Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Fight Club (1999) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+---- Dział: Filmy Davida Finchera (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Davida-Finchera--64)
+---- Wątek: Fight Club (1999) (/Thread-Fight-Club-1999--530)

Strony: 1 2 3 4 5 6


RE: Fight Club (1999) - Mental - 14-05-2013

Albertino napisał(a):Już wolałbym się zabrać za "Grę".

Zapomnij o Fajt Klab, oglądaj "Grę". Ten film to arcydzieło. Na forum jest kilku, którzy wystawiają mu 9/10, ale oni mają nie po kolei w głowie Oczko


RE: Fight Club (1999) - Albertino - 14-05-2013

Oczywiście, by nie było niejasności, "Grę" oglądałem, ale dosyć dawno - też pewnie jakieś 10 latek minęło. I tak samo "Azyl" (ale to dobrze pamiętam i nie zamierzam powtarzać). Z resztą fincherów jestem w miarę na bieżąco.


RE: Fight Club (1999) - military - 14-05-2013

Toteż pisałem - największym problemem jest dla mnie zepchnięcie celu całej intrygi nie na drugi, a na ósmy plan. Fincher przedstawiając dążenia klubu zachowuje się bardzo ostrożnie: niby dzieje się coś absurdalnie wielkiego, ale on skupia się na walce Tylera z samym sobą, jakby nie chciał ruszać tamtego tematu. Jakby się bał coś tak naprawdę powiedzieć. Nie mówię o rzucaniu komunałów, a o zajęciu stanowiska, albo przynajmniej zgłębieniu tematu, a nie poruszeniu go z przymusu, bo bez tego nie będzie komedii między Tylerem a narratorem. Ironii jest tu kupa, ale największym jej źródłem jest fakt, że oto przedstawiciele systemu są bardzo antysystemowi; że w każdej grzecznej biurwie tkwi zabijaka. Haha, ale jaja, nie? - policjanci też popierają Tylera. Owszem, jego armia jest głupia, a dołączenie do niej to ucieczka z jednej niewoli w drugą, tylko że wydaje mi się, że Fincher pokazuje to, bo tak było w książce, bez żadnej refleksji. Robi ironiczną komedię, choć sam do końca nie wie o czym, a drugi poziom ironii kształtuje się przypadkiem.

Zresztą czy Fincher mówił coś na ten temat?


RE: Fight Club (1999) - Mental - 14-05-2013

Albertino napisał(a):"Grę" oglądałem, ale dosyć dawno - też pewnie jakieś 10 latek minęło

10 latek temu telefony komórkowe ważyły kilogram.


RE: Fight Club (1999) - Persona non grata - 14-05-2013

Za historię trochę trudno obwiniać reżysera czy scenarzystę, bo "Fight Club" to stosunkowo wierna pierwowzorowi adaptacja powieści Chucka Palahniuka. Powieść również jest taka, jak napisałeś, "pewna swojej błyskotliwości", a zarazem mocno autoironiczna, przepełniona sarkazmem, pospolitymi prawdami, absurdem, a miejscami nawet niedorzecznościami, których moim zdaniem autor jest w pełni świadomy. Jeżeli Palahniuk popełnił taką powieść przez przypadek, to ma farta skurczybyk.


RE: Fight Club (1999) - wujo444 - 14-05-2013

Gra ma już 15 lat i nadal jest świetna, niesamowicie wkręcająca i mocno mindfuckowa. Tylko finał jakoś w zeszłym tygodniu widziałem i odrobinkę jakby za długo trwał, można te 5 minut nawet wywalić.

A 10 lat temu to wszyscy mieli 3310, która wcale kilograma nie ważyła Oczko


RE: Fight Club (1999) - Gal Anonim - 14-05-2013

Mindfuck to jest jak uswiadamiasz sobie, ze 10 lat temu to nie 1995, a 2004. Smutny
(14-05-2013, 20:59)military napisał(a): Toteż pisałem - największym problemem jest dla mnie zepchnięcie celu całej intrygi nie na drugi, a na ósmy plan.
Ja wiem? Trochę może tak, choć ja tego tak nie odczuwałem. Oczywiscie, to przede wszystkim film o starciu z samym sobą, a potem jest krytyka anarchii czy społeczeństwa. Ale moze to dobrze. W ogole to chyba dobrze, ze Fight Club jednak nie wydaje się każdemu tak oczywista ironią, jaką moim zdaniem jest. Jest wystarczająco dużo tropów w tym filmie, by miał wartość jako krytyka i - przede wszystkim dla mnie jako kinomana - jako film, do którego można wrócić z przyjemnością conajmniej dwa, trzy razy.




