![]() |
|
Surrogates - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +--- Wątek: Surrogates (/Thread-Surrogates--698) |
- Snappik - 12-11-2009 Film ma swoje dobre jak i złe strony. Do największych minusów zaliczyłbym scenariusz - wtórny, schematyczny, osadzony we wszystkich możliwych standardach. Mostow chyba upadł na głowę pokazując antagonistę po 20 minutach, bo przecież historia opiera się na śledztwu i szukaniu osoby odpowiedzialnej za morderstwa operatorów Surogatów. Finał przez to okazuje się typową popeliną, która nie jest zaskakująca, a bardziej łopatologiczna i efekciarska. Ale trzeba przyznać, że design surogatów jest super i w ogóle pomysł z wysyłaniem zamiennika do pracy też :) 5/10 - Mierzwiak - 30-12-2009 98% ludzkości ma swoich surogatów? O really? Znaczy się że jak, głodujące dzieci w Afryce też czy może zaliczają się do tych 2%? Film ten opiera się na niesamowicie debilnym, kuriozalnym założeniu które kładzie go całkowicie. Nie żeby lepszy pomysł wyjściowy mu w czymkolwiek pomógł... Tandeta i durnota do kwadratu. Ale Radha Mitchell śliczne jak zwykle. - military - 30-12-2009 Po pierwszych 30 minutach tego filmu pomyslałem, że jego największym problemem jest to, że twórcy zachłysnęli się własnym pomysłem wyjściowym. Ale po obejrzeniu całości zmieniam zdanie: problem Surogatów polega na tym, że jest to film robiony pod idiotów. Nie potrafię ogarnąć sytuacji, w której film tworzony przez setki, a może i tysiące ludzi, kosztujący setki milionów dolarów, perfekcyjny w warstwie wizualnej, dźwiękowej, a nawet aktorskiej, wykłada się na scenariuszu. Czy podczas kilkunastu miesięcy, które pochłonęła produkcja, czy też podczas lat preprodukcji, nikt nie zerknął na skrypt i nie powiedział "hej, ludzie, to się nie trzyma kupy"? Jak można ładować tyle pieniędzy, wysiłku i talentu w coś równie głupiego? Kretynizm Surogatów jest tak wyjątkowy, że aż muszę go dokładniej przeanalizować, bo bardzo jestem ciekawy, jakimi ścieżkami podążały umysły twórców tego dzieła. Uwaga, będą SPOJLERY, DO CHOLERY Zacznijmy od pomysłu wyjściowego, na pierwszy rzut oka (i na drugi też) fajnego - surogaci to takie, ehm, avatary. Które szybko zyskują popularność i w ciągu paru lat posługuje się nimi 98% ludzkości. Nie, to niemożliwe, ktoś się musiał pomylić - chodziło o 98% populacji USA, to bardziej wiarygodne. Choć i tak durne, bo oznaczałoby, że tylko 2% Amerykanów nie może sobie pozwolić na kupno nowoczesnego, drogiego robota. Upowszechnienie avatarów jest ideą nierealną w rzeczywistości pokazanej przez film - czyli w nieodległej, dalekiej od utopii przyszłości. Po prostu koszty produkcji tak skomplikowanych maszyn, koszt energii potrzebnej do ich zasilenia, koszt instalacji stanowisk obsługi oraz konserwacji - to wszystko nie da się zliczyć nawet w miliardach dolarów. Dziś nie każda rodzina może sobie pozwolić na komputer, a już niedługo wszyscy mają mieć coś tak kosztownego jak avatar? I tak niebezpiecznego? O tak, avatary to cholernie niebezpieczne maszynki. Są nadludzko silne, trudne do zniszczenia, a nawet po uszkodzeniu można każdego zastąpić kolejnym. A twórcy wciskają kit, że ich upowszechnienie wpłynęło na ZMNIEJSZENIE