Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Krótko o polskich filmach - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy polskie (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-polskie--13)
+--- Wątek: Krótko o polskich filmach (/Thread-Kr%C3%B3tko-o-polskich-filmach--4004)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50


RE: Krótko o polskich filmach - Pitero - 11-05-2022

Krime Story/Love Story - no proszę, niespodzianka! Jednak da się zrobić polski film w stylu Tarantino albo Guya Ritchie. Wiadomo, to nie ten poziom ale i tak jestem mile zaskoczony jak dobrze mi się to oglądało. I faktycznie w zgrabny sposób połączono tutaj zarówno historię kryminalną jak i romans. A propos aktorstwa jeszcze. Prawdziwym odkryciem tego filmu jest brawurowy Cezary Łukaszewicz. 7/10


RE: Krótko o polskich filmach - Pelivaron - 11-05-2022

Jaja se robisz? Xd

Obok Vegi największy dotychczasowy gniot roku - 1/10. Moja opinia w temacie.


RE: Krótko o polskich filmach - Kryst_007 - 12-05-2022

A czy kiedykolwiek Pitero dał w swoim życiu niższą ocenę niż 7/10?

;)


RE: Krótko o polskich filmach - Krismeister - 12-05-2022

Filmowy świat potrzebuje takich pozytywnych ludzi jak Pitero. Stop z wiecznym narzekaniem!


RE: Krótko o polskich filmach - Pelivaron - 12-05-2022

Fucking Bornholm

Mam problem z tym filmem - generalnie oglądało się nie najgorzej, taki tam komediodramat o związkach, który próbuje być w sumie obyczajową satyrą, posiadający niestety hurtową ilość niezręcznych momentów, które w trakcie oglądania wprowadzały uczucie żenady. I ciężko jest mi wywnioskować czy były to zamierzone działania reżyserki, czy może chciała specjalnie nadać w ten sposób dramatyczny ton całej tej historii. Po tym, jak zachowuje się bohaterka grana przez Grochowską, mam dziwne przeczucia, że to ta druga opcja jest prawidłowa.

Miała wyjść z tego jakaś filmowa psychoanaliza związków i małżeństwa, a wyszedł w sumie lekki komediodramacik z zakończeniem, które powoduje szczery niesmak. Finalnie głównej bohaterce do szczęścia brakowało:


Postać Grochowskiej, która kreowana jest na tę najbardziej w porządku, jest tak naprawdę najbardziej toksyczną osobą z całej tej zgrai średnio przyjemnych charakterów. Fucking Bornholm to takie tam przeciętniactwo w sumie - 5/10.


RE: Krótko o polskich filmach - Kryst_007 - 17-05-2022

Przypomniało się, że 35mm.online znowu działa sprawnie i można sobie zapodać z niego coś dla zabicia nudnego wieczoru, zatem moja maszyna losująca wybrała poniższy film.

Nad rzeką, której nie ma (1991)

Ten typ filmidła, w trakcie którego zazdrościsz bohaterom przefajnych wakacji oraz masz ochotę rzucić w diabły miejską dżunglę i wraz z zaufanymi kompanami pokręcić się po jakiejś wiosce w towarzystwie ślicznych dziewczyn. Realizacyjnie nie licząc kilku pomysłowych ruchów kamery, to takie sobie, ale ma w sobie to tyle uroku tej skąpanej w słońcu mieściny lat 60., że aż przymykam oko. No wybaczcie, ale takie klimaty to akurat mój słaby punkt.

Jeśli miałbym mieć jednak jakiś największy problem, to główny bohater wydaje się dość mocno nijaki i ciężko mi było o to by jakoś mnie bardziej obchodził. Szczególnie odstaje na tle jego ekranowych rówieśników. Bukowski ogólnie w tej roli wypada tak, że momentami jest trochę drętwy, a momentami jakby coś próbował wykrzesać z siebie, ale zbyt nudny materiał nie daje mu na to większych możliwości. Zdecydowanie film należy do drugiego planu. Trzepiecińska, Baka (absolutny mistrz jak zwykle), Mastalerz czy Biedrzyńska (jaki tu z niej wulkan energii, zakochałem się wręcz <3) - wszyscy tutaj młodzi i pełni werwy. Szkoda, że kariery tej czwórki tak różnie się potoczyły i można właściwie z całą pewnością jedynie powiedzieć, że Baka wyszedł bardziej na plusie.

