![]() |
|
Książki - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38) +--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
|
- Arahan - 02-05-2010 Gringo wśród dzikich plemion - uwielbiam Cejrowskiego. Od WC Kwadrans po Boso przez Świat, aż do tej książki. Niesamowity dar gawędziarstwa oraz doświadczenia sprawiają, że książkę się połyka w całości. Opisy wypraw, dzikie plemiona, niebezpieczne sytuacje w których Pan Wojtek uczestniczył, a było ich sporo - to wszystko sprawia, że razem z nim przeżywamy opisane przygody. Zaginiony Symbol - oj Panie Brown, po 6 latach czekania spodziewałem się czegoś o wiele lepszego. Książka jest dobra i czyta się ją pomimo ponad 600 stron bardzo szybko, ale schematyczność razi coraz bardziej. Znów mamy tajną i wszechmocną organizację, w tym przypadku Masonów, szaleńca, piękną kobietę i końcowy twist, ale z książki na książkę coraz mniej wzbudza to emocje. Nie mniej opisy rytuałów loży oraz znajomość historii i sztuki u Browna jest imponująca. Spotkałem się z zarzutami, że książka jest zbyt amerykańska ... no, ale jaka ma być skoro opowiada o założycielach Stanów Zjednoczonych ? Ogólnie przeczytać można, tylko w sumie po co ? - patyczak - 05-05-2010 Rzeka bogów - Kolejna świetna książka z Uczty wyobraźni:) Bardzo przypomina "Accelerando", tylko że w odróżnieniu do powieści Strossa zachowana jest równowaga pomiędzy zachwytem nad technologią a bohaterami. I to jest wielki plus:) I tło opowieści - futurystyczne Indie - jest świetne. Mimo, że nienawidzę Bollywoodu, to ostatnio przełknąłem nawet niewielki kawałek "Czasem słońce, czasem deszcz":P Dzięki "Rzece bogów" oczywiście. Teraz biorę się za "Metro 2033". Po kilku stronach zapowiada się świetnie. Ale dla mnie wszystko co postapokaliptyczne (a zwłaszcza rosyjskie i postapokaliptyczne) jest świetne:P - shamar - 12-05-2010 Arahan napisał(a):Zaginiony Symbol - Z d. była ta ksiazka jak i reszta ksiazek Browna. Z tym , ze ta najbardziej. A wychwalanie Chameryki przyprawia w niej o mdlosci. - BezcelowyAlbatros - 02-06-2010 Tad Williams - Inny Świat 01 - "Miasto złocistego cienia" ![]() Dawno temu - na tyle dawno, że, dzięki Bogu, zdążyłem już zapomnieć szczegóły - czytałem obszerny artykuł poświęcony temu cyklowi, w jakiejś gazecie typu "Secret Service" i pamiętam, że koncepcja podróży po światach równoległych, w tym ujęciu, bardzo mnie zainteresowała. Tetralogię postanowiłem przeczytać, ale jakoś wcześniej się nie złożyło a teraz wpadła w moje ręce i... No, jestem w szoku. TO. JEST. GENIALNE! :) Co prawda, jestem dopiero w połowie pierwszego tomu, i ciągle jeszcze nie wiadomo, co co naprawdę chodzi, i która rzeczywistość jest prawdziwa, a która wirtualna, kto i po co miesza, a w przypadku niektórych wątków i postaci to nawet nie wiadomo, po co zostały wprowadzone, chociaż ich znaczenie, jak się domyślam, dla całej opowieści będzie niemałe. "Miasto złocistego cienia" jest takim moim małym spełnieniem marzeń, w którym łączą się wszystkie moje literackie upodobania, bo Williams z nietuzinkową finezją kompiluje powieść kryminalną z cyberpunkiem, klasyczną heroiczną fantasy z baśnią, a na dokładkę mamy też trochę powieści wojennej a wszystko w sosie intertekstualnych nawiązań do znanych pozycji ww. gatunków. Mało tego, Williams może jakiś szczególnym wizjonerem nie jest, ale w kwestii rozwoju internetu i sieci to podążył dobrym tropem a jego ujęcie VR z 1996 całkiem bliskie jest temu, co wydaje się być w 2010 tuż za progiem :) Kiedy czytałem rozdziały, których akcja dzieje się w świecie rodem z