przestępczości! ZMNIEJSZENIE! Rozumiem, że bandytów wcale a wcale nie pociąga możliwość dokonania napadu na bank bez fizycznego ryzyka. W zasadzie bez żadnego ryzyka, bo nie oszukujmy się - jak na tak potężną technologię, to zabezpieczenia są żadne. No bo jak ma być inaczej, skoro FBI nie jest w stanie stwierdzić, czy pilotem avatara jest faktycznie ta osoba, za którą robot się podaje? Przecież wystarczyłoby zrobić model podobny do dowolnej osoby publicznej, by udając ją wejść w dowolne miejsce. Ba, do zalogowania się do komputera FBI wystarczy pokazać kamerce komputera NIEDZIAŁAJĄCEGO avatara! Czyli wystarczyłoby strzelić takiemu avatarowi prezydenta w brzuch (z filmu wiemy, że to je unieszkodliwia) i posadzić go przed komputerem, by odpalić wszystkie atomówki w arsenale. I jak to jest z odczuwaniem? Niby są modele droższe i tańsze - odczuwające i nie - ale bohater kierujący tym droższym nawet nie jęknie po utracie ręki. Nie mówiąc już o tym, że agentowi FBI można byłoby sprezentować avatara nieco bardziej mobilnego, z wmontowaną bronią, noktowizją itp. W ogóle cały pomysł wsadzania avatarów do roli np. pilotów wojskowych śmigłowców jest mega-durny. Skoro można myślą kierować człowiekiem, to czy nie lepiej byłoby stworzyć pilotowany myślą śmigłowiec? I zaoszczędzić w ten sposob kosztów tworzenia dwóch maszyn zamiast jednej? I ułatwić sterowanie maszyną, gdyż pilot nie musiałby się skupiać na obsłudze przełączników wirtualnymi rękami, tylko po prostu uruchamiałby je myślą? A propos "myślą" - twórcy tego filmu zdecydowanie NIE myślą. Rząd USA niszczący doskonałą broń po tym, gdy okazało się, że można nią zabić, to pomysł jeszcze naiwniejszy niż komuna żyjąca po kolana w błocie, co ma być wynikiem rezygnacji z użycia avatarów. Rozumiem, że dziś w USA mają błoto po kolana, bo ludzie nie wyglądają idealnie. Na koniec paragrafu warto wspomnieć o durnocie założenia, że każdy, kto nie używa avatara, jest zarośnięty, spocony, brzydki i stary. No chyba że w USA rzeczywiście nie ma przystojnych, zadbanych i wysportowanych ludzi (bo oni chyba używac robotów by nie musieli). Wkurzył mnie też widoczny w jednym ujęciu plakat futurystycznego sportu, na którym jeden z zawodników trzyma urwaną głowę avatara. Zadanie domowe: biorąc pod uwagę przewrażliwienie organizacji typu MPAA, oszacujcie szanse pojawienia się plakatu na ulicach Stanów. Z założeniami film ma problemy wykraczające poza skalę mierników, ale zostawmy je w spokoju i zajmijmy się perfidnym knuciem bad guya. Czyli tego gościa z seriali. Facet jest twórcą avatarów, ale stwierdza że naprodukował zbyt dużo no-lifeów i nie ma się z kim spotkać w knajpie, żeby pogadać o postępach w World of Warcraft. Wobec czego chce zniszczyć avatary. Plan jest taki: najpierw Bad Guy (BG) tworzy sobie avatara, który zostaje przywódcą "prawdziwych" ludzi, którzy nie chcą korzystać z avatarów. I zamyka się z nimi w rezerwacie. Zakładamy, że BG nie musi odłączać się z avatara-buntownika ani na sekundę, bo wtedy natychmiast wykrytoby jego oszustwo. Albo inaczej: zakładamy, że ma brata-bliźniaka, bo inaczej nie da się wytłumaczyć faktu, że w jednej chwili przebywa z buntownikami i rozmawia w innym avatarze z