7/10


RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 20-05-2022

Brunet wieczorową porą - ten Bareja lepiej mi podszedł. Mniej prztyków do PRL-wskiej rzeczywistości (choć takich parę się znajdzie - m.in. wizyta w muzeum) i niezły miks komedii, horroru i sensacji. Byłem ciekaw jak to wszystko się potoczy i zaskoczyłem przebiegiem intrygi. Kowalewski świetnie wypadł, podobnie epizody.    
8/10

Party przy świecach - coś krótkiego. Fabuła to znany trop, który kojarzę z animowanych seriali - bohaterowie na wizytę swych bogatych krewnych/znajomych okłamują ich, że są bogaci i robią cepeliadę, a potem okazuje się że ów krewni/znajomi też nie byli szczerzy. Bardziej traktuje to się jako zapis tamtych czasów.
6/10


RE: Krótko o polskich filmach - al_jarid - 20-05-2022

Ha, "Brunet" to był mój ulubiony Bareja od czasów dzieciństwa (i w sumie chyba jedyny, który po latach dalej mi dostarcza takiej radochy).


RE: Krótko o polskich filmach - michax - 21-05-2022

Nie licząc seriali Barei, które uwielbiam (Alternatywy 4, Zmiennicy, Kapitan Sowa na tropie) to moim ulubionym jego filmem jest Poszukiwany/Poszukiwana. Rozumiem kult Misia, to dobry film, ale wyżej stawiam pozostałe filmy (może oprócz Niespotykanie spokojnego człowieka), też pierwsze filmy (często muzyczne), w których była jakaś tam fabuła i i jeszcze tak ostro nie jechał po komunizmie, zwłaszcza mam słabość do Męża swojej żony z Pawlikiem i Małżeństwa z rozsądku z Olbrychskim i Czyżewską (pani Elżbieta to jest mój numer jeden z polskich aktorek). Nie widziałem tylko kryminału Barei Dotknięcie nocy z m.in. Gołasem, a podobno to wciąż dobra produkcja.


RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 21-05-2022

Sublokator - gamoniowaty naukowiec wprowadza do secesyjnego pensjonatu zamieszkanego przez same kobiety. Na dodatek każda ma kuku na muniu. Warto zobaczyć, gdyż występują te wszystkie klasyczne aktorki, które znane są z ich seniorskich lat, a tutaj są młode. No, Krystynę Feldman można rozpoznać, ale już wtedy była stara. I też to fajna komedia - trochę też jest surrealizmu i prześmiewczości jak w sitcomie. I kilka rzeczy, za które feminazistki by rozszarpały. Np. najmłodsza z kobiet, Małgosia (będąca jakąś nimfomanką) mówi z uśmiechem, że kilka studentek straciło cnotę z profesorem i wyraża żal z tego, że go kuratorium wylało. W ówczesnych USA dostałby już R-kę, bo sporadycznie zjawiają się wulgaryzmy. Każda kobieca rola jest wyrazista - m.in. Krystyna Mazurówna jako duch jakiejś siksy czy Katarzyna Łaniewska jako fanatyczka sportu i zdrowego trybu życia. I ku memu zaskoczeniu, wykorzystano efekty specjalne przy wywoływaniu duchów (które robią wrażenie jak na tamte lata i kraj). 

8/10


"Awatar", czyli zamiana dusz - Oktawiusz nie wie co to awatar, bo Camerona jeszcze na świecie nie było, podobnie Nickelodeonu ;). W latach 60. TVP produkowała serię krótko- bądź średniometrażowych filmów z gatunku horror/sf/fantasy (coś co dzisiaj jest nie do pomyślenia, a od studentów filmówki wymaga kręcenie jakichś ekwiwalentu Trudnych spraw w sosie artystycznego bełkotu) - trójka z tych filmów była nawet puszczana w kinach jako antologia. Był tu poświęcony im temat, ale chyba zniknął w wyniku odejścia Phila (EDIT: Jednak nie - tu wątek). Anyway, swego czasu trochę oglądałem tych rzeczy i było fajne. Zwłaszcza, że udowadniają że w dawnej Polsce można było nakręcić opowieść z pogranicza grozy czy fantasy i wcale nie kosztowało wielkich pieniędzy (często dochodził pomysł czy adaptacja nie potrzebujące wielkiego budżetu czy kosztownych efektów specjalnych). Tak jest i z Awatarem. Głównie ma to bardziej ton nieco prześmiewczy, np. jeden z dwóch głównych bohaterów jest wkurzony tym, że jest XIX wiek, a ci śmią stosować jakieś czary-mary. Z aktorów najbardziej błyszczy Holoubek jako diaboliczny doktorek przeprowadzający tytułową zamianę.

9/10 


RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 24-05-2022

Przygoda na Mariensztacie - pierwszy kolorowy film polski w końcu za mną. Czuć tu pogodę ducha jak w Zakazanych piosenkach (w końcu ten sam reżyser), choć tu jest optymizm pełną gębą, bo po wojnie i w trakcie odbudowywanej Warszawy. Fabuła też nieco epizodyczna - wpierw wycieczka ludzi pochodzących z zapyziałej wiochy (tj. z regionu opoczyńskiego) i dalej noszących się ludowo, poznaje miasto. Potem dziewczyna z tejże wycieczki zatrudnia się murarka, bo spodobało jej się lokalne ciacho i mamy schadzki jak w romansidle. A potem film to wojna płci o to, kto zbuduje lepszy budynek. Wykorzystuje każdą okazję do bycia kolorowym filmem i choć to nie technicolor, bo kolory bardziej naturalnie, to ładnie wygląda to. Jako, że to PRL-owski filmy z lat 50., to trza nastawić się socrealizm i propagandę sukcesu pełną gębą.  Też jest promocja ludowości (no, powiedzmy). Feministkom się spodoba pro-kobiecy ton. Kojarzył mi się z ówczesnymi animacjami Sojuzmultfilmu, a i początkowa piosenka ma za sobą vibe starego Disneya. Mniej mi się podobał od Zakazanych piosenek, ale cieszę że ujrzałem i nie omieszkać zrobić w przyszłości powtórki. Jestem zaskoczony, że film nie doczekał się rekonstrukcji cyfrowej, bo jakby nie patrzeć to kamień milowy w polskim kinie.

7/10


Milioner - czyli polska zawiść the movie :). Tytuł i fabuła sugerują to jakąś komedię, a wcale nie jest taki wesoły. Jak główny bohater wraca do rodzinnej wsi, to film zwiastuje ponurym soundtrackiem (i wcześniej koleś od loterii sugeruje mu krycie się z nowym majątkiem). Krytycy marudzili, że obraz zawistnej wsi przerysowany, gdy mnie się wydaje że wcale taki nie był daleki od prawdy (zresztą stawiam, że i miastowi z tych czasów patrzyliby spod byka). Józek wzbudza sympatię, nie szasta pieniędzmi i rozsądnie nimi dysponuje (i jedyny większy luksus to telewizor), dba o gospodarstwo i swą matkę mówiącą rusycyzmami. Za to jego narzeczona to chyba z całej hałastry to największa roszczeniowa kreatura. Jęczy że chce do miasta lub nowe ciuszki i przez swe obnoszenie się i wywyższanie de facto przyczynia się wzrostu niechęci wśród sąsiadów. Jednak czegoś mi zabrakło, ale nie wiem czego.

7/10


RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 26-05-2022

Agent nr. 1 - no, proszę... gdyby Karol Strasburger nie prowadził Familiady, to dałby się zapamiętać jako gwiazda kina sensacyjnego. Czyli o losach agenta walczącego po stronie greckiego ruchu oporu z nazistami. Przyznaję, do Bondów raczej nie startuje (wiem, głupie porównanie, bo to też inny kaliber i twórcy chcieli być trochę bardziej ambitni i poważni), ale sprawdza się jako kino rozrywkowe i sensacyjniak do rozluźnienia. Technicznie też niczego. Sporo wybuchów i kaskaderki. Także ładne i kolorowe widoki greckie. Jakbym się miał czegoś czepiać, to film dzieje się w Grecji, a wszystkie postacie mówią po polsku, w tym Anglicy, Grecy i Niemcy. Przymknąłbym oko, bo myk jak w dubbingu (zresztą tu kilka osób zostało zdubbingowanych), ale jednak okazjonalnie Niemcy szprechają w tle, pada parę fraz angielskich, a jedyna greka to piosenka. Gdzie konsekwencja?

8/10


RE: Krótko o polskich filmach - Kwasiboromir - 26-05-2022

(24-05-2022, 23:40)OGPUEE napisał(a): Milioner - czyli polska zawiść the movie :). Tytuł i fabuła sugerują to jakąś komedię, a wcale nie jest taki wesoły. Jak główny bohater wraca do rodzinnej wsi, to film zwiastuje ponurym soundtrackiem (i wcześniej koleś od loterii sugeruje mu krycie się z nowym majątkiem). Krytycy marudzili, że obraz zawistnej wsi przerysowany, gdy mnie się wydaje że wcale taki nie był daleki od prawdy (zresztą stawiam, że i miastowi z tych czasów patrzyliby spod byka). 

To ten film z Gajosem z czasów gdy już przestaje przypomniać Janka Kosa, ale wciąż jest szczupły? Oglądałem kiedyś z ojcem, rolnikiem, fragment filmu rozgrywający się w kościele. Kiedy nastąpiła scena z młodymi chłopakami, odjeżdżającymi tłumnie po mszy do domów WSKami, gdy stwierdziłem, że to chyba trochę przerysowanie ze strony twórców, tata powiedział "wcale nie, to właśnie tak wtedy dokładnie było". Więc, przynajmniej takie drobne wstawki rodzajowe mogą być zgodne z ówczesną rzeczywistością.


RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 28-05-2022

Pętla (1957) - pełnometrażowy debiut Wojciecha J. Hasa już za mną. W przeciwieństwie do późniejszych polskich filmów o alkoholizmie mam wrażenie, że ten starał się być uniwersalny. Główny bohater nie jest żadnym patolem mieszkającym w melinie – przeciwnie, gość to normalny człowiek, rzeźbiarz, nawet majętny (bo ma telefon, na który mało kto mógł wtedy pozwolić w PRL-u). Człowiek kibicuje głównemu bohaterowi w przezwyciężeniu nałogu, który co chwila spotyka przeszkadzajki, a to jakiś brodaty hipster mu przypomina o chorobie alkoholowej, potem wypadek spowodowany przez pijaka właśnie, potem w kawiarni spotyka dawną miłość, która mówi "że nic się nie zmieni". Nawet na komisariacie przeszkadza jakiś deliryk.
Realizacja tip-top, ale to Has. I jak to Has musi nastawiać jakichś rekwizytów. Dużo roboty robi ekspresjonistyczna kamera czy muzyka jak z horroru (swoją drogą Has i horror – na pewno byłoby to arcydzieło). W tle dzieją się jakieś drobne historie i miniwątki (jak Kuba i jego dawna luba rozmawiają to jest ujęcie, jak jakaś matka spotyka z jakimś gachem). Holoubek to klasa w sobie jak zwykle, ale duże pochwały dla Fijewskiego, który wciela się w pijaka wygłaszający przerażający monolog o psychiatryku.

10/10

Salto (1965) - niecodzienna produkcja. Ma w sobie oniryczny posmak poprzez wizje bohatera czy muzykę będącym jedynie "pong! pong!" czy nawiązania do dorobku Cybulskiego (m.in. wyskakiwanie z pociągu, tekst o modnych okularach, fakt bycia "odgrywania roli").  Galeria dość pamiętnych postaci - Holoubek jako safandułowaty gospodarz, Siemion jako niespełniony poeta czepiający głównego bohatera czy Boruński jako aktor grający Żyda. Człowieka nawet interesuje jaka to jest przeszłość głównego bohatera. Co chwila ma on przebłyski jak trójka różnych ludzi w wąskim obiektywie i ciszy wykonuje wyrok na nim. I tak to ogląda, gdy nagle serwuje się twist rodem z komedii
7/10


RE: Krótko o polskich filmach - Kryst_007 - 29-05-2022

Niekochana (1965)

