![]() |
|
Pirates of the Caribbean (2003-2017) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Serie filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Serie-filmowe--21) +--- Wątek: Pirates of the Caribbean (2003-2017) (/Thread-Pirates-of-the-Caribbean-2003-2017--496) |
RE: Piraci z Karaibów - Mefisto - 23-05-2011 (23-05-2011, 20:43)Mierzwiak napisał(a): Ale zdajesz sobie sprawę że post od którego się odniosłeś, nie zawierał nawet grama mojej opinii? Napisałeś w tym poście, iż jest to prawdopodobnie odgrzewany kotlet - napisałeś więc wystarczająco, żeby pięknie kontrastowało to z rezerwacją imaxową na ileśtam przed premierą. Tyle. I tylko tyle. Cytat:Zbłaźniłeś się, po co dalej to ciągniesz? Nie było mnie, to odpowiadam Ci teraz. To raz. Dwa - zbłaźniłbym się, gdybym napisał na przykład, że ten film jest super :P Ale nie napisałem :) RE: Piraci z Karaibów - Gieferg - 24-05-2011 Niby Sparrow był zabawny, niby Barbossa trzymał poziom, Blackbeard też zagrany był dobrze, tyle że scenariuszowo go udupiono, ale ogólnie jakoś tak mizernie, szczególnie po tym co było w poprzednich filmach, ja rozumiem że nie chcieli przebijać rozmachem trójki, ale wypadało chociaż pod tym względem utrzymać poziom jedynki, a tu lipa. Raz że poza wspomnianymi wyżej (i ewentualnie Gibbsem, ale ten to już w ogóle nie miał za wiele do gadania) nie ma tu ciekawych postaci (no dobra, Angelica od biedy ujdzie) i doskwiera brak oryginalnej załogi, a Scrum tego nie jest w stanie nadrobić nawet w drobnym ułamku, no i jeszcze ci Hiszpanie - po co oni w ogóle tam byli? Dwa - mamy film o piratach w którym nie ma żadnej walki na morzu...ŻADNEJ... mam na myśli starcie statków, syreny wyciągające ludzi z łódek sie nie liczą, główny czarny charakter jest niby przerażający i w ogóle ale za bardzo tego po nim nie widać, a do tego ciemność...widzę ciemność... akcja toczy się głownie w nocy, a jak nawet słońce w końcu wschodzi to zaraz włażą do jakiejś jaskini, więc oczy nacieszyć widokami można tylko w paru momentach. Najgorszy fragment to chyba część poprzedzająca końcówkę mniej więcej od momentu schwytania Barbossy i Sparrowa - to jak się Jack uwalniał to jeden wielki WTF. No i niepokazanie tego o czym opowiada Barbossa trudno nazwać inaczej niż epic fail, bo wyglądało na to że mogła to być najlepsza akcja w filmie, no ale niestety, możemy ją sobie conajwyżej wyobrazić. A najlepsze z kolei było ostatnie pięć minut, dopiero przy nich naprawdę poczułem, że oglądam kolejną część tej serii... Co jeszcze? Wątek klechy i syreny generalnie z dupy i nie wiadomo po co, król tragiczny, akcja w Londynie nawet, nawet(chyba jedyny moment w filmie gdzie widać to 3D dłużej niż przez 2 sekundy) A jak już jesteśmy przy 3D - więcej efektów 3D faktycznie wyglądających na 3D było w zwiastunie Bitwy Warszawskiej przed filmem niż w całych Piratach 4. Śmieszne. No ale ogólnie nie było tak znowu źle, oglądało się całkiem ok. 5/10, może trochę naciągane, ale jednak. Niestety najsłabsza część serii, którą Książę Persji miażdży obcasem (szkoda tylko że Box Office tego nie odzwierciedla). RE: Piraci z Karaibów - Spirit - 24-05-2011 Cóż, czytając opinie tutaj przed filmem miałam jakiś cień nadziei, że się jednak nie sprawdzą i po raz kolejny większość narzeka dla samego narzekania ;).Niestety, wszystko się potwierdziło, czwarta część "Piratów z Karaibów" to jak śpiewali tacy jedni :.."to już nie to samooo".Film zrobiony na siłę, pozbawiony prawie zupełnie humoru i to dobrego, co przecież było siłą napędową Piratów.Akcja kompletnie nie wciągajaca, żeby chociaż jakieś ładne plenery były i efektowne