Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Miami Vice (2006) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+---- Dział: Filmy Michaela Manna (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Michaela-Manna--65)
+---- Wątek: Miami Vice (2006) (/Thread-Miami-Vice-2006--130)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31


RE: Miami Vice (2006) - Paszczak - 21-05-2021

Jedyna znacząca różnica to mocarnie klimatyczna sekwencja z motorówkami na początku DC, ale jej znaczenie dla całej historii jest żadne. Poza tym DC ma w jednej scenie fatalny cover In The Air Tonight.
Jakbym miał wybór, wybrałbym DC, ale różnica nie jest znacząca.


RE: Miami Vice (2006) - simek - 21-05-2021

Dokładnie, reżyserka ma serio jedno z najlepszych pierwszych ujęć w historii, potem cała sekwencja jest bardzo fajna, ale całościowo to niezbyt duża różnica.


RE: Miami Vice (2006) - Wolfman - 21-05-2021

Dzięki panowie.


RE: Miami Vice (2006) - Corn - 21-05-2021

A tam, wersja kinowa ma mocarne wejście przy piosence Jaya Z i Linkinów. Absolutnie uwielbiam to otwarcie.


RE: Miami Vice (2006) - Mental - 21-05-2021

Wolfman napisał(a):Czy te dodane sceny w wersji reżyserskiej rzutują jakoś na odbiór filmu?

Przede wszystkim dodany jest kilkuminutowy prolog z wyścigiem motorówek w porcie w Miami. Dla mnie coś niesamowitego. Jak pierwszy raz zobaczyłem tę sekwencję w 4K, to oniemiałem z wrażenia. Wizualny majstersztyk. Już sam początek jest nieziemski z kamerą wynurzającą się pomału z wody.

Pierwsze słowa scenariusza: We are at the delicate interface between ocean and air… liquid and gas… the event horizon where molecules evaporate. This interchange is ethereal.

EDIT

Paszczak napisał(a):jej znaczenie dla całej historii jest żadne

Przypominam, że mówimy o Miami Vice 2006. Tu niekoniecznie sceny muszą mieć znaczenie dla historii. Ten film operuje innymi środkami. Generalnie ja wyznaję prostą zasadę: im więcej MV2006, tym lepiej. Jak gdzieś leży "szpula" z dodatkową godziną materiału, to chciałbym ją zobaczyć.


RE: Miami Vice (2006) - Gal Anonim - 15-10-2021

29 stron tematu, a nie wiem czy było - moze tak. Corn mnie dziś oświecił, że Foxx to niezły ćwok:

https://miamivice.fandom.com/wiki/Miami_Vice_(Film)

The movie's production was highly troubled. Many of its problems were attributed to Jamie Foxx, who was characterized as unpleasant to work with. The star apparently showed up on set with a large entourage and "something of an attitude" after winning his Best Actor Oscar for Ray. He would not participate in any scenes set on boats or planes, and he refused to fly commercially, forcing Universal Studios to give him a private jet. He even went so far as to demand a large pay rise based on his new-found stardom, while also insisting that Colin Farrell, who as of 2012 has never won an Oscar, take a pay cut. The situation came to a head when a shooting occurred on set while filming in the Dominican Republic, and Foxx walked out on the production, refusing to do any more filming outside of the United States. As a result, Mann was forced to rewrite the movie's ending, eliminating the original version that was to be shot in Paraguay and was reportedly "much more dramatic".

https://slate.com/news-and-politics/2006/07/how-jamie-foxx-forced-a-different-ending-of-miami-vice.html


RE: Miami Vice (2006) - Mental - 15-10-2021

Było. Foxx to typowy, rozkapryszony, hollwyoodzki dindu, w dodatku bojaźliwa pizda.


RE: Miami Vice (2006) - Mental - 22-11-2021




RE: Miami Vice (2006) - Mental - 20-01-2022

Mann też uważa, że nakręcił arcydzieło:





RE: Miami Vice (2006) - simek - 20-01-2022

To w końcu jest jego prawdziwe konto, czy jakiś fan to prowadzi?


RE: Miami Vice (2006) - Gal Anonim - 20-01-2022

Jest zweryfikowane, wiec moze prowadzi fan, ale jest oficjalnie fanem zatwierdzonym przez Manna. Oczko


RE: Miami Vice (2006) - Bibliomisiek - 22-08-2022

W ramach prywatnego retrospektywnego przeglądu twórczości Manna zapoznałem się w końcu z MV, do którego mnie wcześniej nie ciągnęło, bo opinie były jakie były, a przed 30-tką, której dobiłem dopiero rok po premierze filmu, Mann nie był moim ulubionym reżyserem. Choć Insidera, Heat i Collaterala - w tej hierarchii - uznawałem za solidne, stylowe filmy, ale nic ponadto, to już Mohikanin, Złodziej i PE spłynęły po mnie zupełnie. Seriale lepiej - choć tu neo-noir-owe "Crime Story" lepiej wspominam niż słoneczne "Miami Vice" z lat 80. Ale, ponieważ Insider i Heat przez dwie dekady stały się tytułami, do których ku mojemu własnemu zdziwieniu co kilka lat regularnie wracam, pojechałem z tą retrospektywą. No, "Thief" nadal mi nie podchodzi, ale MV2006.... Ok, czytałem to i owo, na forum i poza nim, i nie spodziewałem sie replaya serialu, i nawet nie użyłbym terminu "remake" - bardziej pasuje mi tu "reinterpretacja". Ale jestem tak zaskoczony jak podszedł mi ten film, że aż piszę tu, choć b. rzadko się odzywam. W każdym razie uwolnienie głowy od skojarzenia z serialem to jedyne dobre podejście.

A co do moich wrażeń: Farrell jest bez wątpienia najsłabszym elementem kompozycji, gra od poziomu "co za... miscast" do najwyżej "nawet nieźle", najlepiej wypada w scenach akcji, i im mniej musi gadać tym lepiej. Zresztą z Foxxem podobnie, tyle że on ma łatwiej bez płaczliwej mimiki Colina. Jest pod koniec scena diaogowa między nimi, przy której obaj wyglądają jakby mieli srogie rozwolnienie i ledwo trzymali. Na szczęście dialogów jest tu niewiele, a te co są to niezbędne minimum. No a ta lakoniczność to wielki plus filmu i kluczowy element jego stylu. Jakoś z wiekiem sam coraz mniej gadam i w MV bardzo, ale to bardzo mocno wpasowała mi się ta milcząca narracja, gdzie w wymianie dwóch krótkich zdań zamyka się troska o partnera i zaufanie do niego (mowa oczywiście o scenie "wiem co robię"). Co tu więcej trzeba? Ten kompletny brak celebry i - mimo wszechobecnej powagi - brak również patosu, zastąpiony czystą koncentracją, no to jest wyróżnik i jeden z filarów klimatu MV2006.

No a drugi to oczywiście audiowizualia - i one same sprawiają, że po wczorajszym seansie jeszcze w tym tygodniu będzie powtórka. Czegoś tak perfekcyjnie, nowocześnie i stylowo jednocześnie nakręconego nie widziałem od dawna - albo nigdy. Soundtrack znałem od dawna, a na ekranie, z tymi obrazami, to jest po prostu orgia. Oglądałem kinówkę plus intro i scenę z "In The Air Tonight" z Unrated (obie oczywiście lepsze niż w kinowej), ale powtórkę zrobię z tego drugiego zobaczyć jak to się układa w całości.

Ogólnie MV dostaje ode mnie mocne 8/10 i - co ważniejsze - w moim rankingu filmów Manna wypełnia dużą lukę poniżej (1) Insidera i (2) Heat - bo potem była przepaść "długo, długo nic" aż do (3) Collaterala. Teraz dopiero po (3) "MV" następuje ta przepaść, a film z Cruisem czeka na powtórkę (podobnie jak PE, z których niemal nic nie pamiętam).

No i - co jeszcze ważniejsze - zauważyłem, że dopiero z latami Manna doceniam coraz bardziej. Ma swoje wtopy, miewa filmy udane ale mi akurat nie podchodzące (Thief, Manhunter, Mohicanin), ale w najlepszych momentach jest autentycznym artystą kina z niepowtarzalnym charakterem pisma, skupionym na męskich relacjach, które pokazuje w jedyny swoim rodzaju sposób: szorstki, chłodny, lapidarny, a i patosem doprawiany oszczędnie i z wyczuciem. W jakiś sposób tematycznie - pomijam kostium, mówię o warstwie relacyjnej - jest spadkobiercą Peckinpaha, którego też zaprzątały podobne tematy. W tych trzech-czterech najlepszych filmach (i obu kluczowych serialach) Mann jest też niekwestionowanym i oczywistym mistrzem mocy audiowizualnej, choć najwyżej oceniam tu nie MV, a współpracę z innym poetą miejskiego pejzażu - Dante Spinottim. No i jest Mann - obok Tarantino i Scorsese - najlepszym DJ-em w historii kina. Dzięki niemu odkryłem Terje Rypdala, Garbarka, Mogwai - to tylko parę przykładów. OST z Insidera i MV2006 to jedne z najlepszych setów jakie posiadam (obecnie trzymam tylko mp3, ale ten pierwszy OST miałem jeszcze na kasecie).

Generalnie po seansie MV i wszystkich przemyśleniach na temat jego filmów, mój imiennik MM wylądował u mnie w tej samej szufladce co Edward Hopper (malarstwo), Chandler i Ellroy (literatura), a w filmie - Leone i wspomniany już Peckinpah. Trzeba znać i warto wracać.


RE: Miami Vice (2006) - Melvin27 - 22-08-2022

Ja miałem to szczęście że jakoś nigdy się do serialu nie mogłem przekonać i nigdy nie obejrzałem ani jednego odcinka. Dlatego nie miałem żadnych uprzedzeń co do filmu Manna i jest on teraz jedyną wersją tej historii która znajduje się w mojej głowie


RE: Miami Vice (2006) - Mental - 22-08-2022

@Bibliomisiek

Bardzo, ładna szczera recka z elementami wycieczki osobistej. Lubie takie.

ALE KURVA TUTAJ

Cytat:Farrell jest bez wątpienia najsłabszym elementem kompozycji... gra od poziomu "co za... miscast" do najwyżej "nawet nieźle"

panie przegiąłeś. Ja np. nie wyobrażam już sobie MV z kimś innym w roli Crocketta. Natomiast wpływ na jego grę mógł mieć fakt, że podobno przez cały okres produkcji był srogo najebany i naćpany. W jednym z wywiadów potwierdził, że nie pamięta ani jednego dnia zdjęciowego.


RE: Miami Vice (2006) - Corn - 22-08-2022

(22-08-2022, 16:26)Melvin27 napisał(a): Ja miałem to szczęście że jakoś nigdy się do serialu nie mogłem przekonać i nigdy nie obejrzałem ani jednego odcinka. Dlatego nie miałem żadnych uprzedzeń co do filmu Manna i jest on teraz jedyną wersją tej historii która znajduje się w mojej głowie
Niewiele tracisz, jestem po dwóch sezonach i sensowne odcinki można policzyć na palcach jednej ręki. Magnum PI jest zdecydowanie lepszym serialem o bogatych policjantach w tropikach. Niestety w MV sporo jest zapychaczy a przez czas trwania odcinków i przymus zamykania fabuł w tych 45 minutach sporo wątków jest niedogotowanych. Do tego w jednej ekipie jest super poważny Castillo i jajcarze Zito czy Switek, którzy czasem dostają coś poważniejszego do zagrania. Gryzie się to strasznie gdy powaga przeplata się z komedią. Może gdyby sprawy były rozpisane na sezon to byłoby to znacznie lepsze a tak mamy proto-CSI


RE: Miami Vice (2006) - Bibliomisiek - 23-08-2022

(22-08-2022, 17:38)Mental napisał(a): panie przegiąłeś. Ja np. nie wyobrażam już sobie MV z kimś innym w roli Crocketta.

Pijany czy trzeźwy, to nadal Farrell z tym swoim spanielowym spojrzeniem. Nie przepadam za nim ogolnie jako aktorem (chociaż ostatnio w 13 Lives podszedł mi bez zarzutu). Tu w akcji jest OK, w dialogach i romantico znacznie słabiej. Zresztą wiem, że wiesz co mam na myśli, bom czytał. Jest jak jest, tragedii nie ma, maestria realizacji MV en masse sprawia, że taki drobiazg jak miscast głównej roli traci na znaczeniu Uśmiech


RE: Miami Vice (2006) - Melvin27 - 23-08-2022

Zainspirowany recenzją autorstwa @Bibliomiśka zdecydowałem się na kolejny, czwarty już seans MV i mimo że od początku byłem jego fanem, to teraz spodobał mi się jeszcze troszkę bardziej ale były też małe rzeczy które mi troszkę zgrzytały. Właściwie to była tylko jedna rzecz której nie byłem fanem, wątek miłosny pomiędzy Crockettem a Isabellą, który staje się tym najważniejszym wątkiem w połowie filmu i który mnie tym razem troszkę znudził. To znaczy nie był zły ale pierwsze 60 i ostatnie 45 minut filmu Oczko są tak dobre że ten cały element miłosny trochę mi tam nie pasuje i nudzi. Nie pozbył bym się go kompletnie ale mógłby być troszkę krótszy.
To w sumie jedyna rzecz która mi się nie spodobała, no może chciałbym się dowiedzieć co dokładnie stało się z Montoyą ale to nie minus tylko ciekawość.

Poza tym film dalej robi piorunujące wrażenie w praktycznie wszystkich innych aspektach, wygląda obłędnie, ma świetny soundtrack a i jest bardzo dobrze zagrany. Dla mnie Farrell jest niesamowity w tym filmie i żałuje że już w niczym od Manna nie wystąpił ani bo był dla mnie perfekcyjny w roli takiego no-nonsense guya.
Biorąc pod uwagę że MM napisał sequel do Heat to nie miałbym nic przeciwko żeby jeszcze podjął się kiedyś tematu Crocketta i Tubbsa i napisał MV2.

9/10


RE: Miami Vice (2006) - Mental - 28-08-2022

Melvin27 napisał(a):wątek miłosny pomiędzy Crockettem a Isabellą

Wspaniały wątek. Najlepszy wątek miłosny, jaki Mann napisał w całej swojej karierze. Dwoje samotnych i pięknych ludzi. A zaczęło się od tego:



Skończyło zaś tak:



1000000/10


RE: Miami Vice (2006) - Mental - 04-09-2022

MV06 to jest pod wieloma względami szczytowe osiągnięcia Manna. Lepiej już nie będzie. Nie liczcie na to, że w kolejnym filmie MM przeskoczy siebie z roku 2006. To się nie stanie.




RE: Miami Vice (2006) - Mental - 25-02-2023

Uwielbiam wracać do tej recki. Przypominam ją sobie raz na kwartał.

VULTURE: Miami Vice, czyli droga od niewypału do arcydzieła