Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Książki - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38)
+--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70)



RE: Książki - Scheckley - 22-09-2024

[Obrazek: 702a7079c3fb28d7648565122feb60a8920616ff...5f0d0e83c7]

Wydany w zeszłym roku przez Ośrodek Myśli Politycznej tuż przed wyborami parlamentarnymi "Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy" Jacka K. Sokołowskiego to jak do tej pory jedna z lepszych książek opowiadających o współczesnej polskiej scenie politycznej, jej korzeniach i specyfice jaką miałem okazję przeczytać. Autor jest aktywnym zawodowo prawnikiem oraz politologiem związanym naukowo z Instytutem Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, a od czasu do czasu udziela się na twitterze pod nickiem @EasyRid04682094.

Jego "Transnaród" przedstawia nam nam nasze polskie piekiełko z zupełnie innej perspektywy niż to do czego w ramach swojej działalności zdążyli nas przyzwyczaić wszelkiego rodzaju polityczni publicyści po obydwu stronach barykady PO-PiS. Przede wszystkim w obszerny sposób zostały opisane korzenie polskiej polityki w kontekście historycznym oraz społecznym, rozpoczynając swoją narrację od okresu Polski Ludowej by następnie poprzez transformację l. 90-tych dotrzeć aż do 2023 r. Dostajemy więc spójną i szeroką interpretację dziejów politycznych i społecznych Polski po 1945 r. Autor w interesujący sposób porusza tematy transformacji l. 90-tych, wejścia do struktur zachodnich nie tylko w kontekście politycznym, tyle samo bowiem (a może nawet więcej) uwagi poświęca na opis zmian społecznych, które zaszły w Polsce po 1989 r. Jak dla mnie nowością było omówienie roli prawników i sądownictwa w Trzeciej RP. Słabe państwo bowiem w istocie scedowało na sądy i trybunały rolę bezpieczników społecznych, które miały na celu doraźną naprawę koślawego systemu, a co nie do końca wyszło na dobre nie tylko politykom czy szarym obywatelom, co sądom jako takim. To właśnie te niezadowolone społeczne z roli odgrywanej przez sądy, zostało następnie zagospodarowane politycznie przez PiS. Co ciekawe Sokołowski zauważa, że po 1989 r. największe znaczenia dla każdego obywatela miała reforma sądownictwa dokona przez ministra sprawiedliwości w pierwszym rządzie Tuska - Krzysztofa Kwiatkowskiego, która faktycznie przyczyniła się do lepszej organizacji pracy sądów. Na tym tle chaotyczne działania Ziobry wypadają hmm... niezbyt dobrze, przy czym należy dodać, że Kwiatkowski został następnie odsunięty przez Tuska z ministrowania w 2011 r.  min. przez to, że nie dał się wprowadzić na ewidentną polityczną minę jaką niewątpliwie jest każda próba reformy sądownictwa (a na czym kompletnie poległ jego następca Jarosław Gowin).

Sokołowski w arcyciekawy sposób opisuje też korzenie zwycięstwa PiS w 2015 r. oraz daje ciekawy asumpt do anatomii klęski tej formacji politycznej w 2023 r., którą utorowały (zdaniem autora) przespane przez rząd i polityków zmiany obyczajowe (vide protest po wydaniu przez TK wyroku dot. dopuszczalności aborcji). Jakkolwiek sama książka została napisana i wydana przed wyborami 15 października 2023 r., tak zawarta w niej analiza przemian społecznych, które zaistniały między 2015 a 2023 r., a które zaważyły w ostateczności nad przegranymi przez Zjednoczoną Prawicę wyborami nie straciła na wartości nawet i dzisiaj.

Podsumowując mogę jeszcze stwierdzić, że "Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy" to nie tylko kapitalny opis Polski i Polaków po 1989 r. ale również swoisty przewodnik, który może każdemu z nas pomoc się odnaleźć na szerszym tle społeczno-historycznym, bez popadania w zbędny polityczny fanatyzm.

Tutaj spis treści:

https://www.transnarod.pl/upload/kd043//spis-tesci.pdf



RE: Książki - Mefisto - 27-09-2024

Było:?

stan-czytelnictwa-w-polsce-w-2023


RE: Książki - Bartholomew - 10-10-2024

https://www.onet.pl/kultura/onetkultura/literacka-nagroda-nobla-2024-medal-dla-han-kang-z-korei-poludniowej/4hcjv1x,681c1dfa

Literacki Nobel ogłoszony:

Cytat:Han Kang - koreańska pisarka; zdobywczyni nagrody International Booker Prize for Fiction za powieść Wegetarianka (2007)
ktos czytał? :)


RE: Książki - Nemo - 10-10-2024

(22-09-2024, 16:31)Scheckley napisał(a):
[Obrazek: 702a7079c3fb28d7648565122feb60a8920616ff...5f0d0e83c7]

Wydany w zeszłym roku przez Ośrodek Myśli Politycznej tuż przed wyborami parlamentarnymi "Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy" Jacka K. Sokołowskiego to jak do tej pory jedna z lepszych książek opowiadających o współczesnej polskiej scenie politycznej, jej korzeniach i specyfice jaką miałem okazję przeczytać. Autor jest aktywnym zawodowo prawnikiem oraz politologiem związanym naukowo z Instytutem Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, a od czasu do czasu udziela się na twitterze pod nickiem @EasyRid04682094.