stworki i inne takie, nic z tych rzeczy;dżungla niczym z losta dużo zielonych chaszczy i tyle, samo żródło młodości jakieś takie ponure i nijakie, "zombie", reżyser chyba w życiu zombie nie widział.Nowe postaci, praktycznie nikogo się nie zapamiętuje, tak poza tym gdzie się podziała dwójka piratów Pintel i Ragetti skoro pod koniec trójki byli na statku razem z Barbossą?Jack Sparrow to też nie jest ten z poprzednich części, za mało zwariowany w dodatku zakochany, ach och wzruszające.Najśmieszniejsi są Hiszpanie pod koniec filmu, którzy wpadają, robią bałagan i idą w cholerę.Nędza panowie, ta seria nie powinna mieć kontynuacji, szczególnie tak kiepsko się zapowiadającej.Na szczęście ogladałam w dwa de ;)A dam te 6/10. RE: Piraci z Karaibów - Gieferg - 25-05-2011 Cytat:tak poza tym gdzie się podziała dwójka piratów Pintel i Ragetti skoro pod koniec trójki byli na statku razem z Barbossą? Z opowiastki Barbossy odniosłem wrażenie że trochę lipa prawdę mówiąc.. RE: Piraci z Karaibów - Lawrence - 25-05-2011 Tak czytam te opinie i chyba sobie jednak ten film podaruję. Mimo wad 2 i 3 to jednak bardzo lubię trylogię Verbinskiego i nie chcę sobie popsuć dobrych wrażeń i wspomnień niepotrzebną tetralogią. RE: Piraci z Karaibów - Gieferg - 27-05-2011 Tak sobie z nudów przegladałem tematy na Filmwebie poświęcone najnowszym piratom i trafiłem na "recenzję" ewidentnie pisaną przez jakąś rozczarowaną młodocianą fankę, tekst z rodzaju tych, które się czyta zazwyczaj z uśmiechem politowania. No i niby tak jest i w tym wypadku ale mimo wszystko ten chaotyczny zlepek myśli bardzo trafnie opisuje ten film i jego problemy: Cytat:Kurde, tak czekałam na ten film i wróciłam z kina wkurzona. Najgorsza część z całej serii, po cholerę jakiegoś badziewnego reżysera dali? On wszystko zepsuł. Oto moje argumenty; Łączę się w bólu. RE: Piraci z Karaibów - Tomkiewicz - 27-05-2011 Wygmerane powyżej wrażenia, są lepsze niż niejedna recenzja klepana na zamówienie. Potok myśli, wszystko prosto z mostu, prawie że strumień świadomości :) Czytałem też inne, gdzie ktoś napisał, że brakowało 3D w ogóle, wszystko było całkowicie płaskie. Bzdura, ofkors! Płaskie nie było, tyle że ograniczono się głównie do "głębi". Zresztą, nie ma się nad czym zastanawiać, bo film najzwyczajniej w świecie nie daje rady. RE: Piraci z Karaibów - mroziek - 28-05-2011 To co zacytował Gieferg oddaje również moje odczucia o tym filmie. Dziś przeglądałem 3 część Piratów, którą lubię najbardziej i kurcze ile tam się działo, jaki ten film jest barwny, pełen akcji i nietuzinkowych bohaterów... Niestety podobnie jak przy Indianie Jones 4, film odbiega znacznie od trylogii, co nie znaczy, że ogląda się go źle. RE: Piraci z Karaibów - Gieferg - 28-05-2011 Tak szczerze mówiąc, mając za sobą po 5-6 seansów wszystkich trzech filmów Verbinskiego, coraz częściej nachodzi mnie myśl, że trójkę lubię najbardziej. Nie mogę co prawda przeboleć tego że nie doszło do wielkiej bitwy morskiej, na którą się zanosiło (ale zakończenie i tak jest mocarne), wkurza mnie parę bzdetów jak przewracanie okrętu do góry dnem, ale coś jednak sprawia, że gdy nachodzi mnie na powtórne oglądanie, to właśnie na część trzecią mam największą chęć, a na Klątwę najmniejszą (ostatnio oglądałem trylogię w kolejności 2->3-> kilka tygodni przerwy i dopiero się zdecydowałem na 1). A Stranger Tides pewno i tak na półce postawię tylko... no właśnie, nie wiem czy jest sens inwestować w tym wypadku w BD, tam przecie i tak nie ma za bardzo widoków do podziwiania, a film nie wart jest tego by za niego płacić więcej niż to konieczne. No nic, zobaczy