Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Książki - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38)
+--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70)



RE: Książki - Paszczak - 23-06-2023

A Watts to w ogóle co, na laurach spoczął? Bo od czasu Poklatkowej Rewolucji nic chyba nie wypuścił?


RE: Książki - Badus - 30-07-2023

Zostawiam ślad tutaj, bo warto, jeśli chociaż jedna osoba sięgnie po tę lekturę i zwiększy swoją świadomość jak Amerykanie robią cały świat (i siebie przy okazji). Niby nic nowego, bo każdy pod skórą czuje i wie, że social media to ściek, ale dopiero po tej lekturze może się zjeżyć włos na głowie jakiej skali i jak wielkie spustoszenie zasiały nieodpowiedzialne sukinsyny z Doliny Krzemowej.

https://www.znak.com.pl/ksiazka/w-trybach-chaosu-jak-media-spolecznosciowe-przeprogramowaly-nasze-umysly-i-nasz-swiat-max-fisher-247824

[Obrazek: Wtrybachchaosu_500.jpg]


RE: Książki - Derelict Machine - 30-07-2023

(30-07-2023, 00:30)Badus napisał(a): ale dopiero po tej lekturze może się zjeżyć włos na głowie jakiej skali i jak wielkie spustoszenie zasiały nieodpowiedzialne sukinsyny z Doliny Krzemowej.

I to jest konkluzja autora tej książki?


RE: Książki - Mefisto - 30-07-2023

Cytat:To opowieść o tym, jak biali aspołeczni faceci narzucili każdemu z nas własne, bezduszne zasady.

jprdl


RE: Książki - Melvin27 - 30-07-2023

Pod piracką flagą (Pirate Latitudes) - 2009

Czyli jedno z mniej znanych dzieł Crichtona, które zresztą zostało odkryte już po jego śmierci.
Żadne z tego arcydzieło ale jak ktoś jest fanem klimatów pirackich to może mu się to spodobać. Ja akurat jestem i książka też mi się spodobała, szczególnie że jest całkiem krótka i szybko się ją czyta.

Jeśli chodzi o samą fabułę to jest to dość klasyczna opowieść o poszukiwaniu złota ale jest tu parę rozwiązań fabularnych które sprawiają że dość trudno było mi przewidzieć jak to się wszystko skończy.

6+/10


RE: Książki - Scheckley - 30-07-2023

(30-07-2023, 06:42)Mefisto napisał(a):
Cytat:To opowieść o tym, jak biali aspołeczni faceci narzucili każdemu z nas własne, bezduszne zasady.

jprdl

Ta opinia na okładce bardziej zniechęca niż zachęca do lektury, odciągając uwagę od treści samej książki, która może być nawet ciekawa. 

BTW Bucho mode on: "To opowieść o tym, jak żydowscy aspołeczni faceci narzucili każdemu z nas własne, bezduszne zasady" Bucho mode off. 


RE: Książki - Mefisto - 30-07-2023

(30-07-2023, 13:47)Scheckley napisał(a): Ta opinia na okładce bardziej zniechęca niż zachęca do lektury

Przede wszystkim już mi się rzygać chce od takich opinii, które wyskakują zarówno z lodówki, jak i z kibla. To jebana książka, ludzie - let it go.


RE: Książki - Scheckley - 02-08-2023

[Obrazek: 6d7d802db0f7016be6b6e3a16d7c60dbb96b16aa...5f0d0e83c7]

„Gorąca linia z Wężownika” („The Ophiuchi Hotline”) z 1977 r. (u nas opublikowana w 1996 r.) to książkowy debiut ur. w 1947 r. Johna Varleya, wielokrotnego laureata nagród Hugo, Nebula i Locusa, jednego z najlepszych amerykańskich pisarzy science fiction drugiej połowy dwudziestego wieku.