powieści o Conanie oczami wyobraźni widziałem coś niewiele tylko lepszego (pod względem zaawansowania) od gier typu World of Warcraft ;) Mam nadzieje, że pozostałe tomy utrzymają podobny poziom - a jeśli go przewyższą to mam nowego faworyta w moim fantastycznym TOP3 :) patyczak napisał(a):Teraz biorę się za "Metro 2033". Po kilku stronach zapowiada się świetnie. Ale dla mnie wszystko co postapokaliptyczne (a zwłaszcza rosyjskie i postapokaliptyczne) jest świetne:P Równolegle do "Innego świata" czytam też "Metro 2033" i... mam mieszane uczucia. Zbyt to wszystko infantylne mi się wydaje i nieco mało wiarygodne. Ludzie uwięzieni w metrze opowiadają o czasach "przed", snują mitologiczne teorie, tworzą legendy, itp. jakby katastrofa (trafienie nuką?) nastąpilo nie kilka(naście) lat wcześniej, a kilkaset, co najmniej. Trochę mało czasu dał pisarz swoim bohaterom, by kultura metra przez nich wytworzona była dla czytelnika wiarygodna. Sama opowieść wydaje się być podręcznikowym przypadkiem "od zera do bohatera" a formuła po pewnym czasie robi się nużąca. Bohater buja się od stacji do stacji, na każdej musowo wysłuchać musi jakiejś opowieści - z których nieliczne sa tylko autentycznie ciekawe - i w międzyczasie przeżywa przygody, z niektórych to chyba tylko z racji imperatywu narracyjnego, albo innego cudu, wychodzi żywym... Trochę to za bardzo bajkowe, a ja to - po opisie - widziałem w nieco bardziej harkorowej tonacji. Politykeria, która autor próbuje uprawiać to też żadne odkrywanie Ameryki, więc nie wiem, czemu to niby miał on jakieś problemy z wydaniem tej książki. Ani zaden wielki bulwers, ani nie poraża brutalnością, czy coś... Dziwne. No, ale jestem dopiero w połowie, kiedy to Artem rozmawia z dwoma ujaranymi kolesiami, którzy przyrównują życie do fabuły ksiązki i zaczyna mieć on ciekawe refleksje na temat tego, co wyżej napisałem... Więc może jeszcze coś z tego będzie :) - BezcelowyAlbatros - 19-06-2010 Czytam drugi tom "Innego Świata" Tada Williamsa - czyli, wolumin zatytułowany "Rzeka błękitnego ognia" i mam coraz większe przeświadczenie, że jesli ktoś podjąłby się ekranizacji tego dzieła - zaznaczając z góry: w formie serialu i nie zmieniając niczego w stosunku do oryginału, bo Williams, podobnie, jak Sapkowski, czy Martin tworzy powieści niezwykle, nie wiem, jak to ująć... filmowe?... - to powstałaby seria genialna i niewątpliwie hitowa. W drugim tomie akcja toczy się dużo bardziej wartko, niż w pierwszym - nie ma tego przydługiego wstępu, jaki rozpoczynał "Miasto złocistego cienia", no i pojawia się wiele nowych, ciekawych postaci. Nie żeby te, które już poznaliśmy były w jakiś sposób nieciekawe, ale liczba, przy uwzględnieniu tego, ze ich rola jest wciąż mocno niejasna i tajemnicza, przyczynia się do dodatkowego kolorytu na tej płaszczyźnie. W ogóle takiego nagromadzania różnych, głównie celowych, cytatów i nawiązań do literatury i popkultury, takiego misz-maszu gatunowego (od baśniowej atmosfery opowieści o Marsie rodem z "Księżniczki Marsa" Burroughsa, poprzez świat w trakcie inwazji Marsjan Wellsa do takich absurdalnych pomysłów, jak przeniesienie bohaterów w... komiks) to ja w żadnej innej książce nie spotkałem! Ponadto mega zajebistym zabiegiem jest niewykładanie wszystkich kart na stół - nad całością opowieści roztacza się atmosfera intryg, niedopowiedzeń, tajemniczości omaszczona niespodziewanymi zwrotami akcji... Wszystko pieczołowicie zaplanowane i tak naprawdę nie jest to cykl tylko - jak stwierdza sam autor w przedmowie do woluminu 2 - jedna powieść, która z racji