Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+---- Dział: Filmy Sergio Leone (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Sergio-Leone--83)
+---- Wątek: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) (/Thread-Once-Upon-A-Time-In-America-re%C5%BC-Sergio-Leone--2632)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Rodia - 19-04-2012

4 i pół Uśmiech


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Lawrence - 19-04-2012

Lubię ten nawet bardzo, ale 4,5 h to dla mnie przesada.


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Rodia - 19-05-2012

Na trwającym właśnie festiwalu w Cannes odbyła się premiera odrestaurowanej wersji dzieła Leone nareszcie z włożonymi scenami stanowiącymi brakujące 40 minut, o których parę postów temu pisał Bucho Uśmiech Na necie jest już pierwsza recka tej wersji, bardzo pozytywna zresztą. Z niecierpliwością czekam na następne.

link do recki




RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Predator895 - 21-05-2012

Zawsze wiedziałem że po kraksie samochodu na nabrzeżu czegoś brakuje Język


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Joe Chip - 23-07-2012

Bardzo dobry film, którego wcześniej niezbyt ceniłem. Powróciłem jakiś czas temu i jestem usatysfakcjonowany ponownym seansem. Długim bo długim ale jako miłośnik nietypowych filmów wiadomym jest, że mi to niestraszne. Nie ma co porównywać go z "Godfather" bo to nieco inne spojrzenie na gangsterskie czasy Ameryki. Nie widać tu organizacji mafijnych ani zakładanych przez naszych bohaterów rodzin. Tylko kilkoro przyjaciół i śledzenie ich losów oraz skupienie się na relacjach między Noodlesem, Maxem a także kobietami w ich życiu. Chwilami się gubiłem, przyznaję, w tej trzypiętrowej retrospekcji i pewne rzeczy musiałem ogarnąć. Warto poczytać:

http://niniwa2.cba.pl/helman_film_gangsterski.htm



RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - simek - 12-06-2014

[Obrazek: 5616.jpg]
22 dodatkowe minuty, czas trwania w sumie 251 minut. Premiera 30. września

Nie jest to jeden z moich ulubionych filmów, ale z chęcią obejrzę tą rozszerzoną wersję.


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - military - 12-06-2014

To chyba raczej workprint a nie dircut. Zrobili dircut bez reżysera?Uśmiech No i nie wiem, czy wrzucanie wszystkiego, co tylko nakręcono, to dobry pomysł. Zwłaszcza jeśli film przez to trwa ponad 4 godziny.


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - simek - 12-06-2014

Workprint by gorzej brzmiał Oczko Wątpię, żeby przez te dodatkowe 22 minuty film stał się lepszy, ale fajnie, że taka ciekawostka będzie dostępna dla fanów, bo wkurzają mnie opisy rozszerzonych wersji różnych filmów, które jakoś nie mogą ujrzeć światła dziennego.


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Mefisto - 12-06-2014

Ale to zdaje się dalej nie jest ta najpełniejsza wersja?


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Bibliomisiek - 23-09-2014

http://nypost.com/2014/09/21/fresh-once-upon-a-time-in-america-cut-worth-every-second/


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Gieferg - 23-09-2014

Jak wyjdzie wersja 90 minutowa to może obejrzę ten film po raz drugi Język


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Mefisto - 23-09-2014

Zawsze możesz obejrzeć zwiastun, a z tematu sobie iść Język


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Juby - 23-09-2014

(23-09-2014, 15:25)Gieferg napisał(a): Jak wyjdzie wersja 90 minutowa to może obejrzę ten film po raz drugi Język

Możesz lecieć na podglądzie, będzie 2 razy szybciej. Oczko


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Rodia - 24-09-2014

To nadal nie jest 269-minutowa wersja, na którą czekam. To jest wersja 251-minutowa, która została pokazana w Cannes w 2012 r., wycofana z cyrkulacji, po czym ukazała się na blu. Scorsese i dzieci Leone, które zajmują się tą restoracją najwyraźniej nadal nie zdobyli praw do brakujących 18 minut. Więc to nadal nie jest film w pełnej postaci, takiej jakiej zażyczył sobie Sergio Smutny


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Corn - 01-01-2017

Filmweb pokazywał mi, że zbliżałem się do 2000 oceny, więc postanowiłem by tym filmem było coś znaczącego, a czego do tej pory nie udało mi się z jakiegoś powodu obejrzeć. Padło na Once Upon, bo akurat było na netflixie.

