![]() |
|
Mission: Impossible (1996-2022) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Serie filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Serie-filmowe--21) +--- Wątek: Mission: Impossible (1996-2022) (/Thread-Mission-Impossible-1996-2022--1546) |
RE: Mission: Impossible - Kuba - 12-08-2018 Co tu się dużo rozwodzić, no prze-zajebista rzecz. Że niby napisałem kiedyś o "Dunkierce", że pokazuje do czego powstał IMAX i w trakcie seansu siedziałem na krawędzi fotela? Pfff, tutaj na scenie z helikopterami pierwszy raz w kinie CZUŁEM wysokość i te wszystkie akrobacje robiły piorunujące wrażenie, czułem jakbym latał tam z nimi. "Fallout" to realizacyjnie absolutny szczyt możliwości tej serii. Wreszcie Tom i McQuarrie puścili wszelkie hamulce, w nowym MI jest każdy ikoniczny element serii, niektóre sceny to wręcz kopie, ale każda jest podkręcona na maksimum i znacznie lepsza. I kurde, ale tak wyraźnie widać jaka jest gigantyczna różnica między filmem robionym w studiu a faktycznie w plenerze, emocje z obserwowania Toma zwisającego z helikoptera, skaczącego z 7000 metrów czy mknącego ulicami Paryża są unikalne i niepodrabiane, to nie jest nawet kwestia tego, że wiem o tym, że on sam to robi, jakbym tego nie wiedział to i tak bym to zauważył. Fabuła oczywiście kuleje, niestety bo film ma masę ciekawych wątków i tropów których odpowiednie podjęcie dałoby bardzo ciekawe efekty. Film jest też zdecydowanie bardziej emocjonalny od poprzedników, ale też nie aż tak jakby mógł być. Winę tutaj ponoszą także dialogi, przez większość czasu całkiem solidne, ale w kluczowych momentach dość rozczarowujące, walące patosem i banałem. Zwrotów akcji jest tu multum a sceny w tunelu robią się nawet w pewnym momencie wręcz kuriozalne z tego powodu. Ale wiecie co? Absolutnie mi to akurat nie przeszkadzało. Najbardziej nie mogę wybaczyć jednak McQuarriowi tego, że film od razu byłby znacznie ciekawszy, poważniejszy, stawka byłaby jeszcze bardziej odczuwalna a całość przestała by być tak fabularnie bezpieczna. A druga sprawa to The Wąs - Cavill w tej roli jest super, wygląda super i bardzo się stara wepchnąć w Walkera jak najwięcej życia, czego nie można powiedzieć o scenarzyście. Walker jest oklepaną, nieciekawą, rozczarowującą i bardzo zmarnowaną postacią. Na dodatek trailery i materiały przedstawiały go jako potężnego koksa który pięściami powala legiony Nieskalanych a zamiast podwieczorka po obiedzie zdejmuje szeregi helikopterów strzelając z procy - finalnie okazuje się raczej całkiem przeciętnym mięśniakiem. Szkoda. Koniec minusów. Resztą to są plusy na plusie. Od znacznie lepszych niż w "Rogue Nation" Harrisa i Baldwina, przez bardzo fajną Kirby (liczę na więcej) po tradycyjnie świetną ekipę Hunta. Jestem też wielkim fanem tego jak koncertowo Christopher wybrnął z sytuacją żony Hunta, jej wątek ciągle jest moim ulubionym i nawet udało mi się odczuć jakieś związane z nim emocję. Ale Hunt ma szczęście do kobiet bo Ferguson też jest tutaj bezbłędna. Brakuje trochę Rennera, zwłaszcza, że nikt nawet słowem nie wyjaśnia gdzie on się podziewa. Jeszcze w temacie zachwytów nad realizacją. Film nie ma Rki, ale i tak jest całkiem brutalny, dynamiczny i bardzo konkretny, choreografia jest jeszcze lepsza niż w takim Mad Maxie, scena w łazience robi wielkie wrażenie, jest długa i mocna, szacun dla Toma, Wąsa i tego Azjatę za znakomitą