![]() |
|
Książki - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38) +--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
|
- Mefisto - 23-03-2009 Mental napisał(a):mefisto, a co myślisz o tym, żeby Mann zekranizował no orchids? kurde, sam bym chciał coś takiego zekranizować, a co dopiero Mann ;) aczkolwiek myślę, że po PE nie byłoby dobrze, żeby zrobił podobną gangsterkę Cytat:można by przenieść akcje bardziej w lata współczesne oj nie, ten film współcześnie by poległ - miałbyś komórki, gps, komputery, podczerwień, etc. trudno by tu jakąkolwiek tajemnicę utrzymać, nie mówiąc o tym, że pewnie porywaczy złapali by na 10 stronie poprzez analizę dna i zaginionego włosa :) - Mental - 23-03-2009 Cytat:kurde, sam bym chciał coś takiego zekranizować, a co dopiero Mann Wink wiem, co czujesz:) moim marzeniem jest zadebiutować takim filmem. Cytat:trudno by tu jakąkolwiek tajemnicę utrzymać właśnie dlatego fabuła wymagałaby modernizacji. będę obstawał za przeniesieni intrygi w lata współczesne. - Mefisto - 23-03-2009 sęk w tym, że fabuła jest pod tym względem perfekcyjna - gdyby przenieść to we współczesność, to pewnie namnożyłyby się nieprapodobieństwa i techniczne sztuczki, co jest moim zdaniem zupełnie niepotrzebne - jak dla mnie możnaby tu jedynie dodać więcej duchoty i mroku (bo chwilami gangsterzy zachowują się jak dzieci) i można kręcić bez zmian :) - first-pepe - 11-05-2009 Jacek Dukaj - Lód - powieść totalna, realizm alternatywnej rzeczywistości, w której Piłsudski jest terrorystą, a 1 wojna światowa nie wybuchła. Nie ma wielu osób, które o książce nie słyszało, jest niewiele osób, które ją przeczytało lub przeczyta. Jak pisze w książce sam autor ciężko jest wyrazić w języku drugiego rodzaju, co czuję po przeczytaniu tej książki bez użycia języka pierwszego rodzaju, którego nie da się wysłowić. Się przeczytało się Lód. Się poleca Lód każdemu miłośnikowi arcydzieł sztuki spisanej. Polecam każdemu ale uwaga: książka wciąga, wysysa energię, angażuje, momentami czyta się ją jak ustawy podatkowe momentami jak Hyperion. Jeżeli przeczyta się wszystkie recenzje razem wzięte Lodu, to dają one obraz może 1% bogactwa książki. Kto przeczyta Lód może stwierdzić, że przeczytał wszystko. Prawda. Nie prawda. Prawda. ZAMARZŁO - sz - 19-05-2009 czytal juz ktos DZIECIĘ BOŻE Cormaca? warto:)? - Mefisto - 19-05-2009 nie czytałem, ale z tego co słyszę to książka wgniata w ziemię, lecz sens jej istnienia jest ponoć wątpliwy (w sensie: po co pisać takie obrzydlistwa, skoro nic z tego nie wynika). - Mental - 19-05-2009 sz napisał(a):czytal juz ktos DZIECIĘ BOŻE Cormaca? warto:)? zdecydowanie warto. Mefisto napisał(a):w sensie: po co pisać takie obrzydlistwa, skoro nic z tego nie wynika oj wynika i to sporo. może kiedyś o tym napisze parę słów komentarza. nie wiem, kto ci nawciskał, że nic nie wynika. pewno jakaś dewota:) co do obrzydliwości: dziecię boże to ledwie przygrywka do tego, co McCarthy zaproponuje w Blood Meridian. jak tylko wpadna mi w łapy oficjalne informacje, że film kręcą, to nie omieszkam się z wami podzielić wiedza na temat pewnego gangu łowców skalpów dowodzonego przez glantona, który terroryzował pogranicze meksykańsko-amerykańskie pod koniec XIX stulecia. istna rzeźnia. o tym jest właśnie krwawy południk - jak powiadają krytycy literatury anglosaskiej, jedna z trzech najważniejszych powieści amerykańskich ostatniego półwiecza. - sz - 20-05-2009 z ciekawosci , jakie są dwie pozostałe? :) - Artemis - 23-05-2009 Ja nie wiem, ale blurb na skrzydełku książek Cormaca informuje, że to największy pisarz obok Thomasa Pynchona, Philipa Rotha i Dona DeLillo - raz się nawet pomylili i napisali Robert DeLillo:). To jest tak, że jakiś krytyk coś chlapnie i potem wszyscy to cytują, w czym nie ma za grosz sensu, literatura to nie są rankingi i gwiazdki - Mefisto - 09-06-2009 Mental napisał(a):oj wynika i to sporo. może kiedyś o tym napisze parę słów komentarza. nie wiem, kto ci nawciskał, że nic nie wynika. pewno jakaś dewota:) oj faktycznie wynika - też nie wiem, kto takie bzdury gadał :) świetna, wciągająca od pierwszej strony kniga! Nie wiem, jak CM to robi, ale jego proste opisy zwykłej pogody za oknem są zwyczajnie hipnotyzujące. DB może nie jest tak dobre jak Droga (nie ten kaliber), ale zdecydowanie warto, ba! nawet trzeba to przeczytać. Nie wiem jak oni sobie z filmem poradzą, bo książka ma ten myk, że opowieść jest poszatkowana, ale czekam. Swoją drogą irytowały mnie bardzo pierwsze strony, bo rozdziały są w ciul krótkie i takie kartkowanie do następnego trochę rozwala klimat (gdzie w Drodze nie było w ogóle rozdziałów), ale przebolałem i dobrze, bo im dalej w las tym lepiej, a sam koniec (a właściwie tuż przed końcem, bo ostatni rozdział jest średni) miażdży, ale zupełnie nie tak, jakbym się tego spodziewał. POLECAM!! - military - 10-06-2009 Buszujący w zbożu - to w ramach nadrabiania zaległych lektur, bo w szkole czytałem wszystko, tylko nie to, co mi kazali. I średnio mi się spodobała ta książka, a w podstawówce zapewne polubiłbym ją jeszcze mniej. Bo o czym ona jest? To historia paru dni z życia mocno niestabilnego emocjonalnie nastolatka, prawdopodobnie pogrążonego w depresji, zbuntowanego i cierpiącego na megalomanię. Tyle że z tej historii nic nie wynika - oprócz paru banalnych prawd (dla ukochanych zrobisz wszystko; docenisz rzeczy dopiero kiedy je stracisz). Napisane to całkiem fajne, chyba dla przypomnienia dorosłym, jakim roztrzepańcem było się za młodu, ale i tak ździebko bezcelowe. A już jako lektura w podstawówce - kompletnie chybione. Po co uczniowie mają czytać o swoim rówieśniku, który ani niczego się w trakcie swoich przygód nie uczy, ani nie ma godnego uwagi charakteru, ani niczego nie dokonuje? Może za głupi jestem na tę książkę, ale niczego wyjątkowego w niej nie widzę. - soldamn - 14-06-2009 generalnie amerykanie lubią książki w których nic się nie dzieje. Najlepszym przykładem tutaj jest Hemingway - w jego książkach nigdy nic się nie dzieje, a i tak wszyscy je czytaja:D - military - 25-06-2009 Saga o Wiedźminie - kończę pierwszy tom (jeśli tę krótką opowiastkę można na wyrost nazwać "tomem", a nie "częścią" czy wręcz "rozdziałem") - i cóż, mimo że da się to czytać, to nie rozumiem zachwytów nad twórczością Sapkowskiego. Przede wszystkim chwalony, przezabawny styl jest po prostu gorzej niż przeciętny. Gościu czasem skonstruuje jakieś zabawne zdanie, ale widać tu jakieś kuriozalne, licealne naleciałości (w tym parę zdań ze zwykłymi błędami składniowymi - nie, nie zrobionymi celowo). Opisy uczuć zioną zaś taką tandetą, że brazyliady to przy nich Dostojewski; powiedzcie mi, jak można na poważnie brać takie kawałki jak "wybuchnął namiętnością, ze wszystkich sił wpijając się w jej wiśniowe usta, a ona odwzajemniła jego gorący pocałunek". Toż czytadła Phantom Pressu były lepiej napisane. A, i wracając do śmiesznych powiedzonek - szkoda, że 90% z nich jest spalona. Przykładowy dialog: - On bredzi. - Zatem musicie doskonale się rozumieć. Brzmiałoby to całkiem nieźle, ale w wersji Sapkowskiego wygląda mniej więcej tak: - On bredzi. - Zatem musicie doskonale się rozumieć. Bo ty też bredzisz, waszmości. Rozumu ci brakuje. Dlatego musisz wiedzieć, czemu on wygaduje takie bzdury, powiadam. Podejrzewam, że ta książka nie została przez nikogo zredagowana. Druga ważna kwestia: totalny, absolutny, wszechobecny chaos świata przedstawionego. Po pierwsze: zamotanie geograficzne. Kojarzycie