RE: Fight Club (1999) - Lawrence - 14-05-2013

(14-05-2013, 20:48)military napisał(a): Holly jest tak zrypane pod względem lewizny, że nie chce mi się wierzyć, że Fincher z ich ideologii robił sobie ordynarne jaja.

Oczywiście bo to debile, lewaki i najlepiej Korwinem ich...
Z takim nastawieniem, to nic dziwnego, że można tak odczytywać "Fight Club". Tyle, że siłą tego filmu właśnie jest to, że ciężko go zaszufladkować, do takiej, a takiej ideologii i jakże kochanej na tym forum polityki. To nie jest film, w którym mamy ładnie wszystko podzielone na czarne i białe.
I gdzie jest w ogóle powiedziane, że głównym postaciom mamy kibicować?




RE: Fight Club (1999) - Ash - 14-05-2013

Cytat:Oczywiście bo to debile, lewaki i najlepiej Korwinem ich...
Albo Rothbardem ("Polecam poczytać Rotbarda")... Oczko


RE: Fight Club (1999) - Mental - 14-05-2013

Cytat:Oczywiscie, to przede wszystkim film o starciu z samym sobą, a potem jest krytyka anarchii czy społeczeństwa.

Krytyka kapitalizmu i społeczeństwa konsumpcyjnego. Symbolem kapitalizmu - prócz rozjebania banków w finale - jest producent samochodów, który celowo wypuszcza wadliwe modele, w których ludzie i dzieci palą się żywcem. Przecież to mega oczywiste. A gadki Tylera Durdena cytują na blogach wszystkie lewaki z przedziału wiekowego 10-18 lat. Kanapa mnie zniewoliła, meblościanka zmusza mnie do kupienia siebie etc. Ja w tym nie widzę ironii jak Crov. Tzn. po ekranie latają debile, rozjebujący salony samochodowe, butiki, ale podobnie zachowują anarchiści przecież (i Murzyni Uśmiech) Jeśli ten film jest krytyką anarchii i lewactwa, to na jakimś meta poziomie, którego ja nie ogarniam umysłem Uśmiech


RE: Fight Club (1999) - Gal Anonim - 14-05-2013

A czy to, ze teksty Tylera cytując lewaki z klas 1-3 gimnazjum nr 3 w Płońsku to nie świadczy jakoś o tym? Jak dla mnie najwyraźniejszym przesłaniem, jak puste sa słowa Tylera (i jak twórca to widzi) są takie rzeczy jak śmierć Cycatego Boba albo to, że sam Durden wygląda jak model z okładki. Niby szaraczek Narrator walczy z kultem ideału i piękna, ale jego idealnym Ja jest piękny, wyrzeźbiony i charyzmatyczny przywódca (nie "jeden z grupy", a wyraźnie postać wokół, której buduje swego rodzaju kult). Już to jest wystarczająco ironiczne. Trochę jak to, że każda feministka potrzebuje chłopa - każdy anarchista potrzebuje po prostu sześciopaka na brzuchu Uśmiech

Symbole kapitalizmu oczywiście w filmie są. Przecież bohaterowie walczą z kapitalizmem, konsumpcjonizmem, korporacjami, rządem. Nie zmienia to wydźwięku przecież.


RE: Fight Club (1999) - Mierzwiak - 14-05-2013

Do momentu tworzenia "armii" to jakieś 10, później 6 i samo zakończenie na 9/10.


