![]() |
|
Kill Bill: Vol. 1 (2003) & Vol. 2 (2004) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +---- Dział: Filmy Quentina Tarantino (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Quentina-Tarantino--61) +---- Wątek: Kill Bill: Vol. 1 (2003) & Vol. 2 (2004) (/Thread-Kill-Bill-Vol-1-2003-Vol-2-2004--1204) |
- Mental - 16-04-2009 Bucho napisał(a):Przerysowani bohaterowie, cool dialogi, krwawa jatka załóż topic o wściekłych psach - udowodnię ci, ze się mylisz mcqueen też był cool. bycie cool to pojemna sprawa. - Bucho - 16-04-2009 Pojemna owszem, ja tez jestem cool, a taki Jakuzzi jest cool przerysowany - tutaj roznica.Tematu nie zaloze, bo za waski w portkach jestem, zeby wejsc z Toba w rozmowe na temat filmu, ktory widzialem z dziesiec lat temu. Po prostu nie zgadzam sie z stwierdzeniem ze Wsciekle Psy nie sa przerysowane, bo sa - choc fakt to inna poziom przerysowania niz Kill Bill. - Mental - 16-04-2009 OFFTOP Bucho: wściekłe psy są "przerysowane emocjonalnie" (powiedziałbym: przegięte w tym pozytywnym sensie). nie zrozum mnie na opak - te emocje nie są sztucznie prowokowane, wymuszone, groteskowe, nieprawdziwe czy zacytowane. w jednym miejscu nagle gromadzi się 5-6 chłopa po nieudanym napadzie na jubilera. paru ludzi z ekipy padło trupem przed sklepem. jeden facio ukrył łup i ani myśli zdradzić gdzie. inny facio gra tajniaka i w dodatku wykrwawia się na śmierć z powodu rany postrzałowej brzucha. stąd właśnie złudzenie "przerysowania" postaci - bulgoczący kocioł emocjonalny. zegar tyka, krew płynie. - Bucho - 16-04-2009 Mental napisał(a):OFFTOP hmm, to zabiles mi cwieka, chyba musze sobie powtorke z rozrywki zrobic - inaczej przy probie konwersacji wciagniesz mnie jak paczke toffi
- Mierzwiak - 16-04-2009 D'mooN napisał(a):nie wiem czy pamiętacie zwiastun który promował KB. Czy po obejrzeniu można było z czystym sumieniem powiedzieć "meh...nieeee, nie obejrzę"?Oj pamiętam, pamiętam. Oglądałem go kiedyś po kilka razy dziennie. Jeden z moich ulubionych trailerów. freak_outXP napisał(a):Raczej wymuszone. freak_outXP napisał(a):Trailer taki sam wymuszony, jak cały film.Poza używaniem wciąż tego samego słowa nie napisałeś nic co w choćby najmniejszym stopniu udowodniłoby dlaczego Kill Bill jest filmem wymuszonym. Ze wszystkich filmów Quentina to w Kill Billu, przynajmniej w moim odczuciu, widoczna jest największa frajda jaką musiał mieć kręcąc ten film. Jak już pisałem, dla mnie to film w 100% szczery. Wymuszony?! You gotta be fucking kidding me. Przywołujecie, zwłaszcza Mental, Wściekłe psy. Zabijcie mnie, ale ja stawiam ten film na równi z Death Proof. Wynudziłem się, a historia w ogóle mnie nie ruszyła. Może dlatego że widziałem go jako ostatni film Q? Może dlatego że bardziej odpowiada mi zabawa w stylu Pulp Fiction czy zwłaszcza KB? Nie wnikam. Ale mniejsza o to. To co da się zauważyć w waszych wypowiedziach to pretensje do Quentina że robi to, co chce robić, czyli kręcić filmy według własnego widzi mi się. Co gorsza są to również pretensje że jego następne filmy to nie "Wściekłe psy 2", "Wściekłe psy 3" itd., dokładnie do tego to się sprowadza. Wymagacie emocji od czegoś o czym z góry wiadomo że prawdziwych emocji nie wygeneruje, nie o to chodzi w tej historii. Nie zarzucajcie pastiszowi, że jest tylko pastiszem. Zaryzykuję stwierdzenie, że Kill Bill jest jednym z tych filmów, o których nie da się pisać w prosty sposób pozytywnie lub negatywnie (pomijając oczywistości typu muzyka, zdjęcia, dialogi). To film który albo się podoba, albo nie i argumenty za/przeciw są tu nie tylko niepotrzebne (z racji specyfiki filmu i jego konwencji), ale też niedające się łatwo sformułować. Jak na razie każda z przedstawionych tu negatywnych opinii ginie w zderzeniu z istotą Kill Billa. Nawet, o dziwo, Mentala który jak do tej pory kilkoma zdaniami potrafił zmieść z powierzchni ziemi dowolny film i jeszcze przekonać do swojej opinii innych
