![]() |
|
Krótko o polskich filmach - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy polskie (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-polskie--13) +--- Wątek: Krótko o polskich filmach (/Thread-Kr%C3%B3tko-o-polskich-filmach--4004) |
RE: Krótko o polskich filmach - Maćko - 09-04-2020 Ja prawie wszystkie filmy Vegi oglądałem robiąc tabelki w Excelu albo pisząc jakiś tekst i dokładnie tak samo zrobiłem przy "Bad Boy". I tylko do tego się to nadaje. Tym niemniej oglądanie twórczości tego Pana w ten sposób sprawia mi jakąś dziwną przyjemność. To nadal jest film na 3-4/10, ale nie skupiając na nim 100% uwagi ma swój przaśny urok. Ot, podnoszę głowę jak coś się dzieje i wystarczy. A dzięki Netflixowi mogłem dzisiaj w czasie pracy na home office robić jakieś niespotykanie ważne rzeczy i jednocześnie śledzić kolejny hit Patryka. Tyle z plusów. ;) RE: Krótko o polskich filmach - Snappik - 09-04-2020 Odnośnie Bad Boya to polecam książkę "Wisła w ogniu" Szymona Jadczaka. Kapitalny reportaż i podsumowanie ostatnich 20 lat panowania kibolskich gangsterów w Wiśle Kraków, którzy najpierw kontrolowali prezesów i obieg gotówki, a sami później zasiadali we władzach. Vega za wiele nie fantazjował, może dodał od siebie kilka głupich wątków, pewnie pachnie od tego typowo vega-amatorką, ale generalnie środowisko te w książce Jadczaka prezentuje się mniej więcej tak samo. RE: Krótko o polskich filmach - Gal Anonim - 15-04-2020 Sala Samobójców: Hejter Dobrze się ogląda, choć trochę za długie. To taki polski "Nightcrawler" tylko, że niestety bez postaci i roli mogącej choćby pretendować do konkurowania Gyllenhaalem. A to przecież byłoby możliwe, bo akurat w polskim kinie aktorstwo potrafi stać na światowym poziomie. No ale niestety. Nie jest to wina głównego aktora, bo spisuje się w swojej roli właściwie idealnie, ale po prostu nie ma tutaj za wiele do zagrania ponad to (choć może wybitny aktor umiałby coś dodać od siebie więcej? Ale to juz dywagacje na boku). Przerysowane to bardzo - firma, dla ktorej pracuje Tomek to jest tak cyniczna i zła do szpiku kości, że no już bardziej zła to by była chyba tylko jakby zamiast owocowych czwartków mieli kanibalistyczne piątki, gdzie konsumowaliby świeże niemowlaki. A z kolei finał działań bohatera moim zdaniem jest zbyt banalny - brakowało mi tutaj większego pomysłu i komentarza, bo do tego momentu film naprawdę nieźle balansuje i w sumie obśmiewa/krytykuje różne strony politycznych rozgrwek. Jednocześnie jest też trochę naiwny w pewnych kwestiach - cała akcja z kolacją, Pawłem i klubem jest dość naciągana - także, jezeli chodzi o jej efekty i to jak wstrząsa sztabem potencjalnego prezydenta. Nie kupuje tego. W kwestii finału manipulacji bohatera: Brakuje mi tutaj w finale więcej finezji. Ale wiem, no ten film nie jest super finezyjny. Nie mniej jego większość dawała mi większe nadzieje. Mimo to ostateczna puenta też jest fajna - cyniczna i smutna, ale fajna, bez pouczania widza, czy coś. Za to duży szacunek. Wydaje mi się, że to najlepszy film polski, jaki widziałem w ostatnich latach. RE: Krótko o polskich filmach - PropJoe - 16-04-2020 Nadrobiłem w święta (Nie)znajomych. Gdyby oceniać w oderwaniu od włoskiego oryginału to byłby to pewnie jeden z lepszych rozrywkowych polskich filmów ostatnich lat. No, ale jeśli największą zaletą filmu jest scenariusz to sprawa nie jest już taka prosta. Szczególnie, że z tego co pamiętam polska wersja ma mniej więcej te same wady i zalety co oryginał. Początek i samo wejście w grę wydało się dosyć sztuczne. Podobnie aktorstwo. W oryginale nie było wybitne, tutaj