![]() |
|
Książki - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38) +--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
|
RE: Książki - Scheckley - 30-05-2024 ![]() W ostatnich latach z uwagi na przetasowania na scenie międzynarodowej temat Chin stał się w Polsce (nie mówiąc już o świecie) bardzo popularny. Ulegając nieco tej intelektualnej modzie sięgnąłem po dwie uzupełniające się książki na „chińskie” tematy, mianowicie: „Czy Chiny już wygrały?” Singapurczyka Kishore Mahbubaniego z 2020 r. (wydaną u nas w tym roku) oraz „Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą swoje imperium” Michała Lubiny z 2023 r.
Książka Mahbubaniego jest interesująca z uwagi na przytoczenie widzenia Azjatów (czy tez azjatyckich elit) na kwestię ostatniego wzrostu Chin, umieszczając go jednocześnie w szerszym kontekście międzynarodowym i rywalizacji Chińskiej Republiki Ludowej ze Stanami Zjednoczonymi. Urodzony w 1948 r. Mahbubani to były singapurski dyplomata m.in. przy Organizacji Narodów Zjednoczonych gdzie był długoletnim przedstawicielem Singapuru, a w latach 2001-2002 pełnił funkcję przewodniczącego Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych – nie jest to więc osoba przypadkowa, a zawodowy dyplomata, który zjadł zęby na stosunkach międzynarodowych. Jakkolwiek Mahbubani stara się zachować obiektywizm, tak nie sposób nie zauważyć, że opisując Chiny i ich nową globalną pozycję czyni to z pozycji fascynacji odrodzeniem tego państwa w ostatnich dekadach. wChiny to w ujęciu Singapurczyka gracz, który po długiej przerwie powraca na arenę międzynarodową, a jego polityka zagraniczna to jakby pochodna wzrostu gospodarczego i niejako „ciężaru” tego azjatyckiego giganta. Chińczycy to pokojowy naród, który dopiero w ostateczności sięga po środki orężne, czego przykładem jest to jedyną wojną z obcym państwem o charakterze nieobronnym w XX wieku był przegrany z kretesem konflikt z Wietnamem w 1979 r. Kroki Chin na Morzu Południowochińskim zdaniem autora to odpowiedź na agresywne działania państw położonych nad tym akwenem itp. Mahbubani zestawia Chiny ze Stanami Zjednoczonymi, krytycznie wypowiadając się o sytuacji wewnętrznej USA i pogarszającej się jakości amerykańskiej elity politycznej, nie mogącej zerwać z nieaktualnymi już paradygmatami o amerykańskiej wyjątkowości. W tym względzie trudno mu nie przyznać racji, USA dały się w l. 80-90tych dwudziestego wieku skutecznie ograć Chińczykom, a teraz desperacką starają się nadrobić stracony czas. Zdaniem Mahbubaniego prawda jest jednak taka, że jest już być może na to za późno, a Chiny zdobyły już znaczną przewagę. Mając do wyboru wojnę a kompromis , dwaj czołowi gracze współczesnego świata powinni więc raczej odrzucić własne wyższościowe mniemania i postarać się o kompromis. Warunkiem jednak do tego koniecznym jest zmiana mentalności amerykańskiej klasy politycznej. „Chiński obwarzanek” urodzonego w 1984 r. Michała Lubiny w znakomity sposób uzupełnia Mahbubaniego i wchodzi z nim dyskusję w temacie polityki Chin względem nie tyle USA co swoich peryferii. Z książki Lubiny wyłania się obraz państwa dumnego i przekonanego o swojej oczywistej wyjątkowości, której nie musi udowadniać jak USA. Pozycja Chin jest po prostu czymś naturalnym w porządku świata i nie ma w niej miejsca na niezależność terenów, które niegdyś wchodziły w skład Cesarstwa. Tajwan, Hongkong, Makau, Tybet, Ujguria, Mandżuria a nawet Mongolia (jej niezależna część) zostały już włączone czy też jak Mongolia czy Tajwan są (zdaniem chińskich elit) czasowo niepodległe. Lubina w przystępny sposób stara się przedstawić problematykę ekspansji Chin z punktu widzenia ich peryferii, opisując przedsięwzięte w ostatnich latach kroki mające na celu sinizację mniejszości narodowych a także zapobieżenie ukształtowaniu