Przekaz - im dłużej wytrwale się siedzi w toksycznym związku, tym gorszy smród. Za mało tu pretekstu co do umiejscowienia akcji. Reżyser chyba chciał po prostu, by zakończenie jak najmocniej wybrzmiało i dlatego wybrał przeddzień IIWŚ (zaznaczyć trzeba, że film powstał na podstawie przedwojennej noweli). Framing device absolutnie zbędny i historia jak dla mnie nic by nie ucierpiała, gdyby chronologicznie przedstawić losy bohaterki. Jest jeszcze pewien inny problem, bo jak na dosyć krótki metraż, to dzieło potrafi nużyć i odnoszę wrażenie, że wychodzi na dosyć mocno pocięte. Dla przykładu, postać chłopaka płasko wypada i przez większość czasu obserwuję po prostu ciągle nadąsanego typa bez żadnej głębi.

Technicznie świetny i z wyborną pracą operatora (drobne inspiracje jazdą kamery Hasa?). Podziwiam wręcz Elżbietę Czyżewską za to, że w okresie szczytu kariery tak dobrze sprawdzała się zarówno w repertuarze komediowym, jak i w rolach absolutnie poważniejszych o 180 stopni. Stawia tu na minimalizm, z kolei w finałowej scenie na torach ze swą mimiką tylko potwierdza, że była z niej swego czasu Pani Aktorka.

6/10


RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 01-06-2022

Prawo i pięść - reklamowany jako pierwszy polski western (albo eastern, jak to określano w prasie). Gdybym był kinowym widzem z 1964 roku, to czułbym się oszukany, że nastawiam na fajny western w polskich realiach, a dostaję psychodramę. Nastawia się jak główny bohater ratuje jakąś laskę przed jakimiś gitowcami. A potem wynudzam się na długich artystycznych paplaninach. Zrobiło się żwawiej, ale gdy młody milicjant zostaje zabity znienacka przez "Doktora" i Wijasa (BTW Pietruski prezentuje się badassowo w tej skórzanej kurtce). Ale potem wraca na stare tory. Za to końcowa strzelanina jest atutem i chwali się dobrą realizację. Piosenki przypominają czołówkę Czterech pancernych i psa.

5/10


Jakub, Mimmi i gadające psy - produkcja tak naprawdę łotewska, ale w koprodukcji z Polską. Bardziej to podchodzi kino artystyczne i różne krótkie animacje na festiwale jakie widziałem podczas studiów. Miło jest ujrzeć film tworzony animacją 2D, choć ta jest bardziej eksperymentalna i styl nawiązuje do ilustracji książkowych. Co do obsady głosowej, to gra tu pięć aktorów (i każdy charakterystyczny) grających po kilkanaście ról, z czego jedynym takim Boberkiem jest Anna Apostolakis i w jakimś stopniu Paweł Szczesny. Twórcy mieli świadomość i dali niekiedy aktorom komputerową modulację. Plusem jest to, że w większości to postacie epizodyczne i przez to oszczędzanie na aktorach nie jest tak widoczne. Miło jest posłuchać ponownie Tomasza Grochoczyńskiego, który przeszedł na emeryturę.

8/10


Człowiek na torze - pomimo tytułu Cybulski tu nie występuje ;). Trochę to taka polska odpowiedź na Rashomon, bo kilka postaci opowiada swe scenariusze przyczyn zdarzenia w formie retrospekcji. Nudnawe to, ale może fakt, że ostatnie polskie filmy jakie widziałem to głównie psychologiczne ramotki, więc może to zmęczenie? Warto zobaczyć to dla zdjęć. Jak to jest, że za czasów siermiężnej komuny zdjęcia i praca kamery była na światowym poziomie, tak obecnie to tylko szukać ich z zapałką?

6/10


RE: Krótko o polskich filmach - Norton - 02-06-2022

(01-06-2022, 22:36)OGPUEE napisał(a): Człowiek na torze

Za niedługo przyjdzie na to kolej (hehe), ostatnio zaś obejrzałem dwa inne filmy Munka.

W Eroice doceniłem cyniczny wydźwięk i podejście do tematu. Bardziej podobała mi się subtelniejsza opowiastka numer dwa. Generalnie film bardziej do szanowania niż lubienia. Wolę Zezowate Szczęście.