też często widać, że taki gadany scenariusz trzeba umieć udźwignąć i szczególnie na początku różnie z tym bywa. Czym dalej tym lepiej, bo scenariusz po prostu pomaga. Zaskoczył mnie Kot. Może to też kwestia scenariusza, ale trochę nie za bardzo wiem jaka to miała być postać. Pozostałe są raczej jednowymiarowe, może zbyt proste, ale przez to łatwe do odczytania. Kot próbuje chyba zagrać bardziej zniuansowaną postać, ale nie wiem czy nie przestrzelił trochę. Za to Ostaszewska, za którą nie przepadam nieźle zagrała wiadomy monolog i większość tego co nastąpiło po. Nie pamiętam w szczegółach oryginału, ale polski scenariusz wygląda na przeniesiony niemal 1:1. Czy się mylę? Przy okazji premiery przeczytałem gdzieś, że zgrabnie przeniesiono tekst w polskie realia. Nie za bardzo wiem o co mogło chodzić. Całkiem udany seans. Poziom oryginału zachowany, ale nie wydaje mi się, żeby to był jakoś specjalnie potrzebny remake. RE: Krótko o polskich filmach - srebrnik - 16-04-2020 @Crov "Hejter" też mi się podobał. Chyba nie pisałem nic o nim, a widziałem już dawno, bo nawet do kina zdążyłem. Generalnie widzę w tym filmie te same wady, które ma "Boże ciało", więc duet twórczy Komasa-Pacewicz chociaż konsekwentny. Obie te fabuły odpływają w te same rejony przesady, trochę wręcz histerycznej. Tak jak napisałeś, jest to bardzo przerysowane. To przerysowanie finalnie doprowadza do banałów. Komasa ma ciągle duży problem z zaufaniem do samego siebie i chyba boi się, że jak nie dowali do pieca ostro, to widownia nie zrozumie, o co chodzi. Tego skutkiem jest finał "Hejtera", tego skutkiem były te najgorsze momenty "Bożego ciała". Jednocześnie widać w jego warsztacie wielką ewolucję. "Sala samobójców" cała była poprowadzona tak okrutnie ciężką ręką, że słów brak. W nowych filmach reżysersko Komasa jest już bardzo solidny, a momentami to błyszczy. Tutaj też pochwalę "Hejtera" za montaż, który jest super kreatywny, a jednocześnie nie sprawia wrażenia sztuki dla sztuki. Rewelacyjne pomysły, świetnie służące historii, budujące postać głównego bohatera, a do tego wspaniale wykonane. Przy początkowej scenie z nagrywającą komórką, to aż bym brawo bił. Perfekcja. @PropJoe Zmiana w stosunku do oryginału jest dość istotna. Mowa tutaj o zakończeniu, które Polski film natomiast jest bez tego myku. Zastanawiałem się nad tym trochę i dla mnie jednak oryginalny pomysł bardzo dobrze dopowiada tę historię. Mimo, że ogólnie nie lubię tego typu zabiegów, tak tutaj jest to wręcz klucz interpretacyjny. A co do polskich realiów, to też nie wiem. Krytykę chyba złapał jakiś tam jeden tekst o wieżowcach budowanych w Warszawie i wszyscy lecieli z tym przykładem, mówiąc o "zgrabnym przeniesieniu". Ogólnie to największymi wygranymi są aktorzy. To wdzięczny film dla nich. RE: Krótko o polskich filmach - PropJoe - 16-04-2020 (16-04-2020, 14:08)srebrnik napisał(a): Polski film natomiast jest bez tego myku. Zastanawiałem się nad tym trochę i dla mnie jednak oryginalny pomysł bardzo dobrze dopowiada tę historię. Mimo, że ogólnie nie lubię tego typu zabiegów, tak tutaj jest to wręcz klucz interpretacyjny. A, no właśnie. Przy ostatnich ujęciach próbowałem sobie przypomnieć, czy przypadkiem w oryginale nie kombinowali tak jak piszesz. Wydało mi się to jednak na tyle nieistotne, że nie drążyłem i nawet zapomniałem o tym tu napisać. Nie pamiętam jak to przyjąłem wtedy. Zakładam, że i tak już w dosyć umownej konwencji mogło mi się to wydać niepotrzebne. Jeśli w polskiej wersji odpuścili ten myk to tym lepiej. A ty piszesz, że do klucz interpretacyjny... Hmmm... Nie widzę zalet takiego