się odrębnej tożsamości narodowej. Co interesujące metody te (takie jak np. osadnictwo Chińczyków Han na terenach mniejszości etnicznych i narodowych) były częściowo wprowadzane już w okresie późnego cesarstwa Qing przed 1912 r, i następnie kontynuowane (przynajmniej w sferze intelektualnej a także jako samoczynne procesy społeczne z uwagi na chaos okresu 1912-1949) przez Republikę Chińską. Z obrazu przedstawionego przez Lubinę można wywnioskować, że wbrew pozorom Chiny starające się przedstawić jako ofiara kolonializmu, same są zdolne do jego uprawiania. Państwo Środka wykorzystuje wszelkie formy nacisku od cyfrowej inwigilacji, przez edukację czy zależny od centrum rozwój gospodarczy do realizacji swej polityki wewnętrznej mającej na celu w istocie zglajszachtowanie wszelkich mniejszości. Co istotne nie da się zaprzeczyć, że Chińczycy np. w Tybecie przyczynili się do rozwoju i gospodarczego skoku tego regionu, przez co wielu Tybetańczyków uznało model chiński za bardziej atrakcyjny od rodzimego. Odmiennie sytuacja wygląda na Tajwanie czy też wyglądała w spacyfikowanym już Hong Kongu. Tam ludzie mają lub mieli do wybory rozwój nie związany z kontynentalnymi Chinami przez co ich rozwój był w istocie głównie ich zasługą. W takich przypadkach ChRL jest bardzo ostrożna, chociaż jak widać w przypadku Hong Kongu czasami brakuje jej cierpliwości. Obie książki w znaczny sposób rozwijają perspektywę jeśli chodzi o politykę współczesnych Chin i warto się z nimi zapoznać i wyciągnąć samodzielne wnioski, zamiast zdawać się na geopolitycznych influencerów (trafne określenie Lubiny). RE: Książki - Scheckley - 14-07-2024 ![]() „Wojna starego człowieka” („Old Man's War”) Johna Scalziego (ur. 1969) pierwotnie opublikowana w 2005 r. to specyficzny hołd oddany pisarstwu Roberta A. Heinleina (w szczególności jego „Żołnierzom kosmosu”) oraz „Wiecznej wojnie” Joe Haldemana.
Głównym bohaterem powieści jest liczący siedemdziesiąt pięć lat John Perry – który po śmierci żony postanawia zaciągnąć się do wojska. Dziadek w wojsku? Cóż w przyszłości wszystko jest możliwe, zwłaszcza gdy poza względnie spokojną Ziemią wysiłki kolonizacyjne ludzkości spotykają się z chłodnym przyjęciem przedstawicieli innych gatunków.
Dzięki zawansowanej technologii Sił Obronnych Kolonii pochodzący z zaawansowanych ziemskich krajów rekruci są wyposażani na czas dziesięcioletniego kontraktu w zmodyfikowane genetycznie ciała, wspomagane przez wbudowany w ciało komputer. Po dziesięciu latach służby po transferze osobowości w nowe sklonowane młode ciała mogą osiąść w pozaziemskiej kolonii i rozpocząć życie na nowo. To znaczy Ci, którzy przeżyją…
Pomysł dosyć ciekawy, wykonanie hmm… Przyznam osobiście, że o ile doceniam pisarską sprawność Scalziego, to już całość jest jakaś taka mdła. Nie zrozumcie mnie źle, książka jest pełna akcji i ciekawych pomysłów (sam koncept planety morderczych półinteligentnych płazińców zasługuje na swoją powieść), niemniej sprawia przy tym wrażenie bladego cienia pisarstwa Heinleina. Wydaje mi się, że ten ostatni miał odwagę do żonglowania i zabawy z różnorakimi ideologiami w swoim pisarstwie, która obok powieści skrajnie militarystycznych jak „Żołnierzy kosmosu” potrafił napisać hippisowskiego „Obcego w obcym kraju”. Scalzi zaś piszę tak by w sumie nikogo nie urazić, brak mu jakiegoś takiego pazura, autentyczności w tym co pisze. Zarówno Heinlein jak i Haldeman bądź co bądź mieli wojskowe doświadczenie, Scalzi to zaś zawodowy pisarz o aparycji soyjacka. Mimo wszystko nie oceniam tej książki jako złej, może to nie jest 9 na 10, ale z pewności solidne 6 na 10 to sprawiedliwa ocena. Ot taka niezobowiązująca lekturę na lato, a przy tym powód by następnym razem sięgnąć jednak po Heinleina, bo jednak Scalziemu brakuje na dłuższą metę jajec.