Akcja powieści dzieje się w autorskim uniwersum Varleya o nazwie „Osiem światów”, w którym to Układ Słoneczny został skolonizowany przez ludzkich uchodźców uciekających przed kosmitami (znanymi tylko jako „Najeźdźcy”). Ziemia i Jowisz są niedostępne dla ludzkości, ale Księżyc oraz inne planety i księżyce Układu Słonecznego zostały zaludnione. Istnieją również mniejsze kolonie osadzone w Obłoku Oorta poza samym Układem Słonecznym. W przestrzeni kosmicznej za orbitą Plutona zostaje odkryta Gorąca Linia: nieprzerwany strumień danych, płynący z gwiazdy znanej jako 70. Wężownika. Korzystając z pochodzących z Gorącej Linii informacji ludzkość rozwija naukę i technologię, pozwalającą jej na przetrwanie poza Ziemią. Problem polega na tym, że po kilkuset latach jej nadawcy postanawiają wystawić ludziom rachunek…

Główną bohaterką jest Lila-Alexandr-Calypso, genetyczka działająca na skraju prawa, która zostaje skazana na śmierć gdy zostają odkryte jej eksperymenty związane z manipulowaniem ludzkim DNA. Z opresji uwalnia ją szef Tweed – były prezydent Luny, kierujący Partią Wolnych Ziemian, niewielkiej ale zdeterminowanej grupy planującej atak na Najeźdźców i powrót ludzkości na Ziemię. Umiejętności Lili mogą się okazać bardzo pomocne dla osiągnięcia tego celu…

Powieść Varleya to prawdziwa jazda bez trzymanki, skrząca się od zawartych w niej pomysłów. Autor porusza w niej szereg tematów, z których każdy mógłby stanowić osnowę dla pojedynczej powieści mniej utalentowanego pisarza. Pomimo tego natłoku różnorodnych konceptów scifi książka jest napisana klarownym stylem, pozwalającym na bezproblemowe śledzenie opisywanych wydarzeń. Varley w interesujący sposób używa w warstwie narracyjnej opowieści technologii klonowania. W świecie Lili jakkolwiek zasadniczo jest ono nielegalne, tak jest również powszechnie dostępne. Dzięki temu po zgraniu świadomości na wypadek śmierci jednostki, jej klon (po jej wgraniu) może podjąć przerwaną pracę od momentu… nie, nie śmierci, ale od daty zgrania świadomości. Nie da się bowiem oszukać śmierci, a klon jest już nowym bytem obdarzonym co prawda wspomnieniami, wiedzą i doświadczeniem martwej już osoby, ale jednak już kimś od niej odrębnym. Dzięki temu akcję powieści możemy poznawać z podobnych, ale odmiennych punktów widzenia sklonowanej jednostki.

Powieść śmiało można zaliczyć do nurtu fantastycznonaukowej „nowej fali” charakterystycznej dla l. sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku, niemniej da się w niej wyczuć echa „złotego wieku science fiction” i takich pisarzy jak Robert A. Heinlein (1907-1988), John W. Campbell (1910-1971) czy Cordwainer Smith (1913-1963). Varley w umiejętny sposób prezentuje charakterystyczne dla tamtej epoki sf wielkie idee i pomysły jak np. pierwszy kontakt, rozwój technologii itp., jednocześnie modyfikując ich wydźwięk w bardziej „nowofalowy” sposób tj. ukierunkowany na człowieka i jego przeżycia. Ta swoista mieszanka podejść daje bardzo dobry efekt, nie ujmując przy tym nic z oryginalności powieści. Dość powiedzieć, że książkę można uznać za prekursora rozkwitłego w l. osiemdziesiątych cyberpunku m.in. poprzez opisanie społeczeństwa przyszłości jako przesyconego luźnym podejściem do kwestii seksualności, drastycznych modyfikacji biologiczno-technologicznych czy istnienia zaawansowanej technologia i jednocześnie niskiego poziomu życia osób z niej korzystających.

„Gorąca linia z Wężownika”
to książka, którą warto poznać, podobnie jak inne utwory Johna Varleya na czele ze świetną nowelą „Naciśnij Enter” („Press Enter”) z 1984 r. 