Brusem i jego seksi towarzyszką. Enyłej, ustaliliśmy jedno: BG zakłada ruch oporu w avatarze. Następny krok to wejście w posiadanie broni, która "strzela wirusem" (teoretycznie avatary niszczy wirus, a że broń jest ewidentnie czymś do strzelania... eee... nie, nawet nie spróbuję tego wytłumaczyć). Tej broni, której przestraszył się rząd i ją zniszczył. Okazuje się, że w jej posiadaniu jest pewien szef FBI. W magiczny sposob BG nawiązuje z nim kontakt, porozumiewa się i każe jednemu ze swoich ludzi odebrać giwerę w zamian za... no cóż, nie wiadomo za co. Może za górę szmalu. Kiedy jego facet ma już broń, ma zabić... avatara Bad Guya, ale przez pomyłkę zabija jego syna. ... ... ... zastanówmy się przez chwilę... ... PRZECIEŻ TO NIE MA, KURWA, SENSU! Facet wynajmuje zabójcę do zabicia siebie samego?! A nawet jeśli chodziło tylko o zniszczenie avatara, tak na pokaz (ale po co? żeby ujawnić posiadanie broni potrzebnej do realizacji planu?), to chyba można było powiedzieć zabójcy, że aktualnie z robota korzysta NIEWŁAŚCIWA OSOBA! Jedziemy dalej. Przydałoby się coś do popicia. Kolejnym punktem planu BG jest wejście w posiadanie broni niszczącej avatary. Co prawda już tę broń miał, a durny i niepotrzebny zamach sprawił, że nieomal ją stracił, jednak niewysłowiony fart sprawia, że giwera trafia do przywódcy buntowników, który jest jednocześnie samym Bad Guyem. Czaicie to? Facet musiał chyba być na silnych dragach, bo choć MIAŁ już broń której chciał, to zaryzykował jej utratę, przypadkiem zabił syna i tylko cudem ją odzyskał. Kolejny krok planu to zabicie agentki FBI, przejęcie jej avatara i przekazanie mu broni, aby mogła zostać podłaczona do sieci (bo centrum kontroli nad avatarami, wyglądające od wewnątrz jak hangar, mieści się w zwyczajnym budynku należącym do agencji). Powiedzcie mi, czy BG ma jakiś fetysz związany z przekazywaniem przedmiotów? Bo przecież gdyby scenariusz pisał ktoś z mózgiem, plan wyglądałby tak: podszyć się pod agentkę, uruchomić broń, koniec. Bez wcześniejszego oddawania giwery zabójcy, potem przywódcy buntowników, potem jego ludziom. No ale nic, jak się ogląda film, wystarczy plasnąć czółkiem w ścianę i już można dalej cieszyć się dziełem Mostowa. Nadchodzi wielki finał. Wirus który ma zniszczyć avatary, jednocześnie (skutek uboczny) zabijając ich pilotów, zostaje podłączony. Brus w ostatniej chwili łapie za konsoletę i odłącza ludzi od avatarów, ale nie przerywa uploadowania wirusa. Surogaci zostają zniszczeni, świat wraca na właściwą drogę. Koniec. ... ...chwila, to MOŻNA BYŁO TAK ZROBIĆ? MOŻNA BYŁO WYŁĄCZYĆ SUROGATÓW NIE DOKONUJĄC LUDOBÓJSTWA? Czemu TO nie był plan Bad Guya? Przecież to takie proste: odłączyć ludzi, ale nie surogatów! Tak właśnie zrobił Bruce! ... ...Tak zrobił, prawda? Przynajmniej tak mówił - że odłączył ludzi od avatarów. Ale kiedy wirus wreszcie - po jakichś 15 sekundach - zostaje aktywowany, wszyscy padają w ruchu. To piloci byli odłączeni czy nie? A nawet jeśli byli - ilu prawdziwych ludzi zginęło w wypadkach drogowych, spowodowanych odłączeniem avatarów za kierownicą? Ilu zginęło zabitych przez samoloty spadające na budynki? No chyba że w świecie Mostowa podział jest prosty: albo