RE: Książki - al_jarid - 14-07-2024 Nie umiem sobie przypomnieć tych morderczych półinteligentnych płazińców, a powtarzałem sobie tę książkę dość niedawno. I teraz nie wiem, czy coś przeoczyłem, czy wpadło mi w ręce okrojone wydanie ;) Było z tą książką tak, że dawno temu, jak jeszcze byłem na studiach, przeczytałem na Filmwebie newsa, że planowana jest ekranizacja i ma ją reżyserować Wolfgang Petersen (po latach widać, ile wyszło z tych planów). I pomyślałem sobie wtedy: "Wojna starego człowieka? Nigdy w życiu nie słyszałem o takiej książce". Następnego dnia pojechałem jak zwykle do centrum Katowic na uczelnię i odwiedzając jedno ze stoisk z tanimi, używanymi książkami, gdzie lubiłem zaglądać, natrafiłem akurat na tę książkę i nabyłem ją za niebagatelną sumę 3 zł. To nie jest literatura wysokich lotów, ale czyta się ją szybko i całkowicie bezwysiłkowo. Dla mnie spoko rozrywka (tylko koncepcja podróżowania w kosmosie, związana z jakimiś światami równoległymi i innymi bzdurami, wydała mi się niepotrzebnie przekombinowana). Dodam dla porządku, że cykl ma jeszcze kilka dalszych części, ale wygląda na to, że jedynie pierwsza z nich, "Brygady duchów", doczekała się wydania po polsku. Też jest niezła. Aczkolwiek z twórczości Scalziego bardziej podobała mi się kosmiczna trylogia zapoczątkowana "Upadającym imperium". RE: Książki - Scheckley - 15-07-2024 (14-07-2024, 23:53)al_jarid napisał(a): Nie umiem sobie przypomnieć tych morderczych półinteligentnych płazińców, a powtarzałem sobie tę książkę dość niedawno. I teraz nie wiem, czy coś przeoczyłem, czy wpadło mi w ręce okrojone wydanie ;) Płazińce były przy opisie jak zginął jeden z przyjaciół Perry'ego - trzy czy dwie strony. Ogólnie te wtręty dotyczące losów innych przyjaciół głównego bohatera (tego jak zginęli) zasługiwały na conajmniej osobne opowiadania i były ciekawsze od głównej historii.
Co do koncepcji napędu skokowego to faktycznie zbytnie poplątanie, zupełnie niepotrzebne.
RE: Książki - Craven - 15-07-2024 Też nie pamiętam płazińców, ale ogólnie walki i inne rasy dla mnie były raczej tłem dla tego co wyszło dużo lepiej, czyli motyw starych ludzi przeniesionych w młode super-sprawne ciała. No i motyw z sierżantem szkoleniowym bardzo mi zapadł w pamięć. Ale z racji, że ten motyw, pewnie po pierwszym tomie traci świeżość jakoś nie spieszno mi do sięgania po kolejne. W sumie tylko byłbym ciekaw o co chodziło z odcinaniem Ziemi od wiedzy o tym co jest w kosmosie. RE: Książki - Scheckley - 15-07-2024 Ta kwarantanna Ziemi nieco przywodzi my na myśl Asimova i jego cykl o robotach. Tam potomkowie ludzkich kolonistów odcięli się od swoich korzeni a dzięki technologii opartej na robotach byli w stanie znacznie ulepszyć i zachować styl życia, traktując Ziemian z wyższością (Ziemianie z kolei to ksenofoby żyjący w przeludnionych podziemnych miastach, gdzie praktycznie nie ma prywatności).
U Scalziego Ziemia to hmm... nawet miłe miejsce. Zabrakło mi tam dystopijnego elementu (na Ziemi).
RE: Książki - Scheckley - 21-07-2024 ![]() Póki co nadal kontynuuje moją przygodą ze współczesną polityką i stosunkami międzynarodwymi i teraz przyszła kolej na książkę Joshuy Kurlantzicka „Demokracja liberalna w odwrocie. Rewolta klasy średniej i powszechny upadek władzy przedstawicielskiej”) („Democracy in Retreat: The Revolt of the Middle Class and the Worldwide Decline of Representative Government”) z 2013 r. wydaną u nas w 2022 r. przez Wydawnictwo Nowej Konfederacji.