RE: Książki - Scheckley - 05-08-2023

(30-07-2023, 00:30)Badus napisał(a): Zostawiam ślad tutaj, bo warto, jeśli chociaż jedna osoba sięgnie po tę lekturę i zwiększy swoją świadomość jak Amerykanie robią cały świat (i siebie przy okazji). Niby nic nowego, bo każdy pod skórą czuje i wie, że social media to ściek, ale dopiero po tej lekturze może się zjeżyć włos na głowie jakiej skali i jak wielkie spustoszenie zasiały nieodpowiedzialne sukinsyny z Doliny Krzemowej.

https://www.znak.com.pl/ksiazka/w-trybach-chaosu-jak-media-spolecznosciowe-przeprogramowaly-nasze-umysly-i-nasz-swiat-max-fisher-247824

[Obrazek: Wtrybachchaosu_500.jpg]


Mjanma – wzrost ekstremistycznych nastrojów prowadzący do jednego z największych ludobójstw od czasów drugiej wojny światowej i rzezi ludności Rohingja. Sri Lanka – rozruchy na tle religijnym. USA – chaos informacyjny zakończony najbardziej kontrowersyjnymi wyborami prezydenckimi w historii Stanów Zjednoczonych. Genezy wszystkich tych wydarzeń możemy szukać w feedzie mediów społecznościowych.

Dobrze, że np. taki The New York Times gdzie pracuje autor tej książki jest ostoją moralności i nie wspiera żadnych ludobójczych haseł...

Oh wait.






RE: Książki - first-pepe - 12-09-2023

Zrobiłem sobie podliczenie z konta na LC i wyszło mi że do tej pory przeczytałem w tym roku 88 książek, 4 kolejne są w trakcie czytania. Zdecydowanie największym challengem był w lutym "Niewyczerpany żart" Davida Foster Wallace'a, monumentalne dzieło z gatunku tych wybitnych.

[Obrazek: David-Foster-Wallace-1.jpg]

Wrzucę tutaj swoją recenzję z LC, może ktoś się pokusi kiedyś o przeczytanie tej cegły.

Jak opisać, zrecenzować powieść liczącą sobie 1100 stron małą, gęstą czcionką (w tym 100 stron przypisów czcionką już prawie niewidoczną),o bogactwie treści, intertekstualności, głębi przekazu, psychologiczno-obyczajową, w taki sposób, aby nie popaść w banał.

Niewątpliwie "Niewyczerpany żart" jest powieścią unikatową, zjawiskową, wydarzeniem kulturalnym naszych czasów, po lekturze stoję na stanowisku, że każdy ambitniejszy czytelnik, który poszukuje zawsze nowych bodźców w literaturze, powinien sięgnąć po dzieło Wallace'a. Genialna, niemalże arcydzieło, wciągająca i męcząca, sprawiająca sporo satysfakcji i wnerwiająca.

Na lubimyczytac.pl jest niezła, oficjalna recenzja streszczająca zasadniczy zrąb fabularny powieści. Zapoznanie się z tą (czy inną) recenzją nie będzie żądnym spojlerem, tylko ułatwieniem w podążaniu za fabułą, uzyskaniem punktu zaczepienia w opowieści nielinearnej, bogatej w didaskalia, opisy, szczegóły, przeżycia wewnętrzne, a nade wszystko zdania wielokrotnie złożone, czasami zajmujące po pół strony i więcej. Tak naprawdę nie fabuła jest istotą "Niewyczerpanego żartu", jest ważna i nie pretekstowa, ale tak naprawdę służy autorowi do stworzenia jedynego w swoim rodzaju świata przedstawionego, trochę fantastyka bliskiego zasięgu, zdecydowanie więcej obserwacji współczesnego świata akademickiego, środowisk AA, uzależnień poszczególnych bohaterów od wszystkiego (narkotyki miękkie, twarde, leki, psychotropy, alkohol, seks). Czyta się ciężko, żmudnie, czytelnik przedziera się przez morze gęsto zasolone wydarzeniami, przemyśleniami bohaterów, detalami technicznymi, autor nie opuszcza żadnego szczegółu, pisze od serca. Nie ma tutaj wartkiej akcji, opisy są rozwlekłe, szczegółowe, często w formie strumienia świadomości danego bohatera, do tego istotne elementy fabuły poukrywane w tych strumieniach (uwadze ambitniejszych polecam np. spróbować wychwycić moment, kiedy Gately i Hal działają razem - dla ułatwienia, są to zaledwie trzy zdania w całej powieści!, które mają znaczenie dla historii). Nie dość, że jest to skondensowane 1100 stron zbitego formalnie tekstu, każde zdanie jest ważne, nieprzypadkowe, pomimo tego że sam język powieści nie jest trudny, to Wallace unika dosłowności, ufa inteligencji czytelnika i wiele istotności umieszcza w kontekstach. Nadto tekst jest gęsto upakowany nielinearną fabułą, rozbitą mozaiką faktów, której fragmenty trzeba sobie samemu poukładać. Są fragmenty, która czyta się świetnie, dynamiczne (kilkustronicowy opis oczekiwania ćpuna na dostawę towaru, czy upiorny wojny łazienkowe z karaluchami kanalizacyjnymi wręcz wgniatają w fotel, w takich momentach miałem aż wypieki na twarzy, co jest u mnie objawem obcowania z literaturą genialną),są też takie, że nie można się skupić, złapać punktu zaczepienia, i trzeba wracać, odnajdywać wątki. Czysta epa słowa spisanego miesza się z pozornie bełkotliwymi dłużyznami.

