojarze. "Wejście smoka" nie jest w założeniu komedią czy inną parodią, momentami próbuje być poważnym kinem tylko, że obecnie bliżej mu to właśnie parodii. Szanuje za wkład w rozwój gatunku i kina jako takiego, który jest niezaprzeczalny, ale to obecnie nie jest dobry film.

Odpowiedz
#12
Mam wydanie 2DVD i dodatki w postaci dwóch pełnometrażowych dokumentów o Lee są znacznie ciekawsze niż ten i inne jego filmy.

Odpowiedz
#13
Jeden z tych dokumentów to chyba A Warrior's Journey? Jak dla mnie to bodaj najciekawsza rzecz z Lee, choćby dzięki materiałom z Game of Death; walka z Abdul-Jabbarem jest co najmniej interesująca.

Odpowiedz
#14
Tak, ale ten drugi jest dla mnie ogólnie ciekawszy.

Odpowiedz
#15
(09-12-2018, 00:33)Paszczak napisał(a): Ma też zero dramatyzmu, bo żaden przeciwnik nie ma szans z Lee.

To tak jak w większości kopanych filmów. Nawet jeśli udają, że jest jakiś wartościowy przeciwnik to i tak wiesz, że na końcu główny bohater skopie wszystkim dupy.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
#16
Za 10-15 lat ten dzieciak będzie w pojedynkę masakrował całe zastępy wrogów: https://twitter.com/stillgray/status/1291987756608962561

Odpowiedz
#17
(09-12-2018, 00:33)Paszczak napisał(a): Ma też zero dramatyzmu, bo żaden przeciwnik nie ma szans z Lee. Film nawet nie próbuje udawać, że ktokolwiek na wyspie stanowi sensowne zagrożenie dla bohatera.
Nu... Han drapnął go kilka razy pazurami :).

Nadarzyła się okazja powtórzenia po dziewiczym seansie w gimnazjum, choć wtedy z filmów Lee Jun-fana to przypadły mi bardziej Wściekłe pięści i Droga smoka. I w sumie ocena bez zmian. Dalej średni, choć z przebłyskami film. 

Niby większy budżet niż w większość filmów kung fu z Hongkongu, ale przez te klasyczne w kinie kopanym tamtych lat głośne odgłosy uderzeń czy wymachiwania kończyn, film staje bardziej się bardziej ramotkowy niż wspomniane hongkońskie filmy. Aktorstwo wyjątkowo kiepskie. Saxon nudny i przy modyfikacji scenariusza można byłoby się go pozbyć, Williams jest chyba po to, by były w rolach głównych były osoby wszystkich ras (jego scena retrospekcji wygląda jak pisana przez aktywistę BLM). Za to miał ciekawsze backstory od Saxona, ale
 Bolo Yeung (jeszcze pod prawdziwym nazwiskiem) w roli chiropraktyka jak zawsze zajebisty i urodził się do grania czarnych charakterów i szkoda, że miał małą rolę (i słabą scenę śmierci). Pochwalę to, że siostra Lee dość realistycznie ukazała kobietę walczącą z tabunem silniejszych mężczyzn. Kozacki soundtrack aż bijący seventisami. Finał z lustrami dalej imponujący.

5/10

Odpowiedz
#18
Byłem wczoraj w kinie na "Wejściu smoka" i w sumie było całkiem fajnie. Film to raczej zlepek kolejnych scen walki połączonych pretekstową fabułą (Mortal Kombat ma jej zdecydowanie więcej i opowiada jakąś historię). Niemniej Bruce sprzedaje film, nie da mu się odmówić charyzmy, Saxon według mnie też się odnalazł, chociaż on jak i pozostałe postacie są tłem dla Lee.  

Był też Jackie Chan (przez kilka sekund):



Co do odbioru filmu przez publiczność, to raczej wszyscy się dobrze bawili, przy czym jak ktoś wcześniej zauważył niektórych rozwiązań fabularnych i innych rzeczy (okrzyki Lee) nie da się traktować poważnie, a czasami obraz wchodzi w rejony niezamierzonej autoparodii. Niemniej warto znać, jako prekursora amerykańskiego filmu o sztukach walki. 

Odpowiedz
#19
(07-07-2023, 08:17)Scheckley napisał(a): Byłem wczoraj w kinie na "Wejściu smoka" i w sumie było całkiem fajnie.

Zgaduję, że był to Iluzjon?

Odpowiedz
#20
Pudło, byłem w Kinotece :P

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości