![]() |
|
Pirates of the Caribbean (2003-2017) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Serie filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Serie-filmowe--21) +--- Wątek: Pirates of the Caribbean (2003-2017) (/Thread-Pirates-of-the-Caribbean-2003-2017--496) |
- military - 26-05-2007 Byłem. Widziałem. I jestem z tego powodu szczęśliwy. :) Trzecia część Piratów jest świetnym filmem, aczkolwiek ma sporo niewykorzystanego potencjału i dwie koszmarnie irytujące sceny. Poza tym nie dorównuje poprzednikom... Ale po kolei. Przede wszystkim nie zgadzam się z idiotycznymi zarzutami "krytyków", którzy twierdzą że film "nie ma fabuły". Ponoć jest jeno zlepkiem scen akcji. To ja się pytam: czy my widzieliśmy ten sam film?! Akurat fabuła bardzo, ale to bardzo mi się podobała - opowieść o bandzie oportunistów, którzy co chwilę zmieniają sojuszników, byle tylko dopiąć celu. Bardzo niestandardowe zagranie - co się chwali, bo świetnie dzięki temu zastanawiało się, kto z kim teraz zawrze układ, żeby pogrążyć resztę. Rewelacyjnie rozpisane relacje. Świetne były sceny w Luku Davy'ego Jonesa. Cały czas miałem wrażenie, że autorzy robią sobie jaja z poważnego, napuszonego, "artystycznego" kina. Na dodatek świetnie wpleciono tu wątek ingerencji Kalipso (która wychodzi na jaw dopiero w końcówce). Sam wątek Jonesa też wspaniale rozwinięto i zamknięto. Dialogi - są perełki. "Zebraliśmy się tutaj" rządzi! Czy ktoś może przypomnieć całą kwestię? :) W ogóle scena z "zebraliśmy się tutaj" mnie rozwaliła na łopatki - taneczna choreografia idealnie do niej pasuje, przypomina kostiumowe filmy sprzed sześćdziesięciu lat. Co mi się w fabule nie podobało, to wprowadzenie wielu genialnych pomysłów, które służą jedynie za tło. Kryjówka Bractwa pirackiego wygląda niesamowicie - ale scena w niej... No cóż, raczej nie mogę się wypowiedzieć, bo w jej trakcie w kinie zgasło światło, a kiedy się włączyło, przez 5 minut nie było dźwięku, zatem ta scena dla mnie nie istnieje. Ale i tak mam wrażenie, że Wyspa Rozbitków mogła odegrać większą rolę. Narzekać można jednak przede wszystkim na dwie rzeczy. Po pierwsze: montaż sceny, w której Jack negocjuje z Beckettem, a Elizabeth z Sao. Zmontowano to jak teledysk, albo jak zwiastun właściwej sceny dialogowej, i zasadniczo niewiele można w ten sposób zrozumieć (co do samego Sao - kolejna niewykorzystana w zadowalający sposób postać). Po drugie: "rozrastanie się" Kalipso. Co to, kurna, ma być? Żenada; nie tego oczekiwałbym po filmie o piratach, nawet jeśli należy do gatunku fantasy. Aktorsko film jest rewelacyjny z dwóch powodów: Geoffrey Rush i małpka Jack. Barbossa to najbardziej piracki pirat jakiego widziałem w kinie. Małpka pierwszorzędnie dygocze z zimna i grozi papudze. :) Deppa jest mniej, ale nic nie szkodzi - Barbossa jest najlepszym bohaterem tej części (moim zdaniem). W dodatku ktoś zapomniał kazać powiedzieć Deppowi "savvy?" przynajmniej pieć razy. Co dziwne, Bloom i Knightley grają bardzo dobrze. No, może nie bardzo, ale Legolas rozkręca się w drugiej połowie (ma się ten refleks - zagrać dobrze w końcówce trzeciego filmu serii), a Keira zadziwiająco dobrze, z odpowiednim ładunkiem wkurwu wygłasza podnoszące na duchu orędzie. Technicznie film jest trochę gorszy od wspaniałej Skrzyni umarlaka. Zdjęcia powalają, lecz takie efekty jak "czara ognia" czy "mały Jack" wypadły bardzo, ale to bardzo słabo. Co prawda ostrzeliwujące się okręty i końcowa rozpierducha to emocjonujące arcydzieło, ale powyższe wpadki to przykłady niechlujstwa rzutującego na cały film. A i muzyka jakby gorsza, takiego kopa nie daje, nie podkreśla z odpowiednią werwą... No i za mało jest akcji. Początkowa jatka