rozwiązania, ani nawet w tej konwencji jakiejś funkcji pozwalającej jakoś szczególnie inaczej spojrzeć na całość. Ale jak ci się chce w dwóch słowach napisać co masz na myśli to chętnie poczytam. RE: Krótko o polskich filmach - srebrnik - 16-04-2020 Może za mocnym określeniem jest "klucz interpretacyjny", ale w sumie? UWAGA TUTAJ SPOILERY FILMÓW "(Nie)znajomi" i "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (Perfetti sconosciuti)" nie daję taga spoiler, bo gdybyśmy mieli pogadać, to tak jednak wygodniej Chodzi o to, że cały film jest o różnych odmianach ludzkiego zakłamania. Oryginalny tytuł to "Perfekcyjni nieznajomi". W sytuacji, gdy na końcu okazuje się, że jednak oni na grę się nie zdecydowali, przyszła do mnie gorzka refleksja, że oni jednak w tym kłamstwie wszyscy wolą żyć. Bez tego zabiegu mamy do czynienia z - bolesnym, bo bolesnym - ale jednak oczyszczeniem. Kłamstwa wyszły na jaw, rozpadły się związki, doszło do dramatów. Jednak to jest w jakimś sensie pozytywne. Gdy jednak dowiadujemy się, że wszyscy w obawie przed możliwością, samą możliwością, zderzenia się z prawdą, wracają do kolacji, to konkluzja jest mocniejsza. Z opowieści o przypałowej i dramatycznej w skutkach gierce, robi się historia o ludziach, którzy świadomie decydują się na życie w kłamstwie, ale nie dostajemy tutaj morału, nie ma tutaj mowy o tym, że w końcu wszystko wyjdzie na jaw, że nie warto, że oto skutki. Nie. Te skutki pojawiają się tylko w fantazji. Ciężkiej do zniesienia i nierzadko przytłaczającej, ale jednak tylko fantazji. Toksycznej i pewnie wszystkich zaangażowanych wyniszczającej, ale nadal fantazji. Polskie zakończenie to jednak historia z morałem. Z lekcją. W oryginale lekcji nie ma, bo jest tylko życie w kłamstwie. Zdaję sobie sprawę, że ten "włoski zabieg" uderza w realizm, a wszystko co tu piszę jest trochę, jak interpretacja wiersza, ale czasami z filmów czuć, że im trochę o to chodzi. W tym wypadku tak czułem. Rezygnacja z tego istotnego zabiegu odbiera moim zdaniem sporo mocy tej historii. RE: Krótko o polskich filmach - PropJoe - 17-04-2020 Poniżej nadal spoliery (Nie)znajomych i włoskiego oryginału. srebrnik, nie pamiętam jak we włoskiej wersji wykasowali tę grę całkowicie, więc bardzo możliwe, że zgadzam się z Tobą bardziej niż mi się wydaje i to tak jak piszesz bardziej kwestia wyczucia obu filmów, ale tak na sucho tylko na świeżo po polskiej wersji i tym co napisałeś nie mam poczucia, że ten myk wiele zmienia. Bo... Cytat:W sytuacji, gdy na końcu okazuje się, że jednak oni na grę się nie zdecydowali, przyszła do mnie gorzka refleksja, że oni jednak w tym kłamstwie wszyscy wolą żyć.No, ale czy na pewno potrzebujemy dosłownego wycofania się z gry, żeby dojść do takiej konkluzji? Nie wystarczy świadomość, że gdyby nie gra to dalej by sobie żyli w tych kłamstwach? Wydaje mi się, że emocjonalna moc scenariusza wynika przede wszystkim z ciężaru tych tajemnic a nie z tego czy chcą czy nie chcą je ujawnić. Przecież w polskiej wersji też można założyć, że woleli żyć w kłamstwie skoro te kłamstwa wypłynęły przez przypadek. No może poza wuefistą. Przede wszystkim jednak wymazanie gry jest przecież zabiegiem czysto formalnym, filmowym. Jest przez to wyborem bardziej scenarzysty lub reżysera niż bohaterów. Dodatkowo mam z tym zabiegiem inny problem. Samo wejście w konwencję w obu przypadkach wydało mi się trochę zbyt "widoczne". Niby to zwykła rozmowa, nic niezwykłego, nawet ta gra wydaje się być czymś co mogłoby się wydarzyć. Jedyne na co trzeba przymknąć oko to fakt, że akurat każdy ma jakiś sekret i te sekrety wywalają w postaci rozmów i smsów akurat w ciągu tych kilku godzin kiedy są razem, (w mniejszym stopniu to, że panowie mają takie same telefony i nikt nie zauważy podmiany). No i chyba to wystarczyło, żeby moment "aha, ok, mamy taką konwencję, ten film będzie grą, w której są takie i takie zasady" (pomijam, że pewnie obaj wiedzieliśmy mniej więcej przed seansem o czym jest film) był właśnie trochę zbyt widoczny, trochę psuł immersyjność. Ale czym dalej, tym ważniejsze jest to co zostaje ujawnione a nie według jakich reguł. Wycofanie się z gry, przypomnienie, że to tylko film, w dodatku w dosyć umownej konwencji, z której teraz się wycofujemy działa moim zdaniem na niekorzyść. Jest co najwyżej niepotrzebnym bączkiem z Incepcji. Ale tak jak zaznaczyłem na początku - może na świeżo inaczej to oceniałem. Na pewno masz rację, że wymazanie gry było po coś. Teraz wydaje mi się, że było niepotrzebne a może nawet zaszkodziło filmowi. RE: Krótko o polskich filmach - srebrnik - 19-04-2020 100% zgody, że to jest zabieg czysto formalny. Do tego zresztą starałem się nawiązać w ostatnich zdaniach poprzedniego posta. Cała moja obserwacja wynika z tego, że ten film bardziej we mnie trafił po seansie. W takich sytuacjach miewam mniejszy problem z realizmem i immersyjnością. Powiem więcej, w trakcie seansu pierwszego uznałem ten zabieg za szkodliwy właśnie i wręcz zostawił mnie z jakimś uczuciem zawodu. Dopiero po czasie właśnie, jak myślałem o filmie, to zaczęło mnie jakoś uwierać, że bohaterowie wyszli z tego wszystkiego suchą stopą i wrócili do swojego codziennego brudu. Siły dodaje temu fakt, że głównym przeciwnikiem gry był gość, który w sumie jakoś wiele do ukrycia nie miał. W pełni się zgadzam więc z Tobą, że ten, bardzo przecież mocny zabieg, jest bardziej wyborem twórców, niż bohaterów. Tylko mnie to jakoś pasuje. Mam wrażenie, że to miał wręcz widza wkurzyć. Miało wywołać w nim poczucie niesprawiedliwości. Bohaterowie mieli się spocić na myśl o grze, może właśnie rozegrać ewentualne scenariusze w swojej głowie. Interpretuję to trochę w taki sposób, że ta umowność, ta przesada, te niewiarygodne zbiegi okoliczności wynikają z tego, że przebieg nieistniejącej gry, jest czymś w rodzaju kulminacji ich obaw. Każde z nich po wysłuchaniu propozycji zaczyna w głowie snuć straszne dla siebie wizje, a my oglądamy ich sumę. Moim zdaniem w tym momencie to się zaczyna wszystko kleić. Ok, nadal jest to całościowo wyłącznie baza do rozmyślań, a nie "prawda na ekranie". W sytuacji jednak gry, wzorem polskiej wersji, twórcy udają,. że mamy do czynienia z rzeczywistą sytuacją, to problemem staje właśnie ten realizm. Nie jestem fanem takich zabiegów. Jednak w tym wypadku został on użyty tak świadomie, tak trafnie i tak dobrze dopełnia całość, że rezygnacja z niego rozbija mi sens opowieści. RE: Krótko o polskich filmach - Bibliomisiek - 19-04-2020 Ja po włoskim filmie złapałem się na tym, ze ów myk, zanim sie zdążyłem zastanowić, wywołał we mnie uczucie ulgi. I ten moment tego własnie uczucia - to mnie lekko, prawdę mówiąc, przeraziło i przygnębiło, i dało do myślenia. Na niewesoło. Moim zdaniem znakomity zabieg. RE: Krótko o polskich filmach - srebrnik - 21-04-2020 Może w sumie dałoby się wydzielić temat z tych postów wyżej? O oryginale i wariacjach. Taka sugestia. Pętla Hasa Przepotężne kino. Kiedyś już to oglądałem i miałem dobre zdanie, ale dziś doceniłem jeszcze bardziej. Udało się Hasowi wytworzyć niesamowity klimat. Duża w tym rola wspaniałych zdjęć, które jednocześnie są piękne same w sobie, ale i przekazują dużo treści, często tworząc konteksty sytuacji, czy umiejscawiając