robotę. Ale każde inne starcie również wyszło bardzo fajnie, to właśnie "Fallout" ma zdecydowanie najlepsze pojedynki, pościgi też są fantastyczne. Muzyka daje rade, scenografie zostały dobrane świetnie a zdjęcia....Rob Hardy znowu pozamiatał, gość jest geniuszem, pomijam świetne kadry, praca kamery (szczególnie w scenie z helikopterami) to jest pieprzone arcydzieło i tutaj musi być nominacja. Bardzo podobał mi się też styl całego filmu, zimny, surowy. Trochę nieskładna ta opinia, ale dopiero wróciłem z kina. Jestem straszliwie zadowolony, że "Fallout" udało mi się obejrzeć właśnie w kinie. Mam nadzieje, że powtórka w domu nie rozczaruje i spokojnie będę mógł utrzymywać, że jest to najlepsza odsłona serii. 9/10 Trzymam kciuki za powrót Chrisa przy VII i ładne domknięcie jego trylogii, jeśli zostanie utrzymane na poziomie "Fallout" to dla mnie na kolejnej odsłonie seria może się zakończyć. RE: Mission: Impossible - Pitero - 12-08-2018 Najlepsza część serii, która uważam już za lepszą od Bourne'a i Bonda razem wziętych. Ten film to czysta rozrywka i idealnie spełnia swoje zadanie. Żeby nie spoilerować dodam tylko, że akcja goni akcję, a finał to już się ogląda na krawędzi fotela. I kapitalny powrót jednej postaci. 9/10 RE: Mission: Impossible - Kuba - 13-08-2018 Przeglądam sobie wszelakie materiały zza kulis, każdy bardzo ciekawy i liczę na to, że wraz z wydanie na płytach pojawią się porządne, długie a nie 20 minutowe relacje z nagrywania wszystkich spektakularnych scen. Bo tu jest dużo do opowiedzenia i pokazania. Oby nie rozczarowali! RE: Mission: Impossible - Indroman - 13-08-2018 Nie będę chyba zbyt oryginalny spiesząc z napisaniem, że jestem wniebowzięty. Pieprzyć scenariuszowe głupotki skoro to się tak dobrze ogląda, a przy okazji można rozdziawiać japę przy każdej kolejnej akcji i zadawać w nieskończoność pytanie "jak oni to zrobili?". Scena skoku z samolotu i pościg helikopterem to po prostu perełki i - jak to wcześniej już zostało napisane - czuć na kilometr, że to wszystko kręcono na żywo. Do tego ucieczka motocyklem po Paryżu, nawalanka w toalecie i bieganina w Londynie... Wow! Osobiście jednak najbardziej podobała mi się krótka akcyjka z wyprowadzeniem Białej Wdowy z bankietu - fajna damsko-męska kooperacja, gdzie znienacka każdy robi dokładnie tyle ile trzeba i ani odrobinę więcej. Właśnie to "dokładnie tyle ile trzeba" pasuje też jak ulał do zdjęć. Są optymalne, bez udziwnień, ale gdy trzeba zadziwiająco głęboko osadzone w akcji, dzięki czemu idealnie czuć wysokość, prędkość i przestrzeń. Masakra. A do tego: Co jeszcze? Muzyka... W wielu sytuacjach mi coś przypominała i chyba zgodzę się z przedmówcami, że zalatywało TDK i TDKR. Najlepszy moment całego score'u miał według mnie miejsce w scenie skoku z samolotu. Pewnie dlatego, że sama scena wgniotła mnie w fotel. Niemniej cała muza robiła klimat, ale też nie próbowała na siłę być gwiazdą przedstawienia. Po seansie pierwsze co zrobiłem to odpaliłem trailer, bo w filmie brakło mi wiadomego ujęcia. Okazuje się, że nie jestem sam. Nadal jednak nie mogę pojąć po co oni to nakręcili i jaki był tego cel? Podsumowując: chcę więcej MI w stylu ostatnich trzech części, a Rogue Nation i Fallout to już w ogóle. Dla mnie to akcyjniaki doskonałe, a biorąc pod uwagę co odstawia Cruise jako aktor-kaskader to trudno mi sobie wyobrazić jak w ogóle można te produkcje przebić. RE: Mission: Impossible - Kuba - 13-08-2018 Przecież tym ujęciem jarała sie masa ludzi, wyglądało zajebiście i dopełniało rewelacyjny trailer. Marketing, proste. RE: Mission: Impossible - Indroman - 13-08-2018 Nakręcili ujęcie tylko na potrzeby trailera, bo marketing. Ok, może być. RE: Mission: Impossible - michax - 13-08-2018 Ja gdzieś czytałem, tylko teraz nie potrafię skojarzyć gdzie, że podobno ta scena z trailera co w filmie się nie znalazła, to nie jedyna scena akcji jaką nakręcili, ale wywalili z filmu, bo uznali, że w filmie już i tak jest za dużo akcji. Jeśli to prawda to liczę na to, że wszystkie wycięte sceny akcji z filmu będą w dodatkach jak film wyjdzie na blu. RE: Mission: Impossible - Kuba - 13-08-2018 Taa, ale ludzie, jak dla mnie to ta nakręcili przy okazji Cruisa jak leci i walneli obiekt w kompie więc wiele nie zmarnowali, zreszta tak jak pisałem, ta scena nie miała prawa znaleźć się w filmie, ja wiem, że w finale dzieją sie rzeczy ostro porypane, ale tutaj jedyna szansa na wybrnięcie z tej sytuacji to byłaby jakaś zajebista katapulta która posłałaby go wystarczająco wysoko nad całym zdarzeniem. A jeśli faktycznie pierwotnie mieli plan jak to ciągnąć dalej to reszta finału prawdopodobnie wyglądała diametralnie inaczej. Jakoś wątpie w dwie różne wersje. A powycinali scen na pewno sporo, jak zawsze, ale myślę, że były bardziej przyziemne i raczej w takich miejscach jak RE: Mission: Impossible - Indroman - 13-08-2018 Czytałem wypowiedź reżysera i uważam, że jest ona bez sensu. Sama lokalizacja tego ujęcia nie pasuje do niczego co jest w filmie, a do akcji w Kaszmirze to już w ogóle, bo tam nigdzie nie ma lasu/dżungli. Skoro wiec dyro twierdzi, że "wywalili masę scen" to znaczy, że w diabły poszła cała lokalizacja, a w to już nie uwierzę :) Dodatkowo pamiętam z filmu moment gdy Cruise analizuje zegary w helikopterze po przejęciu sterów i wyglądały one zupełnie inaczej niż w tym ujęciu z trailera. W ujęciu z ciężarówką ten heli wygląda jak jakiś fake, więc faktycznie najbardziej logicznym wyjaśnieniem jest nakręcenie tego fragmentu "dla jaj" marketingowych. EDIT: Włączyłem jakieś Behind The Scenes i chyba jednak z tymi zegarami to mnie poniosło. Są identyczne :) RE: Mission: Impossible - Paszczak - 14-08-2018 No fajny film. I w sumie tyle, niestety nie podzielam zachwytu towarzyszy forumowiczów. Sekwencje akcji są oczywiście spektakularne i Cruise daje czadu, ale styl McQuarriego jest dla mnie jakiś taki zbyt przezroczysty i utylitarny. Rzucone tu przez kogoś stwierdzenie że to lepsze niż Mad Max - chyba niektórych jednak entuzjazm trochę ponosi. Wyjątkiem jest autentycznie porywająca sekwencja z helikopterami i to co następuje potem (cudny finiszer). A to co dzieje się między scenami akcji: meh. Ani to błyskotliwe (choć wiadomy moment z ujawnieniem się Larka był dobry), ani szczególnie zabawne, a jak już próbują melodramatu to wychodzi kotastrofa. Serio, ja wiem że za Julię trzeba winić przede wszystkim VaDżejDżeja, ale można ją było jednak po Bondowsku zostawić martwą w czwórce. Całe rozwiązanie tego wątku jest tu beznadziejne: A skoro już przy paniach jesteśmy, nadal nie rozumiem fenomenu Ferguson. Dla mnie to śmiertelnie nudna aktorka z bardzo ograniczoną mimiką i monotonnym głosem. Faust ponownie robi mnóstwo fajnych rzeczy i ponownie jest kompletnie pozbawiona osobowości. Za to Kirby fajniutka - i ubawiło mnie czyją jest tu córką. 7/10 RE: Mission: Impossible - Snappik - 14-08-2018 Esencja serii. Fallout robi dokładnie to co powinna robić szósta (!) odsłona - daje nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Bo jest taka dobra! Fabuła jest odpowiednio zagmatwana, głównie przez włączenie do walki o ratowanie świata kolejnej strony konfliktu, ale nie jest zbyt przesadzona. W ogóle tempo tego filmu jest trafione w punkt, kiedy trzeba McQuarrie zwalnia na chwilę a następnie wciska gaz do dechy. A że sceny akcji są... kapitalne to już osobny temat. ![]() No właśnie, sceny akcji. Fallout wygląda jak kino nolanowe, ale na sterydach - jest przyziemnie, fizycznie, kamera jednak nie ucieka do szalonych sposobów na pokazanie akcji, a przy tym całość jest niesamowicie dynamiczna i przyprawia o przyśpieszone bicie serca. Szukałem jakiegoś prostego określenia na ten styl McQuarriego i w sumie pasuje tutaj słowo "normalny" - różnorakie blockbustery z ostatniej dekady przygotowały nas do zwariowanej, pędzącej na złamanie karku akcyjki, w której ludzi zastępują CGI kukiełki, a wypadki samochodowe są podrasowywane kompem, przy czym w między czasie kamera zdąży 3 razy przeniknąć przez szybę samochodu, przejechać pod pachą kierowcy i wykonać obrót 360'. W skrócie - pościgi i nawalanki zaczynały zbliżać się do granicy, w której wyglądały jak animki-cinematiki z gier. Tutaj dostajemy ciosa w ryj tak mocno, jak to tylko możliwe. Nie ma cudów na kiju jeśli chodzi o ruch wirtualnej kamery, bo nie ma żadnej wirtualnej kamery tylko pędzący 120km/h po ulicach Paryża Tomek na motorze. Jest to zajebiste. Wracając do Tomka - jest w tym filmie KAPITALNY. Nie tylko od strony kaskaderki (szacun za helikopter), ale nawet na innych nutach aktorskich potrafił wykrzesać z siebie więcej niż przewidywał scenariusz. Wielkie brawa. 2 minusy ode mnie, ukrywam w spojlerze: Reszta na wypasie, łącznie z duetem Cruise-Cavill. The Wąs dostarczył to, czego oczekiwałem choć mogło być go nieco więcej. 8/10 RE: Mission: Impossible - srebrnik - 16-08-2018 Ok, wreszcie mam chwilę. Przed "Fallout" zrobiłem sobie tydzień z M:I i mimo ogromnej sympatii do tej serii, to jednak zastanawiałem się, czy jednak nie przesadziłem ze stężeniem. Chyba nie, a nawet jeżeli, to nowy odcinek jest tak mega dobry, że tego nie poczułem. Cruise - ta seria to jest on. Nie wiem, czy można to zestawić z jakimś innym przypadkiem. Pierwsze M:I łączyły się w zasadzie tylko za pomocą jego w roli Hunta, później postać jeszcze mocniej scementowała kolejne epizody, bo zbudowano przy niej jakąś mitologię. Teraz jest już jasne, że bez Toma nie będzie jak dalej tego ciągnąć. I aktor to doskonale czuje. On chyba wchodząc na plan tego filmu staje się Huntem, jakimś swoim alter ego. Nie chodzi o kaskaderkę w tym momencie, ale o emocjonalne zaangażowanie. To niby prosta rola, ale on jest w niej tak szczery podczas scen dialogowych, że aż mam potrzebę zwrócenia na to uwagi. Jednak no, wiadomo - Cruise-Hunt to legendarny aktor-kaskader, więc głównie po to się go ogląda. No i tym razem znowu przebił siebie. Te wszystkie jego akcje to jest esencja, sens i klucz do tych filmów. One dla nich powstają. Wszystko inne jest uzupełnieniem. Jednak nie jest to jakiś pusty przebieg i zabawa dla zabawy - oj nie. W kinie totalnie czuć, że te wszystkie cuda naprawdę na planie zrobiono. Najlepsze CGI, sceny na greenie, compositing na kosmicznym poziomie - nic nie zastąpi tego, jak na ekranie ogląda się aktora, która naprawdę skacze z samolotu będącego na poziomie 25 tysięcy stóp. Te wszystkie jego biegi, wspinaczki, a w zasadzie to jak widać jego autentyczne zmęczenie przy działaniu. No nie ma opcji tego podrobić. To robi ten film i to jest fenomenalne. Magnes ekranowy. McQuarrie - pierwszy reżyser, który w serii powrócił na stanowisku. No i widać, że stało za tym coś więcej niż tylko udana współpraca z Cruisem. Stylistycznie film jest podobny do RN, ale i fabularnie nigdy jakieś epizody nie były ze sobą tak powiązane. W moim wypadku to tylko poprawia odbiór. Lubię czuć, że wydarzenia z poprzednich filmów wpływają na kolejne. Jednak jest to tylko delikatny dodatek. McQuarrie nie robi z tego filmu jakiegoś swojego dzieła, on po prostu zapina wszystko i uwypukla to co ma najlepsze, czyli żywą akcję. Nawet twisty rozgrywa tak, żeby w sumie widz wiedział co się wydarzy, więc nie idzie drogą Abramsa, absolutne nie. Nie mówiąc już o cyrkach, jakie fundował Woo. McQuarrie perfekcyjnie rozgrywa motywy, nigdy nie przekracza granicy, humor trzyma w ryzach, lekko mruga okiem kiedy trzeba, ale na takim ludzkim poziomie, a nie nabijając się z konwencji. Gość krótko mówiąc od pierwszej do ostatniej sceny robi akcyjniaka doskonałego. No a nawet wątek "melodramatyczny" siedzi idealnie. Rob Hardy, czyli zdjęcia - w takim filmie, z takimi scenami akcji to właśnie autor zdjęć jest kluczową postacią. Raz, że ma turbo ciężkie zadanie, żeby jego kamery brały udział w tych wszystkich cudacznych wydarzeniach, a dwa - musi w 100% oddać to, że wszystko dzieje się naprawdę. No i gość spisał się perfekcyjnie. Ciężar, odległości, dynamika - czuć wszystko. Idealne zdjęcia - proste, osadzone w akcji i bardzo estetyczne. To takie główne motywy, o których chciałem wspomnieć. To po prostu akcyjniak idealny - wygląda, emocjonuje, bawi, nie nudzi. Tak jak mówiłem - obawiałem się o przesyt, a mam niedosyt i na pewno będzie grany drugi seans w moim wypadku. RE: Mission: Impossible - Mierzwiak - 18-08-2018 Powtórka w IMAX zaliczona. Raz że wcale nie kręcono tu nic kamerami IMAX, a dwa - tylko dwie sceny są w formacie pełnoekranowym (w przeciwieństwie do reszty filmu [35 mm] nakręcone cyfrą]: skok HALO i finał z helikopterami (plus walka) Ocena oczywiście bez zmian :) RE: Mission: Impossible - Danus - 18-08-2018 Seans zaliczony w imaxie. Najlepszy akcyjniak roku, jeden z lepszych akcyjniakow ostatanich kilku lat. Wszystko nakręcone niesamowicie dynamicznie, a jednoczesnie niezwykle przejrzyste, wszystko widac i mimo natloku akcji w akcji czlowiek nie dostaje oczoplasu. Rezyserowi nalezy sie szacunek wraz z autorem zdjec, za nakrecenie wszystkich tych akrobacji w starym dobrym stylu. Tomek to przekozak, robic te wszystkie rzeczy w tym wieku bedac taka gwiazda i ani razu nie skorzystac z kaskaderow, dublerow. On już ma taka pozycje, ze generalnie nie liczac scen dialogowych moglby na planie nic nie robic tylko lezec i pachniec. Reszta obsady tez super i fantastycznie uzupelniaja Tomka podczas wszystkich scen. Mocne 10/10. Jeszcze slowo odnosnie IMAXA, seans 2D Interstelar oraz ten MI6 tylko utwierdzil mnie w przekonaniu, ze Imax to kino skrojone pod 3D w stylu Avatara. W innych przypadkach ogladanie w tym kinie filmow 2 D nie ma