obszerności została podzielona na cztery części. Czyli, żadnego sztucznego przedłużania, przeciągania wątków, itp. Wszystko to sprawia, że nie mogę się od książki oderwać. Mam nadzieję, że autor w kolejnych tomach jeszcze mocniej pojedzie po bandzie, bo to skakanie po różnych mniej, lub bardziej dziwacznych światach z każdą kolejną stroną podoba mi się bardziej i bardziej... - jarod - 19-06-2010 O, właśnie chciałem wydać pieniądze na jakąś sensowną powieść fantasy/sf. Dzięki za rekomendację. - BezcelowyAlbatros - 19-06-2010 Człowieku, nawet się nie zastanawiaj. Ja, w ogóle się dziwię, że autor generalnie tak mało popularny w środowisku fanów fantasy / science fiction. A ja tam wracam do czytania... - jarod - 19-06-2010 To samo jest z Simmonsem(a propos, czytałeś coś z jego twórczości?) i Martinem - piszą genialną prozę, a znają ich jedynie nerdy pośród nerdów, gdy reszta się podnieca Pilipiukiem, Ziemiańskim i innym badziewiem :-) - BezcelowyAlbatros - 19-06-2010 Simmonsa jeszcze nie miałem przyjemności. Pewnie, jak skończę Williamsa to się za niego wezmę. Chociaż nie wiadomo, bo podobno opus magnum Williamsa to trylogia "Pamięć, Smutek i Cierń" (chyba bardziej klasyczne fantasy), więc póki co bardziej prawdopodobnym jest, że po skończeniu "Innego świata" sięgnę właśnie po to... Tak, czy siak, teraz ja dziękuję za rekomendację :) - jarod - 19-06-2010 Ja Simmonsa czytałem (na razie) jedynie cykl hyperioński i stwierdzam, że jest to najlepsza powieść sf jaką w życiu czytałem. Wyobraźnia i pomysłowość tego faceta momentami wręcz przeraża. - Artemis - 19-06-2010 Simmons jest bardzo popularny w fandomie... - BezcelowyAlbatros - 19-06-2010 Abstrahując nieco do tematu, JKM dostał dzisiaj ode mnie dużego plusa. Oglądałem relację ze spotkania z wyborcami w Rzeszowie, i okazało się, że pan Janusz czyta nie tylko to, co tam mental w innym wątku cytuje, ale również zna twórczość Isaaca Asimova, cytuje go prostemu ludowi i podziela moją opinię na temat "Końca wieczności" :) :D - Luis Cyfer - 19-06-2010 Co do Smimmonsa to czytal ktos "Terror". Ponoc znakomite:) Nabylem na allegro okazyjnie za 20zl z wysylka. - jarod - 19-06-2010 Artemis, chyba w innych kręgach się obracamy :-) Nerdy, z którymi mam styczność, na pytanie o Simmonsa reagują krótkim e? Tzn. reagowali, dopóki im truć nie zacząłem, jaka ta proza jest wartościowa :-) A JKM chyba w końcu się połapał, wśród jakich kręgów ma największe poparcie... O Fundacji też coś wspominał? :-) - BezcelowyAlbatros - 19-06-2010 W sumie nie, ale dał do zrozumienia, że zna resztę twórczości Asimova, skoro stwierdizł, że "Koniec wieczności" uważa za najlepszy :) - gigacz - 19-06-2010 Nie wiedziałem, że jest tu wątek poświęcony książkom. Nieważne. Jako, że jestem prawie-filmowcem to w zasadzie nic niezwiązanego z filmem nie czytam, a że na KMF'ie pojawiają się recenzje książek to niektóre pokupowałem. I tak: "Filmowanie. Podręcznik dla młodych" - NIC nowego z niej się nie dowiedziałem bo za dużo informacji w niej nie ma, ale za to troszkę podnosi na duchu w okresie niemocy twórczej :) "Podróż autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy" - Genialna! Najlepsza ze wszystkich! Możliwe, że ma u mnie tak wysokie miejsce za obszerną analizę ukochanego "Titanica". "5 tajników warsztatu filmowego" - Bardzo dobrze podane informacje, świetnie zilustrowane na różnych przykładach. Multum suchych faktów. Krótko, zwięźle i na temat! "W mgnieniu oka. Sztuka montażu filmowego" - dobra, ciekawa, sporo ciekawostek historycznych. Tak po prostu. No i książka, którą