bohatera w tym beznadziejnym świecie, który film obrazuje. No właśnie. Ten świat, to miasto, te przestrzenie. "Pętla" maluje obraz świata, w którym wszystko przytłacza. Jest to zarówno, jak rozumiem, refleksja Hasa nad powojenną rzeczywistością, której daleko do krainy pełnej słońca, jak i perspektywa bohatera. Bohatera, dla którego świat jest źródłem wyłącznie problemów - pokus, sporów i demonów przeszłości. Cały film jest opowiedziany z punktu widzenia alkoholika, który podejmuje próbę zerwania z nałogiem. Atmosfera napięta jest od samego początku, w którym przez moment nie jest jasno powiedziane, o co chodzi. Mistrzostwem absolutnym jest prowadzenie historii z wyraźnym naciskiem na zmiany postrzegania upływu czasu. Bohater w założeniu ma w trzeźwości wytrwać kilka godzin, po których bliska mu kobieta zaprowadzi go do przychodni, gdzie rozpocznie się leczenie uzależnienia. W momencie, gdy zaczyna się proces oczekiwania czas daje o sobie znać tak boleśnie i przytłaczająco, jak to tylko możliwe. Bohater znajduje się w pułapce rzeczywistości i atakowany jest dosłownie na każdym kroku. Co jednak istotne, facet wcale nie jest kreślony jako postać wybitnie pozytywna. W zasadzie to w ogóle nie jest pozytywny. Wszystko go irytuje, nie trzyma ciśnienia, jest nieprzyjemny, a nawet agresywny. Has nawet szczególnie go nie usprawiedliwia, nie wybiela. Bohater to postać tak skrajnie zniszczona, że jakieś pozytywne cechy - o ile w ogóle były - są totalnie pogrzebane. Co tu dużo mówić - od początku czuć, że cała jego próba wytrwania w trzeźwości jest skazana na porażkę. Zostając przy bohaterze, nie da się nie wspomnieć o roli Gustawa Holoubka. To, co on tu wyprawia, to jakieś Himalaje aktorstwa. Jego beznamiętny do pewnego momentu głos, łamany jest tylko wybuchami gniewu. Przychodzi tutaj jednak pora na napady euforii, które są paradoksalnie symbolem katastrofy. Holoubek zagrał tu wszystko. Jednocześnie jest sugestywny, a jednocześnie bardzo skryty. Natomiast monologi w jego wykonaniu to bomba atomowa. Zarówno w kwestii treści, jak i popisu aktorskiego. No rola totalna. Niektóre cytaty, to będą mi siedzieć w głowie cały życie. Zresztą już siedziały. Teraz tylko mocno się ożywiły. Nie jest jednak tak, że wszystko w tej filmowej koncepcji kupuję. Do pewnego momentu dziwność otaczająca bohatera, zbiegi okoliczności i nagromadzenie problemów wydają się karykaturalne. Z pewnością jest to spora zasługa teatralnej maniery, z którą zrobiony jest film. Kontrastuje się to z jego wizualnym pietyzmem, więc do pewnego momentu miałem problem z pogodzeniem tych dwóch płaszczyzn. Kluczowa jednak wydaje mi się tutaj konwencja. Kiedy już ją złapałem, to cały klimat wydał mi się bardzo naturalny. Nie mógł być inny. Sporym tropem może być też sam tytuł, bo pętlę da się tu rozumieć na wielu poziomach. Oj wielu. To taki film, którego w pewnym sensie nie chce się oglądać. To taka historia, której za bardzo nie chce się poznawać. Niesie ona przemyślenia i obserwacje, których nie chce się poznać. A najbardziej nie chce się ich w pełni rozumieć. To film o walce z samym sobą. O wmawianiu sobie, że może być dobrze, kiedy wszystkie znaki mówią coś zupełnie innego. To taki sen, po obudzeniu, z którego każdy cieszy się, że to co przeżył i zobaczył, to nie była rzeczywistość. O ile faktycznie był to sen. RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 01-05-2020 Nic śmiesznego - przedstawione w tym filmie zdarzenia dobrze sprzedają, jak musiała wyglądać produkcja polskiego kina z tamtych czasów (znak wybuchu, las krzyży), czyli bylejakość, brak komunikacji i złośliwe komplikacje. Pazura cudownie wciela się w skończonego przegrywa (choć dla mnie Adaś Miauczyński = Marek Kondrat). W sumie Koterski przypomina mi wczesnego Smarzowskiego, czyli gorzka refleksja nad życiem podlana mocno komediowym sosem, więc nie wygląda to jak typowe blubry na szarym Śląsku. 