Joshua Kurlantzick jest amerykańskim dziennikarzem, specjalistą od spraw Azji Południowo-Wschodniej w amerykańskich think-tankach Council on Foreign Relations oraz Carnegie Endowment for International Peace. W swojej książce opisuje on trudności związane z implementacją systemu liberalnej demokracji w krajach rozwijających się – głównie Azji oraz Afryki ze szczególnym uwzględnieniem Tajlandii, Malawi oraz Indonezji. Wskazuje ona na rozliczne problemy związane z odejściem od autokratycznego modelu rządów i transformacją ustrojową w krajach nie mających silnych instytucji obywatelskich jak na Zachodzie. Demokracja jako taka jawiła się tam do niedawna jako gotowa recepta na sukces gospodarczy, w końcu demokratyczny Zachód jest bogaty więc po zaprowadzenie takiego ustroju jest warunkiem koniecznym dla rozwoju. W trudnej sytuacji gospodarczej początkowy zachwyt często szybko przeradzał się w rozczarowanie gdy demokratyczny ustrój nie przyczyniał się do szybkiego rozwoju. Ponadto demokracja często służyła za pusty slogan używany przez opozycję celem obalenia dotychczasowych systemów i zasadniczo przejęcia przez nową władzę metod stosowanych przez poprzednią. Autor widzi przyczyny tego stanu rzeczy głównie w dążeniach klasy średniej do zapewnienia władzy, która jest w stanie na krótką metę skutecznie zarządzać i dawać poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Młode demokracje zrywając bowiem z dotychczasowym system władzy często popadają w decyzyjny chaos wynikający z przerwania dotychczasowych stosunków na linii władza-obywatel, co skutkuje m.in. wzrostem korupcji w początkowym okresie ich istnienia. To oraz istnienie alternatywnych modeli rozwoju promowanych przez autorytarne Chiny czy Rosję sprawia, że demokracje liberalne trafiają obecnie na konkurencję jeśli chodzi o system zarządzania państwem. Kurlantzick ponadto zaznacza ogromną kwestię dotyczącą zmniejszającej się pomocy demokratycznych krajów Zachodu dla młodych demokracji. Państwa takie jak USA czy Francja często stawiają na zachowanie status quo wolą i niejednokrotnie przymykają oko na rozliczne naruszenie praw człowieka, uznając za wystarczające jedynie fakt przeprowadzanie wyborów. Prowadzi to do powstania systemu obieralnych autokratów, gdzie pod fasadą demokracji kryje się często zakamuflowany system autorytarny (jak w Kambodży). Osobiście wydaje mi się jednak, że Kurlantzick myli skutek z przyczyną. Kryzys demokracji w Azji i Afryce może wynikać po prostu z braku kapitału. Podczas gdy Zachód bogacił się w bezlitosny sposób eksploatując praktycznie cały świat, budował on jednocześnie swoje własne instytucję. Względny dobrobyt wynikający z jego pozycji międzynarodowej był zabezpieczeniem zachodniej demokracji, w trakcie jej powstawania. Elementu tego brakuje w krajach rozwijających się stąd ich niestabilność gdy dochodzi w nich do transformacji ustrojowej.
Niemniej książka Kurlantzicka to wciąż ciekawa pozycja warta zapoznania, będąca dobrym uzupełnieniem eseju Nialla Fergusona „Wielka degeneracja. Jak psują się instytucje i umierają gospodarki” z 2013 r. RE: Książki - Scheckley - 11-08-2024 ![]() „Pyłek w oku Boga” („The Mote in God's Eye”) z 1974 r. doczekała się w Stanach Zjednoczonych aż kilkunastu wydań i jest jedną z najbardziej znanych książek autorskiego duetu Larry’ego Nivena (ur. 1938) i Jerry’ego Pernouella (1933-2017). Tym większa wdzięczność dla wydawnictwa Vesper, które zdecydowało się na jej szersze przybliżenie polskiemu czytelnikowi. Warto przy tym jednak wspomnieć, że książka doczekała się już (ograniczonego) wydania polskiego już w 1990 r. pt. „Drzazga w oku Boga”. Niemniej była to publikacja klubowa, siłą rzeczy nie mogła więc dotrzeć do szerszego kręgu czytelników.