- jarod - 16-04-2009 Mental napisał(a):według mnie vol.2 jest lepszy niz vol.1nie było moim zamiarem udowadniać wyższości jednego epizodu nad drugim. Chodziło mi o próbę przeforsowania swojej tezy o przyczynach achronologicznego montażu. W vol. 2 część scen mogła pochodzić z robionych na szybko dokrętek. Ale to tylko takie gdybanie i nie mam na to choćby cienia dowodu... Swoja drogą, co sądzisz o wątku z Hattorim Hanzo? - D'mooN - 16-04-2009 Mierzwiak napisał(a):Co gorsza są to również pretensje że jego następne filmy to nie "Wściekłe psy 2", "Wściekłe psy 3" itd., dokładnie do tego to się sprowadza. Dochodzę do takiego samego wniosku. Macie do faceta pretensje, że bawi się różnymi gatunkami, a na dodatek podkręca wszystko formalnie do nieosiągalnego dla innych poziomu. Czasem mam wrażenie, że Quentinowi dostaje się za te jego zabawy tylko dlatego, że jest na świeczniku. I nieważne jak dopracowane kino będzie kręcił, to zawsze znajdzie się jakiś malkontent który zacznie marudzić, że "kiedyś było lepiej". Panowie, dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. - desjudi - 16-04-2009 no Tarantino jest cały czas w rzece, tej samej, własnej, z kupą różnych ryb i całą gamą wodorostów 8) Tarantino to Tarantino - trudno robić zarzut z tego, że koleś robi filmy swoje, autorskie; że się tworzeniem filmów pyszni i robi je tak, jak lubi, jak uważa. Ja bym go postawił w jednym rzędzie z Fellinim, Bergmanem, Allenem, Cronenbergiem, Bunuelem, Jarmushem, Kitano, Kurosawą i całą kupą innych AUTORÓW kina, podpisujących się wyraźnie i wyjątkowo pod swoimi dziełami, bez względu na gatunkowe konotacje i oczekiwania widzów. To nie jest odtwórca. Choć odtwarza. - Monika - 16-04-2009 desjudi napisał(a):Ja bym go postawił w jednym rzędzie z Fellinim, Bergmanem, Allenem, Cronenbergiem, Bunuelem, Jarmushem, Kitano, Kurosawą Myślę, że Tarantino by się nie obraził. ;-) - Mental - 16-04-2009 jarod napisał(a):Swoja drogą, co sądzisz o wątku z Hattorim Hanzo? na siłe wciśnięty do filmu, żeby pokazać kultową postać i wymęczyć kolejne prostackie nawiązanie. rozciągnięty i monotonny, jak wszystko w kill billu. jedyne, co sprawia jakąkolwiek frajde w scenach z jego udziałem, to sposób, w jaki sonny chiba kaleczy angielski. fajnie się tego słucha. Des napisał(a):trudno robić zarzut z tego, że koleś robi filmy swoje, autorskie; że się tworzeniem filmów pyszni i robi je tak, jak lubi des, gdybyś uważnie przeczytał cały ten wątek (albo przynajmniej jego cześć), doszedłbyś do wniosku, że nikt nie krytykuje taratino za to, co robi (żeby było śmieszniej, ja go za to cenie i szanuje), ale za to, jak robi. a robi nieudolnie, jadąc na swojej sławie sprzed 1995 roku. do tego wszystkiego dorzucam jeszcze firmowanie własnym nazwiskiem największych shitów nowożytnej kinematografii takich jak hostele, a bittersweet life (klik) czy hell ride. Mierzwiak napisał(a):Jak na razie każda z przedstawionych tu negatywnych opinii ginie w zderzeniu z istotą Kill Billa. o tym mówi post otwierający