Natomiast Pasażerka to już wielkie (choć, rzecz jasna, wybrakowane) kino. Niecała godzina materiału, ale od poczatku trzyma za gardło, a po zakończeniu człowiek jeszcze bardziej żałuje wypadku Munka. "Pojedynek" na linii strażniczka - więźniarka jest wspaniale zarysowany, a zastosowanie niewiarygodnej narratorki (kto wie, czy nie było by tych narratorek więcej) generuje mnóstwo możliwości fabularnych. No właśnie, możliwości... W obecnej formie Pasażerka jest zarówno mocnym rozliczeniem z historią, jak i ponurą rozprawką o władzy jednego człowieka nad drugim. O ile piękniej wybrzmiałaby w całości...

---

Recenzowane nieco wyżej Salto jest świetne, ale już za cholerę nie pamiętam, o co w nim chodziło (i czy w ogóle o coś chodziło). Kojarzę tylko Cybula, Holoubka i jakieś pląsy na sali tanecznej. Musiałem być ostro znieczulony w trakcie seansu.

A, OGPUEE, jak już jedziesz z polskimi klasykami, to dodaj sobie do listy Pociąg Kawalerowicza (o ileś nie oglądał).


RE: Krótko o polskich filmach - OGPUEE - 12-06-2022

Akcja pod Arsenałem - Kamienie na szaniec miałem w gimnazjum jako lekturę, którą czytałem po łebkach, jako że lektur już nie lubiłem, a i moja wrodzona niechęć do bogoojczyźnianio-patriotycznej retoryki (którą dodatkowo skutecznie obrzydzał Giertych, z czasów kiedy nie kreował się na neoliberała) osiągała szczyty. Nic nie zapowiada, że w najbliższym czasie powtórzę książkę, ale ekranizację w ramach nadrabiania polskiej kinematografii zobaczę. A, że leciał na Kulturze - i cóż:

[Obrazek: impressive-2y23ct.jpg]
Co lubię w PRL-owskich filmach historycznych dotyczących walki o ojczyznę, to nie ma spiżowania i nadęcia, a postacie są ludźmi zamiast posągami. Tak samo jest tutaj. Bohaterowie zwracają uwagę, że żadni z nich żołnierze i wielokrotnie dowcipkują. Np. jak puszczają Mazurka Dąbrowskiego na katarynce, to harcerze się uśmiechają, a potem jeden z nich mówi, żeby wyłączyć bo nie będą pracować na baczność. I postawy są różne. Rudy mówi, że śmierć w walce nie ma sensu i nikogo nie będzie to obchodzić po latach i wytyka Zośce, że chce zginąć dla chwały (a i Zośka sensownie mówi, że lepiej zginąć z godnością). Ojciec Rudego mówi, że ci młodzi ludzie powinni myśleć o przeżyciu, bo będą potrzebni w odbudowie kraju. Jak jeden z głównych bohaterów biegnie na pomoc bitemu Żydowi, to później obrywa mu się od kolegów, że naraża na dekonspirę. I gdy harcerze chcą odbić Rudego, to chodzi im przede wszystkim o ocalenie dobrego kolegi. A wcześniej pytają się o zgodę przełożonych, z czego jeden odmawia, a drugi mówi mu, że udanie akcji może mieć dobre skutki na podniesienie morale. I po zabiciu Niemca Alek wzdryga się, mówiąc że zabijanie to nie na jego siły. Polubiłem bohaterów i chciałoby się z nimi postrzelać do Niemców, którzy są tu odpowiednio wredni i okrutni, ale też bez przesadyzmu. Katowanie Rudego to nie jakiś karykaturalny pornfest.

Zaskoczyłem się tym, jakie Akcja pod Arsenałem ma dobre tempo. 90 minut dość szybko zeszło, dużym plusem jest to, że jak trzeba to bywa dosyć lekki. Polski film o patriotyzmie i zero ton martyrologii? Łał.

Realizacyjnie bez zarzutu, ale w tamtym czasie potrafili zrobić przekonywujący film historyczny z rozmachem, gdzie jedyny materiał archiwalny to kronika Generalnej Guberni oglądana przez ludzi na ulicy (zamiast być chamsko wklejona w obraz). Strzelanina dobrze pokazana, są nawet płonący kaskaderzy. Kopia cyfrowa po digitalizacji, ale cieszy mnie, że zawarli napisy pod spodem. No i Niemców grali autentyczni Niemcy.

Co miałbym skrytykować aktorstwo głównych bohaterów takie sobie. I Sani z Gumisiów jako narzeczona jednego z harcerzy służy do wzdychania i bycia zakochaną.


9/10  i spokojnie bym puścił to na lekcjach szkolnych.


RE: Krótko o polskich filmach - simek - 13-06-2022

Pasażerka - jak na swoją sławę o której czytałem od lat, to film mnie trochę zawiódł. Wiem, że trudno krytykować niedokończone dzieło, bo zawsze można to odbić argumentem, że w gotowym filmie na pewno byłoby lepiej. Nie wiem, może by było, może by nie było, na pewno przyjemnie wyobrażać sobie, że gdyby Munk nie zginął w wypadku, to na bank byłoby arcydzieło. W każdym razie obietnica opowieści, którą mamy możliwość oglądać, jest na pewno mocna, skłaniająca do przemyśleń, klimatyczna. Koncept zmieniającej się narracji o tym samym wydarzeniu zawsze robi wrażenie, chociaż nawet w latach 60. nie była to już nowość. Sceny z Auschwitz (czyli właściwie jedyne jakie w filmie są, bo ze statku nie ma ani jednego ujęcia, są tylko fotosy) znakomicie sfotografowane, niby skromne, a porażają grozą, przy czym ja z filmami pokazującymi holocaust mam ten problem, że kontekst takich scen zawsze sprawia, że odbiera się je jako ważne. Nieważne jak nakręcisz dzieci wchodzące do komory gazowej, to to zawsze będzie mrozić krew w żyłach, jest to swego rodzaju emocjonalny szantaż - nie przepadam za tym w kinie, chociaż oczywiście nie sposób posądzać Munka o jakąś tanią sensację. Mam problem z oceną, ale staram się zawsze jednak ocenić, niż uciekać od cyferek. Daję 7/10.
Ogólnie bardzo dobrze, że film jednak został zmontowany, sklecony w całość. Skoro w galeriach sztuki wiszą szkice wielkich mistrzów, to czemu w kinie mamy nie poznać zaledwie zarysów filmów, które nie zostały ukończone?


RE: Krótko o polskich filmach - simek - 14-06-2022

Scentralizowana kontrola przebiegu produkcji - Przeglądałem sobie dorobek Hasa na Filmwebie i wyskoczyło mi, że taka popierdółka z lat 50. jest dostępna do obejrzenia, więc odpaliłem :) Piękny dokument, czuć pewną reżyserską rękę Hasa: świetny przykład na to, że nawet najbanalniejszy temat może być podstawą do ładnego i intrygującego filmu. Jak dla mnie mogłoby to trwać godzinę, a nie marne 12 minut, bo możliwość zajrzenia do fabryki sprzed ery wszechobecnej elektroniki to po prostu kapitalna sprawa. 8/10

Pożegnania - Piszę to kolejny raz, ale Has umacnia się na pozycji mojego ulubionego, polskiego reżysera, niesamowicie cieszę się, że zostało mi jeszcze 6 jego filmów do zaliczenia. To niesamowite, że mamy rok 1958, a film wygląda i jest udźwiękowiony lepiej niż cokolwiek co powstało w III RP. Reżyseria Hasa to poziom hollywoodzki tamtego okresu, można stawiać w rzędzie obok Capry czy Wildera. Zdjęcia, scenografia, kostiumy, dialogi to wszystko jest absolutnie topowy poziom i czysta przyjemność oglądania, zwłaszcza, że na szczęście mamy pięknie odnowioną kopię, a gdybym oglądał to 20 lat temu z jakiejś parszywej kopii to byłby to inny film.
Nie do końca zachwyciła mnie całą fabuła: spotkanie zakochanej pary po latach jest jakieś dziwne, jakby od niechcenia, spodziewałem się tam więcej chemii, której nie brakowało na początku filmu. Aktorsko też mogłoby być ciut lepiej, rola Lidki miała jeszcze większy potencjał niż ostatecznie wyszło. Daję bardzo mocne 8/10