Jego "Transnaród" przedstawia nam nam nasze polskie piekiełko z zupełnie innej perspektywy niż to do czego w ramach swojej działalności zdążyli nas przyzwyczaić wszelkiego rodzaju polityczni publicyści po obydwu stronach barykady PO-PiS. Przede wszystkim w obszerny sposób zostały opisane korzenie polskiej polityki w kontekście historycznym oraz społecznym, rozpoczynając swoją narrację od okresu Polski Ludowej by następnie poprzez transformację l. 90-tych dotrzeć aż do 2023 r. Dostajemy więc spójną i szeroką interpretację dziejów politycznych i społecznych Polski po 1945 r. Autor w interesujący sposób porusza tematy transformacji l. 90-tych, wejścia do struktur zachodnich nie tylko w kontekście politycznym, tyle samo bowiem (a może nawet więcej) uwagi poświęca na opis zmian społecznych, które zaszły w Polsce po 1989 r. Jak dla mnie nowością było omówienie roli prawników i sądownictwa w Trzeciej RP. Słabe państwo bowiem w istocie scedowało na sądy i trybunały rolę bezpieczników społecznych, które miały na celu doraźną naprawę koślawego systemu, a co nie do końca wyszło na dobre nie tylko politykom czy szarym obywatelom, co sądom jako takim. To właśnie te niezadowolone społeczne z roli odgrywanej przez sądy, zostało następnie zagospodarowane politycznie przez PiS. Co ciekawe Sokołowski zauważa, że po 1989 r. największe znaczenia dla każdego obywatela miała reforma sądownictwa dokona przez ministra sprawiedliwości w pierwszym rządzie Tuska - Krzysztofa Kwiatkowskiego, która faktycznie przyczyniła się do lepszej organizacji pracy sądów. Na tym tle chaotyczne działania Ziobry wypadają hmm... niezbyt dobrze, przy czym należy dodać, że Kwiatkowski został następnie odsunięty przez Tuska z ministrowania w 2011 r.  min. przez to, że nie dał się wprowadzić na ewidentną polityczną minę jaką niewątpliwie jest każda próba reformy sądownictwa (a na czym kompletnie poległ jego następca Jarosław Gowin).

Sokołowski w arcyciekawy sposób opisuje też korzenie zwycięstwa PiS w 2015 r. oraz daje ciekawy asumpt do anatomii klęski tej formacji politycznej w 2023 r., którą utorowały (zdaniem autora) przespane przez rząd i polityków zmiany obyczajowe (vide protest po wydaniu przez TK wyroku dot. dopuszczalności aborcji). Jakkolwiek sama książka została napisana i wydana przed wyborami 15 października 2023 r., tak zawarta w niej analiza przemian społecznych, które zaistniały między 2015 a 2023 r., a które zaważyły w ostateczności nad przegranymi przez Zjednoczoną Prawicę wyborami nie straciła na wartości nawet i dzisiaj.

Podsumowując mogę jeszcze stwierdzić, że "Transnaród. Polacy w poszukiwaniu politycznej formy" to nie tylko kapitalny opis Polski i Polaków po 1989 r. ale również swoisty przewodnik, który może każdemu z nas pomoc się odnaleźć na szerszym tle społeczno-historycznym, bez popadania w zbędny polityczny fanatyzm.
Mocno mnie zachęciłes.

Enviado desde mi RMX3363 mediante Tapatalk


RE: Książki - Scheckley - 11-10-2024

[Obrazek: 73043b50701b8274ecd16dc4c7abe0381951af3b...5f0d0e83c7]

Niedawna przeczytałem najnowszą książkę Waltera Isaacsona (ur. 1952), autora znanego ze swoich biografii wielkich wynalazców i osób, które dosłownie zrewolucjonizowały współczesną naukę i przemysł (np. Einsteina czy Steve’a Jobsa) to autoryzowana biografia Elona Muska. Książka ukazała się u nas w zeszłym roku i jest to drugą, po książce Ashlee Vance’a z 2015 r., biografią przemysłowego i kosmicznego magnata, która wyszła w języku polskim.

Blisko tysiącstronicowe tomiszcze opisuje nam dotychczasowe życie, wzloty i upadki kontrowersyjnego miliardera. Przy czym Isaacson potrafi pisać i przykuwać uwagę czytelnika. Dosyć krótkie rozdziały wręcz zachęcają do lektury kolejnych, a autor stara się w możliwie prosty, ale nie prostacki sposób opisać ogólnie specyfikę działalności Muska. Isaacson przez blisko dwa lata (od 2021 r.) towarzyszył Muskowi, zbierając materiały do jego biografii. Większość źródeł, na których oparta została książka to setki rozmów z Elonem, członkami jego rodziny, przyjaciółmi i rywalami. Obraz jaki wyłania się z książki stara się być obiektywny (a przynajmniej sprawiać takie wrażenie) przedstawiając Muska bez pudru, jako nieco zagubionego geniusza o duszy zranionego dziecka, który potrafi inspirować ludzi, ale też być zaskakująco bezwzględny. Musk u Isaacsona to postać niejednoznaczna, którego typ charakteru najlepiej rozwija się pod presją, taki chaotic good, posługując się terminologią rodem z Dungeons & Dragons. Ilość jego inicjatyw od Tesli przez SpaceX po nieszczęsnego twittera robi wrażenie, aż trudno uwierzyć, że Musk jest szefem aż tylu globalnych biznesów i daje radę nimi zarządzać.

Nie będę się jednak tutaj rozwodził się o historii podanej w książce, bo szczerze zachęcam do jej lektury, niemniej trzeba wziąć poprawkę na to, że książka ma też określony cel, a jest nim kreacja Muska na wielką postać naszych dziejów. Pomimo bowiem zapewnień Isaacsona, o tym, że Musk nawet nie przeczytał przed publikacją jej rękopisu, to przecież miliarder nie po to zatrudnia autora by napisana przez niego książka była wobec niego zbyt krytyczna. Oczywiście można go w ograniczony sposób krytykować, ale konkluzja Isaacsona, jest mniej więcej taka, że Musk tyle osiągnął nie wbrew wadom swojego charakteru, ale właśnie dzięki nim. Poza tym dla mnie Isaacson to też nie jest przypadkowa osoba - były redaktor magazynu „Time” oraz prezes stacji CNN, a zatem człowiek będący de facto częścią amerykańskiego establishmentu medialnego, którego poglądy są często zbieżne z Krzemową Doliną. Co udowodnił już wcześniej w swoich książkach, kreujących niejako świat wielkich postaci historii. Kiedyś byli to wodzowie, królowie, mężowie stanu – obecnie zaś magnaci nowych mediów i cyfrowego przemysłu w stylu Jobsa i Bezosa. Musk jest tutaj takim enfant terrible tego środowiska, ale jednak jest jego częścią.