"Niewyczerpany żart" to wielka rozprawka na temat wszystkiego, osią są uzależnienia, każdy jest od czegoś uzależniony, bo wymaganiom współczesnej cywilizacji (przynajmniej w wersji amerykańskiej klasy średniej i wyższej) układ nerwowy żadnego człowieka nie jest w stanie sprostać bez wspomagaczy i ulepszaczy tegoż, co za tym idzie Wallace'owi sporo zajmuje zdrowie psychiczne jednostki w zatomizowanym, skomplikowanym na wielu poziomach i oderwanym od natury społeczeństwie. Dalej, indywidualne zdolności tzw. talent, kto i jak jest w stanie sprostać oczekiwaniom otoczenia w tym zakresie (w powieści chodzi głównie sport),czym jest sława związana z sukcesem. Z wątków politycznych bardzo aktualne kontroli systemowej ze strony władz każdego aspektu życia społecznego, w wizji Wallace'a rzeczywistość to wręcz korporacyjna dystopia, są nawet nawiązania do "Roku 1984", czy "Mechanicznej pomarańczy". Sam tytuł jest nawiązaniem do "Hamleta", tudzież niektórzy bohaterowie są alter ego bohaterów dramatu Szekspira (Hal jako Hamlet, Avril - Gertruda, Pemulis - Horacy, James - duch ojca).

"Niewyczerpany żart" ma montypythonowski powab na sterydach np. wrażą organizacją terrorystyczną są Zamachowcy na Wózkach Inwalidzkich* (AFR),jedną z organizacji społecznych jest Związek Odrażająco i Nieprawdopodobnie Oszpeconych),a jednym z bohaterów Lyle - guru fitnessu, którego pokarmem jest pot i emocje bywalców siłowni. Do tego autor serwuje w przypisach 10 stron abstrakcyjnej filmografii jednego z bohaterów.

"Niewyczerpany żart" można scharakteryzować fragmentem powieści: "Teoria leżąca u podstaw żartu zakładała, że nie ma widowni ani reżysera, ani sceny, ani dekoracji, ponieważ w Rzeczywistości żadna z tych rzeczy nie istnieje. Bohater nie wie, że jest bohaterem, ponieważ w Rzeczywistości nikt nie myśli, że występuje w jakimś dramacie".

Bohaterowie to osobna kategoria zasługująca na uwagę. Obok unikatowych indywiduów, takich jak rzeczony Lyle, Boczna Alice, Bidul Tony, Gately, czy cała familia Incandenzów jest jeszcze cała rzesza postaci trzecio i czwartoplanowych, z których każdy otrzymuje swoje pięć minut na łamach powieści. Każdy bohater jest w jakiś sposób wykolejony przez los, pogięty psychicznie, a jeżeli na zewnątrz wykazuje pozornie normalne objawy społeczne, to za chwilę zostanie przekręcony przez system (np. szkołę). Wszyscy są maniakalno-kompulsywni na swój oryginalny sposób, zresztą kompulsywność, to zdaje się być słowo-klucz do powieści. Fabularnie śledzenie losów bohaterów przypomina serial "The wire". Czytelnik w pewnym momencie już czuje, że jeżeli gdzieś na łamach powieści pojawia się jakaś epizodyczna postać, to gdzieś (wcześniej lub później) autor zapoda jakąś encyklopedyczną, schizoidalno-montypythonowską historię tejże postaci.