najmniejszego sensu. RE: Mission: Impossible - Kluski - 18-08-2018 Nie podzielam zachwytów nad filmem, dużo bardziej podobała mi się poprzednia odsłona. Niby jest wszystko co być powinno, ale podczas seansu nie opuszczało mnie wrażenie, że oglądam przetrawione, wydalone i na nowo przemielone składniki każdego możliwego akcyjniaka, bez żadnej wyraźnej indywidualnej tożsamości. Film jest do bólu poprawny, ale nic poza tym. Nawet muzyka była gorsza niż w Rogue Nation. Miejscówki oklepane, jak powrót w czasie, którego nikt (ja) sobie nie życzył. Tak jak dwie ostatnie części wyróżniały się na tle konkurencji i jakimś cudem oparły wirusowi generyczności, tak tutaj Adobe Blockbuster Maker wszedł już na pełnej. A może po prostu dla mnie formuła się wyczerpała, bo to nad czym tutaj tak cmokacie, wywoływało u mnie tylko poczucie znużenia :) 6/10 RE: Mission: Impossible - Mefisto - 23-08-2018 Nudna, męcząca, pozbawiona energii buła, która nie zasługuje na miano części tego cyklu. I przy okazji najbrzydszy blockbuster jaki widziałem (serio, niektóre sceny chyba iphonem kręcili). Casus Spectre - ten sam reżyser, to samo zmęczenie materiału i napuszenie - tylko jeszcze bardziej rozwleczonego, popadającego w śmieszność i sztampę filmowopodobnego tworu, który, co gorsza, pozbawiony jest jakiegokolwiek charakteru, stylu. Część druga to przy tym arcydzieło formalne (choć była tak samo durna). Nie wiem przy tym, co bardziej mnie zażenowało - prolog w całości skupiający się na gadaniu zamiast na akcji, wyjaśniający sobie co chwila wszystko dwa razy bohaterowie, przekopiowane żywcem sceny z innych filmów, żałosna muzyka czy Luther, który gdzieś w środku intrygi omal się nie popłakał. Tragedia. Ale rozumiem, że słonko przygrzało i stąd te peany. 3/10 RE: Mission: Impossible - Gal Anonim - 23-08-2018 Ale mi dziwnie, że zgadzam się z Mefisto. Też nie kumam zachwytów. Bucho, który towarzyszył mi w tej męczarni, pewnie siedzi cicho, bo się boi ostracyzmu, wrazliwy chłopak! ;P RE: Mission: Impossible - Mental - 24-08-2018 O, widzę, że można już krytykować nową część "Nagiej broń" dla niepoznaki zatytułowaną "Misja niemożliwa 6". Gigantyczny wyświetlacz odliczający czas do eksplozji atomówek w finale stanowi idealne podsumowanie tej komediowej trawestacji kina akcji. Najlepsze były sceny dialogów, w których stopniowo okazywało się, że każdy kogoś robi tu w konia albo pracuje cichaczem dla konkurencji. Ta dla CIA, ten dla anarchistów, tamten nosi maskę dla zmyłki, Alec Baldwin trzyma zapasowy pistolet bez nabojów, by po chwili wyciągnąć pistolet załadowany - normalnie komedia pomyłek balansująca na granicy parodii. Gwoździem to trumny były standardowo sceny obijania sobie ryjów bez kropli krwi - I'm too old for this shit. 4/10 - bo lubię Tomka i doceniam jego fizyczne zaangażowanie. edit Pościg samochodowy po paryskich ulicach w "Roninie" był 100x lepszy niż ten z M:I6. RE: Mission: Impossible - Gal Anonim - 24-08-2018 Dialogi były tak czerstwe, że zęby mnie bolały momentami. Najlepszy był ten, gdy Tomek udowadnia blondynie, że jest złym Larkiem mówiąc coś w stylu: "Jestem John Lark, zabijam kobiety i dzieci. Zabicie policji to dla mnie nic." Mnie przekonał, blondyne też. RE: Mission: Impossible - Mental - 24-08-2018 Cytat: "Jestem John Lark, zabijam kobiety i dzieci. Zabicie policji to dla mnie nic." No mówię przecież - to jest parodia. |