ten topic - pierwszy akapit: nawet jak zrobie gówno, to i tak wykręcę się sianem. niektórych filmów nie da się krytykować z oczywistych względów, a ten, kto się odważy, to: a) nie zna się; b) nie zrozumiał istoty; c) ma kija w dupie. - Negrin - 16-04-2009 freak_outXP napisał(a):chciał nam coś ten Pan powiedziećCo chciał powiedzieć? Ile razy trzeba powtarzać coś, co powinno być oczywiste od pierwszych kadrów: Niczego nie chciał "tym powiedzieć". Twórczość Tarantino jest skrajnie wyzuta z ambicji "mówienia czegoś". I przede wszystkim: w przypadku tego gościa sprawdza się coś, co -- nie wiedzieć czemu -- rzadko kiedy przychodzi kinomanom do głowy, a już w odniesieniu do takiej na przykład muzyki wydaje się jasne. Otóż w świecie kina pokutuje przekonanie, że aby film uznać za dobry/wartościowy/godny uwagi (niepotrzebne skreślić), pownien się podobać praktycznie każdemu, a już na pewno każdemu kinomanowi, "który się zna". Tymczasem przecież niewielu ludzi lubi jednocześni dobry jazz, dobry hiphop, dobrego rocka, dobre techno, dobry industrial i dobre reggae. Reggae grane przez Tarantino jest dobre dla tych, którzy lubią reggae. I nie chodzi o to, że rzekomo "można obronić każde gówno". Po prostu: Tarantino gra dla swojej publiczności. I pomimo panujących w świecie filmu przekonań, o których piszę powyżej, nie ma w tym niczego zdrożnego. - Mental - 16-04-2009 do negrina ostrożnie z takimi określeniami jak "powiedzieć" czy "głębia". on je z europejska odczytuje
- Negrin - 16-04-2009 No i? To się akurat QT bezsprzecznie udało, niezależnie od tego, czy film się komu podoba, czy nie. Nie wiem, co chcesz powiedzieć. - Mental - 16-04-2009 no właśnie, że to się bezsprzecznie quentinowi nie udało. w tym cały problem. niezależnie od tego, czy film się komuś podoba, czy nie. - Negrin - 16-04-2009 freak_outXP napisał(a):FILM JEST ZŁY tak po prostu."Tak po prostu"? Opracowałeś naukową metodę zbadania jakości filmu? Podziel się, Nobel czeka Toż nawet Mental wie, że nie można szarżować z kategorycznością sądów ![]() freak_outXP napisał(a):O każdym można powiedzieć, że gra dla swojej publiczności, np. Disco- czy Sacro-polo. Tylko że Tarantino jest na świeczniku, a Shazza nie... Chyba coś przeoczyłem, że co... że są równi i równiejsi ?Sam dobrze wiesz, że to nietrafione porównanie. Wiesz, bo x razy pochwaliłeś talent QT. Więc uznajmy, że filmowe disco-polo robi jakiś tam Uwe Boll albo kto, a jak nie on, to zwyczajni reżyserzy kina stricte użytkowego. Niech będzie, że Michael Bay czy coś. Natomiast wymienieni przez desa twórcy kina autorskiego pełną gębą... Ręka do góry, czy ktoś osobiście naprawdę LUBI ich wszystkich? Ja pierwszy mówię, że ja nie. Są jak muzycy (utalentowani i na poziomie), którzy mają swoich fanów. Mental napisał(a):no właśnie, że to się bezsprzecznie quentinowi nie udało. w tym cały problem.Co się nie udało? Pokazać swoje wschodnie fascynacje? Toż to świetna wizytówka i wielu z pewnością zainteresowała. Zrobić popularny ("kaska") film? Też. A ciekawy? No, do tego się teraz nie ustosunkowuję, bo czekam na upublicznienie tej metody na Nobla. - Mental - 16-04-2009 Negrin napisał(a):Co się nie udało? Pokazać swoje wschodnie fascynacje? Toż to świetna wizytówka i wielu z pewnością zainteresowała. z wolna wracamy do punktu wyjścia. wszystko, co chciałem powiedzieć na temat kill billa, już wyłożyłem. reszta to z waszej strony (tj. fanów kill billa) tłumaczenie oczywistości, że tarantino się bawi, że