"Niewyczerpany żart", to mistrzowskie dialogi i sceny rodzajowe, żywe, plastyczne, unikatowa mozaika świata przedstawionego i bohaterów, mozaika rozbita w drobny pył, której fragmenty czytelnik składa sobie w trakcie lektury, ale nie ma w tym żadnego fragmentu, nad którym autor by nie panował. Jest to także gargantuiczna robota tłumaczki Jolanty Kozak, to dzięki jej pracy powieść jest przystępna w języku polskim, a na pewno nie była to łatwa robota.

Wreszcie "Niewyczerpany żart" to z pewnością w jakiś sposób autobiografia autora, czerpie z własnych doświadczeń w zakresie uzależnień, spotkań AA, relacji z rodzicami, a przede wszystkim nastrojów kompulsywnych i depresji. Dlatego całość sprawia dojmująco szczere wrażenie.

Tłumaczka w posłowiu sugeruje przeczytanie powieści dwa, trzy razy, aby wyłapać wszystkie wewnętrzne fragmenty układanki, ale ogólnie to raczej zrobię to dopiero na emeryturze.

Gorąco polecam, lektura jedyna w swoim rodzaju, genialna, męcząca i satysfakcjonująca.

* "Materializują się nie wiadomo skąd, są mistrzami podstępu, zasiewają lęk w kanadyjskich sercach prominentów i atakują bez ostrzeżenia, jeśli nie liczyć złowróżbnego poskrzypywania powolnych kół"


RE: Książki - szopman - 12-09-2023

88 książek w rok ; oooo

Podziwiam, ja się cieszę jak uda mi się przeczytać z 25 w danym roku.


RE: Książki - simek - 13-09-2023

Hehe, ja czytam koło 10-15 rocznie. Więcej czasu poświęcam ostatnimi laty gazetom, forum, podcastom.


RE: Książki - first-pepe - 13-09-2023

100 rocznie to średnia, mam fazy, że czytam kilka książek na raz, a są momenty, gdy nie mogę przeczytać kilku słów. Książkę zabieram ze sobą wszędzie, nawet jak jadę do pracy rowerem, a nie tramwajem, zawsze mam jakąś pod ręką. Nie tracę czasu na telewizję, gazety, wszystko mainstreamowe to syf, jedynie internety przeglądam.
W tym roku jest pod tym względem bardzo dobrze, myślę, że przebiję rekord sprzed kilku lat, czyli 117 książek. I wcale nie czytam dla rekordów, kocham książki i im więcej czytam, tym mam poczucie, że tyle jeszcze zostało do przeczytania. ;)
Ogólnie polecam czytanie, o wiele lepsze zajęcie, niż oglądanie współczesnego filmu, prawdziwe kino skończyło się gdzieś w 1995 roku ;)
Zauważyłem, że Scheckley czyta fantastykę, "Gorąca linia z wężownika" była świetna, polecam również "Złoty wiek" tego samego autora.


RE: Książki - szopman - 13-09-2023

"Nie tracę czasu na telewizję, gazety, wszystko mainstreamowe to syf, jedynie internety przeglądam."

Same here, tylko, że mi chyba właśnie internety zjadają więcej czasu niż chciałbym przyznać :D

Ja jakoś tak mam, że nie lubię czytać jak jestem zmęczony, albo tak czytać "interwałowo", że tutaj jeden akapit w wolnej chwili, tam jedna strona na szybko, etc. Ja lubię zasiąść do książki jak do dobrego filmu, majac dłuższa chwile na to (te 20-30 min chociaż), wypoczęty, etc

Pociągiem jeżdżę ok 4h do 6h tygodniowo, prawie zawsze mam książkę w torbie, ale prawie zawsze jestem zmęczony po robocie albo po treningu i instagram/YT wtedy wygrywa :(

Za to od kilku lat stale słucham jakiś audiobooków, dużo chodzę i poruszam się rowerem/komunikacja miejska, więc zamiast zapętlać w kółko te same rapsy mogę przesłuchać dobrego audiobooka ;-)

Ale ostatnio pracuje nad tym żeby jednak było mniej bzdur a więcej książek / nauki języków.

W tym roku dobijam dopiero do końca jedenastej książki, myślę, że jeszcze 3 maksymalnie mi się uda skończyć przed 31/12.


RE: Książki - al_jarid - 13-09-2023

U mnie zwykle jedna książka na tydzień. Z tym że też nie czytam raczej w wolnych chwilach w ciągu dnia, tylko zwykle wieczorem, jak już jest spokój i nikt nic ode mnie nie chce, siadam z książką na trzy godziny.


