Welcome to the punch
#1
Mówiłem to już kilka razy i wygląda na to, że będę powtarzać coraz częściej i głośniej – w kinie sensacyjnym karty rozdają obecnie Brytyjczycy. Nawet, gdy trefnisie z Hollywood jakimś cudem zapomną dziś o padaczkowym montażu, machną ręką na kategorię wiekową, wrzucając trochę golizny i przekleństw, a klimatem spróbują nawiązać do klasyki kina noir z lat 70., to i tak zepsują to dennym scenariuszem i złożeniem filmu na barkach Marky Marka zwanego też na dzielni Sympatycznym Beztalenciem (a mowa o „Broken City”).

W UK natomiast jest rozrastająca się grupka (relatywnie) młodych reżyserów, zakochanych w szorstkich, brutalnych, zmaskulinizowanych historiach. To już nie jest pokolenie posttarantinowskich, postmodernistycznych żartownisiów z końca lat 90. O nie, wciąż im się zdarza żartować, ale jest to humor czarny jak dusza Hitlera. Do tej grupy niewątpliwie zalicza się Eran Creevy, którego debiutancki „Shifty” zwrócił uwagę niejakiego Ridley’a Scotta, który zaoferował się wyprodukować jego kolejny film.

„Welcome to the Punch” jest niczym odpowiedź zza oceanu na „Broken city”. Oba filmy bazują na dość słabych scenariuszach, wypełnionych przewidywalnymi schematami fabularnymi, skorumpowanymi politykami chowającymi trupa w szafie i bazującymi na dynamice relacji pomiędzy dwoma męskimi bohaterami. Różnica jest taka, że Amerykanie przekuwają to na pozbawiony klasy produkcyjniak, z którego po seansie pamięta się jedynie pomarańczowego Russela Crowe. Brytyjczycy serwują natomiast stylowe kino sensacyjne dla dojrzałego odbiorcy, z charakternymi bohaterami (aczkolwiek nieco zbyt pobieżnie zarysowanymi), charyzmatycznymi aktorami (Jamesa McAvoy’a z filmu na film lubię coraz bardziej, a najlepsze w tym roku jeszcze przed nami i bynajmniej nie chodzi tylko o „Trance”), ciekawe tak od strony reżyserskiej jak i operatorskiej (świetne nocne zdjęcia Londynu). Do tego z kilkoma porządnymi strzelaninami, niezłym tempem historii, umiejętnie budowaną atmosferą, ale i z kilkoma mniejszymi zgrzytami realizacyjnymi.

Scenariusz jest niestety najsłabszym elementem, ale to nie tyle przez ogólną mizerię, co po prostu operowanie schematami i brak oryginalności. Daje się więc jeszcze wyczuć pewne niedociągnięcia warsztatowe młodego reżysera/scenarzysty, ale Creevy ma głowę wypełnioną właściwymi wartościami i jest oddany klasycznej, dojrzałej sensacji, a to jest zawsze w cenie. Z zainteresowaniem będę obserwować jak potoczy się dalej jego kariera.


Odpowiedz
#2
(19-03-2013, 20:20)Tyler Durden napisał(a): stylowe kino sensacyjne dla dojrzałego odbiorcy

Trailer zdaje się mówić co innego
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#4
ok, czyli nie ma tylu irytujących strzelanin i slo-mo w filmie?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#5
Trzeba będzie obczaić. Tylko kiedy minie moda na kolorowanie filmów w ten sposób?

Odpowiedz
#6
(20-03-2013, 03:33)Mefisto napisał(a): ok, czyli nie ma tylu irytujących strzelanin i slo-mo w filmie?
Strzelanin mamy właśnie niewiele, tak ze trzy na krzyż i są odpowiednio długie, znaczy się niedługie.

Slo-mo jest bodajże jedno, umieszczenie go w filmie świadczy o jeszcze docierającym się stylu raczkującego reżysera, ale scena sama w sobie jest fajnie zrealizowana, nie zamieściłbym jej w takim filmie, ale wiochy nie ma, tym bardziej, że istotne jest co ma miejsce tuż przed nią i tuż po niej.

(20-03-2013, 08:23)Mental napisał(a): Trzeba będzie obczaić.
Na razie polecam sięgnięcie po inny brytyjski film, który od jakiegoś czasu jest już na BR/DVD - "The Sweeney". Po premierze kinowej zakładałem temat mu poświęcony więc więcej do przeczytania na jego temat tam.

Odpowiedz
#7
OK, to w takim razie obczaję oba.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#8
Ja oczywiście do niczego nie namawiam, ale w sieci jest [bez takich info o ripach, proszę]... :)
Nie wiem jak z jakością, ale para znajomych z Polski już jakiś czas temu oceniła na Filmwebie, więc najwyraźniej kopia jest oglądalna.

Odpowiedz
#9
[bez takich info o ripach, proszę] parę dni temu wyciekł ;).


Odpowiedz
#10
Ściągnąłem, żeby sprawdzić jakość i kurewa tera to przesadzili z tym zielonym filtrem. Wszyscy bohaterowie mają zielone włosy, Murzyn ma zieloną skórę, wszystko jest tu zielone. Niech ktoś potwierdzi, bo może trafiłem na spieprzoną kopie. Albo to jakieś zabezpieczenia antypirackie :)

Odpowiedz
#11
No niestety filtr w tym jest za mocny. Niebiesko-zielony, morski odcień, Mental, a nie ZIELONY. ;) Ale poza tym film naprawde dobry, choć rzeczywiście trochę za bardzo schematyczny. Scena otwierajaca (kradzież) to wyraźny hołd dla HEAT (nawet muzyka podobna). A Mark Strong to IDEALNY Hitman 47 i nie wierzę, że jeszcze nikt na to nie wpadł w Holiłud.

Odpowiedz
#12
Bardziej silenie się na sensację niż czysta, rasowa sensacja. Są takie filmy, które bez zbędnego spinania się wchodzą do kanonu kina sensacyjnego, bo twórcy co prawda osadzili akcję w środowisku policjantów i bandziorów, ale skupili się na historii i bohaterach. Ale są też i takie, które za wszelką siłę starają się być kinem wyraźnie bad madafaka gangstersko-sensacyjnym i przetwarzają klisze z wcześniejszych produkcji. I taki jest właśnie Welcome to the Punch. Owszem, niezły początek, postać Stronga całkiem ciekawa, fajne strzelaniny. Ale reszta to stek klisz plus maksymalnie papierowy bohater McAvoya, któremu najwyraźniej twórcy wbili do głowy, że zmarszczone czoło i notoryczna frustracja to najwłaściwsza droga do panteonu policyjnych kozaków.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Sucker Punch (reż. Zack Snyder) Rodia 160 32,267 30-08-2022, 17:06
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości