![]() |
|
Texas Chainsaw Massacre - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +---- Dział: Forum wewnętrzne: HORRORY, KINO WAMPIRYCZNE, GORE (https://forumkmf.pl/Forum-Forum-wewn%C4%99trzne-HORRORY-KINO-WAMPIRYCZNE-GORE--19) +---- Wątek: Texas Chainsaw Massacre (/Thread-Texas-Chainsaw-Massacre--300) |
- Bartholomew - 24-10-2007 Texas Chainsaw Massacre to przede wszystkim doskonaly, mroczny klimat! Dzielo Hoopera jest jednym z moich ulubionych filmów i oczywiście absolutną klasyką w kinie grozy. Każdy element tego filmu jest na plus- nastrój,zgnilizna powiewająca z każdego zakamarka napięcie, fabuła, oszczędne stosowanie muzyki no i oczywiście sam Leatherface. Film doskonaly- 10/10 - slepy51 - 20-12-2007 Mental prawdę pisze, tylko jeśli chodzi o jeden fakt błądzi totalnie (ale to dotyczy recki na stronie a nie tego opisu, z tego co żem wyczytał), mianowicie "The Texas Chain Saw Massacre" '74 to żaden slasher a czystej krwi kino z podgatunktu survivalu, choć posiadające jakieś tam znikome elementy slashera. Żeby daleko nie szukać, to równie dobrym choć cholernie niedocenionym filmem nawiązującym do klasyku Hoopera jest "Just Before Dawn" (Tuż przed świtem) Liebermana a także rewelacyjne "Rituals" Cartera, choć ten drugi w wersji nieocenzurowanej do dostania jest niezwykle ciężki. Niemniej oba obejrzeć warto, bo są równie dobre jesli nawet nie lepsze ("Rituals") niż "TCM'74" Hoopera. A jeśli któryś z tej trójki miałby być nazywany slasherem, to najbliżej do tego miana właśnie "Rituals", który choć wiele czerpie z rewelacyjnego "Deliverance" Boormana to nadal pozostaje w ogólnym rozrachunku najlepszym backwoods slasherem z domieszką kina przetrwania ze znakomicie rozrysowanymi sylwetkami głównych bohaterów (i tu coś dla Menatala - brak małolatów, w zamian mamy tutaj piatkę doktorów przyjacół, zresztą świetnie zagranych) w historii. "TCM'74", "Just Before Dawn" i "Rituals" to kino tylko dla dorosłego widza, któremu horror w wykonaniu producenta Michaela Baya ("TCM'03") niezbyt odpowiada... - Mental - 22-12-2007 Just Before Dawn mam na vhs i zgadzam sie - film jest kapitalny. Rituals natomiast wydaje sie byc pozycja niedostępną. nie wiem, skąd go wygrzebać, a nie ukrywam, że chętnie bym sie z nim zapoznał. odnośnie twojej uwagi: masz sporo racji. ze swojej strony mogę jedynie dodać - w ramach usprawiedliwienia - ze chciałem uniknąć podziału na egzotyczne podgatunki, o których istnieniu wie raptem parę osób. backwoods slasher, survival, "horror obozowy". to brzmi jak gikowsko-fanowskie rozmienianie sie na drobne. niemniej jeśli ci zależy, umieść powyższe zastrzeżenie w odpowiednim dziale ("Błędy, literówki, usterki etc") i po sprawie. ps: oglądałeś Straw Dogs Peckinpaha? od biedy ten film tez można zaliczyć do podgatunku survival. swoja droga, genialne dziełko Peckinpah nakręcił. za każdym razem jak je oglądam, kończe w kałuży potu. - slepy51 - 22-12-2007 No tak, tyle tylko, że survival jako taki ze slasherem zbyt wiele wspólnego nie ma, co najwyżej slasher może posiadać jakieś tam elementy survivalu (właśnie genialne "Rituals") czy też odwrotnie ("TCM" Hoopera). Survival równie dobrze może być czystym horrorem ale także np. czystym gatunkowo dramatem, tak jak właśnie wspomniane przez Ciebie arcygenialne "Straw Dogs" Peckinpaha (tak przy okazji - widziałeś może "Bosque de sombras" z Garrym Oldmanem z 2006 roku - tytuł angielski to "BackWoods", u nas wydany przez Carismę pod tytułem "Las cieni"? Dobry film, nawiązujący miejscami bardzo do dzieła krwawego Sama, nazywany tu i ówdzie właśnie hiszpańskim "Straw Dogs"). Znakomite survivale to takze takie tytuły jak wymieniony przeze mnie wcześniej "Deliverance" Boormana (arcydzeło!), jego nieoficjalny sequel czyli "Southern Comfort" Hilla (wcale nie gorszy), "Hunter's Blood" (Myśliwska krew) Roberta C. Hughesa (cholernie ciężki do dostania film) i arcygenialne dzieło Colina Egglestona rodem z Australii zatytułowane "Long Weekend" (aż żal dupę ściska, ze właśnie powstaje remake w reżyserii Jamiego Blanksa, który nakręcił gówniany teen slasher "Valentine", choć jego tegoroczny survival zatytułowany "Storm Warning" jest ponoć niezły. Kto wie, co z tego wyjdzie, jednak wątpie, by wyszło coś chocby w połowie tak dobrego jak oryginał...). Warto też polecić "Wolf Creek", filmidło pochodzące równiez z kraju kangurów, wyreżyserowane przez Grega Mcleana (twórca "Rogue", tegorocznego animal attack o wielkim różańcowym krokodylu, na którego wyczekuję z niecierpliwością, tym bardziej, że z Australii pochodza dwa najlepsze filmy o morderczych krokodylch - również nakręcony w tym roku "Black Water" i obskurny "Dark Age" z 1987 roku) a także "Day of the Animals" Girdlera - znakomity survival połaczony z animal attack. Ogólnie bardzo łatwo rozróżnić slasher od survivalu, choć przyznam, że większość osób ma z tym spore problemy. Ogólny schemat survivalu wyglada tak - grupka osób (przeważnie mieszkańców miasta) trafia na obce tereny (przeważnie wiejskie, ogólnie mało ucywilizowane bądź też zupełnie dzikie) i walczą o przetrwanie z mieszkańcami tychże terenów (których pochodzenie ani tożsamość do tych 'tajemniczych' nie należą). Slasher to natomiast schemat dużo prostszy - ot, grupka osób walczy o przetrwanie z tajemniczym mordercą (mordercami), który wybija po kolei każdego z bohaterów. Rozróżnić w sumie łatwo, ale ogólnie przyjęło się, że niektóre filmy to slashery, choć wcale do tego podgatunku kina grozy nie należą. "Rituals" można zakupić za granicą na DVD, tyle że z tego co wiem w cokolwiek dziwnej wersji (połączenie odnowionego cyfrowo obrazu z wyciętymi ujęciami dostepnymi tylko dla nieocenzurowanej wersji VHS, która jest nieosiągalna). Jesli masz chęć obejrzeć wersję Uncut, wal na priva, może coś się wymyśli :wink: Cieszę się też, że ktoś docenił "Just Before Dawn" słowem 'kapitalny', bo film ten naprawdę na to zasługuje a został zapomniany (choć "Rituals" chyba jeszcze bardziej, niestety...). Niesamowity, brutalny (choć również jak w przypadku "TCM" Hoopera wcale nie krwawy), niesamowicie klimatyczny horror ze znakomitą oprawą dźwiekową Brada Fiedela (tego pana od dwóch części "Terminatora" choćby) i absolutnie unikatowym (...) mordercą. Chyba do dziś lasy Oregonu są przeszywane przez te przerażające gwizdy... - military - 20-09-2008 Z poczatku film miazdzy klimatem, ale jak juz pojawia sie Leatherhead, a raczej jak nastolatkowie-idioci zaczynaja pchac mu sie w lapy, robi sie glupio. I bardzo zabawnie. Przednia rozrywka, tyle powiem - choc wkurza, ze przez ostatnie 20 minut slychac tylko "wrrrrr\AAAAAAAAAA\wrrrrrrrrrr\AAAAAAAAAAAAAAAAAAA". Za szybko rozwalono wszystkich oprocz glownej bohaterki, by utrzymac zainteresowanie. Poza tym