Pomimo jednak tej zawartej powyżej krytyki warto zapoznać się z książką Isaacsona, bo naprawdę można się z niej sporo dowiedzieć, zwłaszcza, że jej narracja jest doprowadzona aż do wiosny 2023 r. W kontekście zaś obecnej polityki ciekawie czyta się co Musk myślał/myśli o Trumpie, a także meandry jego chaotycznej polityki w związku ze Starlinkiem w dobie konfliktu na Ukrainie.

PS. Końcówka książki opisująca perypetie Muska z twitterem tylko udowadnia, że ta inicjatywa w gruncie rzeczy była pomyłką, która odciągnęła Muska od bardziej produktywnych rzeczy, chociaż kto wie… Taka baza informacji jest bezcenna w rozwoju AI, więc Musk może jeszczee raz wyjść na swoje.

PSS. Dziwnie czytało mi się nieco te części dotyczące życia prywatnego Muska i kręgu jego znajomych. Ich rozrywki i sposób życia to w gruncie rzeczy opis współczesnej arystokracji, żyjącej w swojej wieży z kości słoniowej. Zaciekawiło mnie też, że Musk ma 9 żyjących dzieci poczętych metodą in vitro, a niektóre na dodatek donoszone przez surogatkę. Facet rozsiewa swoje nasienie jak swego czasu Charles Lindbergh, w przeciwieństwie jednak do niego robi to całkowicie oficjalnie.



RE: Książki - simek - 11-10-2024

A po przeczytaniu książki jak sytuujesz się w dyskusji o tym czy Musk to tylko świetny zarządzający, czy również genialny inżynier? Bo tutaj zdania są podzielone na temat wielkości jego wkładu w innowacyjność Tesli i SpaceX: miał po prostu szczęście, aby dobrać i ogarnąć inżynierów, czy sam jest Leonardem da Vinci XXI wieku?
(11-10-2024, 15:44)Scheckley napisał(a): PSS. Dziwnie czytało mi się nieco te części dotyczące życia prywatnego Muska i kręgu jego znajomych. Ich rozrywki i sposób życia to w gruncie rzeczy opis współczesnej arystokracji, żyjącej w swojej wieży z kości słoniowej.
To rzuć jakimś przykładem co ta dzisiejsza arystokracja robi, bo tak napisałeś tę recenzję jakbyś blurba na okładkę pisał i nie chciał niczego zdradzić, a nie na forum, gdzie powinno się dyskutować o tych pikantnych szczegółach :P


RE: Książki - Scheckley - 11-10-2024

Aj bo to taka recka szykowana na szybko po przeczytaniu. Szczerze mówiąc to chyba ten tweet najlepiej oddaje moje zdanie na jego temat:


W każdym razie - Musk to nie zbawiciel i współczesne ucieleśnienie archetypu wynalazcy, ale ma charyzmę i organizacyjny talent, a także przyciąga dobrych inżynierów. SpaceX to świetna inicjatywa, rewolucjonizująca rynek kosmiczny podobnie jak Starlink dostęp do Internetu. Tesla i inne muskowe firmy - oceniam na całkiem ok, ale już twitter moim zdaniem to porażka, bo odciąga Muska od Kosmosu, co zresztą wyartykułował u Isaacsona wprost brat Elona - Kimbal.

Zaś co do książki to w trakcie czytania bardziej od samego Elona zafascynowała mnie to, jak ten wypieszczony papierowy autoryzowany blockbuster ma za zadanie budowanie mitu Muska. Kluczowa kwestia - autoryzowany, tj. wydany za pełną zgodą Elona. Nawet jeżeli Isaacson zaznacza, że Musk nie czytał książki i jej nie zatwierdzał, to jednak jego główne źródła to albo Musk, albo jego bliscy. Z kolei jego rywale. którzy też dali nieco materiału w wywiadach (na kilkaset rozmów z osobami z kręgu Muska było kilka z jego rywalami jak np. Bezos) to też de facto członkowie tego samego kręgu społecznego jak sam Musk, tj. współczesnych baronów technobiznesu. O swoim stosunku do tego środowiska już napisałem w wątku o podcastach, więc tylko powtórzę ten cytat z pewnego bloga:

Im bardziej ekonomia staje się wirtualna, tym mniej zaspokaja rzeczywiste potrzeby szerokiego ogółu ludzi, za wyjątkiem dość wąskiej grupy coraz bardziej wyalienowanych najbogatszych socjopatów.

Nie wspomni o tym ni słowem zgrywający ''populistę'' Vance, gdyż sam jest kreaturą libertariańskich ''autorytarian'', jakimi są Peter Thiel i Elon Musk. Zaciekli wrogowie ''regulacji rządowych'', którzy zbili majątek na ścisłej współpracy z amerykańską władzą. W przypadku Muska ''zapomniał wół jak cielęciem był'', kiedy robił za pieszczocha obamowej administracji, wspomagającej ogromnymi sumami jego ''zielone'' inwestycje. Bodaj jeszcze ciekawiej rzecz ma się u Thiela - konserwatywnego pedała nienawidzącego lewactwa, choć sam żyje w paramałżeńskim ''homozwiązku'' z dwojgiem dzieci urodzonych mu przez ''surogatkę'' [ oczywiście nazywanie tak kobiety nie jest jej uprzedmiotawianiem, sprowadzając do roli chodzącej macicy, gdzieżby tam ]. Na szczęście idzie o córki, więc są bezpieczne... no i nie mogą narzekać na brak ojca, jak potomkowie Muska, bo mają ich całą parę:). Acz nie wiem, czy dobrym wychowawcą dziewcząt będzie typ uznający prawa wyborcze kobiet za jedną z głównych przeszkód, dla których tacy ''wolnościowcy'' jak on nie mogą dziś uzyskać politycznej władzy! Dlatego postanowił ją zniszczyć za pomocą nowych technologii, z inwestycji w które słynie, niwecząc doszczętnie niemal jej autorytet w społeczeństwie, czym otwarcie się chełpi. Zarazem sam pragnie władzy tylko dla siebie i podobnych mu ''wybitnych jednostek'', gdyż tak w istocie pojmuje wyznawany przezeń libertariański indywidualizm. Faktycznie skrajny egotyzm zatrącający o psychopatię, połączony z typową dla pedała fiksacją na punkcie muskulatury, stąd Thiel zżerany jest żądzą nieśmiertelności i zachowania wiecznie młodego wyglądu. Łoży więc znaczne sumy w transhumanistyczną krionikę, jaka ma go przerobić na mumię czekającą ożywienia w ''lepszych czasach'', dosłownie ''konserwatyzm'' co się zowie:). Facet mógłby robić za dr. No w wersji ''homo'', gdyby nie był jedynie emanacją ''deep state'' utkaną z samych sprzeczności. Paradoksalnie w tym leży tajemnica jego sukcesu, gdyż będąc pierwszym znaczącym inwestorem Facebooka, zarazem kładł niemałe pieniądze we wrogą temuż firmę, bo wykradającą dane użytkowników portalu Cukera. Postępuje zresztą podobnie do dziś, tyle że już na znacznie większą, międzynarodową wprost skalę i wykorzystując w tym celu polityczne narzędzia, których jakoby tak nie znosi. Dowodem wojna na Ukrainie, gdzie jego firma Palantir - powołana dzięki funduszom CIA - aktywnie działa głównie w militarnym, acz i administracyjnym zastosowaniu ''sztucznej inteligencji''. Zarazem jego pachoł Vence torpeduje wsparcie zbrojne USA dla Kijowa, zaś przekształcona przez nich wspólnie w ''prawicowy YT'' platforma Rumble stała się przystanią dla najgorszej prorosyjskiej hołoty. Wytłumaczyć ową sprzeczność można jedynie tym, iż powodzenie ukraińskiej kontrofensywy latem zeszłego roku zbyt szybko jak na potrzeby takich jak Thiel zakończyłoby proces udoskonalania nowych technologii na polu boju [ a że kosztem życia tysięcy żołnierzy, co to obchodzi podobnych socjopatów z ''kompleksem Boga'' ].

Całość:

https://papierowy-tygrys.blogspot.com/2024/09/kot-echon.html

Niemniej powtórzę tę książkę warto znać, ale należy też brać pod uwagę, że służy budowaniu swoistej Muskowej mitologii. 

Tutaj krytyczny artykuł o Isaacsonie, tłumaczący niejako czemu MUsk zgodził się na Isaacsona jako autora jego biografii: https://www.theverge.com/2023/10/1/23895069/walter-isaacson-biography-musk-review. Cyt.: "Having made a pattern of writing biographies of important men — and one important woman, Jennifer Doudna of CRISPR fame — Isaacson is now in the position of a kind of kingmaker. To keep up his pattern, everyone he writes about implicitly is branded a genius".


A co do tego życia prywatnego technobaronów, to po prostu zafascynowało mnie jak posiadane przez nich zasoby pozwalają na specjalne wynajmowane średniowiecznych zamków jako lokacji ich wesel czy przyjęć urodzinowych. Więc nic specjalnie kontrowersyjnego w tej książce nie było, od moje chłopskie zdumienia jak to można żyć jak ma się hajs.

Na marginesie wspomnę, że Musk namawia do płodzenia dzieci i sam ma ich 12 (a nie 9 jak pierwotnie napisałem), ale już o tym, że praktycznie każde z nich zostało poczęte metodą sztucznej inseminacji, miało własną opiekunkę i zasadniczo zapewnione bardzo bezpieczne, bo zapewnione przez pieniądze ojca środowisko to już nie jest wspomniane. Wykorzystanie surogatki przy dwójce dzieci Grimes było wytłumaczone w książce jej wątłym ciałem (musiałbym to sprawdzić, bo nie mam książki pod ręką), a dla mnie było to przykładem, że jak masz hajs to nawet nie musisz rodzić swoich dzieci tylko wynająć do tego inna babkę. 



RE: Książki - simek - 11-10-2024

Spoko, a czytałeś może pozostałe książki Isaacsona? Ja tylko tę o Jobsie i pomimo tego, że sposób jej powstania był podobny do tej o Musku, to nie wydawała się ona łagodna wobec Steve'a - było tam sporo brudów i ogólnie chyba każdy po jej lekturze uważa twórcę Apple za niezłego buca, na dodatek takiego, którego nonszalancja być może wsadziła do grobu, ale jak rozumiem Musk jest potraktowany bardziej łagodnie?

Chciałem napisać, że Jobs przy wydaniu swojej biografii był na innym etapie życia niż Musk swojej, ale sprawdziłem, że Musk ma 53 lata, a Jobs zmarł w wieku 56 :O


RE: Książki - Scheckley - 11-10-2024

Jobs jest w kolejce do przeczytania jakby co. Mimo wyrażonej przeze mnie krytyki biografii Muska, uważam Isaacsona za dobrego pisarza, niemniej z pewnymi zastrzeżeniami co już wcześniej napisałem w opinii na temat książki o Musku. Teraz pewnie sięgnę (gdy chociaż wygrzebię się z mojego stosiku książek) po tę pozycję:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5090805/innowatorzy-o-tym-jak-grupa-hakerow-geniuszy-i-geekow-wywolala-cyfrowa-rewolucje

A jakby co to tutaj jest wywiad androida Fridmana z Isaacsonem o jego książkach:




RE: Książki - nawrocki - 13-11-2024

https://www.facebook.com/share/p/14j1vVNNzJ/

Parsknąłem. Śmieszne bo prawdziwe.


RE: Książki - bartolomeo123 - 13-11-2024

 Twórczość S.Kinga?


-hehe to główny bohater, jest pisarzem/artystą tak jak ja
-se mieszka w dupogrzmotach małych W STANIE MAINE, gdzie wszyscy są pojebanymi wieśniakami, oprócz głównego bohatera i jego rodzinki/pszyjaciół
-każdy pojebany wieśniak jest ważny, więc musimy czytać przez 50 stron o traumie dżona korniszona z dzieciństwa, kiedy był świadkiem jak jego pradziadek utonął w gnojówce po pijaku
-uuuuu uuuuu zaraz się stanie coś strasznego, a nie, jeszcze 30 stron opisu jak dwa stare pierdziele kupujo wóde i płaczo że za eisenhowera było lepij
-UGA BUGA SKURWYSYNU inba się zaczyna, wieśniaki zdychajo szybciej niż twój stary cię robił
-a i jeszcze 60 stron opisu jak dżon korniszon zdycha i widzi swojego pradziadka trenującego nurkowanie w gnojówce
-główny bohater stara się wykurwić z dupogrzmotów ze swoją rodzinką tudzież losową lochą i losowym guwniakiem
-spotyka WIELKIE ZUO, które siało rozpierdol wśród wieśniaków i je załatwia (rzadko) albo przed nim spierdala (często)
-co to właściwie jest i skąd się wzięło? NIGDY SIĘ KURWA NIE DOWIESZ, bo pan autor na tym etapie pisania spada pod biurko napierdolony jak ruski szpadel
-ale w końcu trzeźwieje i pisze obligatoryjny hepi end, gdzie główny bohater i jego przydupasy weseli i uśmiechnięci odjeżdżają w kierunku zachodzącego słonia
-KONIEC


RE: Książki - OGPUEE - 13-11-2024

Wodnikowe Wzgórze - w końcu po obejrzeniu wszystkich ekranizacji (wbrew zaleceniom autora) zabrałem się za powieść.

Nie wiem, czemu tą książkę zalicza się do fantasy - to najbardziej przyziemna historia o najzwyklejszych dzikich królikach, które zachowują się jak dzikie króliki i nie nawet nie mówią ludzkim głosem czy noszą ubranek jak Rodzina Rabatków i Piotruś Królik. Że Piątek ma jakieś dzikie wizje? W takim razie nasza rzeczywistość to też jest fantasy, skoro istnieje Krzysztof Jackowski czy ten od leczenia wodą. Zresztą Wielki Królik Sandlefordu kontruje, że jasnowidztwo to fake wymyślany przez przegrywów. Jeśli miałbym zaliczać Wodnikowe Wzgórze do jakiegoś gatunku, to jest literatura wojenna bo głównymi złymi jest królicza junta wojskowa, a i sama historia była oparta na przeżyciach Adamsa z frontu II wojny światowej.

Co mnie zaskoczyło to, że książkowy Leszczynek tutaj to ledwo roczniak (na nasze lata pewnie 18 lat), który jest jeszcze za młody, by wejść do Ausli. I można tłumaczyć, dlaczego niektóre pomysły są ryzykowne jak wypad na Nuthanger. Czyli najlepiej miniserial ukazał jego wiek (przynajmniej w polskim dubbingu). Ogólnie z Netflixem się nieco przeprosiłem, bo w wielu miejscach Netlfix jest bardzo wierny, np. Piątek po postrzale brata ma sen, gdzie człowiek mówi o rurze, zaś Ostrzeń rzuca ten lewacki tekst, ze króliki w Efrafie są jak ludzie itp. (jedyny słaby moment i robiący z bohaterów głupoli. Czy oni naprawdę sądzili, że oczywiści na pierwszy rzut villaini będą chętni na życie w zgodzie :P? Przynajmniej filmowa wersja tego uniknęła). Wracając do powieści, Wodnikowe Wzgórze to coming of age story, to praktycznie mamy młodych chłopaków, którzy opuszczają niepewną ojczyznę, bo są nisko w drabinie społecznej. Nawet Czubak, choć będący uprzywilejowanej Ausli uznaje, że chrzani przynoszenie Jarząbowi (liderowi królikarni) sałaty. Zaskoczyłem się też małą rolą Werbena (będącego w Efrafie jakąś szychą, gdy w ekranizacjach był jedynie oficerem), bo dość późno się pojawia i nawet zastanawiałem się czy przypadkiem nie przetłumaczyli jego imienia na nowo (czytałem najnowsze wydanie).

Wbrew pozorem powieść jest dość lekka. Jeżeli oczekujecie poziomu Zwierząt z Zielonego Lasu (swoją drogą zdziwiony jestem, że nie ma polskiego wydania książkowego Zwierząt z Zielonego Lasu), to się zawiedziecie, gdyż w przeciwieństwie do filmu i miniserialu
Oczywiście wybija się z tego ponurość - opowieść Ostrzenia o zniszczeniu Sandlefordu jeszcze upiorniejsza i jego tułaczka z ocalałymi dramatyczniejsza, bo potem króliki Pierwiosnka wprost mordują jednego z nich. I Efrafanie są groźnymi przeciwnikami, od których należy się trzymać z daleka. Plus opowieść o Czarnym Króliku z Inle. I mówimy tu o książce z imionami typu Truskawek, Koniczynka przywodzącymi bajkę dla małych dzieci A dobrze się to czyta, zwłaszcza że to debiutancka opowieść. Momentami to czyta się tak, że zapomina się, iż bohaterami są zwierzęta, szczególnie w finałowej wojnie. I spokojnie historia mogłaby przerobiona tak, że bohaterami można byłoby uczynić ludzi. Narrator nienachalnie wplata ciekawostki przyrodnicze nt. królików i ukazano wiarygodne zachowanie królika na otaczenie. Dla królika strumyk to gigantyczne wyzwanie, a wyroby ludzkie to niespotykane wynalazki, np. papierosy to białe patyki, a wieża transmisyjna to żelazne drzewo. I np. tylko Czubak jak członek Ausli ogarnia co to droga czy pojazdy. Nawet lis dla wielu jest niewiadomą, którą można rzadko zobaczyć. Ba, króliczki z Efrafy nie wiedzą co to rzeka. Chwalić autora za utworzenie całej króliczej kultury, z religią i zwyczajami, która ma ręce i nogi.

Jest jeszcze jeden powód, dlaczego ta książka jest dobra i zapada w pamięć. Richard Adams nie bawi się w zwierzęce stereotypowanie rodem z bajek i kiepskiej literatury/filmografii. Mógł pójść na łatwiznę i głównymi wrogami zrobić lisa, jastrzębia czy innego elila, ale np. psa zrobić fajnego przyjaciela. A z królików uczynić pokojowe kruszynki żyjące w hipisowskiej komunie. Nie! Tu pies jest najgroźniejszym z drapieżników, przed którym trzeba kicać gdzie pieprz rośnie. A i tak drapieżniki są mało znaczące w tej książce, ponieważ wszystkimi znacznymi antagonistami są inne króliki, niektóre to bardzo krwiożercze. I to nie tak, że tylko Efrafa i Pierwiosnek to ci źli, bo oryginalną królikarnię zżera korupcja i niesprawiedliwość społeczna. Leszczynek jeszcze przed wizją brata rozważał opuszczenie Sandlefordu w cholerę. I jego kompani dołączają do niego, bo są nisko na drabinie społecznej. Ludzie zapominają, że roślinożercy też świętoszkami nie są (wręcz przeciwnie). I fajnie, że wszystkie adaptacje się tego trzymały. I te same króliki uważają za moralne prawo szabrować cudze ogródki :).

Zresztą Adams zanim napisał książkę, to przedtem zrobił research i poczytał fachową literaturę nt. królików. To nie jakieś pluszaki pokroju Tuptusia, a często ostre ziółka często nie tolerujące słabeuszy. Nawet uwzględnił fakt, że króliczki mogą w stanie pożreć własne młode. Zadbał nawet o takie szczegóły, jak Kihar będący mewą śmieszką zmienia kolor upierzenia na zimową szatę i widać, że też poczytał o mewach. W dodatku przyjaźnie królików z innymi gatunkami wynika wyłącznie z pragmatyzmu, a Kihar (o obrzydliwych dla królików manierach) niespecjalnie lubi króliki uważając za niezaradnych głąbów, a Czubaka toleruje tylko dlatego, bo nadaje na tych samych falach. Czubak jest jedynym, który lubi Kihara (gdy we wszystkich adaptacjach zdecydowanie za nim nie przepada). I z innymi zwierzętami się porozumiewa jak z obcokrajowcami i tylko jeden gatunek zna język królików. Otóż ku memu zdziwieniu Adams uwzględnił istnienie zajęcy, bo jest scena, gdy Ostrzeń w trakcie szukania Efrafy i reszty natyka się na zająca, który każe mu się od niej trzymać z daleka. Coś czego ekranizacje nie uwzględniły (najbliższa okazja była przy serialu z 1999 r., kompletnie zaprzepaszczona). I co jakiś czas z ust bohaterów padają porównania do zajęcy (np. króliki od Pierwiosnka i Czyściec są w ich opinii wielkie jak zające).

Bohaterowie to postacie z krwi i kości, nawet te epizodyczne i o jednej cesze. Leszczynek, choć to ten dobry i wiecznie zachowujący zimną krew, to nie waha się zabić i też ma momenty zwątpienia. I też nie jest good-goody, bo podczas pobytu w królikarni sideł to nawet chce złoić skórę Piątkowi z pomocą Czubaka (ale potem szybko się opamiętuje, a i Czubak nie zamierza podnosić łapy i umie liczyć się z resztą). A i Piątek ma swój badass moment, gdy przeraża największego skurwiela z Efrafy. I każdy z kompanów ma jakiś swój decydujący moment. Też fajne było, że Efrafa to nie są wyłącznie same złole i większość oficerów to normalne króliki bez chęci knucia i siana zniszczenia. I z wyjątkiem Werbena nikt nie jest zły. A i sam Czyściec to generalnie kompetentny lider nie nadużywający autorytetu i nie zabija popisowo swych przydupasów, by pokazać jaki jest zły. Choć książka w wymowie jest proprzyrodnicza, to w niej ludzie nie są źli, bo tak. Po prostu siła natury, z którą ciężko jest wygrać. W rozdziale pisany z perspektywy. Farmer strzelający do Leszczynka potem jest dumny z córki, że jest inteligentna na swój wiek i sam wykazuje rozum mówiąc, że dziki królik w klatce zdechnie. Człowiek, który nie jest skurwolem? To tak się da? A i tak ludzie są uważani przez króliki za mniejsze zło od lisów i łasicowatych.

Autor zarzekał się od tego, że książka to alegoria polityczna. No dobra, ale zabawię się w to :). Królikarnia sandlefordzka to Polska - stabilnie, ale chujowo, a lider biorący najlepsze kąski jedzie na przebrzmiałej sławie i "wie lepiej". Efrafa to putinowska Rosja, gdzie panuje groźna milicja i wszystko się reguluje, w tym wypróżnianie się, a wszystkim zarządza chłodny skurwiel paradoksalnie będący najmniejszym złem. Zaś królikarnia Pierwiosnka to Niemcy - najbogatsze o najlepszych warunkach, ale po bliższym przyjrzeniu to też chujnia stosująca cenzurę i uzależniona od groźnych sił.

I tłumaczenie od Krystyny Szerer z 1982 roku te same - łącznie z obecnie zakazywanymi wyrazami ;). Fajne, że zdecydowała się na tłumaczenie imion, które w oryginale pochodzą od roślin i każde z nich jest dosłowne. Samo tłumaczenie książki to praktyczny poradnik do nadawania imion królikom. Kihar przemawia jakąś niemczyzną. Choć parę nitpicków mam, np. wrona została przetłumaczona na kruka. Czemu polscy tłumacze uparcie faworyzują kruki względem wron? Plu sjest fragment, gdzie Czubak ma oznaczony lewy zad. Nie powinno być pośladek?

Zdecydowanie warta polecenia lektura i sztandarowy przykład dobrego xenofiction. Przy okazji paradoksalne, że sama książka dość gruba i najlepsza ekranizacja to ta najkrótsza.


RE: Książki - Dr Strangelove - 21-11-2024

[Obrazek: obraz.png?ex=67407afc&is=673f297c&hm=f48...a5d692f82&]

Jest tytuł nowego "Wiedźmina". Ciekawe co tam Anżej wysmażył?


RE: Książki - shamar - 21-11-2024

Jest w temacie o Sapku. Książka to "Geralt Begins"


RE: Książki - Norton - 23-12-2024

Za mną najbardziej owocny od dawna rok czytelniczy i ćwierć setki tytułów na liczniku. Zapewne marnie wypadam na tle forumowych molów książkowych, niemniej jestem zadowolony z tych 25 zaliczonych pozycji (w ciągu 9 miesięcy, bo standardowo w okresie letnim odpoczywam od czytania). Kilka wniosków:

1.) Kontynuacje (lekkie przekłamanie*, wytłumaczę się poniżej) moich ulubionych powieści okazały się rozczarowaniami.

a.) Paragraf 22 bis nie zawiódł znowu tak mocno, bo nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań. Niemniej jest to ledwie cień wybitnego oryginału z humorem rzadko trafiającym w punkt. Mamy tu w zasadzie dwie osobne, niezbyt do siebie przystające powieści: kontynuację losów Yo-Yo i kilku innych byłych wojaków owita wokół absurdalnego wątku quasi-politycznych i podszyta standardowym u Hellera szyderstwem oraz "wspominkowe" rozdziałami poświęconymi nowym bohaterom (które w zasadzie podobały mi się bardziej). Nie jest to w żadnym razie kompletna porażka, doceniam te bardziej poważnie podejmowane tematy, refleksje i całą tę aurę "schyłkowości" unosząca się nad kartami powieśći, no ale wiadomo - gdzie Rzym (Pianosa), gdzie Krym.

b.) Spadkobierczyni Medicusa (mniejsze przekłamanie*) okazała się najmniejszym rozczarowaniem, bo po wybitnym Medikusie i rewelacyjnym Szamanie Gordon mógł sobie pozwolić na słabszą powieść. Jest najkrótsza z całej trylogii, najmniej rozbudowana, najbardziej przyziemna i przez to najmniej angażująca. Średniowiecze i nowożytność zastępują czasy najnowsze, a Dar Gordonów i rozbudowane wątki lekarskie odstawia na boczny tor problematyka aborcji, dostajemy więc całkiem zwyczajną, momentami nawet nieco opowiastkę obyczajową. Dobre czytadło i tyle. A, Bezcelowy Albatrosie - wciąż czekam na opinię o Szamanie. ;)

c.) Kości Księżyca, beee... Największe przekłamanie* (bo żadna to kontynuacja wybitnej Krainy Chichów, a li tylko kolejna [ponoć "druga najlepsza"] powieść Carrolla) i niestety największe rozczarowanie. O sprawach przyziemnych i codziennym życiu głównej bohaterki czyta się przyjemnie, bo bohaterowie są dobrze nakreśleni, a i autor to zręczny fachura, ale kiedy tylko przenosimy się w magiczną krainę snu... No, dramatyczne nudy. Gdzieś tam czai się symbolika i czyhają ukryte głęboko w czeluściach psyche demony i traumy, ale w niewielkim stopniu wzbogaca to żmudną, nieciekawą wędrówkę przez wertepy Rondui. Nie skreślam Jonathana i pewnie kiedyś sięgnę po jakaś inną książkę jego (świetnego!!!1) pióra, niemniej gdybym "przygodę" z nim rozpoczął od Kości Księżyca... Baju baj.

2.) Wiedźmin jest w suuuumie bardzo spoko (acz nierówny). W końcu nadrobiłem i nie narzekam, aczkolwiek chyba wolę tomiki z opowiadaniami. Z sagi najlepsza jest środkowa część (ostateczne los drużyny wkurza jak cholera), czwarta już nieco gorsza od poprzedniczek, a finał rozwleczony, "nieskupiony" i kiepskawy. Kompletnie nie podeszło mi te wszystkie innowacje Sapkowskiego. Cóż, bywa i tak. Całość lepiej też działa na poziomie pojedyńczych elementów (bohaterowie, dialogi, poboczne wątki) niż jako suma składowych. Podejrzewam, że to do bólu standardowa opinia podzielana przez większość czytelników.

3.) Obcowanie z serią o Harrym Hole przy zastosowaniu odpowiednich interwałów czasowych (mniej więcej raz na kwartał) to czysta przyjemność. Nie czuje się przesytu i raz za razem wsiąka w ciemną stronę Oslo (i "okolic"); nie przeszkadza znajomość sztuczek stosowanych przez magika Nesbo - po kilku książkach wiesz już mniej więcej, kiedy próbuje wyprowadzić cię w polę (tudzież stawek czerwonego śledzia), zauważasz też te pozornie błahe szczególiki, ostatecznie kluczowe w rozwiązaniu zagadki. Oczywiście wciąż wolę Ellroya, ale jego norweski kolega po fachu ze swoim bardziej jednak klasycznym podejściem do kryminału zostaje tylko kilka metrów w tyle.

4.) Zajdel był wspaniałym prorokiem i tworzył rewelacyjne, intrygująceo, złożone światy, w których umieszczał umiarkowanie interesujących bohaterów uwikłanych w średnio zajmujące intrygi. Limes inferior jest super za wyjątkiem ostatniej strony.