czytam i skończyć nie mogę: "Reżyserowanie aktorów. Tworzenie zapadających w pamięć ról w filmie i telewizji.: - Męczy mnie prawdopodobnie brak suchych faktów. Chociaż jest w niej mnóstwo informacji, to powiedzmy że "niewygodnie mi się ją czyta". Zobaczymy jak skończę. - Artemis - 20-06-2010 Bezcelowy napisał(a):Abstrahując nieco do tematu, JKM dostał dzisiaj ode mnie dużego plusa. Oglądałem relację ze spotkania z wyborcami w Rzeszowie, i okazało się, że pan Janusz czyta nie tylko to, co tam mental w innym wątku cytuje, ale również zna twórczość Isaaca Asimova, cytuje go prostemu ludowi i podziela moją opinię na temat "Końca wieczności"Przede wszystkim to Korwin jest od lat zadeklarowanym wielbicielem Lema. Gdybyście czytali Vademecum ojca (tylko dla mężczyzn!), to byście wiedzieli! :razz: jarod napisał(a):Artemis, chyba w innych kręgach się obracamy Nerdy, z którymi mam styczność, na pytanie o Simmonsa reagują krótkim e? Tzn. reagowali, dopóki im truć nie zacząłem, jaka ta proza jest wartościowaMam szczęście przyjaźnić się z tą częścią fandomu, której nie można nazwać nerdowską :P. Może to jest kwestia tego, że na ogół szukam ludzi, od których można się czegoś nauczyć, a nie na odwrót (jeśli na odwrót, to już jest jakby skutek uboczny). - Leal-T - 26-06-2010 Pewnie już coś o nim było (?): Nick Hornby. Pamiętam pewien wywiad, w którym powiedział, że porzucił nadęte intelektualne ambicje i zaczął czytać i pisać od serca. Dzięki Bogu, mamy słodko-gorzką prozę życia, bez powalających namiętności i bez patosu. Zwyczajne historie, ale odpowiednio wyważone, jak dobra potrawa. Żeby nasi tak mogli pisać... PS. Pracę magisterską poświęciłam polskiej prozie roczników 70 i 80. To zła diagnoza była :( Niech się pogrąży młode słowo w żałobie, wszelkie fanfary dla Stasiuka, Tokarczuk itp. Nazywano ich postmodernistami, mimo tego, że mieli jakąś, holender jasny, historię do opowiedzenia... Tak pragnę świeżego mięsa, bez tarntinowskiej omasty... co począć? - BezcelowyAlbatros - 26-06-2010 A ja zrobiłem sobie mały antrakt w czytaniu "Innego Świata" i zabrałem się za prozę bardzo na czasie (chociaż, jak domniemam bodźcem do powstania tejże był rok mundialowy), czyli "Niewidocznych Akademików" Pratchetta. Długo czekałem na jakąś książkę utrzymana w starym, dobrym - a przynajmniej ulubionym przeze mnie - stylu, czyli coś z cyklu o magach z udziałem Rincewinda. Książeczka, oczywiście super, bazująca na podobnej konstrukcji, co "Ruchome Obrazki", czy "Muzyka Duszy", czyli kolejne zjawisko ze Świata Kuli przesącza się do dyskowej rzeczywistości, oczywiście odpowiednio przefiltrowane i zniekształcone, a raczej nabierające kształtu na wzór i podobieństwo "piłki nożnej", zwanej tu Rozrywką Ubogich Chłopców. Heh... Pozycja dla fanów Pratchetta, piłki nożnej i nie tylko. Ponadto fajnie pisarz "odmalował" i odpowiednio wykpił "społeczność" kiboli i kibiców :) Póki co czytam, jeszcze nie skończyłem, ale już wszystkim polecam!
- jarod - 26-06-2010 Oj, a dla mnie to obok Równoumagicznienia najgorszy Pratchett. Piłki nożnej i humorystycznych patentów w rodzaju "banda spasionych magów musi się zabrać za aktywność fizyczną" tu jest mało, a cały wątek sprowadza się głównie do topornie ciosanych analogii ze związkiem państwa Beckham. Pan Nutt to IMO jedna z najnudniejszych 'dyskowych" postaci ever, a z jego wątku nie wynika w zasadzie nic. Jedynie genialna postać Glendy sprawiła, że przebrnąłem lekturę do końca. A zaśmiałem się raz - kiedy pojawiła się pewna kibicowska piosenka na cześć profesora Macarony. |