TCM posiada charakterystyczna, wkurzajaca ceche wiekszosci horrorow z epoki: konczy sie w 0.1 sekundy po tym, jak udaje sie zabic bad guya\uciec mu. Zadnego epilogu, ba, zadnej celebracji zwyciestwa. Pozostawia to spory niedosyt. - Mental - 20-09-2008 military napisał(a):nastolatkowie-idioci zaczynaja pchac mu sie w lapy dawaj przykłady. Cytat:Zadnego epilogu, ba, zadnej celebracji zwyciestwa o jakiej celebracji mówisz? przecież ta laska będzie miała psyche zryta do końca życia. czego oczekiwałeś? sceny w szpitalu i tortu od mamy? - military - 20-09-2008 Mówię o celebracji w rodzaju "rozdygotana nastolatka odjeżdża w stronę zachodzącego słońca". Długie ujęcie, spokojne zaciemnienie - bo przecież wreszcie zaznała spokoju. A nie "AAAAAA!Wrrrr!AA..klik", koniec filmu. A co do głupoty nastolatków - gdybym zobaczył tyle samochodów ukrytych pod kamuflującym materiałem, to, znając Wzgórza mają oczy, domyśliłbym się że to samochody zamordowanych ludzi. :) Gdyby do zmroku nie wrócili moi kumple, to mając na uwadze słowa gościa ze stacji benzynowej, że miejscowi mogą krzywdzić za wdzieranie się na ich posesje, poszedłbym po prostu na policję, a nie szedłbym szukać ich na własną rękę. W końcu już troje zaginęło. A przed godziną jakiś brzytwiarz chciał mnie pociąć swoją brzytwą. I ostatnia sprawa: jakbym natrafił na jakiś obskurny dom, przy którym byłyby oznaki obecności zaginionych kumpli, na pewno bym tam nie szedł, bo... No bo czemu? Przecież to oczywiste, że jak widzisz gilotynę to wkładasz głowę i pociągasz za sznurek. W końcu do tego służy. - Mental - 20-09-2008 Cytat:Gdyby do zmroku nie wrócili moi kumple, to mając na uwadze słowa gościa ze stacji benzynowej, że miejscowi mogą krzywdzić za wdzieranie się na ich posesje, poszedłbym po prostu na policję, a nie szedłbym szukać ich na własną rękę. a wiesz, co by się stało na komisariacie? uprzejmy szeryf o wyglądzie R. Lee Ermey'a podwiózłby nastolatków pod samą chatę, po czym na miejscu okazałoby się, że to jeden z miejscowych ludożerców. kiedy krecisz survivalowy slahser, wszystkie drogi zawsze prowadzą... do chaty kanibali-rednecków:) poza tym military, takie ostrzeżenia to żadna nowość: w Ameryce wejście na cudzą posesję zazwyczaj wiąże się ze sporym ryzykiem, włączając w to kulkę w łeb. serio poszedłbyś na policję? bo ja na przykład pomyślałbym: "pewnie kumpel wyrwał jakąś dupę i ją obmacuje na sianie":) i wiesz co? poszedłbym go szukać:) Cytat:A przed godziną jakiś brzytwiarz chciał mnie pociąć swoją brzytwą. wydarzenie bez związku. zostawili go parę ładnych kilometrów dalej. Cytat:jakbym natrafił na jakiś obskurny dom, przy którym byłyby oznaki obecności zaginionych kumpli, na pewno bym tam nie szedł ty byś nie szedł, a ja na przykład poszedłbym zapukać. nie mówie o wchodzeniu. choć kto wie? gdybym miał broń - czemu nie? a jako że zawsze nosze przy sobie broń...:) i najwazniejsze na koniec: Cytat:A co do głupoty nastolatków - gdybym zobaczył tyle samochodów ukrytych pod kamuflującym materiałem, to, znając Wzgórza mają oczy, domyśliłbym się że to samochody zamordowanych ludzi. otóż to. niestety bohaterowie TCM nie widzieli HHE i chyba ogólnie nie oglądali Faktów o 19:00. mnie raczej wkurza kręcenie takich rzeczy dzisiaj, w dobie internetu i TVN24. obejrzyj sobie 'Funny games' Hanekego. gdyby film powstał 30 lat temu, to pewnie bym kupił zachowanie