lubi, ze czerpie, że puszcza oczko. fajnie - ale jedziecie na jałowym biegu. zapisze sobie te myśli w kajeciku z dopiskiem, żeby nigdy więcej nie podnosić ręki na filmowe mozaiki quentina, bo są super i kultowe. kultowość dla intelektualistów - teksańskiej masakry hoopera się wstydzą, bo prymitywna i wynaturzona, a fuszerki quentina na ołtarze wynoszą, bo kolorowe, niegroźne i takie fajniutkie miluchne zgrabniutkie (czytaj: erudycyjne). - Negrin - 16-04-2009 Wybacz, Mental, ale akurat jeśli chodzi o argumentację, to Twoje ujęcie tematu "Kill Billa" to kwitnesencja "jazdy na jałowym biegu", i to od pierwszego postu. Wykładasz oczywistości, które są w zasadzie równie jasne dla fanów, jak dla antyfanów, i co z tego? Kompletnie nic. Nie podnosić ręki? A co to, Twoja życiowa misja? Czy coś jest złego w "nie lubię filmów Tarantino"? Najlepsze, co w całym wątku powiedziałes, to był ostatni akapit pierwszego postu. Czy Tarantino jest niezatapialny? Nie wiem. Ja też coraz częściej powtarzam, że jestem znużony jego stylistyką. Ale żeby "zatopić" Tarantino, trzeba by wykazać (choć niby jak?), że jest kiepski w swojej własnej dyscyplinie. Nie zatopi się dramatu, mówiąc, że za mało w nim gagów, a komedii - że za mało refleksji nad życiem. - Stark - 16-04-2009 Mental napisał(a):do tego wszystkiego dorzucam jeszcze firmowanie własnym nazwiskiem największych shitów nowożytnej kinematografii takich jak hostele, a bittersweet life (klik) czy hell ride. Tarantino nie firmuje swoim nazwiskiem "A Bittersweet Life" ino "Sukiyaki Western Django" z którym zapewne Ci sie pomyliło. Ale to tak na marginesie. - Mental - 16-04-2009 Negrin napisał(a):Wybacz, Mental, ale akurat jeśli chodzi o argumentację, to Twoje ujęcie tematu "Kill Billa" to kwitnesencja "jazdy na jałowym biegu" wybacz, negrin, ale mylisz się. już choćby dlatego, że topic ten ciągle się rozrasta i przyciąga szerze czytelników, zafascynowanych moja argumentacją nie chce sobie wlewać ani sie wymądrzać, bo w sumie nic mądrego nie napisałem, niemniej w końcu ktoś powiedział, że quentin kręci syfiaste filmiki, erudycyjne do porzygania się i odcina kupony do swojej dawnej sławy. ja wiem, że intelektualiści (niech nikt się nie czepia, że używam takiego sformułowania - nie jestem bolszewikiem; po prostu na ten moment nie przychodzi mi do głowy nic lepszego) będą się jarać, bo to niegroźna rozrywka i niegroźny kulcik. w sam raz dla torbickiej na potrzeby "kocham kino".Negrin napisał(a):Najlepsze, co w całym wątku powiedziałes, to był ostatni akapit pierwszego postu. napisałem to z myślą o tobie, bo ty lubisz takie ekumeniczno-pojednawcze blubranie ![]() Stark napisał(a):Tarantino nie firmuje swoim nazwiskiem "A Bittersweet Life" ino "Sukiyaki Western Django" z którym zapewne Ci sie pomyliło. o matko... czyli jeszcze gorzej niż bittersweet life. tak czy siak, dzieki za sprostowanie. - Negrin - 16-04-2009 Mental napisał(a):wybacz, negrin, ale mylisz się. już choćby dlatego, że topic ten ciągle się rozrasta i przyciąga szerze czytelników, zafascynowanych moja argumentacjąJasne, Mental, bo Internet nie pęka w szwach od jałowych dyskusji takich jak ta ![]() Mental napisał(a):niemniej w końcu ktoś powiedział, że quentin kręci syfiaste filmiki, erudycyjne do porzygania się i odcina kupony do swojej dawnej sławy"W końcu ktoś"? Mówisz, że nie chcesz sobie wlewać? To po kiego poczytujesz sobie jako zasługę coś, co - znowu - można wyczytać w każdym zakątku Internetu? |