Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Książki - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38)
+--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70)



- Eorath - 22-01-2009

Ja :D i to nawet chętnie i z zapałem od kilku dobrych lat, ale z przerwami :) dwie książki i pół roku przerwy :D Teraz się przymierzam do swojego prezentu urodzinowego (jednego z) - dzięki KMFowcy :P


- Artemis - 22-01-2009

ha, jestesmy kochani! no i ciesze sie, ze tak jakos trafilam, ze sie nie zdublowalo :)


- Eorath - 23-01-2009

Ani jedna się nie zdublowała ;) Idealnie :D


- Mental - 25-01-2009

"akwarium" suworowa znają chyba wszyscy (przynajmniej z tytułu). ja zacytuje jeden fragment:

Najgroźniejsi są ci, którzy sami głęboko wierzą w to, że są dobrzy. Odrażający, ohydny przestępca może zamordować jednego człowieka, dziesięciu, stu. Ale przestępca nigdy nie zabija milionów. Miliony mordują tylko ci, którzy uważają się za dobrych. Ludzie pokroju Robespierre'a nie wywodzą się spośród przestępców, ale właśnie spośród dobrych i humanitarnych. I gilotyny też nie wymyślili przestępcy, ale humaniści. Najstraszliwsze zbrodnie w dziejach cywilizacji są dziełem ludzi, którzy nie pili, nie palili, nie zdradzali żon i karmili wiewiórki z ręki.

"karmili wiewiórki z ręki" - masakra. książka znakomita, wciągająca i niezwykle przenikliwa w analizowania paranoicznego świata sowieckich tajnych służb. rzecz napisana prostym językiem, nieprzefiltrowana przez żadną ze znanych mi XX-wiecznych doktryn filozoficznych. czysty, surowy przekaz. lektura obowiązkowa.


- Eorath - 03-02-2009

Gdyby ktoś chciał książki, na podstawie których zrobiono Dextera, to sprzedaję:
tutaj


A ja kończę czytać Akwafortę - przyzwoite, czyta się dobrze, ale nie jest powalająca jak głoszą co niektóre recenzje... Do przeczytania, ale nie wiem, czy do wracania.

Jakiś czas temu skończyłam Intruza Stephenie Meyer; przyznaję, że po serii "Zmierzch" chciałam zobaczyć, co stworzyła innego i przyjemne zaskoczenie. Ciekawy pomysł, nieźle napisane, naprawdę fajna rzecz. Cywilizacja przejmuje inną poprzez zaszczepianie duszy "obcego" w inne ciało. Co się stanie, kiedy dusza poprzedniego właściciela ciała nie znika, tylko podejmuje walkę z najeźdźcą. Rebelianci, walka o wyzwolenie plus przełamywanie stereotypów. Bardzo przyzwoite, by nie rzec dobre.

Jednocześnie skończyłam The Missing - horror o tajemniczym wirusie, który zmienia ludzi w krwiożercze bestie ;) Idealne do czytania w tramwaju - nie wciąga na tyle, żeby tęsknić, a skutecznie zajmuje uwagę w drodze.

W pociągu przeczytałam też książkę Benny i Babe Eoina Colfera, druga część, książka dla młodzieży, Irlandia, miastowy chłopaczyna z wielkim pragnieniem posiadania kasy musi zasymilować się chociaż częściowo z 'wieśniakami', wszystkie możliwe perypetie, bonus - książkę tłumaczył Negrin ;)


- Artemis - 12-02-2009

literackie wyda w tym roku krwawy poludnik mccarthy'ego. a jeszcze wczesniej - dziecie boze. nareszcie!


- first-pepe - 26-02-2009

Kim Stanley Robinson - Czerwony Mars str. ok.670 Prószyński i Sp-ka
napisana w 1993r.

Przeczytałem w życiu mnóstwo książek, więc tym bardziej byłem bardzo pozytywnie rozczarowany, że są jeszcze pozycje w literaturze światowej, które całkowicie zaskakują.
Wszystko w tej książce, począwszy od pozornie banalnego tytułu, a skończywszy na chyba najbardziej piorunującym zakończeniu w dziejach literatury, nie tylko s-f jest niesamowite. Uwielbiam takie książki, w których każde słowo się liczy, każde zdanie, każdy nawet poboczny wątek może zostać wykorzystany w innym miejscu książki i stać się wątkiem kluczowym.
Książka fascynuje wielowątkowością. Jest tu miejsce zarówno na skomplikowane opisy techniczne, teorie biologiczne, fizyczne, astronomiczne, bogate spektrum postaci, ale przede wszystkim fascynujące opisy Marsa planety, która towarzyszy nam od wieków, a o której tak naprawdę nic nie wiemy. Opisy planety są tak realistyczne i namacalne, że w człowieku zaczyna się w pewnym momencie budzić jakaś tęsknota za tym bliskim (w skali astronomicznej) światem, a jednocześnie tak niedostępnym.
Podczas czytania warto posiłkować się zdjęciami Marsa i jego powierzchni wykonanymi przez bezzałogowe misje kosmiczne.
Niesamowite było uczucie, kiedy w książce bohaterowie przez dwie strony zachwycają się opisem marsjańskiego zachodu słońca, a w tym czasie w internecie znalazłem mega klimatyczne autentyczne zdjęcie takiego zachodu słońca zrobione z powierzchni planety.