Cóż...

(Będą spoilery)

Nie wiem co się stało, że ten film jest uznany za arcydzieło kina, może ja coś przeoczyłem kluczowego do zrozumienia fabuły, a może to po prostu głupi lub źle zmontowany film, ale ludzie na ogół boją się powiedzieć, że król jest nagi, a Leone to przecież człowiek legenda.

Fabuła się nie trzyma kupy, jest dziwnie pocięta, wątki się urywają i nie dostają zakończenia, do tego łopatologia aż boli.

Weźmy np. scenę w której Leone chce pokazać upływ czasu. Zaczyna lecieć w tle piosenka "Yesterday" Beatlesów, ale jest pozbawiona tekstu... no prawie... zostawiono dwa słowa "Yesterday... tududududu .... Suddenly!" ach co za subtelne przejście w czasie godne mistrza kina Uśmiech

Inną sceną perełką jest końcówka, kiedy podstarzały De Niro idzie ulicą i widzi grupkę młodych jadącą samochodami, którzy słuchają... hymnu USA!
No przecież Uśmiech

Jest też scena, która mnie zażenowała, jak scena gdy De Niro idzie nocą, po Nowym Jorku z teczką wypchaną kasą - czemu szedł nocą? Nie wiem, dopiero co ją odbierał i był dzień... ale mniejsza o to. Idzie nocą i dostrzegamy jak na 3 planie ktoś ewidentnie zapala samochód (taksówkę) i udaje, że tak naprawdę cały czas jechał, bo przecież samochody nie zatrzymują się na środku ulicy Oczko
Taksówka oczywiście się nie zatrzymuje na żądanie De Niro i jedzie dalej. Muzyka narasta... coś się zaraz wydarzy! Nagle leci frisbee. Tak Frisbee! I cięcie, jesteśmy w latach 20tych. Co się stało z De Niro i pieniędzmi? Skąd to frisbee? Kto je rzucił? Nie wiem. Film tego nie wyjaśnia Oczko

W pewnym momencie w filmie mamy np. skok czasowy. Jak duży? Bóg raczy wiedzieć. Twórcy nam nie wyjaśniają. Dowiadujemy się jedynie z dialogów, że jak De Niro był na wakacjach to reszta ekipy coś tam planowała.

Hmm... James Woods gra postać, która jest spokojnym szefem gangu, który nagle w ostatniej godzinie filmu zamienia się w wariata. Krzyczy, rzuca się z pięsciami, staje się agresywny. Dlaczego? Nie wiem... :/

De Niro gwałci siostrę jednego z członków swojej ekipy. Czy ktoś porusza ten temat? Nie, bo po co...

Joe Pesci nagrywa chłopakom robotę, podczas której nasi bohaterowie dokonują zdrady i nie wykonują roboty zgodnie z planem. Co się dzieje potem? Czy Pesci wraca? Nie... :/

James Woods organizuje przyjęcie, na którym pojawia się De Niro. Tam prosi go o to by Robert go zastrzelił, w ramach zemsty, a potem uciekł tylnym wyjściem. W ten sposób uniknie kary za morderstwo. W domu pełnym ludzi i kamer, gdzie ok stu ludzi widziało De Niro i rejestrowano jego obecność na taśmie dowiadujemy się, że wystarczy wyjść z tyłu domu i wszystko będzie cacy. WTF? What the actual fuck?! oO

Ech... o co w ogóle chodzi w tym filmie?
De Niro ucieka, bo ktoś wystrzelił jego ekipę i ukradł pieniądze ze wspólnej skrytki. Potem wraca 40 lat później do NY, bo dostał od kogoś dwuznaczny list. Odnajduje ludzi z dzieciństwa, których znał, i na końcu odkrywa, że za wszystkim stoi osoba, którą uważał za zmarłą. Ta osoba prosi go o to by De Niro go zastrzelił i uciekł tylnym wyjściem. W ten sposób nikt go nie zauważy i będą kwita.

Ktoś tu chciał przerobić Hrabiego Monte Christo ale zapomniał o kluczowym elemencie - sama idea zemsty jest tutaj tak mocno naciągana, zwłaszcza biorąc pod uwagę że postać De Niro wcale nie była taka nieskazitelna i sama przyczyniła się do śmierci swoich kumpli

Mega zawód... Mega!

