Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Funny Games [reż. Michael Haneke] - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+--- Wątek: Funny Games [reż. Michael Haneke] (/Thread-Funny-Games-re%C5%BC-Michael-Haneke--1145)

Strony: 1 2 3 4 5 6


- Negrin - 20-03-2009

Mierzwiak napisał(a):Jaki horror na nowo, skoro nagle okazuje się że to tylko żart i całe zaangażowanie widza w sytuację idzie się za przeproszeniem je*ać? Byłoby to jeszcze do zniesienia, gdyby cały film był zrealizowany w takiej konwencji, gdyby od początku reżyser wyłożył karty na stół, ale nie.
Z pewnym... hm, nie wiem: zdziwieniem? rozbawieniem? -- patrzę, jak prosty przecież trik Hanekego okazuje się tak trudny nawet dla ludzi niebędących przecież niedzielnymi oglądaczami filmów. Przecież CAŁĄ ISTOTĄ tego filmu, istotą zabiegu, o którym tu mówimy, jest brak jakiegokolwiek ostrzeżenia ze strony widza. Wasze oburzenie takim poprowadzeniem filmu -- to jest właśnie to, co Haneke chciał osiągnąć. Właśnie w tym rzecz, by widza zaangażowanego w losy rodziny nagle sprowadzić do parteru. Kiedy się tego całkiem nie spodziewa. Co więcej: w momencie małej radości widza, kiedy jeden z łotrów pada. Właśnie wtedy widz jest najbardziej wrażliwy. Owszem, Haneke znęca się nad rodziną w domu, ale znęca się również nad Tobą, Mierzwiak, nad Tobą, Mental. Z nieco niższej półki: czym byłoby takie "Od zmierzchu do świtu", gdybyście od początku wiedzieli, że w połowie tego nibyrealistycznego filmu pojawią się tandetne wampiry? Niczym by nie było. "Funny Games" to zabieg o podobnym charakterze, tylko o nieporównywalnie bogatszym znaczeniu. Rodriguezowi chodzi tylko o zabawę filmem. Hanekemu -- o zabawę widzem. A wy wszyscy -- tak, ci, co się oburzacie "Funny Games" -- wleźliście prosto w jego pułapkę.

Mental napisał(a):ale wracając do funny games: jeśli haneke chciał powiedzieć: oto czym dla współczesnej kultury jest ludzkie cierpienie - zabawą, wówczas... no cóż, będę musiał obejrzeć ten film ponownie.
Cóż mogę powiedzieć: jesteś na bardzo właściwym tropie :)

Aha: jeśli autor wątku uważa, że rodzice po zamordowaniu syna zachowują się niewiarygodnie, to brak mi słów. O ludzkiej psychice to chyba niewiele wiesz, kolego. Pomimo wszystkiego, co wiemy o grze formą, te minuty rozpieprzają na drobne kawałeczki.


- Mierzwiak - 20-03-2009

Negrin dobrze gada, zgadzam się z nim i dostrzegam zamiar reżysera, tylko pytam się: PO CO? Odpowiedzi nie będzie, bo to tylko zabawa, a takowa nie musi mieć konkretnego celu poza zrobieniem z widza idioty.

Moje oburzenie wynika nie tyle z tego że Haneke mnie oszukał, ale z tego że nic z tego nie wynika, przynajmniej dla mnie. Nie zmusił mnie tym do refleksji, nie zafascynował, nie rozbawił. Jak kogoś to bawi i dostrzega w tym geniusz rezysera, proszę bardzo. Według mnie to żenujące i tyle.


- Gwahlur - 20-03-2009

Mierzwiak napisał(a):Mnie oglądanie cierpienia niewinnych ludzi nie bawi, więc przesłanie Hanekego - w moim przypadku - trafia w próżnię, nie do mnie ten film jest skierowany.
Problem w tym, ze przeslanie nie jest skierowane jedynie do tych, ktorych cieszy cierpienie niewinnych ludzi, tylko tez do widza w ogolnosci. Do swiadomego widza konkretnie. Wystarczy, ze zdajesz sobie sprawe z tego ze sa tacy osobnicy i juz ten film moze byc dla ciebie powodem do przemyslen. To swiadomosc juz robi z ciebie target przeslania.

Tytul "Funny Games" nie musi wcale odnosic sie do zabaw na linii:

/oprawcy-ofiary/
czy
/reżyser-widz/

Byc moze chodzi o /cierpienie na ekranie-widz/, dla wspolczesnego widza dzisiaj, takiego "piło"-podobnego, to jest przeciez fajna... zabawa

Michael Haneke puszcza do nich oczko, gdy jego oprawca bawi sie z przerazona bohaterka, ze niby jest jednym z nich, z tego typu widzow, ze "fajna sprawa, nie?" a tak naprawde byc moze czuje do nich odraze i tylko "czeka" na odwzajemnienie gestu aby taki widz sam siebie wskazal. O ile "oczko" ma ich wskazac samym sobie to byc moze pytanie oprawcy wprost do kamery o najfajniejszy sposob w jaki maja cierpiec ma ich przed samym soba zawstydzic?

[Obrazek: funny1.jpg]


- Mierzwiak - 20-03-2009

Gwahlur napisał(a):Wystarczy, ze zdajesz sobie sprawe z tego ze sa tacy osobnicy i juz ten film moze byc dla ciebie powodem do przemyslen. To swiadomosc juz robi z ciebie target przeslania.
Jasne, są tacy osobnicy, ale film nie jest o nich. Nie jest filmem psychopatach znęcających się nad rodziną. Jest zabawą, do której reżyser ich użył, dlatego nie mogę odnieść tego co zobaczyłem w filmie do rzeczywistości. Gdyby film był na serio, bez tego dosłownego wręcz mrugania, wtedy owszem.

Gwahlur napisał(a):Byc moze chodzi o /cierpienie na ekranie-widz/, dla wspolczesnego widza dzisiaj, takiego "piło"-podobnego, to jest przeciez fajna... zabawa
Właśnie o tym cały czas mówię. Ja nie jestem tym współczesnym widzem.


- Mental - 20-03-2009

Negrin napisał(a):Właśnie w tym rzecz, by widza zaangażowanego w losy rodziny nagle sprowadzić do parteru. Kiedy się tego całkiem nie spodziewa.

spoko, rozumiem, co masz na myśli, rozumiem, o co chodziło reżyserowi. ale mam również nadzieje, że ty pojmujesz, co to oznacza dla mnie: że haneke zniszczył całą historie. zgoda, tego chciał, lecz przez to, co zrobił, nie mogę dłużej odbierać jego filmu w kategoriach ludzkiego dramatu. to teraz przemowa, wykład albo lepiej: doświadczenie, makabryczny dowcip. cokolwiek się stanie od momentu przewinięcia taśmy, nie ma to już żadnego znaczenia DRAMATURGICZNEGO. sekret wyszedł na jaw, "czar" uczestnictwa w wydarzeniach prysł. pozostał chłodny, mózgowy eksperyment na widzu. jego wartość sprowadza się do ważnego stwierdzenia, o którym wspomniałem parę postów wyżej - że cierpienia to zabawa. wcale nie uważam, żeby to było stwierdzenie nieistotne/banalne/niewarte wielokrotnego powtarzania. wręcz przeciwnie.

po namyśle: haneke nie mógł lepiej zilustrować TEZY, że współczesna kultura bawi sie cierpieniem. musiał w pewnym momencie zrezygnować z klasyczności swojego filmu, aby zdanie to wybrzmiało w miare głośno i wyraźnie.


