![]() |
|
Książki - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38) +--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
|
- Artemis - 02-08-2009 Czytał ktoś (ew. oglądał) Pocałunek kobiety-pająka? Homoseksualista i marksista w jednej celi: ten pierwszy opowiada temu drugiemu fabuły filmów. Opis Ludzi-kotów ciągnie się przez stron chyba pięćdziesiąt - i jakie to ekscytujące! Filmy, życie, filmy. Polecam. Nie byłabym sobą, gdybym nie wrzuciła jednej z moich ulubionych okładek Świerzego:
- BezcelowyAlbatros - 04-08-2009 jarod napisał(a):Ale i tak sama końcówka miażdży jak dla mnie. Miażdży, jak cholera, tylko na chwię obecną jestem w takim szoku, że nie wiem, czy mi się to podoba, czy nie. Zobaczymy, co z tego później wyniknie, ale nic nie mów! :) Póki, co robię sobię przerwę z "Pieśnią...", tylko dlatego, coby tego za wcześnie - przed ukazaniem się nowego tomu - nie skończyć. - Tyler Durden - 04-08-2009 Niewiele na razie wyniknie, bo "Uczta dla wron" pomija większość popularnych postaci skupiając się na drugoplanowych bohaterach i wielu nowych wątkach. Ale i tak czyta się to świetnie więc specjalnym problemem to nie jest, aczkolwiek postaci Tyriona trochę mi brakuje. - Tyler Durden - 02-09-2009 Jakiś czas temu sięgnąłem w końcu po pierwszy tom "Mrocznej wieży" S.Kinga i delikatnie mówiąc, poczułem się nią rozczarowany. Tak jak sam koncept wydawał mi się wielce interesujacy, tak sama historia pozostawiła niewzruszonym, a i stylistycznie nie było zbytniego: "wow!". Jako jednak, że sam King przyznaje, że z dwóch pierwszych tomów nie jest szczególnie dumny i historia nabiera właściwego kształtu dopiero od trzeciego, postanowiłem dać szansę kolejnym książkom z serii. No i już po drugim tomie moje odczucia są znacznie pozytywniejsze. W zasadzie, to chcąc być bardziej konkretny, powinienem powiedzieć, że połknąłem ją w przeciągu trzech dni, ani na moment się przez ten czas nie nudząc, będąc zaintrygowany co zastanie Roland w kolejnych drzwiach do innego świata. Obecnie pyknąłem ponad 100 stron trzeciego tomu i wciąż jest dobrze, więc choćby później się nagle poziom serii spieprzył, to i tak jestem już chyba skazany na przeczytanie całości... :) - jarod - 02-09-2009 Teraz czeka Cię tragiczny tom 4 i całkiem niezła reszta. - Glut - 02-09-2009 jarod napisał(a):tragiczny tom 4 Chyba najlepszy. : ) Historia Rolanda absolutnie wymiata. - Mush Room - 02-09-2009 najlepszy jest drugi :) i zakończenie całości jest całkiem przyzwoite. - jarod - 02-09-2009 Zgadzam się z przedmówcą. A co do tomu czwartego - trzy razy do niego podchodziłem, zanim udało mi się przebrnąć. Jedna wielka rutyna, nieścisłosci z poprzednimi częściami, i przede wszystkim - nuuuda. Ale może tylko ja tak miałem. - desjudi - 02-09-2009 tom pierwszy to nuda była. trzeba sporo dobrej woli, żeby kontynuować. ja jej nie miałem 8) - jarod - 02-09-2009 Tom pierwszy podobał mi sie pomimo obecności kilku typowo kingowskich motywów, których sczerze nie znoszę (fanatyczka religijna itp.). Tym niemniej klimat wyniszczonego świata wiele w tym przypadku wynagradza. - Glut - 02-09-2009 jarod napisał(a):Jedna wielka rutyna, nieścisłosci z poprzednimi częściami, i przede wszystkim - nuuuda. Tom 4 to dla mnie opowieść Rolanda przede wszystkim, nie jest ani rutynowa ani nudna. Co do tego co się dzieje na początku i na końcu tomu, nie pamiętam. : ) desjudi napisał(a):tom pierwszy to nuda była. 1 tom to zupełnie inny styl, mnie się akurat podobał, ale właściwa MW zaczyna się od drugiego. Polecam przebrnąć przez tą krótką książeczkę i cieszyć się mocą tej świetnej sagi. - Mush Room - 02-09-2009 jestem w stanie zrozumieć desa z prostej przyczyny - nie pamiętam, żebym męczył coś tak długo jak tom pierwszy. doprawdy, koszmarna lektura. - Tyler Durden - 02-09-2009 desjudi napisał(a):tom pierwszy to nuda była. trzeba sporo dobrej woli, żeby kontynuować. ja jej nie miałem 8)Spróbuj jednak ruszyć ten drugi tom, ja też po pierwszym zastanawiałem się czy nie olać dalszej lektury tej najwyraźniej przecenionej serii, po jakiś 2-3 miesiącach przerwy to zrobiłem i nie żałuję, bo drugi jest nieporównywalnie lepszy od pierwszego. Nie wspominając o tym, że z tego co pamiętam, masz wszystkie tomy na półce, nie pozbywaj się ich póki nie dasz im szansy ;) - desjudi - 02-09-2009 no mam niby, kurz muszę z nich ścierać co jakiś czas. ich kolej nadejdzie kiedyś, bo na liście must-read mam kilkanaście innych tytułów [których zaliczenie, biorąc pod uwagę dynamikę czytania w ostatnich czasach, zajmie mi wieki 8) ] - Tyler Durden - 02-09-2009 Oj tak, znam ten ból, obecnie czytam rocznie nieporównywalnie mniej książek jak w szkole średniej, ale za to i tak jest już lepiej jak przed czterema laty (kto ma czas na czytanie książek podczas pierwszych dwóch lat studiowania <- nie mylić z "uczenia się" ;)) - BezcelowyAlbatros - 03-09-2009 Najlepsze z MW są "Czarnoksiężnik i kryształ" (mega-wzruszająca opowieść, przede wszystkim) i "Pieśń Susannah"... Reszta, przekombinowana, a zakończenie straszna bida. Ja kiedyś sobie wykoncypowałem takie zakończenie, że Roland strąca Karmazynowego Króla z Wieży, ten spada, historia zakręca koło i to KK jest tym stworzeniem, które pojawia się w kingowym opus magnum, czyli w "To" (wiecie, te wszystkie symbole pająka pojawiające się w MW i takie tam). Nie wiem, czy ktoś pamięta jeszcze, ale opis pojawienia się Tego, widziany przez dzieciaki w wizji to, ze To było coś spadającego z nieba niczym meteoryt w dalekiej przeszłości. Ech, moje zakończenie zdecydowanie lepsze. EDIT: W sumie jednak, jeśli się tak poważnie zastanowić, to najlepszy z okołowieżowych jest "Czarny Dom" Strauba & Kinga Co.. Polecam! - Artemis - 03-09-2009 Najlepsze są Ziemie Jałowe i Wilki Calla, cała reszta to albo przeciętniactwo (Powołanie trójki, Roland), albo nuda i bida z nędzą (Czarnoksiężnik i kryształ, Pieśń Susannah - ja mam bardzo osobiste wspomnienia z lektury tego czegoś, i jak teraz myślę, to mi się flaki przewracają). To znaczy tak: jest w tej sadze szereg motywów znakomitych, nawet jeśli wydumanych i nielogicznych, to King pisze o nich tak, że zagnieżdżają się na umyśle jak To w kanałach Derry (cały motyw z pociągiem np.), i właściwie żadnego z tomów nie czytałam dłużej niż przez dwie doby, ale... No właśnie, ale. Przekombinowanie, naciąganie, zmęczenie bohaterami (czego u Kinga z lat 70. i 80. - przynajmniej w takim stężeniu - w ogóle nie było), konstrukcyjny chaos. Całość ma mega klimat, ale ostatnie dwa tomy męczą okrutnie. - Mental - 04-09-2009 'Ziemie Jałowe' są najlepsze. bez dyskusji. 'Czarnoksiężnik i kryształ' też super, ale kurde momentami czułem, że King próbuje mnie wzruszyć trochę na siłę. niemniej jako że mam słabość do historii miłosnych, kończących się fatalnie, część czwartą sagi bardzo polubiłem. dużo tam motywów rodem z najdzikszego i najkrwawszego Wild Westu, przez co notowania tej książki znacznie podskakują przy kolejnej lekturze. ok, pewnie pękacie z ciekawości, cóż takiego fajowego ostatnio przeczytałem. otóż przeczytałem dwie knigi: jedną autorstwa Marka Robaka W obronie Boga i króla. Wandea 1793 o tzw. Wielkiej Rewolucji Francuskiej, którą media lubią przedstawiać w świetle mega pozytywnym, że równość, wolność i inne plugawe brednie. pamiętam, jak w klasie maturalnej - a już wtedy dużo czytałem na temat tego, o czym lepiej "milczeć" - pani nauczycielka poprosiła mnie, bym wyszedł na środek i odczytał swoje wyprawowanie o "Wielkiej Rewolucji Francuskiej". pierwsze zdanie brzmiało miej więcej tak, że wole faszystów od zdobywców Bastylii. pani pozwoliła mi dokończyć wystąpienie, ale po lekcji miałem z nią ostro do pogadania. cytat z książki: Jeśli ktoś miał nadzieję, że Republika głosząca hasła "wolności, równości i braterstwa" odwzajemni rycerskość Wandejczyków, to uchwała najwyższej władzy rewolucyjnej Francji - Komitetu Ocalenia Publicznego - z 1 sierpnia 1793 rozwiała w tym względzie wszelkie wątpliwości. Komitet nakazał zniszczenie Wandei. Nie tylko jej mieszkańców, ale i bydła, roślinności, domostw, kościołów. Wszystkiego. To nie Adolf Hitler był pierwszym, który wpadł na pomysł wojny totalnej. Wcześniej opracowali i z mściwą systematycznością zrealizowali go francuscy rewolucjoniści - dzieci tzw. wieku oświecenia. Okrucieństwa popełniane w średniowieczu przez Mongołów Czyngis-chana bledną w porównaniu z tym, co pod koniec XVIII wieku Francuzi, omamieni rewolucyjną ideologią, uczynili innym Francuzom. Rewolucjoniści zaplanowali ostateczne rozwiązanie kwestii wandejskiej. (...) W swoim ludobójstwie Rewolucja Francuska była ograniczona tylko techniką. Carriera i innych mu podobnych katów chowu Rewolucji odróżniła od sowieckich i hitlerowskich oprawców tylko niemożność korzystania z osiągnięć technicznych XX wieku. Gdyby bowiem mieli do swojej dyspozycji gaz Cyklon -B czy pistolet "Nagan", ich ludobójstwo szłoby w miliony. I tak jednak liczby są zastraszające. Ocenia się, że w ciągu półtora roku w Wandei zamordowano ok. 120 tys. osób, a więc 15% całej ludności tego rejonu. W przeliczeniu na gęstość zaludnienia i liczbę ludności dzisiejszej Francji, liczba ta wynosiłaby ponad 8 milionów osób! Człowiek był niszczony przez totalitarystów nawet po śmierci. Hitlerowcy wykorzystywali ciała swoich ofiar do robienia mydła i materaców, francuscy rewolucjoniści zaś szyli sobie spodnie ze skóry swoich ofiar. "Wolność, równość, braterstwo"? druga pozycja to Demokracja - opium dla ludu? Erika von Kuehnelt-Leddihna, w której mowa jest o tym - w ogromnym skrócie rzecz ujmując - że demokracja to najgłupszy i najniebezpieczniejszy ustrój, jaki wymyśliła ludzkość. niestety nie we wszystkich punktach mogę się zgodzić z autorem, a to z racji jego rzymskokatolickiego światopoglądu. na szczęście łatwo odseparować "religijne" wtręty od właściwej (historyczno-filozoficznej) części jego wywodów. polecam również Śmiertelny bóg Demos. Pięć wykładów o demokracji i jej krytykach autorstwa Jacka Bartyzela. obydwie książki są względnie krótkie, bardzo treściwe i napisane zajebistym językiem. no i pozwalają inaczej spojrzeć na to, czym niestrudzenie karmią motłoch światowe mass media. do refleksji. [ Komentarz dodany przez: desjudi: Pią Wrz 04, 2009 08:34 ] dyskusja o demokracji przeniesiona do wątku światopoglądowego. [ Dodano: Pią Wrz 04, 2009 19:23 ] oto co świętują niczego nieświadomi Francuzi (fragmenty z książki Marka Robaka): Kolumny gen. Turreau, które przeszły do historii pod dobrze zasłużona nazwa "kolumn piekielnych", wyruszają do akcji w rocznice stracenia Ludwika XVI, 21 stycznia 1794 r. Rozkazy sa jasne. General Turreau: "Obnoście wszystkich na ostrzach bagnetów. Wsie, zagrody, lasy, zagajniki, w ogóle wszystko, co moze splunąć, będzie wydane płomieniom". General Grignon: "Daje wam rozkaz rzucenia w płomienie wszystkiego, co nadaje się do spalenia i nadziania na ostrza bagnetów wszystkiego, co napotkacie na swej drodze". Dnia 6 lutego Konwent pisze do generała Turreau: "Eksterminować bandytów co do jednego - oto twoje zadanie". Cala Wandea plonie, bestialstwo przekracza wszelkie granice - żołnierze "kolumn piekielnych" tną ludzi na kawałki, wypruwają wnętrzności, rozcinają kobiety w ciąży i obnosza na bagnetach nienarodzone dzieci, obcinają narządy płciowe. Żołdacy zabawiają się zabijając dzieci w kołyskach, krojąc je na dwoje jednym ciosem szabli. Tłuszcz ludzki jest zbierany w celu prób jego wykorzystania, skóra zdzierana z ludzi i garbowana - generałowie Beysser i Moulin szczycili się noszeniem spodni ze skóry Wandejczyków. Nie ma takiego bestialstwa, takiej tortury, której by nie zastosowano w Wandei. Moza się z nimi zapoznać, bo raporty z działań "kolumn piekielnych" ocalały i są dostępne w archiwach. A oto kilka wyjątków z raportów Cordeliera, Grignona i Crouzata: - "Zabijamy ich 2 tys. dziennie." - "Wole podcinać gardła, by oszczędzać naboje." - "Cały czas poluje. Każdego dnia moi myśliwi przynoszą mi co najmniej 20 głów bandytów, by mi sprawić przyjemność ... ilość zwierzyny jednak się zmniejsza." Na przełomie lutego i marca maja miejsce tzw. "wielkie masakry". W La Gaubretiere zostaje zamordowanych 700 mieszkańców, generał Huch donosi: "Było ich zbyt mało, by urządzić prawdziwa rzez!" ------------ mit Bastylii: W potocznej świadomości Bastylia jawi się jako XVIII-wieczny odpowiednik obozu koncentracyjnego lub łagru, w którym okrutny, absolutystycznie rządzący król Francji arbitralnie wtrącał licznych przeciwników swojej władzy. Wreszcie jednak 14 lipca 1789 roku, działający ze szlachetnych pobudek lud paryski przyniósł wolność uciemiężonym i po długiej i krwawej walce zdobył bronioną przez liczne wojska królewskie, Bastylię. Nastała wolność. Jak było w rzeczywistości? Otóż, w istocie 14 lipca 1789 roku paryski tłum w znakomitej większości podburzony i opłacany przez Filipa księcia Orleańskiego, kuzyna króla Ludwika XVI (Filip chciał detronizacji Ludwika XVI, by samemu móc objąć tron) otoczył Bastylię. Bastylia była wówczas bardzo słabo broniona (Ludwik XVI w ogóle dozwalał bardzo małej ilości swojego wojska na obecność w stolicy). Załoga tej fortecy w zdecydowanej większości składała się z inwalidów i weteranów, którymi dowodził kawaler de Launay. Opór załogi Bastylii ograniczył się do oddania jednej salwy, która raniła kilka osób z tłumu. Zaraz po tym de Launay zgodził się na kapitulację Bastylii, pod warunkiem, że jej załoga będzie mogła bez szwanku opuścić twierdzę. Warunek ten został zaakceptowany. Jednak, gdy tylko załoga wraz ze swoim dowódcą znalazła się poza murami Bastylii, tłum rzucił się na nich. Szczególnie okrutnie znęcano się nad de Launayem. Kłuto go pikami, a gdy sam zaczął błagać swoich oprawców o dobicie go, ci oddali go w ręce niejakiego Feliksa Denota, czeladnika rzeźnickiego. Ten stwierdził, że de Launay jest zbyt ranny, aby przywiązać go do ogona konia i włóczyć w ten sposób po ulicach Paryża. Zdecydował się więc na inny sposób mordu, przez odcięcie głowy. Próbował najpierw szablą. Nie był jednak wprawnym katem. Parę cięć szablą nie wystarczyło, by dobić komendanta Bastylii. Denot zdecydował się więc na wypróbowanie na nieszczęsnym de Launayu swoich początkujących umiejętności rzeźnickich. Stępionym rzeźnickim nożem odciął głowę swojej ofierze. Tą makabryczną "zdobycz" obnosił paryski motłoch przez cały 14 lipiec 1789 roku po ulicach stolicy Francji. Taka właśnie rzeczywistość wypełniała dzień, którego każda rocznica jest do dzisiaj świętem narodowym Francji. Czy jest co świętować? Kogóż więc uwolniono z Bastylii 14 lipca 1789 roku? Setki, tysiące wycieńczonych i niewinnie więzionych przeciwników królewskiego absolutyzmu? W tamtym dniu uwolniono z Bastylii kilka osób. W większości pospolitych przestępców, dwóch chorych psychicznie oraz jednego szlachcica, osadzonego w twierdzy na prośbę swojego ojca. Prawda jest bowiem taka, że na długo przed rewolucją Bastylia świeciła pustkami. Bardziej straszyła swoim ogromem, niż liczbą więzionych w niej ludzi. - Mefisto - 05-09-2009 a ja właśnie skończyłem Hollywood Bukowskiego - nie było, nie ma i nie będzie lepszej książki o pisaniu i kręceniu filmów. Ilość kultowych tekstów i opisów na stronę przekracza tu wszelką barierę, a całość po prostu wchodzi jak najlepsze winko. Polecam. Dla niektórych lektura obowiązkowa, dla reszty na pewno świetna ciekawostka. - Artemis - 05-09-2009 Bukowski to jest lektura obowiązkowa:). Facet pisał tak, jak oddychał. Zmienił moje podejście do literatury bardziej niż Henry Miller. |