Akcja książki rozpoczyna się w niedalekiej przyszłości, tj. w roku 2026. Książka jest na tyle realistyczna, że generalnie gdzieś do 300 str. nazwałbym ją raczej thrillerem. Dopiero później zaczynają się motywy bardziej fantastyczne.
Konstrukcja książki zbliżona jest do konstrukcji Hyperiona, tj. każdy rozdział jest opowieścią innego bohatera.

Jest to pierwsza część trylogii Marsa (obok Zielonego Marsa i Błękitnego Marsa). Aktualnie męczę Zielony Mars. Póki co gorąco polecam.

PS Książkę ciężko dostać. Miałem to szczęście, że natknąłem się od razu na 3 tomy w bibliotece. W necie generalnie na Allegro.

Oczywistą oczywistością jest, że książka jest nie do sfilmowania, no chyba że usunie się jakieś 90% treści, a zostawi seks, zbrodnię i efekty specjalne. Wtedy może wyjdzie z tego jakiś 240-minutowy film:-)


- Mefisto - 26-02-2009

mam to od dawna, brakuje mi tylko Błękitnego (a jest jeszcze suplement do całości, ale nie pamiętam jak się nazywa) - jakoś nie mogę się za to zabrać, przeraża mnie ogrom tego i te wszystkie techniczne pierdoły. Antarktykę tak rok męczyłem, jak nie dłużej - fajna książka, ale nie wkręciła mnie zbytnio. Bardzo kusi mnie natomiast Lata ryżu i soli, czyli alternatywna historia świata, począwszy od epidemii czarnej śmierci, po której Europa odradza się dzięki innym religiom: buddyzmie, hinduizmie i islamie - ponoć bardzo dobra.


- first-pepe - 26-02-2009

Najwięcej jest psychologii, dosyć mocno pogłębionej. Techniki jest akurat tyle by człowiek nie odpadł.
Nie zmienia to faktu, że nie jest to książka do pociągu.


- Mefisto - 27-02-2009

NCFOM - świetna książka, ale film o klasę lepszy. Przede wszystkim sporo tu sytuacji (autostopowiczka) czy kwestii i dialogów tak dziwacznych i nieprawdopodobnych, że aż głupich. Na plus jednak trzeba książce zaliczyć nieco lepsze, jak w filmie, spojrzenie na postać Carsona, który w filmie wychodzi na większego debila, niż w książce, ze względu na mniejszy czas ekranowy i mniejszą ilość informacji o nim samym - a szkoda, bo Woody był świetny i te parę minut można było rozwinąć bez szkody dla filmu. No i monologi szeryfa równie dobre, jak nie lepsze, co w filmie. Generalnie jednak wielki szacun dla Coenów, bo ze świetnej książki, zrobili prawdziwe arcydzieło.


- Beowulf - 27-02-2009

Całkowita zgoda! Film lepszy od książki, ale w książce warto wyróżnić refleksje szeryfa na początku rozdziałów - znakomita rzecz!


- Glut - 27-02-2009

Ano. Historia o słoikach zrzucanych nocą z samolotów zupełnie mnie rozbroiła.


- wujo444 - 28-02-2009

a głupoie pytanie co do książki, które wszystkim chodzi po głowie: to Coenowie czy Carson wymyślił butle z gazem? :)


- Mefisto - 28-02-2009

:?: jak niby Carson miał wymyślić butlę?


- Jakuzzi - 28-02-2009

Byc moze chodzi mu o Cormaca.


- Mefisto - 28-02-2009

tak, butla też jest w książce :)


- military - 17-03-2009

Przeczytałem niesamowitą książkę. Autor i tytuł to

Wolfgang Jeschke - Pielgrzymi czasu

Jest to zbiór opowiadań s-f, którego motywem przewodnim są - teoretycznie - podróże w czasie. Teoretycznie, bo w niektórych tekstach nie ma ich w ogóle, jest tylko jakieś nikłe nawiązanie do znaczenia czasu, jego metaforyki itp.