- Mierzwiak - 20-03-2009

<ok>

Przez to co zrobił reżyser końcówkę na łodzi oglądałem ze zniecierpliwieniem czekając aż to się wreszcie skończy. Kiedy wrzucili Naomi do wody pozostałem niewzruszony. Jeśli to chciał osiągnąć Haneke, sprawić że coś takiego mnie nie ruszy - udało mu się, do tego w dość przebiegły sposób.


- Artemis - 20-03-2009

Mental napisał(a):nie mogę dłużej odbierać jego filmu w kategoriach ludzkiego dramatu.
Nie każdą historię można sprowadzić do kategorii ludzkiego dramatu. Po prostu.

Cytat:cokolwiek się stanie od momentu przewinięcia taśmy, nie ma to już żadnego znaczenia DRAMATURGICZNEGO. sekret wyszedł na jaw, "czar" uczestnictwa w wydarzeniach prysł. pozostał chłodny, mózgowy eksperyment na widzu.
Niekoniecznie chłodny, według mnie przykry właśnie. Po prostu uderza w inną część mózgownicy.


- Mental - 20-03-2009

Mierzwiak:

ze mną było to samo. utopienie matki nie wywarło na mnie żadnego wrażenia - ale takie są koszty tąpnięcia, do którego dochodzi w połowie filmu.

Artemis napisał(a):Nie każdą historię można sprowadzić do kategorii ludzkiego dramatu. Po prostu.

wiadomo. można przecież poruszać się na poziomie meta- i opowiadać o czynności opowiadania/powstawania dzieła (ja to nazywam "używaniem"). ale mnie to nie bawi. to nie moja piaskownica. strata czasu.


- Mierzwiak - 20-03-2009

Więc spróbujmy sobie wyobrazić że film nie jest eksperymentem. Matka zabija jednego z kolesi, drugi odbiera jej strzelbę i dalej film toczy się tak samo, ale nie oglądamy go już zobojętnieni, świadomi tego że to tylko zabawa, tylko dalej siedząc na krawędzi fotela emocjonujemy się dramatem. Film się kończy przyjściem gostka do kolejnego domu. Koniec. I co? Jaki wyrok? Że to taka mentalna Piła? Trudno mi powiedzieć jak bym go ocenił.

Widocznie Haneke nie chciał kręcić tylko zwykłego thrillera, ale moim zdaniem strzelił sobie w stopę. Znacznie bardziej trafia do mnie to co zrobił w Cache, tam sposób w jaki rozprawił się z oczekiwaniami widza mogę spokojnie nazwać genialnym.


- Artemis - 20-03-2009

EDIT, bo wskoczył post Mierzwiaka

No to piszesz o sobie - i dobrze. Piszesz: to nie moja piaskownica. I jest OK. Najwidoczniej jednak Mierzwiakowi i Hannibalowi fakt, iż powstał film poza ich piaskownicą, bardzo przeszkadza. EDIT: Okazuje się, że Mierzwiakowi nie:). Wporzo - muszę obejrzeć Ukryte:)

Inna sprawa, że dla mnie Funny games jest komentarzem społecznym w jakimś sensie, gdzieś tam pod spodem mamy satyrę, bardzo mocną, bardzo kłującą (przynajmniej mnie). Dla mnie dopiero Funny games US zaczynają ocierać się o sztukę konceptualną, ale to już też kwestia piaskownicy. Mnie to jara - choć dobra, przyznam: jeśli chodzi o samą temperaturę emocji, to wolę perwersje i snobizm Pianistki. Chyba dlatego, że to paskudny ludzki dramat - po prostu.


- Mental - 20-03-2009

Mierzwiak napisał(a):Trudno mi powiedzieć jak bym go ocenił.

no to juz zależy od aktorsko-warsztatowych spraw. ale ty niezbyt lubisz survivale, więc pewnie i tak oceniłbyś chłodno:) ja bym ocenił tak samo jak oceniam TCM, straw dogs, southern comfort, hunter's blood czy eden lake. jak "normalny" film.


