Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Spectre (2015) reż. Sam Mendes - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Serie filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Serie-filmowe--21)
+---- Dział: JAMES BOND (https://forumkmf.pl/Forum-JAMES-BOND--57)
+---- Wątek: Spectre (2015) reż. Sam Mendes (/Thread-Spectre-2015-re%C5%BC-Sam-Mendes--3607)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52


RE: Spectre (2015) - Albertino - 10-01-2016

Wszyscy narzekali na Waltza, a oni podpisują z nim kontrakt na dwa kolejne filmy? Seems legit.


RE: Spectre (2015) - jarod - 10-01-2016

Waltz to była jedyna rzecz na którą NIE narzekałem w tym filmie - więc nie, nie wszyscy Uśmiech


RE: Spectre (2015) - Lawrence - 10-01-2016

O fajnie, czyli Blofeld będzie się dalej pojawiał. Mnie tam też się to podoba, ale ja też jestem w mniejszości osób, którym się Spectre podobało. Plus na zawsze będę miał niesmak jak postąpiono z tym genialnym villainem, w dawnych Bondach, oj bardzo bardzo niegodnie i mega dupkowato ze strony Bonda.


RE: Spectre (2015) - Huntersky - 10-01-2016

No nie wiem, przez motyw z braciszkiem zrobiłbym z Waltzem dokładnie to samo co zrobił Roger Moore. Duży uśmiech


RE: Spectre (2015) - jarod - 10-01-2016

Obwiniaj scenarzystę, nie Waltza Oczko


RE: Spectre (2015) - Huntersky - 11-01-2016

Skrót myślowy Język


RE: Spectre (2015) - Mental - 24-01-2016

Nigdy nie byłem zwolennikiem Jamesa Bonda, strasznie wkurzająca postać imo, ale te kilka filmów z nim, które widziałem, spokojnie nadawały się do oglądania. "Spectre" natomiast to jakieś spektakularne nieporozumienie. Tu nawet pościgi odbywają się w większości po linii prostej. Czuć totalne zmęczenie materiału, Craig niech już zbastuje, bo żal patrzeć, jak biega z paluchem na spuście, zbolałą miną i rzuca czerstwe dowcipy. Na dobitkę w roli szefa wszystkich złych najbardziej irytujący, przereklamowany i zmanierowany aktor ostatnich lat. Jest źle.

2/10

Mam pytanie do tych, co uważniej niż ja oglądali. Dlaczego w scenie w pociągu, gdy Bond pokazuje tej głupiej pindzie broń, ona mu mówi, że nienawidzi broni? "Kiedy byłam dzieckiem, bawiłam się na piętrze, i mojego tatę odwiedzili bandyci i on trzymał Berettę pod zlewem koło wybielacza". O co w tym chodziło? I'm missing the point here.


RE: Spectre (2015) - Szaman - 24-01-2016

A nie chodziło o to, że ona wtedy po raz pierwszy zobaczyła "zawodowy wizerunek" jej ojca, dlatego broń kojarzy jej się z traumą?


RE: Spectre (2015) - Mental - 24-01-2016

Nie wiem, ale brzmi sensownie w kontekście ogólnej chujowizny tego filmu, wiec kupuję to Uśmiech


RE: Spectre (2015) - zombie001 - 24-01-2016

Kurczę nie pamiętam dobrze, ale czy ona tam nie mówi, że tej broni musiała wtedy użyć? I to chyba to, odcisnęło piętno na jej psychice.


RE: Spectre (2015) - Gieferg - 24-01-2016

A wie ktoś czemu Bond i lasia przyjechali do Waltza na luzie, prawie jak na wczasy, spokojnie oddali broń itd. ? Nie ogarniam tej sceny.


RE: Spectre (2015) - Corn - 24-01-2016

Bo pewnie zmieniali scenariusz pod Mendesa na planie i nie mieli pomysłu jak pchnąć fabułę.


RE: Spectre (2015) - Lawrence - 24-01-2016

O rety, przecież prawie we wszystkich klasycznych Bondach od Dr. No zaczynając super złoczyńca zaprasza swego przeciwnika do siebie i gości w jak najlepszych warunkach, aby potem zabić w jak najbardziej niedorzeczny sposób.