bohaterów, ale w XXI wieku? bez jaj. - Negrin - 21-09-2008 Mental napisał(a):obejrzyj sobie 'Funny games' Hanekego. gdyby film powstał 30 lat temu, to pewnie bym kupił zachowanie bohaterów, ale w XXI wieku? bez jaj.Nie mógłbym spać, gdybym nie powiedział tylko: "magiczne słowo na P". Nie, nie będę kontynuował wątku :) - Mental - 21-09-2008 masz na myśli "popieram"? ;) - Negrin - 21-09-2008 Przejrzałeś mnie na wylot ;) - military - 21-09-2008 Mental, nie wierze ze tak powaznie odpowiedziales na punkt ze Wzgorzami. Co do policji - jesli okazaloby sie, ze policjant jest kanibalem, to przynajmniej zachowanoby logike wydarzen. A tak cztery osoby koncza w identyczny sposob: widzac jakis w ciul dziwny, obskurny dom z oznakami, ze mieszka w nim ktos niezbyt normalny, spotkawszy 20 dziwnych meneli po drodze i wiedzac o okaleczeniach zwlok w okolicy, wchodza do srodka bez pozwolenia (co w USA jest wystarczajaca wymowka do zabicia intruza). A co gorsze, mimo ze miedzy pierwszym a ostatnim mordem mija jakies piec czy szesc godzin, to kolejni idioci ida szukac poprzednich, bo mysla ze tamci sie obmacuja. Od bialego dnia do ciemnej nocy? Na dodatek widzac, ze cos jest nie w porzadku, szukajac kumpli dra ryje zdradzajac swoja pozycje. Ale moze to i dobrze, bo gosc na wozku byl tak wkurzajacy, ze tylko czekalem az go zasiekieruja. - Danus - 21-09-2008 military napisał(a):wozku byl tak wkurzajacy, ze tylko czekalem az go zasiekieruja.Świetny tekst-zasiekierują hehe. Też mnie ten koleżka denerwował, więc z wielką ulgą przyjąłem do wiadomości fakt jego dość efektownej śmierci :) . Zgadzam się z Militarym. Zawsze mnie w tym filmie śmieszyło to że ludziska po kolei giną, a reszta lezie do tego domu jak muchy do lepa by szukać resztę. Gdzie tu jakakolwiek logika. Wolę brak jakiejkolwiek logiki w 20 metrowych naparzających się robotach niż brak logiki w bezsensownych slasherach. - Mental - 23-09-2008 military napisał(a):A co gorsze, mimo ze miedzy pierwszym a ostatnim mordem mija jakies piec czy szesc godzin, to kolejni idioci ida szukac poprzednich, bo mysla ze tamci sie obmacuja. Od bialego dnia do ciemnej nocy? sorry, military, ale jak macanko jest przyjemne, to ja się mogę macać nawet od niedzieli do niedzieli:) military napisał(a):gosc na wozku byl tak wkurzajacy, ze tylko czekalem az go zasiekieruja. motyw "zasiekierowania" kola na wózku uważam za najbardziej kontrowersyjny w całym filmie. niech mi ktoś powie (bo nie chce mi się odpalać dvd z filmem), czy Skórzana Twarz uruchomił piłę w momencie ujawnienia się, czy miał ją na chodzie przez cały czas, ale dopiero kiedy naskoczył na gościa, można było usłyszeć jej warkot? bo jeśli to drugie, to trochę głupio Hooper wymyślił. - Danus - 23-09-2008 Mental napisał(a):to trochę głupio Hooper wymyślił.W ogóle to cały film trochę Hooper głupio sobie wymyślił. :) - military - 23-09-2008 Akurat ten moment jest bezsensowny - kiedy laska i inwalida kieruja sie na dom, jest zupelna cisza. Nagle slychac warkot pily i koles na wozku ginie. Nie ma momentu zalaczania, dajacego charakterystyczny odglos, a wczesniej nie slychac niczego. Tak jakby morderca zmaterializowal sie z wlaczona pila. - Mental - 05-02-2009 przeglądam sobie plakaty TCM74 hoopera z rożnych zakątków globu i jeden szczególnie zwrócił moją uwagę: ![]() dużo krwi. będąc swego czasu w anglii kupiłem sobie