się jeszcze. RE: Piraci z Karaibów - Mierzwiak - 28-05-2011 Ja tymczasem po dość długiej przerwie przypomniałem sobie Klątwę Czarnej Perły i bawiłem się znakomicie. Zapomniałem już jaki ten film jest skromny, ale nie w takim sensie jak Na nieznanych wodach, gdzie człowiek zastanawia się gdzie wyparowało 200 z 250 mln budżetu, ale na zasadzie rozmachu i epickości, które na dobre zagościły dopiero w sequelach. Klątwa ma świetnie nakreśloną historię, w której nie ma ani jednego zbędnego wątku czy postaci; wszystkie elementy są na swoim miejscu i cały mechanizm działa perfekcyjnie. Wiele osób narzeka na Blooma, Knightley i ich wątek miłosny, ale ja lubię te postacie. Turner w wykonaniu Blooma nie błyszczy specjalnie, to taki average adventure hero z typowym charakterem, ale sprawdza się w swojej roli, zwłaszcza, że reszta bohaterów nadrabia za niego niedostatkami charyzmy wykonując jakieś 200% normy. Wątek miłosny podoba mi się o tyle, że jest bardzo subtelny, dzieje się niejako poza kadrem i jedynym momentem w którym wybija się na pierwszy plan jest zakończenie. Scenarzyści fajnie ułatwili sobie sprawę dając Willowi i Elizabeth 8 lat znajomości, dzięki czemu pojawiające się uczucie nie jest z dupy wziętą kliszą w stylu "od pierwszego wejrzenia". Fantastyczny, tak dosłownie jak i w przenośni, jest wątek szkieletowej załogi; scena, w której przeklęta załoga Czarnej Perły kroczy dnem oceanu to istna masakra pod względem klimatu i umiejętności tworzenia zapadających w pamięć obrazów. Wreszcie finał w jaskini ze skarbami; tak jak w Na nieznanych wodach kluczowe wydarzenia rozgrywają się na stosunkowo niewielkiej, ograniczonej przestrzeni, ale gdzie mu tam do rozrywkowości pojedynku Sparrow vs Barbossa (ze świetnym akcentem w postaci przechodzenia przez kolejne snopy księżycowego światła) i drobnych twistów w całej tej sekwencji. Co jeszcze? No tak, Jack Sparrow, ale ta postać nie wymaga komentarza. Grzeczny pan którego grał Rush w czwartym filmie zamglił mi nieco pamięć, bo zapomniałem jak kapitalnym czarnym charakterem był Barbossa w pierwszym filmie. 9/10 RE: Piraci z Karaibów - Spirit - 28-05-2011 A czy ktoś wytrwał do sceny po napisach końcowych w najnowszych Piratach?;)No właśnie, Barbossa jako grzeczny korsarz w służbie JKM, to zupełnie rozbiło tę postać i nie ważne, że to niby przykrywka była, nie wyobrażałam sobie wcześniej aby taki pirat stał się nagle cywilizowanym panem w peruce. RE: Piraci z Karaibów - Craven - 29-05-2011 Byłem na Nieznanych wodach... no i uczucia są bardzo mieszane. Na szczęście to film lepszy od koszmarnej dwójki i trójki, pytanie czy to wielkie osiągnięcie. Mogą być spoilery - Poszarpane to straszliwie. Widać, że to rozdrapana książka pocięta przez jakiegoś szaleńca, który doprawił do niej bohaterów cyklu, dorzucił skakanie po karocach i żonglowanie szablami. - Przez pewnego kretyna trafiłem na wersję niby 3D, przez co wybuliłem więcej a i tak 2/3 filmu oglądałem bez okularów bo głębi nie było. - Za długie, miejscami niestety się ciągnęło. - Zmarnowano motyw trzech sił ścigających się do fontanny, zupełnie nie było tego czuć. - Penelope nieciekawa zgodnie z przewidywaniami - ładne oczka i hiszpański akcent. - To przedłużenie pierwszego zarzutu, ale wypada to podkreślić - działania bohaterów często nie mają uzasadnienia i nie trzymają się kupy. - W sumie drobiazg bo muzyka w trylogii była świetna, ale jednak wypadałoby skomponować coś nowego zamiast wymieszać tamte soundtracki. + Czarnobrody, Ian McShane zgodnie z przewidywaniem świetny. Oczywiście momentami strasznie wydumany cyrk jak ta kretyńska scena