5/10 - sekwencje z dzieciakami były bardzo dobre, scenografia i zdjęcia były doskonałe


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Bucho - 01-01-2017

Corn, ale tu nie ma zesty. Woods wykiwal Bobika, a ze teraz wie, ze i tak jest do odstrzelenia to chce odejsc w pewnym sensie z honorem. Imo sporo zarzutow to nitpicking np. Gwalt, bo lasia tego samego dnia uderzala do Hollywood, a do tego zapewne nikomu o tym nie powiedziala. Mysle, ze film wyglada jak wyglada, nawet po przemontowaniu wg. receptury Leone, bo jednak studio wykastrowalo MASE materialut, ktorego starczyloby na miniserie od HBO.

Imo najwieksza wada filmu jest nieznosna i nachalna muzyka (sama w sobie piekna), ktora miejscami wciska nam w grdyke te rozmemlana nostalgie do tego stopnia, ze zbiera sie na wymioty.

Imo to taki nieoszlifowany diament, spojojnie 8/10


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Corn - 01-01-2017

No słyszałem, że tam było 10 godzin materiału, z których zmontowano 4 godzinną historię, ale no właśnie. Ja nie mogę ocenić zamiarów reżysera, tylko końcowy efekt. Montaż popsuł tę historię niesamowicie. Za dużo zbędnych pobocznych wątków, za mało czasu na zbudowanie sensownej, spójnej historii


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - SonnyCrockett - 01-01-2017

Dla mnie ten film to nie opowieść o zemście tylko o przyjaźni. Oglądałem film kilkanaście razy i nie przypominam sobie żadnych niezrozumiałych przeskoków czasowych czy nadmiernego rwania fabuły. Może dlatego że wsiąkam na 4 godziny w klimat budowany przez zdjęcia, muzykę i mistrzowskie aktorstwo.

PS. Bucho nie pisz na bani bo literówek w chuj. Oczko


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Capt. Nascimento - 01-01-2017

Według mnie to jest właśnie doszlifowany diament.

Zarzuty Corna są... dziwaczne. Chociaż właściwie poniekąd je rozumiem - tuż po premierze film zebrał mieszane recenzje. Ale po latach został uznany za jeden z najwybitniejszych filmów wszech czasów.
Myślę, że warto się nad nim zastanowić, może obejrzeć drugi raz po paru latach. Albo przeczytać jakąś anlizę. Nawet na tej stronie:
http://film.org.pl/a/dawno-temu-w-ameryce-2-79086/
Niżej wrzuciłem jeszcze opis fabuły, jeśli ktoś się pogubił.

Corn napisał(a):James Woods organizuje przyjęcie, na którym pojawia się De Niro. Tam prosi go o to by Robert go zastrzelił, w ramach zemsty, a potem uciekł tylnym wyjściem. W ten sposób uniknie kary za morderstwo. W domu pełnym ludzi i kamer, gdzie ok stu ludzi widziało De Niro i rejestrowano jego obecność na taśmie dowiadujemy się, że wystarczy wyjść z tyłu domu i wszystko będzie cacy. WTF? What the actual fuck?! oO

James Woods chciał upozorować w ten sposób własne samobójstwo. O ile dobrze pamiętam, była nawet mowa o liście pożegnalnym. Myślę też, że przeceniasz ilość kamer w tamtych czasach.
Jeśli gość sam chciał umrzeć i opracował własne samobójstwo, to de Niro nie byliby w stanie udowodnić czego innego.

Corn napisał(a):Inną sceną perełką jest końcówka, kiedy podstarzały De Niro idzie ulicą i widzi grupkę młodych jadącą samochodami, którzy słuchają... hymnu USA!

No przecież Uśmiech

No i?

Corn napisał(a):Fabuła się nie trzyma kupy, jest dziwnie pocięta, wątki się urywają i nie dostają zakończenia, do tego łopatologia aż boli.

Łopatologia, o człowieku, przecież to jest stary typ kina i to w dodatku od Sergio Leone, który ma własny, charakterystyczny styl narracji. "Pewnego razu na dzikim zachodzie" też ma łopatologię?

Fabuła jest bardzo rozbudowana, z kilkoma interpretacjami - jedną jest na przykład to, że wszystko co się dzieje od momentu narkotycznego snu de Niro... jest jego narkotycznym snem. Uśmiech

Corn napisał(a):Ech... o co w ogóle chodzi w tym filmie?