RE: Książki - Scheckley - 13-09-2023

(13-09-2023, 08:40)first-pepe napisał(a): Zauważyłem, że Scheckley czyta fantastykę, "Gorąca linia z wężownika" była świetna, polecam również "Złoty wiek" tego samego autora.

"Złoty wiek" już dawno przeczytany (nawet ekranizację obejrzałem-recka: https://forumkmf.pl/Thread-Zakazana-planeta-1956-i-inne-stare-science-fiction--6450?pid=757450#pid757450) bardzo dobra powieść. 

Varley ma talent do kreacji postaci zmęczonych życiem, pozostających na uboczu facetów, widać to w najbardziej w "Złotym wieku" i "Naciśniej ENTER" ([/url]Don Wollheim proponuje 1985, Rakietowe szlaki tom 3[url=https://www.encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Rakietowe_szlaki_tom_3]). Z kolei jego opowiadanie "Uporczywość widzenia" (Nowa Fantastyka nr 05 (152) z 1995 r., Rakietowe szlaki tom 6)  było hmm... niby pozytywne, ale czuć w nim było jakiś smrodek niezdrowych seksualnych fascynacji autora, podobnie jak jego innym opowiadaniu "Pchacz"/"Spychacz" (Nowa Fantastyka nr 01 (148) z 1995 r., Rakietowe szlaki tom 2). Swego czasu wydawnictwo Solaris Wojciecha Sedeńko chciało wydać dwa zbiory jego opowiadań (nawet jest jeden z nich z nich na Lubimy Czytać- https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4816083/piknik-po-blizszej-stronie,) ale niestety na planach się skończyło - szkoda, bo to jeden z ważniejszych autorów sf przełomu l. 70-tych i 80-tych.



RE: Książki - first-pepe - 13-09-2023

Niedoceniony pisarz dobrej, rozrywkowej s-f. Na pewno lepszy od tych z tzw. złotej ery s-f, jak czytałem ostatnio np. "Czas jest najprostszą rzeczą" Simaka, to poziom infantylności i zwykłych głupotek przebije sufit. 


RE: Książki - Scheckley - 13-09-2023

Akurat mi takie wesołe ramotki nie przeszkadzają, maja w sobie ten charakterystyczny dla swoich czasów feel. Jedyne co mnie czasami razi to schematyczność fabuł - sporo czytam zbiorów opowiadań z l. 20-40 tych dwudziestego wieku amerykańskich autorów sf - pozytywne, interesujące, nieco naiwne jeśli chodzi o technikalia, ale gdy poczyta się ich kilka po rząd to są już nieco męczące. Np. zbiorek "Odyseja marsjańska" Stanleya G. Weinbauma był bardzo przyjemny w odbiorze, niemniej nie radzę czytać zamieszczone w nim opowiadania jedno po drugim. Po części jest też wina periodyków, które publikowały te historie, a które narzucały im pewnego rodzaju formę.


RE: Książki - zdzichon - 24-09-2023

Warto brać się za Mroczną wieżę Kinga? Generalnie jestem fanem i czytałem właściwie wszystko co wydał, bo mimo że raz lepiej raz gorzej, ale czyta się to zazwyczaj świetnie głównie ze względu na soczyste postaci. A były też i absolutne dychy jak Wielki marsz.

Jeśli chodzi o cykl to spróbowałem raz pierwszego tomu i ledwie go skończyłem. Z tego co pamiętam, a pamiętam mgliście bo czytałem lata temu, to czuć było wielkie ambicje na miarę Tolkiena ale z realizacją to już mocno tak sobie. Chyba było też sporo żenady :P Warto brać się za resztę, poprawia się później?


RE: Książki - Bartholomew - 24-09-2023

Warto. Pierwszy tom imo najgorszy, aczkolwiek wielu twierdzi, ze najlepszy - co kto lubi. Kazda kolejna część różni sie od siebie klimatem, co jest najwieksza zaleta serii.
Bardzo dobrze wspominam Mroczna Wieże, nawet pomimo beznadziejnego szostego tomu, tego z meta wstawkami. No i zakonczenie wyjątkowo sie Kingowi udalo.