Akcja powieści jest umiejscowiona tysiąc lat w przyszłości gdy ludzkość opanowała technologię lotów międzygwiezdnych i stworzyła kosmiczne Imperium Człowieka. Jakkolwiek pojawiają się w nim od czasu do czasu niesnaski a nawet dochodzi do wojen secesyjnych, to jest ono względnie stabilne i zapewnia pokój i bezpieczeństwo zamieszkującym je ludziom (sama kreacja świata jest bardzo ciekawa, bowiem stanowi on część uniwersum z serii książek Jerry’ego Pernouella CoDominium, niemniej ich znajomość nie jest konieczna przy czytaniu „Pyłku…”). Sektor Trans-Worek Węgla stanowi jeden z regionów Imperium zarządzany z planety Nowa Kaledonia. Z jej perspektywy można obserwować niezwykle spektakularny widok: dwie gwiazdy – czerwonego nadolbrzyma Oko Murchesona oraz mniejszą gwiazdę, Mote – biały pyłek na skraju mgławicy znanej jako Worek Węgla. Owa mgławica ma kształt zakapturzonego człowieka o wyraźnie zarysowanej głowie i ramionach, z kolei znajdujący się pośrodku czerwony nadolbrzym przywodzi na myśl mieszkańcom planety czujne, nieżyczliwe oko… Oblicze Boga. Podczas wykonywania rutynowej misji krążownik MacArthur, którym dowodzi komandor Roderick Blaine, otrzymuje sygnał, wskazujący, że wykryto nadciągający z mgławicy z dużą prędkością obcy statek kosmiczny nieznanej dotąd ludzkości cywilizacji. Blaine i jego załoga stoją w obliczu historycznego wydarzenia, jakim jest pierwszy kontakt z inteligentną rasą… Powieść, nie jest krótka – liczy sobie blisko osiemset pięćdziesiąt stron, co ma swoje zalety. Przede wszystkim autorzy mieli swobodę w nakreśleniu sytuacji związanej z odkryciem nowych form życia, opisaniem ich kultury, biologii itp. Zdecydowanie te części koncentrujące się na zagadnieniach związanych z antropologią, historią, nauką są najciekawsze a trzeba też przyznać, że nie ustępują im sceny akcji. Niestety, jak to w tego typu książkach bywa, postacie są przedstawione w oszczędny i czasami sztampowy sposób i służą zasadniczo jako tło dla zasadniczego tematu powieści jakim jest pierwszy kontakt. Niemniej nie rozpatruję tego jako wady, po prostu książka jest o czymś innym i ma rozrywkowy charakter. Autorzy całkiem udatnie nakreślili wizję cywilizacji rodem z koszmarów Thomasa Malthusa, wpisując się w modny w l. siedemdziesiątych temat przeludnienia i związane z tym zagrożenia. Co ciekawe akcja książki nie ustaje po nawiązaniu kontaktu, ale przedstawia również polityczną reakcję w związku z ewentualnym dopuszczeniem nowo odkrytej cywilizacji do zasobów Imperium Człowieka, ot taka nutka realizmu w książce fantastycznonaukowej. Całościowo powieść, pomimo pewnych dłużyzn, oceniam bardzo dobrze. Wiadomo, że nie odzwierciedla ona współczesnych trendów science fiction, niemniej ma przez to ten swoisty urok starej fantastyki, która nadal ma wielu fanów. Notabene w 1975 r. była nominowana do nagród Locusa, Nebuli i Hugo dla najlepszej powieści, co świadczy o sukcesie literackim oraz pośrednio – komercyjnym. Obecne polskie wydanie zostało wzbogacone o interesujące posłowie Rafała Nawrockiego. Pozycją, z która na pewno warto się zapoznać, chociaż jej objętość może początkowo odstraszać. RE: Książki - Craven - 11-08-2024 Potwierdzam, bardzo fajne. 800 stron trochę straszy, ale czyta się bardzo gładko, choć mi zgrzytnął trochę początek, tj masa polityki i tła zanim choćby pojawi się wątek obcych. Jest tu trochę naiwności, mi w tłumaczeniu nieporadności ludzi w pewnych sytuacjach pomagało podciągnięcie tego pod fakt, że ekspedycja montowana była naprędce i że to ludzka cywilizacja niejako wychodzi ponownie z niby-ciemnych wieków. Motowie fajnie wymyśleni i przedstawieni. Słowem - kawał fajnej klasycznej SF. A sięgnąłem głównie z powodu "Pierścienia" Nivena, który zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, między innymi lekkością i humorem, gdy spodziewałem się czegoś bardziej w klimacie Arthura C. Clarke'a. RE: Książki - Scheckley - 11-08-2024 W książce najlepszy był właśnie wątek i koncept Motów, jako cywilizacji, która co jakiś czas dokonuje "resetu" do ustawień fabrycznych z powodu wojen. Ba nawet ta rzucona mimochodem wzmianka, że po kolejnej wojnie cywilizację na planecie zaszczepili Motowie, którzy przetrwali w asteroidach był świetny i pobudzający wyobraźnię. BTW "wątek" romansowy to była jednak całkowita porażka. Dwójka postaci wymieniła ze sobą parę zdań i cyk, no kurczę miłość życia i muszą się ożenić. Wyszła taka niezamierzona satyra, niemniej dla Motów warto się zapoznać.