7/10 Rękopis znaleziony w Saragossie - z Hasa widziałem tylko Sanatorium pod klepsydrą i fragmenty Lalki a do tego filmu długo dość się przymierzałem. I szczerze, bardziej mnie ujęło Sanatorium.. (właśnie Mental dostaje triggered mode on :)) i faktycznie lepiej film oglądać na dwa razy, jak zażyczył se reżyser. Przekonywająco sprzedaje wygląd XVIII-wiecznej Hiszpanii (choć człowiek obeznany w geografii rozpoznaje Jury Częstochowskie grające plenery Hiszpaniii ;)) i w wielu momentach czuć tu ten oniryczny zmysł Hasa. I nie bez kozery to jeden z najlepiej zrobionych polskich filmów i dobra reputacja wśród czołowych zagranicznych reżyserów jest zasłużona. 8/10 RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 03-05-2020 O dwóch takich, co księżyc ukradli (1962) - czyli przykład, jak polityka może zepsuć całkiem fajny film (choć przyznam, zabawnie się ogląda niektóre sceny :)). Kiedy widziałem pierwszy raz za młodu, to pamiętam swój szok w 2005 roku, gdy dowiedziałem, kto wystąpił w głównych rolach. A to bardzo dobra baśń filmowa z dobrym tempem i sprawdza się jako film familijny z tego okresu. No i przede wszystkim jest on naprawdę świetnie zrealizowany - charakteryzacja, scenografia, kostiumy, efekty specjalne jak na tamte czasy (sceny z olbrzymem!) - robią wrażenie i właściwie się nie zestarzały, czego nie można powiedzieć np. o takim panie Kleksie. Sprawdza się też aktorsko, są pamiętne kreacje aktorskie, nawet wiadome bliźniaki sprawują się ze swej roli (mimo, że są dubbingowani). Co tu kryć - 9/10 Trędowata - wcześniej nic nie wiedziałem o Trędowatej, a sam tytuł kojarzył się z jakąś lekturą szkolną ubóstwianą przez polonistki. No więc dostałem ładne i ujmujące, aczkolwiek sentymentalne, romansidło. Dobrze się to ogląda, mimo że akcji tu zero i czuć tu dobrą reżyserię Hoffmana, na długo sprzed czasów, gdy z resztą kolegów po fachu ośmieszał się kręcąc gówniane adaptacje lektur. I nie powiem - kibicowałem, by główna para była ze sobą na przekór arystokratycznym snobom. Choć memicznego sentymentalizmu jest tu sporo, m.in. w niektórych dialogach. A Stefcia spokojnie by się nadawała na stereotypową księżniczkę Disneya. Jak pląsała się na początku w ogrodzie, a potem w zamku Książ, to brakowało towarzyszących jej zwierzątek i jakiejś piosenki o miłości (zresztą nawet Stefcia ma swój numer muzyczny podczas lekcji tej małej). Teleszyński wypada świetnie jako polski Rhett Butler. Zabawny był epizod jak przodek Jacka Kwiatkowskiego startował do swej przyszłej żony :). Świetna muzyka Kilara nadająca filmowi klimatu. 9/10 RE: Krótko o polskich filmach - Mefisto - 07-05-2020 Ukryta gra - dziwne, że szukajka nic nie znalazła, bo to w sumie głośny tytuł (pewnie Phil usunął). Leciał na analu, to se oglądnąłem i to całkiem solidne kino, które potrafi utrzymać w napięciu do końca seansu. Jest tu trochę problemów narracyjnych, pewne rzeczy przedstawione są po łebkach, a całość tak trochę sprawia wrażenie, jakby poza intrygą chciała zaprezentować Zachodowi sytuację Polski w XX wieku. Przez to główna oś fabuły, czyli szachowy pojedynek, szybko przestaje mieć większe znaczenie. Szczęśliwie aktorzy potrafią nam to sprzedać, a Pullman jest w swojej roli świetny jak dla mnie. Bawiłem się nieźle. 