z pistoletami, ale generalnie bardzo na plus. Zombiaki niepotrzebne zupełnie, szkoda bo bardzo fajnie w tej części stonowano element paranormalny do statku posłusznego kapitanowi (czy szabli? nie wiem nie znam książki), syrenek no i fontanny. + Barbossa, chyba jako jedyny ma kompletną zamkniętą fabułę. Do tego całkiem fajną. + Znowu wracamy do kina pirackiego, które zdradzono po pierwszej części. + Realizacja i zdjęcia - tip top. + Syrenki - trochę ich mało ale fajne były. + Pomarudziłem na fatalne zmarnowanie motywu wyścigu, ale... ostatnie wejście Hiszpanów z tekstem "my tu nie po nieśmiertelność tylko zdemolować tą pogańską świątynię" - rewelka :) Więc ogólnie fajnie, bo mniej fantasy więcej pirackich klimatów, paranormalność subtelniejsza, niestety koszmarnie poszarpana fabuła bez ładu i składu psuje ten potencjalnie godny Klątwy Czarnej Perły sequel. RE: Piraci z Karaibów - Gieferg - 29-05-2011 Cytat:Na szczęście to film lepszy od koszmarnej dwójki Nie wiem z której strony i bardzo jestem ciekaw tego, jak to absurdalne stwierdzenie uargumentujesz. Cytat:+ Znowu wracamy do kina pirackiego, które zdradzono po pierwszej części. Jeśli kino pirackie charakteryzuje się: - piratami, którzy są nimi tylko z nazwy - brakiem jakichkolwiek bitew morskich. To masz rację... tyle że nie masz. Cytat:+ Realizacja i zdjęcia - tip top. Że co proszę? o_O Zależy kto czego oczekiwał, zdjęcia były miejscami rodem z serialu TV. Cytat:- rewelka :)Wejście Hiszpanów (jak i cały ich wystep zresztą) to jak dla mnie double epic facepalm, a nie żadna rewelka. Cytat:ten potencjalnie godny Klątwy Czarnej Perły sequel.Były już takie dwa. Pierwszy raz nie wyszło. RE: Piraci z Karaibów - Craven - 29-05-2011 Z której strony - z każdej strony, argument - bo tak. Boom! Wygrałem. PS. Ale zwracam honor - zjadło mi "koszmarnej dwójki i trójki". I tak - trójka była jeszcze gorsza. RE: Piraci z Karaibów - Gieferg - 29-05-2011 W przeciwieństwie do tego koszmarka, zarówno dwójka jak i trójka miały zdjęcia godne budżetu, sceny akcji godne tego miana, czarny charakter który nie tylko dobrze wyglądał ale i wzbudzał zgoła odmienne uczucie niż tylko uśmiech politowania, oraz fabułę, która potrafiła zainteresować i wymagała pewnej uwagi. Ba, nawet wątek miłosny, który nie był niczym specjalnym bije na głowę księdza i syrenkę. No ale po co komu w kinie pirackim ładne zdjęćia, akcja, bitwy morskie, fabuła czy nawet sami piraci :P RE: Piraci z Karaibów - Craven - 29-05-2011 Widzisz dla Ciebie pirackie fortece ze statków i "bitwy" były godne budżetu. Mnie raziły debilizmem i odpychały pajacowaniem na krawędzi wiru zamiast prawdziwej bitwy morskiej. Nie mam ochoty wracać nawet w dyskusji do drugiej i trzeciej części, zarzuty do nich miałem okazję już nie raz wygłaszać. Skomentowałem część czwartą, nie musisz się ze mną zgadzać. Jakoś to przeżyję :) RE: Piraci z Karaibów - Motoduf - 29-05-2011 Akurat co do wejścia Hiszpanów mam podobne odczucia, co Craven - to była jedynie rzecz w tym żałosnym filmie, która mnie jakkolwiek zaskoczyła. Weszli, zrobili co do nich należało i wyszli. Gdyby o kielichy zaczęły się tłuc trzy grupy, ta scena wyglądałaby tak samo kretyńsko jak finał Maczety, gdzie wszyscy napieprzali się ze wszystkimi i nic z tego nie wynikało. RE: Piraci z Karaibów - Albertino - 29-05-2011 nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji! oh, wait RE: Piraci z Karaibów - Mierzwiak - 30-05-2011 Dead Man's Chest i At World's End odświeżone i teraz dopiero naprawdę dostrzegam jakim przykrym dowcipem w stosunku do tych filmów jest czwarty film, którego najchętniej