siedzisz w avatarze, albo brodzisz w błocie, żrąc piach i trawę w rezerwacie w środku miasta. Miałem jeszcze dodać słówko o tym, jak można sterować avatarem-pilotem samolotu bez lagu na drugim końcu świata, ale już nie mogę. Zaraz idę piznąć głową w kaloryfer - to mądrzejsze niż Mostow i jego Surogaci. Tylko krótkie podsumowanie na koniec: KURWA MAĆ, CO ZA DURNY FILM! [ Dodano: Sro Gru 30, 2009 19:57 ] Aha, i jeszcze jedna wada, trywialna w porównaniu z całą resztą scenariusza. Bruce jak zwykle wypruwał z siebie flaki bez cienia motywacji. Ale kogo to dziwi... - Mierzwiak - 30-12-2009 Napisałeś DOKŁADNIE wszystko o czym myślałem podczas seansu <ok> military napisał(a):KURWA MAĆ, CO ZA DURNY FILM!Ten cytat powinien widnieć na okładce DVD. W kwestii świata w którym większość ludzi ma swojego avatara, abstrahując już nawet od filmu - co, no właśnie, z filmami? Czy gwiazdy kina i telewizji też mają swoje avatary? Jeśli tak, pojęcie drewnianego aktorstwa nabierze chyba nowego znaczenia :) Albo co z medycyną? Lekarze nie operują ludzi osobiście tylko za pośrednictwem avatarów? - Bucho - 30-12-2009 Military, wielki <rotfl> Filmu nie widzialem, ale i tak poczytalem Twoje spoilery - jak dobrze, ze do kina sie na to cudo nie wybralem. Jako, ze nie sciagam filmow i na bank nie kupie tego chlamuna zadnym nosniku, to nie liczac przypadkowego seansu w telewizji nie ma szans, ze zapoznam sie z nowym "dzielem" Mostowa...i dobrze ;) - Jakuzzi - 30-12-2009 Co wy z tymi avatarami? To surogaci. ;) - military - 30-12-2009 Mierzwiak: lekarze-avatary operują avatarów-pacjentów.:) Ewentualnie wyeliminowano choroby, bo przecież na ulicach byłoby widać przynajmniej jakieś osoby z przeziębieniem, walące do przychodni po receptę na etopirynę. Bucho, jak widzisz niczego nie tracisz nie oglądając filmu. Szkoda, bo sam pomysł jest OK. Wiecie, jak ja zrobiłbym Surogatów? Sposób A: Avatary jako część spisku mającego na celu przejęcie władzy nad krajem / ludzkością. Sposób B: Zacząć film tam, gdzie Mostow skończył. Nagle avatary przestają działać. Były powszechne - ch. z tym, nie trzeba nic tłumaczyć ani zagłebiać się w szczegóły. W każdym razie cały świat odcięty od najpopularniejszego dragu daje podwalinę pod całkiem fajną post-apokalipsę.:) - Mental - 08-01-2010 military napisał(a):Tylko krótkie podsumowanie na koniec: KURWA MAĆ, CO ZA DURNY FILM! recka powinna trafić z marszu na główną, a wyżej zacytowane zdanie powinno ją wieńczyć. proponuje taki tytuł recki: Ostateczne rozwiązanie kwestii debilizmu w Hollywood. - military - 08-01-2010 Tekst, trochę przerobiony, wkrótce powinien się pojawić na głównej.:) - Martinipl - 08-01-2010 military napisał(a):Rozumiem, że bandytów wcale a wcale nie pociąga możliwość dokonania napadu na bank bez fizycznego ryzyka. W zasadzie bez żadnego ryzyka, bo nie oszukujmy się - jak na tak potężną technologię, to zabezpieczenia są żadne. Tutaj to nie jest logiczne, co piszesz. jeżeli bandyci-surogaci wpadaja do banku, to w banku siedzą kasjerzy-surogaci: żadne z nich nie ma nic do stracenia więc wywiązuje się jatka, padają robociki i nikt nic nie traci i nie zyskuje (tracą tylko swoje roboty). Sytuacja jest patowa pod wieloma