7/10 RE: Krótko o polskich filmach - michax - 07-05-2020 (03-05-2020, 14:59)OGPUEE napisał(a): O dwóch takich, co księżyc ukradli (1962) - No i przede wszystkim jest on naprawdę świetnie zrealizowany - charakteryzacja, scenografia, kostiumy, efekty specjalne jak na tamte czasy (sceny z olbrzymem!) - robią wrażenie i właściwie się nie zestarzały, czego nie można powiedzieć np. o takim panie Kleksie. Która część pana Kleksa się zestarzała? Zgoda że efekty specjalne się postarzały, ale wciąż dobrze się ogląda Akademię i Podróże, zwłaszcza ten drugi jest świetny. W ogóle powtarzając kilka lat temu całą serię zdałem sobie sprawę, że Piotr Fronczewski gra polskiego Doktora Who:) A piosenki w każdej części są cudowne, nawet w trochę słabszej części Pan Kleks w Kosmosie (jest jeszcze Tryumf, ale z tego filmu nic nie pamiętam, nawet po powtórce kilka lat temu) są kapitalne momenty, jak choćby ten z Emilianem Kamińskim (brakuje mi tego aktora w polskim kinie). RE: Krótko o polskich filmach - Gieferg - 07-05-2020 Cytat:Która część pana Kleksa się zestarzała? One zawsze były stare :P Cytat:ale wciąż dobrze się ogląda Akademię i Podróże, zwłaszcza ten drugi jest świetny.Dla mnie zdecydowanie najsłabszy (nie liczę Tryumfu, nie widziałem) nigdy nie przepadałem, a gdy po latach obejrzałem z córką, okazało się, że jej też niezbyt podszedł. Zdecydowanie lepiej wypadają Akademia i W kosmosie - moja ulubiona część na której byłem w kinie, retrospekcja z wrakiem i kosmitami przecinającymi ściany ma świetny klimat :) RE: Krótko o polskich filmach - Doppelganger - 07-05-2020 Ale Pana Kleksa to Ty szanuj: RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 08-05-2020 (07-05-2020, 21:56)michax napisał(a): Która część pana Kleksa się zestarzała?Kleks w kosmosie z tanimi, nawet wtedy, kostiumami i makietami. Zresztą jeden z moich uczelnianych wykładowców, w dzieciństwie był w kinie na pierwszym Kleksie i był nim oczarowany, tak na trzecim nie ukrywał swego rozczarowania. I w sumie broni się jedynie kreacjami aktorskimi i świetnym soundtrackiem. (07-05-2020, 21:56)michax napisał(a): Zgoda że efekty specjalne się postarzałyWłaśnie o efekty mi się rozchodzi (bo filmy ogólnie się dobrze trzymają mimo mankamentów). Kleksy niestety (jak i cała polska familiada z tego okresu) to realizacyjnie wypadają słabo - widoczne kukiełki i bluescreen, kostiumy, które pasują do lunaparków, posiłkowanie się istniejącą już architekturą i telewizyjny feel. Choć przyznam, niektóre efekty wyglądają dobrze, jak uniesienie się pana Kleksa podczas piosenki doktora Paj-Chi-Wo. A w przygodach Jacka i Placka poza kiepskimi kukiełkami pelikanów (które w tamtych czasach były do zaakceptowania nawet w zachodniej Europie) - wszystko wygląda przekonywająco, można uwierzyć, że głównych bohaterów porywa wielki kosmaty olbrzym lub że mieszkańcy złotego miasta to zrobione ze złota zdehumanizowane istoty, jest dobre łączenie scen z bluescreenem i widać tu wysoki budżet. (07-05-2020, 22:42)Gieferg napisał(a): [(nie liczę Tryumfu, nie widziałem)I niech tak zostanie. O ile trylogia jeszcze ujdzie, tak tą odradzam. Doczepiona na siłę i głównie jest to animacja, która już wtedy była archaiczna. Czekam, aż Mietczyński ją zrecenzuje. RE: Krótko o polskich filmach - Kryst_007 - 20-05-2020 Złoty środek (2009) Jakie to było kur*wa złe! Chciałbym by Lubaszenko zapłacił mi przyzwoitą stawkę za każdą obejrzaną przeze mnie minutę tego kmiota. Mamy tu ś.p. Annę Przybylską jako sympatyczną dziewczynę z sąsiedztwa, która na klatce zawsze mówi dzień dobry. Mieszka wraz ze swoim ojcem (Pazura jako stary Przybylskiej - no, znakomity casting...) i dziadkiem, podczas gdy matka oczywiście