- Mierzwiak - 20-03-2009

Wiem do czego pijesz i survival nie ma tu nic do rzeczy:) Dopóki Haneke nie odkrył kart, film mi się nie tyle podobał, co trzymał w napięciu i emocjonował, a to plus.


- Mental - 20-03-2009

ale haneke odkrył karty i z premedytacją zabrał ci to wszystko, czym się emocjonowałeś. i teraz zadaj sobie pytanie: czy jesteś zły na niego, że pozbawił cie możliwości obejrzenia mocnej, trzymającej w napięciu do samego końca historii, czy może wkurza cię coś innego? ja w cholerę lubię reżyserów, którzy coś mi zabierają, np. poczucie bezpieczeństwa (akurat heneke tego nie zrobił). haneke odebrał mi... kurwa - odebrał mi "dobrą zabawę", chamsko, bez ostrzeżenia przerwał super zapowiadającą się, mega dramatyczną fabułe.


- Mierzwiak - 20-03-2009

Mnie... wykorzystał. Cholera, ta cała sytuacja zaangażowała mnie emocjonalnie. Tim Roth zagrał gorzej niż w Hulku, ale Naomi dała z siebie wszystko i trzymałem za nią kciuki. BACH! Niepotrzebnie.


- Mental - 20-03-2009

i oto powód naszego (twojego i mojego) niezadowolenia. poszliśmy na film, który zamiast trwać 90 minut, skończył się po upływie 45.


- Gwahlur - 20-03-2009

Mierzwiak napisał(a):Właśnie o tym cały czas mówię. Ja nie jestem tym współczesnym widzem.
Ja tez nie, ale film ten daje mi w pewien sposob do myslenia, bo mowi o moim gatunku a nawet zaweza to do widza a wiec juz dosyc wasko. W sposob oryginalny porusza trudne kwestie. Widzisz, obaj mamy w avatarach panow w kapeluszach, plaszczach i z bronia w reku. Ty masz dluzsza lufe:) ale nadal jestesmy panami w kapeluszach i plaszczach, w zwiazku z tym interesuja mnie ciekawie podane, stosunkowo wazne rozwazania etyczne o takich jak ty.
Mierzwiak napisał(a):Widocznie Haneke nie chciał kręcić tylko zwykłego thrillera, ale moim zdaniem strzelił sobie w stopę. Znacznie bardziej trafia do mnie to co zrobił w Cache, tam sposób w jaki rozprawił się z oczekiwaniami widza mogę spokojnie nazwać genialnym
To prawdopodobnie ty pisales wczesniej, ze widziales tylko amerykanska wersje "Funny Games". Ta wersja i mi sie nie podobala w sytuacji gdy podobal mi sie oryginal. Pozostawie cie z ta mysla...


- Mierzwiak - 20-03-2009

Należałoby podać powody dla których mamy akurat takie a nie inne avatary. Nie trudno zgadnąć, że są zapewne zupełnie inne:)

Co do amerykańskiej wersji FG: skoro oba filmy są identyczne, obejrzenie oryginału w pierwszej kolejności nic by nie zmieniło w mojej opinii. Mam zastrzeżenia do założeń scenariusza, nie aktorów.


- desjudi - 20-03-2009

Pierwszy post Hannibala, jego reakcja i stosunek do Haneke, doskonale uzasadnił sens powstania "Funny Games". Lepiej / celniej Haneke nie mógł uderzyć. Jeszcze bardziej doceniam jego komentarz, tezę, znaczenie 8) Po prostu mistrzostwo świata. Większość twórców pewnie tej przenikliwości i bystrości mu zazdrości.