względami i, w świecie gdzie nie ma strat, wszelkie ryzyko nie jest ryzykiem = jest bezcelowe. Ta logika przyświeca filmowi od początku. Reszta rzeczy... mhmm, no cóż, prawda: zmarnowany film ! - Mierzwiak - 08-01-2010 Wszystko ok tylko to nie moja wypowiedź :) - Martinipl - 08-01-2010 Przepraszam - poprawiłem :) - ChudyArek85 - 09-01-2010 Witam. Mam do Was pytanie. Nie wie moze ktos jaki jest tytul piosenki ktora leci w klubie(dyskotece) na poczatku filmu?? Bardzo bylbym wdzieczny za odpowiedz:) - Hitch - 09-01-2010 http://www.imdb.com/title/tt0986263/soundtrack To też się liczy innych filmów, jakbyś chciał znowu kiedyś zadać pytanie, na które odpowiedz możesz poznać sam w 2 minuty. - phantom_lord - 09-01-2010 SPOILERY! military napisał(a):Następny krok to wejście w posiadanie broni, która "strzela wirusem" (teoretycznie avatary niszczy wirus, a że broń jest ewidentnie czymś do strzelania... eee... nie, nawet nie spróbuję tego wytłumaczyć). Tej broni, której przestraszył się rząd i ją zniszczył. Okazuje się, że w jej posiadaniu jest pewien szef FBI. W magiczny sposob BG nawiązuje z nim kontakt, porozumiewa się i każe jednemu ze swoich ludzi odebrać giwerę w zamian za... no cóż, nie wiadomo za co. Może za górę szmalu. Kiedy jego facet ma już broń, ma zabić... avatara Bad Guya, ale przez pomyłkę zabija jego syna. ... ... ... zastanówmy się przez chwilę... ... PRZECIEŻ TO NIE MA, KURWA, SENSU! Facet wynajmuje zabójcę do zabicia siebie samego?! A nawet jeśli chodziło tylko o zniszczenie avatara, tak na pokaz (ale po co? żeby ujawnić posiadanie broni potrzebnej do realizacji planu?), to chyba można było powiedzieć zabójcy, że aktualnie z robota korzysta NIEWŁAŚCIWA OSOBA! Film ogladalem ale nie pamietam dokladnie fabuly tak ze powyzsze wyczytalem z wikipedii i nie wiem czy tam jest to dosc dokladnie opisane. Czesc pomyslow w filmie jest oczywiscie durna ale teraz w wiekszosci nowych tak jest, i ogolnie nie uwazam ze byl to jakos specjalnie zly film, moze za bardzo nijaki i tworcy nie do konca wiedzieli co chca w nim pokazac. - military - 09-01-2010 Może i taki był zamysł reżysera / scenarzysty, ale z tego co widać na filmie, wynika co innego. - ChudyArek85 - 09-01-2010 Hitch napisał(a):http://www.imdb.com/title/tt0986263/soundtrack Wysylasz mi linka, w ktorym nie ma tego o co pytalem i sie "nosisz" na forum przed Twoimi ziomami jak to potrafisz szukac w google ale niestety bezskutecznie. Przemysl to. Pozdrawiam - Snuffer - 10-01-2010 Nie ma tego o co pytałeś? Masz tam listę wszystkich utworów użytych w filmie. Jeśli nie ma wśród nich tego którego szukasz to musisz się udać na jakieś forum gdzie ludzi obchodzi ten film : ) - phantom_lord - 10-01-2010 military napisał(a):Może i taki był zamysł reżysera / scenarzysty, ale z tego co widać na filmie, wynika co innego.Jezeli mnie pamiec nie myli to ja to rozumialem tak ze firma chciala go ukatrupic a nie on sam siebie. No ale nie potwierdze bez obejzenia jeszcze raz tak ze chyba nie ma co dyskutowac. - TylerD - 24-04-2010 Jak dla mnie - kupa. Mało akcji, intrygi 'trochę' banalne i co najważniejsze a zarazem najgorsze - wieje niestety nudąąąą. Słabo ostatnio panie Bruce, słabo.. 3/10 |