oryginalną TCM, która od wersji amerykańskiej różni się posiadaniem 72-minutowego, nowego dokumentu 'Shocking Truth' o realizacji filmu. właściwie tylko dla niego nabyłem całe wydanie w gustownej tekturce, gdyż wersje amerykańską miałem już w kolekcji. tak czy siak, po premierze TCM - chyba nawet pisałem o tym w recce - wielu krytyków zaczęło wychwalać hoopera, jak to zdołał wzbudzić grozę bez pokazywania krwi. i faktycznie - w oryginalnym TCM mało co jest pokazane, a to z tego powodu, że reżyser chciał się załapać na certyfikat PG:) co oczywiście mu się nie udało i film otrzymał R, ale jak przyznaje sam zainteresowany w Shocking Truth, brak krwi wcale nie wynikał z koncepcyjnego wyrafinowania. oto jak rodzą się mity. - military - 27-11-2009 Powtórzyłem sobie film i tak: - wizualnie niszczy - klimatycznie miażdży - ale dźwiękowo zabija - tylko że w negatywnym znaczeniu Gdyby cała druga połowa nie była jednym ciągłym wrzaskiem, podobałoby mi się o wiele bardziej. Nie mogłem znieść tego jazgotu. Musiałem oglądać na dźwięku ustawionym niemal na zero. Jeśli widziałbym Masakrę w kinie, pewnie bym wyszedł - ale nie dlatego, że mną wstrząsnęła, tylko dlatego, że moje uszy nie wytrzymały hałasu. Jakiś "silent cut" by się przydał, gdzie wsadzono by inne odgłosy zamiast pisku. - Joe Chip - 22-04-2010 Nihilistyczna w tonie opowieść o zdegenerowanej rodzinie przeprowadzona bardzo konsekwentnie aż do finału to niewątpliwy przejaw talentu Hoopera. Wyszło to dziko przekonująco a mały budżet paradoksalnie jeszcze w tym pomógł. Ten cały syf w którym przyzwoity remake Nispela i głupi prequel nie doścignął ani na jotę do dziś zachowuje godny podziwu autentyzm. Pokazana w krzywym zwierciadle instytucja rodzinna, zastosowana paradokumentalna forma w której się uczestniczy by trafić w sam środek koszmaru ( ta konwencja pozwoliła tym bardziej pokazać spowszedniałość zepsucia wokół w którym fakt przeżycia bohaterki nic nie zmieniło w stanie ogólnym - to co wydarzyło się jej i jej przyjaciołom stanie się co najwyżej sensacją w brukowcu, mentalność mieszkańców stanu Texas będzie ta sama ), rola udźwiękowienia i zminimalizowanie roli muzyki. Sceny psychicznego znęcania się nad dziewczyną ze zwykłą rozrywką nie mają wiele wspólnego ( bliżej mu do zwyrodniałego gore pokroju "Królika doświadczalnego" ) a finał utrzymany jest w zawieszeniu ukazujący triumf zła. Dziewczyna przeżywa z pokiereszowaną psychiką w którym ona jest osobą z krwi i kości a nie typowym, slasherowym mięsem ala "Piątek trzynastego". Sam tytuł stał się kultowy, tu znaczy tyle co wycinek prasowy, którą określono ową nazwą zbrodnie na kilku nastolatkach aby przyciągnąć wzrok ciekawskich czytelników. Trzeba wspomnieć o świetnej, naturalnej grze amatorów - widać iż to są zwyczajni ludzie, którzy po prostu trafili w nieodpowiednie miejsce i czas. Rola Marylin Burns to jedna z najlepszych ról kobiecych w horrorze mym skromnym zdaniem. Jeszcze coś o rodzinie kanibali - czuby, które żyją w ubóstwie, na dodatek banda fanatyków kultywujących starodawne tradycje rodzinne aż do przesady jakby się czas zatrzymał dla nich i ukazanej w sposób groteskowy w której senior rodu - dziadek jest najważniejszym z członków rodziny żyjących w stanie Teksas pełnym religijnych dewotów ( ta scena kolacji wygląda mi na karykaturę typowego niedzielnego obiadu rodzinnego bogobojnych