BTW ich design przypomina mi nieco zmutowanego Diabła Tasmańskiego ze Zwariowanych melodii: Oby udało się wydać jeszcze sequel pt. "The Gripping Hand". RE: Książki - Scheckley - 19-08-2024 ![]() Jedną z moich urlopowych lektur była prawdziwa „cegła” – liczą osiemset trzydzieści dwie strony „Świt królestw. Jasna historia wieków ciemnych” („Powers and Thrones: A New History of the Middle Ages”) popularnego brytyjskiego historyka Dana Jonesa (ur. 1981). Książka została wydana w Wielkiej Brytanii w 2021 r. u bas pojawiła się dwa lata później nakładem wydawnictwa Znak.
Jak wskazuje tytuł stanowi ona popularne ujęcie historii średniowiecza uwzględniające przy tym najnowsze badania i interpretację dotychczasowych źródeł. Nie ma się co jednak oszukiwać, że znajdziemy w niej coś nowego, nie taki był też jednak cel jej powstania. Książka ma bowiem charakter stricte popularyzatorski i jest przeznaczona na rynek zachodni z całym dobrodziejstwem i wadą (o czym później) takiego podejścia. Zaczynając od zalet, nie ulega wątpliwości, że Jones potrafi pisać co udowodnił już w pierwszorzędnej opracowaniu o dynastii Plantagenetów („Plantageneci. Waleczni królowie, twórcy Anglii”), swoje robi też udany przekład Jakuba Jedlińskiego. Autor w sprawny i przykuwający uwagę sposób prowadzi narrację historyczną, która została ujęta w ramach czasowych od zdobycia Rzymy przez Wizygotów Alaryka w 410 r. po Złupienie Rzymu (Sacco di Roma) w 1527 r. przez niemiecko-hiszpańskie wojska Karola V cesarza rzymsko-niemieckiego i króla Hiszpanii. Całość jest podzielona na cztery części, podzielone z kolei na cztery rozdziały. Jones początkowo prowadzi chronologiczną narrację, która im bliżej jesteśmy współczesności nabiera zdecydowanie bardziej zagadnieniowego charakteru. W przystępny sposób mamy więc w dalszych częściach poruszone zagadnienia rycerstwa, życia zakonnego i innych fenomenów ściśle związanych ze średniowieczem czy też jego popularnym wyobrażeniem. Dla mnie osobiście największą wartość miały jednak rozdziały początkowe opisujące transformację świata późnoantycznego i jego przemiany w kontekście upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego i powstania państw „barbarzyńskich” oraz wzajemnego przenikania się dziedzictwa antycznego i germańskiego. Germańskiego, bo nie oszukujmy się, Jones napisał popularną historię średniowiecza, niestety zdaję się, że poza rozdziałem o Mongołach i podbojach arabskich (tudzież początkiem epoki wielkich odkryć geograficznych), nie wykracza ona poza granice rzymskiej Europy. Tak więc poza drobnymi wzmiankami nie uświadczymy tutaj praktycznie nic o krajach słowiańskich, Bałkanach czy postwikińskiej historii Skandynawii. W praktyce historia połowy kontynentu została bez nawet pobieżnego omówienia, co stanowi w moich oczach największą wadę książki jako takiej. Niemniej jako pozycja popularyzatorska pozycja ta sprawdza się nawet dobrze, bowiem daje asumpt do dalszych samodzielnych poszukiwań na temat średniowiecza. Solidne 7 na 10. RE: Książki - Dr Strangelove - 26-08-2024 ![]() Ktoś czeka co tam Anżej wysmrodził? https://lubimyczytac.pl/andrzej-sapkowski-zdradza-skonczylem-pisac-nowego-wiedzmina Pewnie się nabiorę i kupię z sentymentu... RE: Książki - Craven - 26-08-2024 Ja tam nawet Sezonu Burz nie czytałem. I chyba prędzej sięgnę po tomiki opowiadań, żeby zobaczyć jak się bronią po latach. RE: Książki - first-pepe - 26-08-2024 "Sezon burz" to był nieprzeciętny wysryw, unikać. Już przy "Pani jeziora" było czuć, że się Andrzejowi zwoje mózgowe poskręcały i zaczyna smrodzić tam, gdzie do tej pory