w Szanghaju wymiata - to prawdziwe eksplodujące budynki i prawdziwi kaskaderzy! Końcowe potyczki są świetne - ech, te latające szczątki statków... Ale w środku nie ma odpoczynku od zawiłych intryg, brakuje "pobocznych" akcji w rodzaju ucieczki z wyspy kanibali w Skrzyni. Cały czas trzeba wytężać szarą komórkę, żeby załapać kto aktualnie z kim i dlaczego. I to jest bardzo fajne - już mówiłem że taka fabuła mi odpowiada - ale Piraci tracą jednocześnie całą swoją lekkość. Jak jednak by nie narzekać, trudno oprzeć się urokowi Piratów. Kiedy zobaczyłem statek "płynący po niebie" czy wynurzający się zza wydmy, pomyślałem "kurna, to jest naprawdę pomysłowy film fantasy!". Taki, jaki chciałbym zobaczyć - bo ogólnie fantasy nie potrafię zdzierżyć. Bardzo dobre zakończenie wspaniałej sagi. 9+\10 - military - 26-05-2007 Kiedy juz obejrzałem całą trylogię, stwierdzam: Skrzyna umarlaka jest de best. Jeśli miałbym oceniać poszczególne części, wyglądałoby to tak: Klątwa - 10\10 Skrzynia - 11\10 (ideał kina przygodowego) Kraniec - 9+\10 Tak jak Romeck, też z początku nie byłem przekonany do Piratów, przekonały dopiero ostrzeliwujące się statki, które przypomniały mi... właśnie tę czołówkę, którą ktoś zalinkował powyżej. ;) Pokochałem tę serię i teraz, cóż, dumnie mogę nazwać się jej fanem. :D EDIT: Dla czołówki regularnie oglądałem "Morze", tzn. początek, a potem przełaczałem program. ;) Świetna muzyka. - Mierzwiak - 26-05-2007 Głosowałem na Kraniec świata, bo ta część wydaje mi się mieć najlepiej wyważone wątki, najlepiej pokazała bohaterów i ma najlepsze sceny akcji jakie ostatnio widziałem. Wszystkie części 10/10. - Mierzwiak - 26-05-2007 Zgadzam się ze wszystkim poza tym, co Ci się nie podobało. Chociaż Kalipso ciut rozczarowuje (nie przez swój rozmiar), ale przez to że już się nie pojawia. Statek "płynący po niebie" - to ujęcie było dosłownie hipnotyzujące. Coś pięknego. Cytat:Kryjówka Bractwa pirackiego wygląda niesamowicie - ale scena w niej... No cóż, raczej nie mogę się wypowiedzieć, bo w jej trakcie w kinie zgasło światło, a kiedy się włączyło, przez 5 minut nie było dźwięku, zatem ta scena dla mnie nie istnieje.Czyli nie słyszałeś mówiącego ojca Jacka?!?!?! Cytat:Małpka pierwszorzędnie dygocze z zimna i grozi papudze.Niesamowita jest. ten kapelusik, i pistolecik :D - military - 26-05-2007 Dotarły do mnie ze trzy słowa z ust ojca Jacka. Też się o nim nie wypowiem - zawiódł mnie, ale pewnie dlatego że prawie go nie słyszałem... Jeszcze jedno mi się nie podobało. Film się kończy, zaczynają napisy. Wiadomo - będzie scena po nich. Ok. 8 osób zostaje na sali, widać też są poinformowane. Napisy lecą, lecą... dwie minuty, pięć... Powoli się kończą... JAKIŚ &#@%^#&* W PROJEKTORNI WYŁĄCZA FILM. No co to, kurna, do licha ciężkiego, ma być?! Płacę za to żeby obejrzeć całość chyba...?! No cóż, zobaczę na dvd... Albo wcześniej ściągnę. Nie ma to jak zniechęcanie do piractwa przez dystrybutorów. :roll: - Mierzwiak - 26-05-2007 Scena jest na you tube w koszmarnej jakości, mogę też Ci ją opisać. A właśnie, u mnie cała sala wyszła, zostało też z 8 osób :shock: - military - 26-05-2007 Opisz albo zalinkuj. ;) - Mierzwiak - 26-05-2007 Proszę bardzo: - Q - 26-05-2007 Link już nie działa, więc opis scenki po napisach: SPOILER 10 lat później. Elizabeth, czeka na Willa. Ale nie jest sama obok niej stoi mały chłopczyk. - Mierzwiak - 26-05-2007 Zabawne, dosłownie 2 minuty temu działał :) Poza tym Q trochę uciąłeś tę scenę: !) LAT PÓŹNIEJ. Urwisko, zachód słońca. 