Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Miami Vice (2006) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+---- Dział: Filmy Michaela Manna (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Michaela-Manna--65)
+---- Wątek: Miami Vice (2006) (/Thread-Miami-Vice-2006--130)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31


- Mental - 03-01-2007

Salad_Finger, jak tam MV? Podobało się? Tylko szczerze :)


- salad_finger - 04-01-2007

To już drugi raz widziałam, tylko tym razem trafiła się wersja poszerzona. Zastanawiam się, czy Farrell tak beznadziejnie zagrał, czy Mann chciał takiej beznadziejnej postaci, czy może po prostu mój jej odbiór jako beznadziejna jest czymś niepopularnym. Znowu przegapiłam ostatnią strzelankę, o której tak ciepło się wypowiadałeś. Dzieki temu wiem, że pewnie zobacze film jeszcze raz.
Ten seans skłonił mnie do ściągnięcia muzyki. Nie jest to mistrzostwo świata, ale po obejrzeniu filmu bardzo fajnie się jej słucha (z tym że je*bać linking park).


- Mental - 04-01-2007

Polecam dwa kawałki z MV: Mogwai "Auto Rock" i Mogwai "We're no here".

A Farrell, tak, jest beznadziejny, tu się zgadzam w 100%. Choć zarazem to jego najlepsza rola :)

Kawałek Jeya Zi i Linkin Park, moim zdaniem, świetny. Nie słucham takiej muzyki, ale potrafię docenić dobre brzmienie. Utwór ma moją rekomendację szczególnie w trakcie jazdy samochodem: noc, puste ulice, światła miasta... To jest TO :)


- Mierzwiak - 04-01-2007

Kawałek Linkin Park/Jaya-Z świetnie sprawdził się w zwiastunie. Do filmu pasował jak... nie pasował.


- salad_finger - 04-01-2007

Tak, Mogwai słuchałam już wcześniej, są bardzo filmowi, świetnie wypadli.


- Mental - 17-02-2007

Problem MV polega na tym, że za pierwszym podejściem film Manna jawi się jako katastrofa. Ja mam aktualnie za sobą więcej niż trzy seanse i jednego jestem pewien: MV to klasyka night city action movies :) Stylistyka tego filmu doszczętnie miażdży. Obecnie nie widze reżysera, który mógłby konkurować z Mannem, jeśli idzie o stronę wizualną/warsztatową/techniczną.

Soundtrack MV - też klasyka. Na płycie znajdują się utwory, które swoją mocą przewyższają Briana Eno i jego "Force Markera" z "Gorączki". A myślałem, że to niemożliwe. Chodzi o Kinga Britta & Tima Motzera ("Rambias") oraz Johna Murphy'ego ("Mercado Nuveo").

Generalnie, wielka szkoda, że stało się tak, jak się stało - kilku moich znajomych po jednorazowym zaliczeniu MV zadeklarowało wstręt do tej produkcji. Robię, co mogę, by zmienili zdanie i namawiam wszystkich, którzy wyszli z kina zdegustowani - "MV" kryje w sobie jakiś niesamowity potencjał, roztacza urok, dojrzewa. Film Manna zapewne nigdy nie zostanie okrzyknięty "wydarzeniem", "dziełem wybitnym" czy "obrazem wartym uwagi", ale wbrew temu, co ludzie mówią, nie jest wcale aż tak źle.


- Mental - 20-02-2007

To już w zasadzie pewnik: od sierpniowego seansu upłynęło sporo czasu, a moje nastawienie do MV zmieniło się o 180 stopni.

Dehumanizacja i elektronika: te dwa słowa cisną mi się na usta, gdy myślę o filmie Manna. Bo o czym on w zasadzie jest? O procesie krzepnięcia przyjaźni dwóch gliniarzy? Zła odpowiedź. O psychologicznych rozterkach tajnych agentów? Znowu błąd. MV opowiada o penetracji karteli narkotykowych. Tylko tyle i aż tyle. Kto spodziewał się powtórki z "Zabójczej broni" albo (chroń Panie Boże) z pastelowego serialu lat 80, ten najwyraźniej zabłądził.

Ascetyczna fabuła, wizualny przepych. Pod wieloma względami MV to obraz zaskakująco nowatorski. Stylistyczną suwerennością Mann deklasuje globalną konkurencję, tworząc ponury i brutalny kryminał, który unaocznia jedno - w dzisiejszym technicznym świecie nie ma miejsca na mędrkowanie, pisanie listów tudzież niepraktyczne dialogowanie. Bohaterowie MV nie gawędzą ze sobą przy śniadaniu. Zamiast tego komunikują się za pośrednictwem komórek, nawigacji satelitarnej i przenośnych napędów USB. Można uznać to za niedopuszczalne uchybienie. Ja uznaję to za atut. Identyczna jest proza Gibosna, wyzuta z podmiotowości, opisująca rzeczywistość z klinicznym chłodem, konkretna i rzeczowa, tonąca w nadmiarze szczegółów.