De Niro ucieka, bo ktoś wystrzelił jego ekipę i ukradł pieniądze ze wspólnej skrytki. Potem wraca 40 lat później do NY, bo dostał od kogoś dwuznaczny list. Odnajduje ludzi z dzieciństwa, których znał, i na końcu odkrywa, że za wszystkim stoi osoba, którą uważał za zmarłą. Ta osoba prosi go o to by De Niro go zastrzelił i uciekł tylnym wyjściem. W ten sposób nikt go nie zauważy i będą kwita. 

Łał. Po prostu łał. Przecież rdzeń fabularny jest bardzo jasny i spójny. Poznajesz dwójkę przyjaciół - jeszcze jako dzieciaki. Byli najlepszymi kumplami, Max odczuwał dużą zazdrość wobec Noodlesa. Jak powiedział trzeci z ich ekipy: kiedyś postawiłby wszystkie pieniądze na Noodlesa, bo to był gość, który zawsze wygrywał, był liderem i człowiekiem sukcesu. W scenie śmierci jednego z przyjaciół (która sama w sobie jest arcydziełem i jedną z najpiękniejszych scen w historii kina):






To Noodles staje w obronie i poświęca się, mszcząc przyjaciela - Max chciał to zrobić (a może i nie chciał), ale się zawahał i jak zwykle Noodles go wyprzedził. Po latach Noodles zostaje odebrany przez przyjaciół z więzienia.

Max dokonuje wielowarstwowej zdrady: to on wysyła zaproszenie do Deborah, przez które ona (będąc miłością życia Noodlesa od wczesnego dzieciństwa) odrzuca Noodlesa. Potem zostaje kobietą Maxa.
Max poświęca cały gang, zrzucając winę na Noodlesa (który przez wiele lat będzie się obwiniał o śmierć przyjaciół) - samemu pozorując śmierć i kradnąc zebrane przez gang pieniądze.

Jest to zdrada absolutna: zabił własnych przyjaciół, okradł ich życiowy dorobek, ukradł kobietę życia najlepszemu kumplowi i po wielu latach - już jako senator (wyżej w USA jest chyba tylko prezydent... nawet Vito Corleone marzył o tym, żeby ktoś z rodziny został senatorem), którego kariera wisi na włosku w obliczu wielu oskarżeń o korupcję, planuje zachować twarz jednocześnie spłacając dług wobec Noodlesa któremu zabrał wszystko. Miłość życia, kilkadziesiąt zmarnowanych lat, fortunę i szanse na karierę, obarczając go winą (przez którą sumienie dręczy go tak bardzo, że do końca życia nie jest w stanie się podnieść) o to, co tak naprawdę on sam zrobił.

To jest praktycznie szekspirowska, klasyczna opowieść o wielkiej przyjaźni, miłości, zdradzie i zemście - w niespotykanej do tej pory skali. Ode mnie 10/10 i zdecydowanie najlepszy film Sergio Leone, prawdopodobnie zmieściłby się w moim osobistym top30 wszech czasów.

Ps. Poczytaj sobie streszczenie fabuły, bo najwyraźniej żeś zaspał albo kompletnie zmulił w trakcie seansu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dawno_temu_w_Ameryce

Bucho napisał(a):Imo najwieksza wada filmu jest nieznosna i nachalna muzyka (sama w sobie piekna), ktora miejscami wciska nam w grdyke te rozmemlana nostalgie do tego stopnia, ze zbiera sie na wymioty.

[Obrazek: tumblr_inline_o9hv9iKjxj1qd7trb_500.gif]

To jest jedna z największych zalet filmu, top5 najlepszych soundtracków Mozarta muzyki filmowej (Ennio Morricone), który idealnie zgrywa się z ARTYZMEM I PRZESADĄ CHARAKTERYSTYCZNĄ DLA SERGIO LEONE. Ta rozmemłana nostalgia to dokładnie styl Spaghetti Westernu, znak rozpoznawczy Sergio Leone, który przeniósł w epickie kino gangsterskie, amen. Uśmiech


RE: Once Upon A Time In America (reż. Sergio Leone) - Phlogiston2 - 01-01-2017

<czeka na reakcje Mefista, aż wytrzeźwieje i zajrzy do tematu>