mieszkańców Teksasu z tą różnicą, że tu potrawą są ludzie ). Różnice zdań i kłótnie między synem ( tym autostopowiczem ) a ojcem wynikające z owego modelu rodzinnego w którym to starszy jest panem i władcą. Na dodatek upośledzony psychicznie drugi syn - Leathface pełniący rolę popychadła w tej hierarchii, zahamowany seksualnie którego wyraz znajduje się w finałowym tańcu z piłą. Nie jest niezniszczalną maskotką popkultury jak Jason, krwawi i równie dobrze to on mógł zginąć pod kołami ciężarówki zamiast swego brata. Jego postać to jakby konsekwencja życia w miejscu zapomnianym przez Boga w którym tego rodzaju jednostki nie mają nic do gadania i mają wykonywać posłusznie rozkazy bo są zbyt ułomne by pełnić inną rolę. Uwarunkowania genetyczne spełniły swą rolę i przyszedł na świat taki ziom - człowiek ułomny, niepełny. Zawsze może się wyładować na przyjezdnych swoim narzędziem zbrodni i taką żołnierską posługę dobrze wykonuje traktując wczasowiczów tak jak on jest traktowany, jak kupę mięsa którą można na hak zarzucić. Myślę, że taki mikroportret pieskiego życia w horrorowym wydaniu Hooperowi wyszedł w którym człowieczeństwo jest pod znak zapytania wzięte i sportretował ich jakby posiłkował się egzystencjalno-metafizycznym teatrem absurdu spod znaku Samuela Becketta. Przekaz wzmacniają echa ówczesnych wydarzeń w których powstał film - wojna wietnamska i uosobienie jej wpływów w postaci niepełnosprawnego Franka nienawidzącego swego losu a także późniejszych zdarzeń w filmie. Hooper zamieścił tu tamtejsze lęki społeczne. I wyszło mu arcydzieło. RE: Texas Chainsaw Massacre Tobieego Hoopera - military - 24-05-2011 Obejrzałem remake - nie jest aż tak zły, jak się spodziewałem. W zasadzie ma tylko dwie, za to duże wady. Pierwsza: wątek blondyna to bezsensowne gore porn. Druga: twórcy tak bardzo starali się pokazać syf, że zamiast widzieć syf, oglądając film widzi się ich starania. Film Hoopera był świetny wizualnie, bo prawdziwy: znaleźli jakiś syfiasty dom, wrzucili do niego mnóstwo brudnych badziewi. W rimejku wszystko jest nowe, ręcznie zrobione i ucharakteryzowane na brudne. To widać. Sztuczny syf to odpowiednik CGI-postaci - zawsze będzie wiadomo, że są sztuczne. Mimo wszystko wygląd trochę poprawia się w późniejszej części, gdy akcja przenosi się do piwnic. Skoro już mowa o wadach, to jeszcze wspomnę męską część młodocianej obsady - leszcze jakich mało. Teraz przechodząc do tego, co mi się podobało: Leatherface. Choć scena ze zdejmowaniem maski jest niepotrzebna, to każde ujęcie w którym gościu zapieprza z włączoną piłą jest po prostu piękne. Jeśli chodzi o gonitwę za ofiarami, to została świetnie zrealizowana. Dalej: Jessica Biel dobrze sprawuje się w swojej roli, ale i tak wszystko zamiata R. Lee Ermey, który jest po prostu genialny. Choć z początku zmiany względem oryginału (dwie dziwne kobity w przyczepie, autostopowiczka zamiast autostopowicza) nie za bardzo przypadły mi do gustu, to po obejrzeniu całości muszę przyznać że nie wypadły tak źle. Dodajmy jeszcze mocarną końcówkę w rzeźni + rozwinięcie wątku z kierowcą ciężarówki, a mamy... w sumie niezły film. 7/10. Chyba najlepsze, co kiedykolwiek spłodziło Platinum Dunes (bo Wzgórza mają oczy chyba nie są ich produkcji, nie?) P.S. Oczywiście remake niepotrzebny (nie to co w przypadku Halloween na przykład), ale jakimś cudem udany. |