posłałbym na samo dno oceanu. Podoba mi się totalne rozbuchanie tych filmów, pójście na całość w kierunku fantasy a nawet - dzięki rozciągnięciu całej historii na dwa filmy - pozwolenie sobie na całe sekwencje niemające tak naprawdę znaczenia dla fabuły, ale dostarczające fantastycznej dawki akcji i humoru (akcja na wyspie w Skrzyni Umarlaka). Co najważniejsze, to wszystko dzieje się z całkowitym poszanowaniem dla aktorów i ich postaci, które nigdy nie schodzą na drugi plan. Depp tak jak w pierwszym filmie wyborny mimo, że ma kilka scen w których gra nieco pod publiczkę, ot, taki naturalny skutek uboczny grania postaci, której statusu wśród widzów jest się świadomym. Rush, choć nie jest już czarnym charakterem, dalej błyszczy, jego potyczki słowne z Deppem w trzecim filmie są kapitalne. Bill Nighy - zagrać tak fenomenalnie i nie dać się przysłonić całkowicie zasłaniającej twarz charakteryzacji... WOW. Do tego szacun dla ludzi z ILM za stworzenie czegoś tak powalającego i jednocześnie uchwycenie wszelkich niuansów gry Billa. Bloom i Knightley tak samo sympatyczni jak w pierwszej części a zakończenie ich historii mega niestandardowe i smutne, brawo. Błyszczy też Hollander w roli Becketta, świetna jest Naomie Harris i na dobrą sprawę cała reszta przewijającej się przez filmy stałej obsady drugiego planu, chyba każdy ma tu swoje 5 minut. Można mieć pretensje o zbyt dużą ilość wątków i brak zwartej, dającej się zamknąć w 120 minutach fabuły jak w Klątwie Czarnej Perły, ale podoba mi się kierunek jaki obrano i to, że wszystkie te wątki tak ładnie się łączą. Klimat, efekty, zdjęcia i ogólnie strona wizualna? Mogę to określi tylko jednym słowem: MASAKRA. Na krańcu świata to dla mnie ścisła czołówka filmów z najlepszymi efektami. - Ulubiona scena z całej trylogii: Parlay z Na krańcu świata, stanowiąca dokładną esencję całej serii - wizualny i muzyczny majstersztyk (to co że hołd/zrzynka z motywu z OUATITW, jak to działa!) iskrzący się humorem i niesamowicie dynamiczny pod względem relacji między bohaterami; sześć osób spotyka się na płyciźnie by pogadać, a ileż tu się dzieje! - Najbardziej epicki moment z całej trylogii: Jack, Kraken i Hello, Beastie. Zawsze mam ciary na plecach. Pisałem już, że kocham te filmy? RE: Piraci z Karaibów - Gieferg - 30-05-2011 Ale mi smaka narobiłeś na obejrzenie DMC & AWE po raz siódmy :) Są w obu tych filmach pewne sceny, za którymi nie przepadam jak szaszłyk na tyczce, nieco zbyt przeciagnięte walka między Bloomem, Norringtonem i Jackiem, przewracanie statku czy uwalnianie Kalipso. Jest trochę wkurzającego marnowania potencjału scen/postaci - jak choćby stojące naprzeciwko siebie floty w AWE czy Sao Feng, albo śmierć Krakena. Jest o kilka elementów fantastycznych za dużo (załoga Davy'ego Jonesa, locker czy Kalipso), ale jak to się wszystko świetnie ogląda, jaki to ma rozmach, jakie zdjęcia. Cała końcówka AWE mimo paru wad i tak jest rewelacyjnym zwieńczeniem całości. Nie wyobrażam sobie żebym mógł zaraz po jej obejrzeniu zacząć oglądać część czwartą bo byłoby to bolesne jak przeprowadzka z willi z basenem prosto do slumsów :P Verbinski wróć! Cytat:Na krańcu świata to dla mnie ścisła czołówka filmów z najlepszymi efektami. W 2007 były dwa filmy, które miały rewelacyjne, godne Oscara efekty no i co się okazało? Zarówno AWE jak i Transformers zostały wyruchane przez jakieś polarne niedźwiadki. No ale że DMC już miało OScara za efekty więc najbardziej pokrzywdzone były i tak Transformery. PS. , Davy Jones to bodaj najlepiej zrobiona "organiczna" CGI postać jaką widziałem na ekranie (tak, tak, schowaj się Neytiri). |