- Negrin - 20-03-2009

Mental napisał(a):spoko, rozumiem, co masz na myśli, rozumiem, o co chodziło reżyserowi. ale mam również nadzieje, że ty pojmujesz, co to oznacza dla mnie: że haneke zniszczył całą historie. zgoda, tego chciał, lecz przez to, co zrobił, nie mogę dłużej odbierać jego filmu w kategoriach ludzkiego dramatu.
A w zasadzie to dlaczego nie? To znaczy: na pierwszy rzut oka pojmuję, oczywiście. Ale Haneke to nie jakiś Tarantino. On się nie bawi dla zabawy. On komentuje przemoc-jako-zabawę, ale się do tej zabawy nie przyłącza. Zwróć uwagę na to, że o ile w przywołanym dla mnie dla porównania "Od zmierzchu do świtu" w momencie odsłonięcia kart zaczyna się kiczowata jazda bez trzymanki, o którą od początku chodziło, o tyle Haneke mimo zdradzania konceptu, który pozbawia widza poczucia realności opowiadanej historii, nie zmienia ani o jotę sposobu, w jaki ją opowiada. Pomimo że niby nagle nie oglądamy już rzeczywistości, to realizm pozostaje. Sceny po śmierci chłopca, które autor wątku uważa za pożałowania godne, tak naprawdę rozdzierają swoją wiarygodnością. I powiem, że pomimo tego pilota, pomimo tak mocno sygnalizowanej umowności, te sceny wciąż bardzo poruszają. Jaki z tego wniosek? Że widz (tak, widz taki jak ja, przeciętny widz, nie taki paker jak Wy) potrafi się emocjonować fikcją. Niby to wniosek banalny, bo przecież widz ZAWSZE emocjonuje się fikcją, każdy film jest fikcją, nie tylko ten, który przypomina o tym widzowi. Wreszcie nie zapominajcie, panowie, o rozmowie dwójki morderców na końcu: kiedy Paul mówi, że obserwowana fikcja jest równie realna jak rzeczywistość. I kurna, ma rację.

Pozwolę sobie przywołać przykład, który utkwił mi w pamięci, choć pochodzi z zupełnie innego rodzaju filmu: mianowicie z "Pokuty". Jeśli ktoś ma z tym problem, zaznaczam, że będę SPOILEROWAŁ POKUTĘ. Otóż pozytywne, fikcyjne zakończenie, które oglądamy na samym końcu, pomimo iż mamy świadomość, jak naprawdę (choć w zasadzie: "naprawdę" -- ot, kolejna warstwa fikcji) zakończyła się ta historia, wydaje się bardziej wiarygodne, bardziej realistyczne, ponieważ odpowiada historii -- także fałszywej -- którą oglądaliśmy przez większość filmu. JUŻ Takie triki jak w "Pokucie" i "Funny Games" bardzo wiele mówią o sposobie odbioru dzieła filmowego (czy, w przypadku tej pierwszej, również literackiego).

Zwróćcie również uwagę na to, że "Funny Games" jest przepełnione komentarzami na temat konwencji filmu grozy. Pamiętacie, kiedy Peter zakłada się z rodziną i pyta widzów, czy my też jesteśmy gotowi się założyć? I co? I my, chcąc nie chcąc, przyjmujemy ten zakład. Kurde, im więcej mija czasu od seansu, tym bardziej doceniam dzieło Hanekego. Słusznie mówi des, że to mistrzostwo świata przenikliwości.


- Mental - 20-03-2009

Cytat:A w zasadzie to dlaczego nie?

tłumaczyłem sto razy:) nie potrafię emocjonować się losami złych/dobrych, jeżeli zły wstaje z martwych po naciśnięciu pilota od telewizora (a dokładniej - w wyniku montażowej manipulacji). od tego momentu wszyscy bohaterowie jawią mi się jako pionki rozstawione na planszy. powtarzam: "czar" uczestnictwa w wydarzeniach prysł. wszystko, co ma miejsce później, nie jest już rezultatem działań bohaterów, ale ingerencji kogoś "z zewnątrz". reżyser zamanifestował swoją obecność w sposób, który przekreśla MOJE emocjonalne zaangażowanie w cokolwiek.