Całość została napisana w latach 1959-1961, poza ostatnim opowiadaniem, które pochodzi z 1980 r. I choć nie wszystkie teksty zachwycają, niektóre są absolutnymi arcydziełami science-fiction. Z różnych powodów: czy to ze względu na niezwykle sprawnie skonstruowaną fabułę-zagadkę ("Król i lalka", na ten przykład, który przypomina filmowe fascynacje Nolana i zapewne byłby dla niego wymarzonym materiałem na film), czy też z innych powodów. Przybliżę wam 3 teksty, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

Pierwszego tytułu nie pamiętam, w każdym razie historia zaczyna się w ostatnim dniu istnienia ludzkości. Bohaterowie siedzą sobie w barze, rozmawiają o sytuacji na świecie, plotkują, bla bla. Nagle widać błysk - po czym następuje znakomity opis przeżywania (a raczej nieprzeżywania) eksplozji nuklearnej. Jedna ze stron odpaliła rakiety, druga zrobiła to samo; w wyniku tego życie na Ziemi przestaje istnieć. Planeta staje się kawałkiem skały... z jednym, zakopanym głęboko pod ziemią urządzeniem, przechowującym płody.

Dzieci miały zostać ukształtowane wedle chęci rodziców, a stały się ostatnią szansą na odrodzenie ludzkości. Tylko że przez tysiące lat stagnacji wewnątrz radioaktywnej planety zmutowały. Jedno z nich przeżywa w kształcie dość szokującym. Nie jest już człowiekiem, nie rozumie świata, za to może zmieniać bieg czasu. Instynktownie szuka swoich rodziców, nie rozumiejąc sytuacji na świecie, i wiedząc że umierają oni w wyniku atomowej zagłady, na swój sposób zmienia ich teraźniejszość, starając się ich uratować. Te próby są opisywane także z punktu widzenia nieświadomych niczego ludzi. I to jest niesamowita sprawa. Reakcje ludzi, ich wzajemne relacje, niezrozumienie, chaos i panika świata na krawędzi wojny - same w sobie fascynujące wizje, są tu na dodatek efektami działań nieświadomego swojego wpływu obserwatora, który nie rozumie, co się właściwie dzieje. Chyba nie muszę tłumaczyć możliwości fabularnych. Powiem tylko, że Jeschke wykorzystał je profesjonalnie. Arcydzieło arcydzieł - mądre, wielowątkowe, piękne choć brudne, prawdziwe, straszne, fascynujące.

A żeby jeszcze bardziej nie rozwlekać, powiem tylko że w innych tekstach - przypominam, że z 1960 r. - gość właściwie wymyślił Silent Hill, a także Mad Maxa, tylko że bardziej prawdziwego, bo w jego postnuklearnym świecie rządzą... Islamiści. I na ziemię przybywają kosmici, co jeden z bohaterów kwituje stwierdzeniem:

- Po fajerwerkach, które tu odpaliliśmy, zdziwiłbym się, gdyby się nami nie zainteresowali.

Niesamowita książka. Świetna. Genialna. 11\10.


- Mefisto - 23-03-2009

Mental napisał(a):No Orchids for Miss Blandish
James Hadley Chase

świetna książka...tzn może skoryguję nieco: to dokładnie 213 stron dobrze napisanego, ale w sumie zwyczajnego kryminału, jakich wiele + 1 strona, która dosłownie rozwala czytelnika - gdyby nie ta ostatnia strona to pewnie szybko bym o książce zapomniał; owszem czyta się ją jednym tchem, ale nie reprezentuje sobą nic powyżej średniej. Dopiero zakończeniem Chase pokazuje wszystkim fakersa i robi nas na szaro, przy okazji całą historię wynosząc o dwie klasy wyżej. Polecam.


- Eorath - 23-03-2009

Nie sądziłam, że ktoś jeszcze czyta Jamesa Hadleya Chase'a ;)


- Mental - 23-03-2009

mefisto, a co myślisz o tym, żeby Mann zekranizował no orchids? można by przenieść akcje bardziej w lata współczesne - historia moim zdaniem wymarzona dla takiego reżysera jak on. proponuje wzniecić jakiś szum w necie - a nóż widelec Mann sie skapnie, czego lud pragnie i sięgnie po prozę chase'a, ba, na początku filmu dowali dedykacje: dla mefista i mentala:)