RE: Książki - simek - 23-12-2024

(23-12-2024, 16:48)Norton napisał(a): Za mną najbardziej owocny od dawna rok czytelniczy i ćwierć setki tytułów na liczniku. Zapewne marnie wypadam na tle forumowych molów książkowych, niemniej jestem zadowolony z tych 25 zaliczonych pozycji (w ciągu 9 miesięcy, bo standardowo w okresie letnim odpoczywam od czytania)
Nieźli jesteście, ja to nawet do dychy nie dobijam, tylko u mnie na liście od paru lat właściwie nie ma powieści, tylko sama literatura faktu czyli rzeczy, które zazwyczaj czyta się trudniej i wolniej. 
Pod względem ilości przeczytanego tekstu to pewnie był najbardziej obfity rok w moim życiu, ale większość to były gazety, artykuły w internecie i nitki na Twitterze - muszę się zmuszać, aby odłożyć telefon wpizdu i zagłębić się w książce, chociaż nie jest to na tyle problematyczne, żebym myślał o jakichś radykalnych środkach w stylu dania sobie bana na telefon w jakichś oknach czasowych. Jak nie było telefonów i mediów społecznościowych to też poświęcałem czas czemuś innemu niż książki.


RE: Książki - Melvin27 - 23-12-2024

Ja planowałem przeczytać w tym roku minimum 15 książek a skończyłem na 24 co jest bardzo dobrym wynikiem jeśli chodzi o mnie. Zobaczymy co się uda zrobić w 2025, liczę znów na minimum 20.


RE: Książki - Craven - 26-12-2024

U mnie rekordowy rok. Plan - 20 książek, realizacja - 31 książek i może uda się dokończyć jeszcze jedną.

> Z klasyków zaliczyłem "Wydziedziczonych" Ursuli LeGuin (szanuję ale niekoniecznie jest to "moje" SF), "1984" i "Rzeźnia numer pięć" (jestem zachwycony). Kontynuuję cyk Kultury Banksa. "Use of Weapons" i "The State of the Art" są spoko, wciąż planuję kontynuować bo ponoć są jeszcze perełki, ale cały czas uważam, że pierwszy tom jest najlepszy.

> Trylogia Red Rising - "Złota krew", "Złoty syn", "Gwiazda zaranna" - startuje jako zarąbiste YA - tzn niby mocno w/g formuły, ale naprawdę świetnie zrealizowanej, potem w drugim tomie staje na własnych nogach i trochę spadek formy w trzecim (gównie marudzę na trochę spieprzone zakończenie). Wiem, że powstała tez kolejna trylogia ale na razie odpuszczę. Mimo to mogę polecić.

> Odkryciem jest Ray Nayler z jego "Górą pod morzem" - thriller SF w bliskiej przyszłości o odkryciu inteligentnych ośmiornic oraz "Ciosy Zagłady" - króciutka książeczka o naukowczyni, której umysł przenoszą do ciała mamuta. Rewelacja i przeczytam cokolwiek kolejnego napisze ten typek.

> Kolejne odkrycie to cykl "Głębia" - polska space opera / transhumanistyczne SF. Jestem po dwóch tomach- "Skokowiec" i "Powrót". Nie jest to tak dobre jak "Algorytm Wojny" Michała Cholewy, ale fajnie mi wypełnia lukę. Oby utrzymało poziom. W sumie jest tego cztery tomy, każdy to cegła.

> A książką roku są dla mnie "Dzieci Czasu" Adriana Tchaikovskiego. Koleś jest dość płodny, ale jakoś nie ma go za dużo na naszym rynku. W każdym razie dostajemy historię ludzkości, która upadła, gdy zaczęła terraformować odległe światy. Niedobitki, uciekające z Ziemi dolatują do planety, gdzie terraformacja poszła dalej i w innym kierunku niż planowano. Drugim i ciekawszym wątkiem niż ten ludzki, są inteligentne pająki na planecie i rozwój ich cywilizacji.

> No i wreszcie niedawno zrobiłem sobie powtórkę "Końca dzieciństwa" Arthura C. Clarke'a. Wciąż uważam, że to zajebista książka.


RE: Książki - Melvin27 - 26-12-2024

Ostatnio szukałem sci fi z dużą ilością akcji i na reddicie dużo osób wspominało o Red Rising. Jest to rzeczywiście takie ostre?


RE: Książki - Pelivaron - 26-12-2024

Ja właśnie skończyłem czytać "Córkę czasu" Josephine Tey, czyli tytuł który przewija się chyba we wszystkich listach listach najlepszych kryminałów wszech czasów. To był jeden z powodów, dla którego sięgnąłem po ten ten tytuł, a drugi to tematyka i opis fabuły.

Kryminał rozgrywa się w zasadzie w całości... na szpitalnym łóżku, gdzie inspektor Scotland Yardu trafia wskutek obrażeń pleców, których doznał po upadku podczas pościgu za podejrzanym w trakcie policyjnego śledztwa. Siłą rzeczy musi pozostać w wyrku i żeby sobie jakoś umilić czas podejmuje się zadania rozwiązania zagadki historycznej - otóz wszczyna śledztwo w sprawie Ryszarda III i morderstwa książąt w Tower.

Dobrze się to czyta, pomimo zawiłości intrygi - szczególnie te wszystkie historyczne niuanse i detale mogą mieszać w głowie, ale jest to na tyle sprawnie napisane, że całość wchodzi gładko. Sporo w tym wszystkim detektywsitycznej dedukcji, analizy bohaterów i ich motywacji, ale też delikatnego humoru. W ogóle finał mega dobrze pokazuje, jak łatwo manipulować historią i jak propaganda oraz brak krytycznego myślenia mogą prowadzić do fałszowania faktów.

Książka nie jest zbyt długa, można ją łyknąć w wolny weekend. Jak ktoś lubie kryminały i historię to "Córkę czasu" jest bardzo dobrym wyborem :)