10 letni chłopiec śpiewa piracką piosenkę. Elizabeth podchodzi do niego. Oboje z nadzieją wpatrują się w ocean. W końcu pojawia się Latający Holender. Widzimy Willa trzymającego się masztu. Uśmiecha się. - Q - 26-05-2007 Raczej mniej opisowo ją przedstawiłem, bo jeśli military miał takie "przygody" w kinie. Przegapił rodzinne spotkanie Jacka i końcową scenę to jeśli miałby okazję to powinien obejrzeć jeszcze raz. - military - 26-05-2007 Będzie na dvd to kupię i obejrzę. ;) Na razie zadowoliłbym się nawet kiepską jakością tej sceny. - Mierzwiak - 26-05-2007 A ja za jakieś 2 tygodnie idę 2 raz, tym razem na poranny seans bez żadnych tłumów, na spokojnie. Czy tylko mnie powaliła westernowa muzyka w tej scenie, kiedy Liz, Jack i Barbossa idą na spotkanie z Beckettem, Willem i Jonesem? - desjudi - 26-05-2007 ona nie była westernowa, ona była rockowa! solówka gitarowa pierwszej klasy - klimat trochę odmienny, lekko nie pasujący, ale muzyka sama w sobie palce lizać. co do Sao-Fenga. nie czuliście, że jest go za mało, że to tylko epizod mało znaczący? spodziewałem się o wiele więcej od tej postaci, a tu proszę, "kill him" za szybko 8) poza tym, cholerne efekciarstwo - scena zaręczyn Willa i gładkolicej niewiasty Liz albo ten angielski gentleman idący spokojnie, choć w tle armageddon? ładne, ale z drugiej strony - tandetne i teledyskowe. - MOLQ - 26-05-2007 Bylem dzisiaj i sie z lekka zawiodlem (a moze to ten smiech dzieci, unoszacy sie za kazdym razem z byle czego) .Szybko i bez ceregieli : duplikacja Sparrowa , postac Kalipso (wtracona ni z gruchy ni z pietruchy),niby byla w ciele cos tam kumala ze jest ta Kalipso,ale bez spalenia przedmiotow by sie nie odrodzila ,reszta piratow w ogole nie walczyla to jakies nieporozumienie ,smierc Davyego Jonesa (bez wyrazu) . Dla mnie 8/10 . - Galahard - 27-05-2007 Odnosząc się do tych komentarzy napiszę jeszcze raz - według mnie uciekł klimat i zaistniał problem przerostu formy nad treścią. At World's End jest fajną komedią z elementami filmu pirackiego, jednakże ja się spodziewałem czegoś zupełnie odwrotnego - filmu o piratach z elementami humorystycznymi, i ponad wszystkim bardzo przemyślaną, porywającą fabułą. Przesadzili wsadzając co się tylko dało do treści głównej filmu i 1/2 z tego ukazując w krzywym zwierciadle (scena gdy Davy Jones stoi na lądzie w wiadrze wody - niby wiadomo czemu tak nie inaczej, ale dajcie spokój. Można było zrobić to po ludzku, przycumować statek do statku...) Co do uwag odnośnie wiru. Skoro film jest abstrakcyjny w wielu kwestiach (a nie ukrywam że jest), to czemu ten statek z wiru nie odleciał ? Cała scena była zrobiona dość realistycznie, taka potyczka mogłaby faktycznie tak wyglądać. Scenarzystom szkoda było Perły chyba tylko. O ile wcześniejsze części docierały do mnie, jakoś trzecia odsłona piratów pod koniec po prostu bawiła mnie swoją infantylnością. A szkoda. Co jednak nie odbiera temu tytułowi laurów i miana naprawdę dobrego kina... - Mierzwiak - 27-05-2007 desjudi napisał(a):co do Sao-Fenga. nie czuliście, że jest go za mało, że to tylko epizod mało znaczący? spodziewałem się o wiele więcej od tej postaci, a tu proszę, "kill him" za szybko 8)Został wprowadzony tylko po to, żeby mianować Keirę wiadomo-kim. A to że zginął? trudno, przynajmniej było to zaskakujące, a lubię być zaskakiwany. - Anonymous - 27-05-2007 romeck napisał(a):P.S.: "The Black Swan"? No, no, no - trzeba będzie to sprawdzić. :) Ale i tak piosenki Mike'a Brady'ego tam nie będzie. :)Potwierdzam, to ten film :) - military - 27-05-2007 To było bardzo zaskakujące - postać mająca własne plakaty, jeden z najbardziej znanych azjatyckich aktorów, bohater kina akcji ginie jak leszcz jeszcze przed połową, nawet nie wyciągając szpady. :) - desjudi - 27-05-2007 to było zaskakująco kiepskie posunięcie, bo nie wykorzystano zajebistości Chow Yun Fata 8) |