RE: Fight Club (1999) - Mental - 14-05-2013

Crov napisał(a):A czy to, ze teksty Tylera cytując lewaki z klas 1-3 gimnazjum nr 3 w Płońsku to nie świadczy jakoś o tym?

heh, no w sumie tu mnie zagiąłeś, że aż mi kręgosłup dupą wyszedł Uśmiech Z drugiej strony ja to tylko tak złośliwie napisałem, wiadomo, że cytują to też dorosłe lewaki Oczko

Mierzwiak napisał(a):Do momentu tworzenia "armii" to jakieś 10, później 6 i samo zakończenie na 9/10.

dobra, dobra, możesz już iść wysadzić WBK Uśmiech



RE: Fight Club (1999) - Gal Anonim - 14-05-2013

widmo


RE: Fight Club (1999) - Mental - 14-05-2013

widmo konsumpcjonizmu


RE: Fight Club (1999) - Lawrence - 14-05-2013

Ideologicznie niepotrzebne widmo.


RE: Fight Club (1999) - Craven - 14-05-2013

Ależ głęboko sięgacie. Jak dla mnie film po pierwsze jest zbudowany wokół twistu i to jest w nim najistotniejsze. Oczywiście ma polewkę nihilizm/anarchizm i pojazd po durnym konsumowaniu papy, ale nie dopisywałbym do niego jakiś lewackich/prawackich pierdów. A już zdecydowanie nie kierowałbym się tym która połowa gimbazy cytuje film na swoich blogaskach...

nożkurważ... W jednym temacie wywiad z reżyserem wpływa na gotowy produkt, w drugim temacie cytujący określa intencje/sens dzieła.

Pewnie dlatego wciąż uważam, że jest zajebisty a nie rżnę "wyrosłem z nastoletniej podjary". Tylko fujary wypierają się klawych kultowców z przed lat. Shame on you. Język


RE: Fight Club (1999) - Gal Anonim - 14-05-2013

Ja tam nie sięga głęboko. A przynajmnie nie czuje, ze ta ironia jest głeboka, na tyle, zeby trzeba było drążyć. Obejrzalem ten film ponownie z dwa lata temu i samo to mi się nasunęło. Tylera uwielbiają ludzie cytować, niezależnie od polityki. Bo to chwytliwe teksty po prostu są -ZNISZCZ SIEBIE, BY BYĆ LEPSZYM SOBĄ. Nie jesteś tym co masz! Nie musisz wyglądać jak model z okładki... mówi model z okładki, Brad Pitt. Oczko To ładne rzeczy, więc cytuje się je dookoła.

Ale bądźmy szczerzy, jest tylko jeden prawdziwy club do jakiego warto należeć!

Nigdy nie będziemy pieknymi bogami z wódką pod dostatkiem.




RE: Fight Club (1999) - Mental - 14-05-2013

Cytat:wyrosłem z nastoletniej podjary

Ale ja serio z tego wyrosłem Uśmiech Z "Siedem", "Gry", "Obcego 3" nigdy nie wyrosnę, ale Fajt Klab to jest dla mnie zamknięty rozdział. Próbuje sobie ten film układać tak, że to jest jakiś krzyk protestu męskiej populacji, że się z nich hipster-metroseksualne cioty próbuje robić, więc faceci odreagowują najbardziej prymitywnie, czyli organizując podziemny klub walki, gdzie się do nieprzytomności napierdalają, ale potem wchodzą jazdy "powiedz nie Ikei" i już mi pyta więdnie Uśmiech


RE: Fight Club (1999) - Red - 14-05-2013

Zawsze możesz interpretować motyw z Ikeą jako dowód pipowatości głównego bohatera, który najpierw dał się zniewolić głupiej rzeczy (katalogowi z salonu meblowego) a potem sam kontrolował ludzi, w tym gliniarzy (chuderlak postury Nortona miecie światem, skąd my to znamy Oczko ). Jak dla mnie film miał pokazać to, że rewolucjoniści mają jakieś podstawy do swojej walki (w części też rację), ale mają solidnie nasrane w głowie i stosują takie same metody (no, w większym stopniu) jak to, z kim walczą. Efekt końcowy - nowy system - też jest lipny, bo ludzie zmieniają się w przerysowane wersje swoich "oprawców". Po prostu umówmy się, że Fight Club realizacyjnie jest cymes i tyleUśmiech.