Władcę Pierścieni? Tam było wiadomo: Hobbiton jest na zachodzie, Mordor na wschodzie, gdzieś pośrodku Rohan i Minas Tirith. Szczegóły poznawało się na kolejnych stronach. Sapkowski tymczasem potrafi na jednej stronie rzucić nazwy 10 miast, których nie sposób wymówić, obgadać ich wzajemne zależności (ci tamtym wasalują, tamci z innymi skłóceni, ktoś inny kolejnym lenna nie płaci, bo królewna skądśtam wyszła za żebraka ze wsi). Nie sposób tego umiejscowić na mapie, ani nie wiadomo, jak podrózujący bohaterowie mają wszędzie daleko. Przez to często miałem wrażenie, że całe królestwa są tu rozmiarów osiedli - bo na jednej stronie Geralt jest w jednym państwie, na drugiej w innym, po minucie spotyka żołnierzy z jeszcze innego, a towarzyszy mu wesoła kompania chuj wie skąd. Po drugie: w budowaniu malowniczego chaosu skutecznie pomagają imiona. Mamy tu mieszankę imion anglosaskich, słowiańskich, germańskich i wziętych prosto z dupy. Żadna grupa nie jest przyporządkowana do żadnej rasy ani narodowości. Mamy więc wśród bliskich sobie krasnoludów Yarpena i Pauliego, a wśród ludzi Brassa (angielskie), Geralta (germańskie), Jaskra (słowiańskie), Rience'a (francuskie) i Triss (z dupy). Przy czym wielu bohaterów pochodzi z tych samych miejsc - które, jak już wiemy, są chuj wie gdzie, więc mamy piękny, rzygotliwy misz-masz, który za cholerę nie tworzy nawet namiastki spójności. O, sorry, imiona elfów są spójne - z jednej strony tak skomplikowane, że nie da się ich wypowiedzieć, a z drugiej maksymalnie stereotypowe. A, ostatnia rzecz - czemu uczeni w tym totalnie fantastycznym świecie posługują się łaciną do nazywania zwierząt i roślin? Jeśli to jest szczytowe osiągnięcie polskiej fantasy, to znaczy, że gatunek ten jest u nas w powijakach. To średniej jakości fan-fiction gościa, który naczytał się Tolkiena, Forgotten Realms i Le Guin. Sapkowskiemu przydałyby się korepetycje zarówno z pisania, jak i redagowania teksu. Ocena: 4/10 - jarod - 25-06-2009 Military, tom pierwszy to dopiero wprawka. Poczekaj na słynną szkatułkową konstrukcję tomów od bodaj trzeciego w górę. I na twist fabularny pod koniec tomu ostatniego. Sapkowski pisał całkiem niezłe opowiadania i na tym powinien był poprzestać. To samo sie tyczy zresztą większości pisarzy z tzw. polskiej sceny fantasy. - desjudi - 25-06-2009 Sapek jest łatwostrawny - i jest to jego najważniejsza cecha. Jak Dan Brown wśród thrillerów. Się czyta przyjemnie, szybko, wesoło. Przynajmniej 10 lat temu się czytało, teraz byłbym pewnie bardziej krytyczny. - Artemis - 25-06-2009 Desjudi, przerażasz mnie:). Szybko? No ba, bo wciąga. Przyjemnie? Już nie bardzo, bo syfu tam sporo - i brak postaci tolkienowo czystych. Wesoło? To już napewo nie, bo chociaż Sapkowski poczucie humoru ma za dziesięciu, Wiedźminy bardzo gorzkie w wymowie są. Sapkowski pisze literaturę, Brown pisze Browna. Jak chcesz fantasy na poziomie Browna, to poczytaj Paolniego. Polecam. - jarod - 25-06-2009 Artemis, jeśli chcesz przeczytać fantasy, w którym "syfu sporo - i brak postaci tolkienowo czystych" - polecam zapoznać się z cyklem Pieśń Lodu i Ognia George'a R.R. Martina. Mówiłem kiedyś i powtórzę raz jeszcze - to najlepsze fantasy jakie w życiu czytałem. A co do Sapkowskiego - ładnie spointowała go Agnieszka Szady na którymś z konwentów: facet wrzucił do Wiedźmina wszystkie klocki, jakie chciał, ale niektóre ułożył do góry nogami. Sapkowski jes tłatwo przyswajalny, ale wyłożył się już na podstawie, czyli konstrukcji świata. Najpierw nawrzucał od cholery niepowiązanych ze sobą faktów geograficzno - socjologiczno - obyczajowych do opowiadań. Kiedy w Sadze (na ścisłość: już w książkowych zbiorach opowiadań) musiał to wszystko wyprostować i uporządkować, zwyczajnie