kwieciem wiosennym pachniało. Nie łudziłbym się. RE: Książki - BezcelowyAlbatros - 27-08-2024 No, to w końcu i ja poczułem żar ognia krytyki z wylotu dupska płonących trzewi Mordoru... ![]() ...a według mnie z 2017 roku: Cytat:Cudowna apoteoza dzieciństwa i obrazek świata, który niedostępny jest dla nas, dorosłych, i niemal nieosiągalny dla najmłodszych. Dlatego warto do "Dzieci z Bullerbyn" powracać tak często, jak to możliwe. Samemu, aby jeszcze raz zanurzyć się w "utraconym raju" beztroskiego dzieciństwa, i z dziećmi, by pokazać im piękno świata, o którego istnieniu z każdym pokoleniem pamięta się coraz mniej i którego jedynym świadectwem, już wkrótce, pozostaną jedynie takie, jak ta, piękne książeczki. Muszę przeczytać znów w tym roku :) RE: Książki - Mefisto - 27-08-2024 Cytat:Renata Lis uważa, że w "Dzieciach z Bullerbyn" możemy wyczytać komentarze narratorki, że tylko pełna rodzina "z mamusią i tatusiem" jest normą. - Dziecko z niepełnej rodziny, które będzie to czytać, może poczuć się tak, jakby ktoś negował jego istnienie - stwierdziła na antenie Radia TOK FM. ... Cytat:Jest w wieloletnim związku z Elżbietą Czerwińską i oczywiście klasyka: Cytat:Powinno być więcej różnorodności w tym świecie. A to mnie z kolei rozwaliło mocno: Cytat:Lis przeszkadza również to, że cała narracja została umocowana na konflikcie dziewczyny kontra chłopcy. Zdaniem pisarki jest to "ciągłe darcie kotów". - Układy pokazane w książce są stereotypowe, głównym napędem narracji jest konflikt między płciami. Jest to irytujące. No tak, bo feminizm w ogóle nie został osadzony na gnojeniu samców, a w pięknym XXI wieku w ogóle nie ma konfliktu między płciami i ciągłego plucia na patriarchat xD Zresztą cała ta krytyka raczej źle świadczy o niej samej - cytuję: Cytat:W co drugim zdaniu w tej książce pojawiają się określenia "wesoło" albo "przyjemnie", nikt nie jest zły i nikogo nie krzywdzi. Nie dzieje się nic, co byłoby zalążkiem jakiejś traumy. xD Czyli reasumując dostaliśmy typowe lewackie pierdolenie ponad jakikolwiek zdrowy rozsądek. Tu kolejny cytat: Cytat:Nie mam na to żadnych dowodów, ale jako zwykła czytelniczka tak to widzę. xDDDDDDD Case closed. Ode mnie szczere życzenia nagłego zgonu dla tej pizdy i jej partnerki. RE: Książki - Dr Strangelove - 27-08-2024 No ale babka ma całkowitą rację :D Szwecja z tamtych czasów to świat obcy, utopijny i bajkowy. Dzieciaki bawiące się w co chcą od rana do wieczora, normalne rodziny, żadnych kolorowych czających się w co drugim stogu siana z nożem, żadnych policyjnych syren, wojen gangów, dookoła sami biali "wariaci", chłopak i dziewczyna normalna rodzina... Dla współczesnego dziecka z kolorowej rodziny LGBTQWERTY+, z płynną płcią, to przecież jak czytanie baśni Andersena, albo Mitologii. Świat kompletnie obcy i wrogi. Czytałem za dzieciaka i mam jak najlepsze wspomnienia. Ciekawe jakby weszło dziś. Może poszukam nawet i spróbuję wrócić. Niziurski czy Muminki nadal potrafią oczarować nawet w tym wieku w którym jestem. RE: Książki - zdzichon - 27-08-2024 Emil ze Smalandii lepszy :) RE: Książki - Mefisto - 27-08-2024 (27-08-2024, 08:35)Dr Strangelove napisał(a): Szwecja z tamtych czasów to świat obcy, utopijny i bajkowy. Szwecja czy książka, która w zamierzeniu miała być przecież utopijna, pozbawiona jakiegokolwiek wpływu nie tylko polityki, ale i dorosłych. RE: Książki - Scheckley - 04-09-2024 ![]() „Dziedzictwo Heorotu” („The Legacy of Heorot”) to pochodząca z 1987 r. powieść będąca efektem kolaboracji aż trzech pisarzy science fiction: Larry’ego Nivena. Jerry’ego Pournella oraz Stevena Barnesa.