z przyczyn fabularnych na cmentarzu. Nagle dowiaduje się, że jej osiedle na warszawskiej Pradze ma zostać zrównane z ziemią, a jej rodzinie oraz całemu sąsiedztwu grozi ulica. Co robi w takiej sytuacji nasza bohaterka o złotym sercu? Wkłada garniak, przykleja sztuczną brodę i infiltruje się w bezduszny mechanizm kancelarii, która obrała sobie Pragę za cel. No i przy okazji w jakże szczęśliwym zbiegu okoliczności zakochuje się w niej kolega z pracy o twarzy Bobrowskiego i osobowości pustej kartki papieru, który oczywiście nie ma pojęcia, że ten brodaty leszczyk, z którym dzieli biuro i jego kobieta snów to ta sama osoba. Pytacie się jak taką marną oklepaną fabułkę udało się rozciągnąć do 100 minut, nie licząc napisów końcowych? A no Lubaszenko postanowił zapchać ten scenariusz aż trzema grupkami w tle. Co drugą scenę mamy albo trzy chrzaniące coś babcie na ławeczce, albo trzy debilki pracujące w sekretariacie kancelarii, albo dwóch debili na wyższym stanowisku w tym samym budynku. Co by się tu oszukiwać - ich obecność polega na najzwyklejszej w świecie zapchaj-dziurze i gadaniu jakże błyskotliwych cytatów typu "Robiłam rentgen mózgu, ale nic nie znaleźli", albo "Mam białe zęby, bo palę papierosy z białym filtrem". Właśnie, humor nie tylko słowny leży tu i kwiczy na starcie tak bardzo. Jak tu sprawić, by Gonera nadziewający się jajami na kaktusa był jeszcze zabawniejszy? Wystarczy rozciągnąć Gonerę nadziewającego się jajami na kaktusa do pełnych 30 sekund. Aż odkryłem, że to jednak nie Lubaszenko pisał te wszystkie kultowe sceny z "Chłopaków nie płaczą" i całe życie byłem w błędzie :P O tej bezczelnej reklamówce soczystego kurczaka, której nie powstydziliby się Karolak i Kożuchowska z dzieciarnią, to już się pooburzano najwięcej w temacie tej szmiry, więc daruję sobie szerszy komentarz. Zasłużone 2/10. Gdyby nie to, że istnieją pewnie jeszcze gorsze filmy powstałe nad Wisłą, to śmiało wstawiłbym 1/10. RE: Krótko o polskich filmach - Kryst_007 - 24-05-2020 Magiczne drzewo (2009) Pełnometrażowy odcinek serialu TVP pod tym samym tytułem, opowiadającego o drewnianych przedmiotach, wykonanych z tytułowego drzewa (dwa odcinki pamiętam - ten z żyjącymi saniami i ten z szafą kuchenną zamieniającą książki w torty). Tym razem o czerwonym krześle spełniającym życzenia. Ogólnie to jest takie najzwyklejsze uproszczone kino familijne. Mamy trio nudnych dzieciaków, skazanych na swą jędzowatą ciotkę, które odkrywają moc owego krzesła i z jego pomocą chcą odnaleźć robiących karierę rodziców. Na ogonie siedzi im jednak kawał mrocznego dupka z nietypowym atrybutem (szczudła), który koniecznie chce odebrać dzieciakom krzesło. Właściwie widać gołym okiem, że to film robiony tylko i zmyślą o dzieciakach, więc może i nie powinienem się aż tak czepiać. Jak one powinny być zadowolone, tak taki rodzic raczej się wynudzi. Da się zauważyć pewne niedociągnięcia, np. krzesło samo ucieka od faceta na szczudłach, bo jest dupkiem, ale życzenia ciotki to spełnia już na spokojnie. Efekty ogólnie prezentują się tandetnie, choć ogólnie typowo jak na realia polskiej kinematografii. Dzieciak w okularach grać nie umie i twórcy chyba na siłę chcą go uczynić tą "najfajniejszą" postacią, wkładając mu co drugą scenę w usta polskie "I have bad feeling about this". Podobnie mała ciotka, która wygrała casting chyba dlatego, bo ze wszystkich kandydatek najbardziej była podobna do Śleszyńskiej. I jeszcze ta scena z wodną zjeżdżalnią, prowadzącą na pokład statku. Montażysta chyba przez przypadek wkleił w połowie sceny ujęcie, na którym widać wylot na basen w Aqua Parku :) 4/10 |