to zignorował i rzucał bohaterami z miejsca na miejsce. Irytowały mnie również postmodernistyczne wstawki, często wrzucone kompletnie od czapy (szczytem wszystkiego była kpina z PiSu w Lux Aeternus). - Artemis - 25-06-2009 jarod napisał(a):Artemis, jeśli chcesz przeczytać fantasy, w którym "syfu sporo - i brak postaci tolkienowo czystych" - polecam zapoznać się z cyklem Pieśń Lodu i Ognia George'a R.R. Martina. Mówiłem kiedyś i powtórzę raz jeszcze - to najlepsze fantasy jakie w życiu czytałem.Wierzę, bo nie ty jeden mi od lat to mówisz. Kiedyś muszę się wziąć - może w te wakacje?:) Cytat:A co do Sapkowskiego - ładnie spointowała go Agnieszka Szady na którymś z konwentów:Nigdy nie zgadzamy się z Achiką. Nigdy:) Cytat:facet wrzucił do Wiedźmina wszystkie klocki, jakie chciał, ale niektóre ułożył do góry nogami. Sapkowski jes tłatwo przyswajalny, ale wyłożył się już na podstawie, czyli konstrukcji świata. Najpierw nawrzucał od cholery niepowiązanych ze sobą faktów geograficzno - socjologiczno - obyczajowych do opowiadań.Nie chcę Sapkowskiego za bardzo bronić - ostatni kontakt z Sagą miałam jakieś cztery czy pięć lat temu. Ale dla mnie zawsze najbardziej liczyły się postaci. Cytat:Kiedy w Sadze (na ścisłość: już w książkowych zbiorach opowiadań) musiał to wszystko wyprostować i uporządkować, zwyczajnie to zignorował i rzucał bohaterami z miejsca na miejsce. Irytowały mnie również postmodernistyczne wstawkiJa do dziś zakończenia nie lubię... Ale nie wiem, jak dziś bym nań spojrzała. No i mimo wszystko - jarod, gdzie Sapkowski w fantasy, a gdzie Brown w thrillerze? - jarod - 25-06-2009 Cytat:Kiedyś muszę się wziąćJa się wziąłem podczas urlopu we wrześniu ubiegłego roku. łyknąłem całość (konkretnie jakieś 4000 stron tej całości) hurtem w cztery dni, robiąc przerwy zasadniczo jedynie dla tzw. potrzeb fizjologicznych. A konstrukcja postaci to jeden z najmocniejszych elementów cyklu, ale ma to jedną wadę: nie zawsze dobrze im sie dzieje i różne autorskie zabiegi dotyczące ulubionych bohaterów potrafią mocno człowieka wk... Azgaroth, dopisz coś jeszcze, przekonajmy ją :-) Cytat:gdzie Sapkowski w fantasy, a gdzie Brown w thrillerzeNie twierdzę, że to ta sama liga. Military trochę przesadza. Opowiadania lubię bardzo, bo w wymyslny całkiem sposób dekonstruują różne popkulturalno - tradycyjne motywy. Sagę cenię mniej z powodów, które ja i m. wymieniliśmy powyżej. Cytat:Nigdy nie zgadzamy się z Achiką. Nigdy:)No wiesz Ty co? :-) - BezcelowyAlbatros - 26-06-2009 jarod napisał(a):Artemis, jeśli chcesz przeczytać fantasy, w którym "syfu sporo - i brak postaci tolkienowo czystych" - polecam zapoznać się z cyklem Pieśń Lodu i Ognia George'a R.R. Martina. Prawdę rzekłeś! Choć R.R. Martin do tych najoryginalniejszych nie należy, to jego opowieści czyta mi się z wypiekami na twarzy. To, że nikt i nic nie jest czarne ani białe plus rozwiązania fabularne i masa twistów, których nie sposób przewidzieć to największe zalety "Pieśni Lodu i Ognia". Jest to przy tym cykl skierowany raczej do dojrzałego czytelnika, jest brutalny, czasem wulgarny a i 'momentów' nie brakuje. Świat wykreowany może dość szablonowo - zresztą, o ile się nie mylę, wzorowany na średniowiecznej geografii i polityce - ale opisany z polotem, który ustępuje tylko dwóm innym pisarzom: R.S. Bakkerowi i 'nowemu' graczowi na scenie fantasy, Chinowi Mieville. Obu panów polecam uwadze. Martina takoż. A w nawiązaniu do tego, coście napisali wyżej o Sapku, to wiecie, że Gemmela dostał ostatnio? --> KLIK!. Za "Krew Elfów" wlaśnie. A'propos Sagi o Wiedźminie, to osobiście uważam, że "Chrzest Ognia" jest najlepszy. Już nie pamiętam konkretnie dlaczego, ale przypominam sobie, że podobal mi się najbardziej :) |