Akcja powieści toczy się około dwieście lat od czasów współczesnych na Avalonie, czwartej planecie w układzie Tau Ceti, znajdującym się w odległości niecałych 12 lat świetlnych od Słońca w gwiazdozbiorze Wieloryba. Bohaterami książki są koloniści, którzy przybyli niedawno na planetę i usiłują stworzyć tam pierwszą ludzką społeczność poza Układem Słonecznym. Zdawałoby się perfekcyjnie przygotowani, wysokiej klasy specjaliści w najbardziej przydatnych dziedzinach są skazani na sukces. Otóż nie do końca, bo jak się okazuje w trakcie kriosnu doszło do uszkodzeń mózgu większości ludzkiej załogi statku kolonizacyjnego w efekcie ucierpiał ich intelekt i umiejętności rozumowania. Niektórzy są dotknięci tylko w niewielkim stopniu, podczas gdy inni mają poważne upośledzenia intelektualne. Mimo wszystko proces kolonizacji zdaje się trwać bez zakłóceń. Koloniści stają się zbyt pewni swojego bezpieczeństwa, ku irytacji odpowiedzialnego za ich bezpieczeństwo byłego żołnierza Cadmanna Weylanda. Kiedy zaczynają się dziać niepokojące rzeczy – zaginione zwierzęta, zerwane ogrodzenia – nikt nie spodziewa się, że są one efektem działania bardzo groźnego lokalnego drapieżnika. Nie zamierza on jednak poprzestać na zwierzętach…
Jakkolwiek powieść nie została obsypana deszczem nagród, tak ja dobrze się bawiłem w trakcie lektury. Autorzy w sprawny sposób budują napięcie i przedstawiają walkę kolonistów o życie. Opowiadana historia przywodzi na myśl filmy akcji z l. 80-tych, a w roli Weylanda mógłby się doskonale odnaleźć Schwarzenegger (za reżyserie oczywiście odpowiadałby James Cameron). Co prawda nie jest to ambitna literatura, niemniej potrafi dostarczyć sporo radości w trakcie czytania. Rzadko zdarza się by książka pisana aż przez trzech autorów wyszła aż tak dobrze. Co ciekawe jakkolwiek jądro powieści odwołuje się niejako do ram fabularnych anglosaskiego epickiego poematu o Beowulfie tak pomysł, który legł u jej podstaw dał cykl rozwojowy pewnej afrykańskiej żaby, który w trakcie przyjęcia w domu Nivena przedstawił mu Jack Cohen. Warto przy tym mieć na uwadze, że zmarły w 2019 r. Cohen był uznanym biologiem, który często współpracował z różnymi pisarzami sf, pomagając kreować realistycznych obcych. Współpracował on z Harrym Harrisonem przy cyklu o Edenie czy z Anne McCaffrey przy jej serii o jeźdźcach smoków z Pern.
Solidne przygodowe science fiction, nie tylko dla fanów gatunku. Z tego patrzę to zarzucono już jej mizoginię - bo kobiety kolonistki chcą mieć dzieci i epatowanie wojowniczą męskością, bo Weyland jest przekoksem walczącym z kosmitami. Heh, cóż nie wszyscy kosmiczni koloniści to ekipa z "Alien: Covenant" :P
Megazdjęcie autorów:
|