Do rehabilitacji MV zapewne nigdy nie dojdzie. Film na zawsze pozostanie "nudnym", "pretensjonalnym", barkowym "eksperymentem".

Mój ulubiony tekst z filmu brzmi następująco:

"Hej, Ivan, haw long have you been working for FBI?"


- Mental - 20-02-2007

Czy mi się zdaje, czy ja tutaj prowadzę monolog? :)


- hops - 20-02-2007

Zdaje Ci się.


- Mental - 23-02-2007

Ponoć brakuje w filmie interakcji między bohaterami. Moje pytanie brzmi: O czym, według was, Rico i Sonny powinni rozmawiać?

Jestem wyznawcą MV.


- Predator895 - 23-02-2007

*Zosia napisał(a):Najlepsza sensacja od czasu Gorączki. Koniec kropka.

Zosia moze Randeczka Duży uśmiech


- Mental - 23-02-2007

Ja uważam podobnie. Ba, MV nie daje mi spokoju. I bynajmniej nie chodzi o to, czy film jest dobry czy nie, bo to już w moim wypadku dawno rozstrzygnięte.


- Mierzwiak - 23-02-2007

Mental, zawiodłem się na Tobie. Zestawiając MV z Heat i Collateral sprowadziłeś te filmy do poziomu bezpłciowych bubli.


- MOLQ - 23-02-2007

Obejrze sobie dzisiaj MV , bo leci juz na hiszpanskim Taquila Duży uśmiech


- Mental - 23-02-2007

Ja nie zestawiam tych filmów na zasadzie opozycji ani alternatywy. Jedynie próbuje pokazać ciągłość i spójność stylistyczną. Zresztą nie muszę się tłumaczyć :)

Mann stworzył kino policyjne, jakiego nie było w latach 80/90.

Każdy film policyjny opiera się na fajnych (Zabójcza broń, Gliniarz z Beverly Hills) lub dennych (Bad Boys) dialogach między bohaterami. Tutaj dialogów nie ma w ogóle - nie dlatego, że scenariusz jest kiepski (bo nie jest - asceza fabularna nie oznacza "denności"), lecz dlatego że Mann tak chciał - w filmie są dwie duże sceny jazdy ferrari - Rico i Sonny siedzą obok siebie i milczą. Żaden słowa nie powie. W końcu Rico sięga po telefon i dzwoni. Sonny nadal milczy. Pytanie: Czy Mann nie potrafił napisać dialogu między oboma panami czy tak właśnie miało być? Zapewne fajniej by było, gdyby kolesie gadali o urodzinach, konkursie bikini albo pogodzie - wtedy widownia miałaby ubaw po pachy. MV to nie jest jednak komedia, to nie jest film dla widowni przyzwyczajonej do rozwiązań rodem z "Zabójczej broni". Bohaterowie zamiast mówić, działają.


- Mental - 23-02-2007

MOLQ: oglądaj MV ostrożnie. Nie wiem, który to będzie twój seans (jeśli pierwszy, to albo uznasz film za totalną katastrofę pod każdym względem, albo za autorskie dzieło wielkiej klasy). Nie daj się zwieść tym, którzy zarzucają filmowi tani psychologizm. Farrell nie dysponuje talentem tego kalibru, by grać "wnętrzem" (ba, nawet nie próbuje, a to, że patrzy przez szybę na ocean, nie znaczy, że przeżywa głębokie rozterki - gdybym to ja kręcił MV, też nie mógłbym sobie odmówić sfilmowania tak urzekającego horyzontu; przypominam, że w "Heat" mamy analogiczne ujęcie, gdy de Niro podchodzi do oszklonych drzwi wychodzących na bezkresne morze - i co z tego? czuje się samotny, więc ogląda przez okno niewzruszoną taflę wody). Wracając do sprawy: przypisywanie MV psychologicznych aspiracji (postaci gliniarzy są figurami tak prostej budowy, że doprawdy trzeba wyjątkowo złej woli, by doszukiwać się w nich motywacyjnej zawieruchy), otóż podpinanie pod MV "głębi psychologicznej" jest próbą zdyskredytowania filmu i ukazania, jak bardzo pretensjonalny bełkot wyszedł Mannowi. Bohaterowie podszywają się pod handlarzy - zgoda. Grają na dwa fronty - zgoda. Ryzykują życie swoich bliskich - też zgoda. Ale w żadnym miejscu Mann nie bawi się w subtelne cieniowanie, niuansiki, rozwidlenia jaźni tajnego agenta czy inne takie pierdoły dla złaknionych "głębi" krytyków. Liczy się wyłącznie to, co z punktu widzenia sensacji nada rytm opowieści. Mann jest diabelnie konsekwentny - wie, co chce pokazać i pokazuje to z żelaznym uporem. Ani na moment nie przechyla się w stronę widowni, by ją zabawić fajnym tekstem (no może raz czy dwa pada fajny tekst, ale tylko w rozmowie z Yero i jego przydupasami). Odnoszę wrazenie, jakby Mann ostentacyjnie ignorował widza i to mi się najbardziej podoba. Nie bedzie powtórki z serialu, nie będzie komedii sensacyjnej, będzie to, czego jeszcze nie było: nowoczesny, technologiczny, ponury dramat sensacyjny z kokainowym handelkiem w tle (nawiasem, w serialu handlowało się na kilogramy, tutaj szmugluje się tony koki).

PS. Coś mi mówi, że wkrótce napisze anal+izę MV dla KMF-u. Recka zamieszczona na stronie, ma dwie zasadnicze wady: 1) jest generalnie o niczym; 2) ukazuje stan umysłu oglądacza po pierwszym seansie.

Dla przypomnienia moje słowa sprzed paru dobrych miesięcy na temat MV:

ja, Mental napisał(a):Najnowszy film Manna jest po prostu do dupska. Wszystko w nim do dupska prócz ostatniej strzelanki i sceny ze snajperami rozrywającymi kolesi w samochodzie. Najbardziej dupowaty jest w tym utworze Kolin Farel, który wygląda tak, jakby miał się zaraz rozpłakać. No i te pedałkowate gęste brwi nad jego oczami. Ich kuriozalny układ sprawia, że oglądając film nie wiedziałem, czy Kolin się dziwi, czy tylko tak ma od urodzenia. Foxx też do dupska. Żaden tam z niego gliniarz, jeno jakiś ostrzyżony przy użyciu kątomierza popowy raper amerykański. Tyle o bohaterach, którzy - jak już ktoś słusznie zauważył - w ogóle nie przypominają ludzi. Ot, tekturowe pamperki, nic więcej. Ani nie gadają ze sobą, ani nie krwawią, nawet żaden w ryj nie dostanie. Kuloodporne, wodoszczelne debeściaki, co potrafią jedynie latać samolotami, pływać motorówkami i dzwonić komórkami. Mann pod postacią Kroketa i Tabsa sprezentował mi ten typ gliniarza, za którym delikatnie mówiąc nie przepadam: twardo-przystojno-seksownego speca od wszyastkiego.



- MOLQ - 23-02-2007

Yes master Duży uśmiech jak sciagne keye to dzisiaj obejrze . Mam nadzieje ze sie nie zawiode . Heh dzisiaj jeszcze leci u mnie Collateral o 18 tyle , ze nie obejrze bo mam egzamin na uczelni Smutny . To dzisiaj bym sobie zrobil dzien Manna Duży uśmiech


- Mental - 23-02-2007

Obowiązkowa wersja UNRATED.

Aha, jestem prawie pewien, że się zawiedziesz :)


- ataraktyk - 23-02-2007

Mental napisał(a):Odnoszę wrazenie, jakby Mann ostentacyjnie ignorował widza i to mi się najbardziej podoba.

Czy to właśnie nie za to tak strasznie nienawidzisz "ambitnego" kina europejskiego?


- Mental - 23-02-2007

Tu chodzi o ignorancję w trochę innym sensie: "Walę młodzież, walę tych, co lubią komedie sensacyjne, walę wszystkich, którzy jarają się tanią policyjną rozrywką".

"Ludzkie dzieci" się nie zwróciły, "Obcy 3" został uznany za badziewie, "Lśnienie" nominowano do złotych malin, do "Blade Runnera" trzaba było dołożyć narrację z offu, żeby ludzie pokapowali, o co biega. Nie twierdze, że MV to film genialny, twierdzę jedynie, że nikt nie był przygotowany na TAKĄ sensację (ani to "Zabójcza broń". ani pieprzone "Bad Boys", ani pastelowo-lajcikowy serial lat 80, najbliżej MV jest chyba do "Bullitta")

MV to nowość na rynku, produkcja na miarę swoich czasów. Dehumanizacja, technologizacja, okrucieństwo, broń palna... uwielbiam te klimaty.

Na koniec arcyciekawa obserwacja: Film Manna podoba się bardzo starszej widowni, ludzie po czterdziestce łykają fabułę bez grymasu niezadowolenia.