A Mental oczywiście rozpatruje i ocenia film przez pryzmat broni, jak kto trzyma palec na spuście i jak się bohaterowie wobec niej odnoszą Język


RE: Spectre (2015) - Mierzwiak - 24-01-2016

Casino Royale - 10/10
Spectre - 1/10

Nie mam nic więcej do dodania.


RE: Spectre (2015) - simek - 25-01-2016

Fabuła nudna jak flaki z olejem, autentycznie przysnąłem (ale potem powtórzyłem sceny na których spałem, na wypadek jakby mnie coś ważnego ominęło, niestety straciłem tylko czas) w momencie tortur Bonda, jak się ocknąłem to Waltz dalej coś tam pierdolił - zieeeew. Ta blondyna jest bo jest, dla podziwiania jej urody wolę wrócić do Życia Adeli, Bellucci, tak jak ktoś pisał w tym temacie, pojawiła się w serii o jakieś 20 lat za późno, Waltz z kolejną fatalną rolą do kolekcji, Fiennes jest o wiele gorszym M niż przypuszczałem po Skyfall - ogólnie cała obsada to bieda. Średnia jest też reżyseria; o ile po Skyfall było widać pewną elegancję i kunszt, czuć było, że zabrał się za to porządny reżyser, a nie ktoś od kina akcji, teraz to wszystko znikło, Mendes wyraźnie obniżył loty, a jeśli dodamy do tego BARDZO widoczny brak Deakinsa to dopełnia obraz porażki.

Cieszę się, że nie byłem w kinie, czekam na zmianę aktora - Daniel zrobił swoje, samym CR zapisał się złotymi zgłoskami w historii serii, ale niech już odejdzie. Najpierw dałem 5, ale po przemyśleniu 4/10. Najlepszą sekwencją jest prolog, który wcale nie jest jakiś szczególnie dobry - to mówi wszystko o tym filmie. Z niego pochodzi jedyne warte zapamiętania ujęcie z Bondem idącym po skraju budynku.


RE: Spectre (2015) reż. Sam Mendes - Mierzwiak - 26-01-2016

Bardzo pochopnie nazwałem Fant4stic najgorszym filmem zeszłego roku, bo oto jest Spectre!

Zaczyna się w kraju Nałożymy Na Te Sceny Żółty Filtr Więc Widzowie Będą Wiedzieć Że To Gdzieś Daleko od akcji z Bondem-debilem, który ryzykuje życie setek ludzi i bierze udział w jakiejś kuriozalnej bijatyce na pokładzie helikoptera bo chce zabić gościa, którego zlikwidować kazała mu M. Dlaczego? Bo tak. Bond zabiera również gościowi pierścień z logiem Spectre, bo tak. Skąd wiedział, że ma go zabrać? Skąd wiedział, że będzie ważny? Tego nie wie pewnie nawet scenarzysta, ale idźmy dalej.

Czołówkę z tymi łopatologicznymi ośmiornicami i przygrywającym w tle usypiającym paździerzem okraszonym jękami i piskami Sama Smitha ogląda się niemal jak parodię bondowskich sekwencji tytułowych i chociaż zdaje się to trwać z kilkanaście minut to jest niczym w porównaniu z tym, jak długa, rozwleczona i drętwa jest reszta filmu.

Chociaż M nie powiedziała w swojej wiadomości dla Bonda nic więcej i dalej nie wiemy po co kazała zabić tego gościa z otwarcia oraz czy wiedziała o Spectre, James - działając samopas! - drąży dalej, bo zasłyszał ksywkę "Biały Król". Dlaczego chce go odnaleźć? Co nim kieruje? Po co to robi i dlaczego miałoby mnie to obchodzić, skoro jak na razie nic tu się nie klei a kolejne sceny nie wynikają z siebie w żaden sposób? Nie mam pojęcia. Wdową po facecie od pierścionka okazuje się Bellucci, którą Bond ratuje przed najbardziej nieudolnymi zabójcami świata (z jakiegoś powodu aż dwoma), którzy zamiast strzelić babie w plecy idą, idą, idą za nią i idą, następnie idą na boki, stają i... stoją. Stoją tak bez sensu przez sześć sekund zanim ich niedorozwinięte móżdżki (czytaj: scenarzystów i Mendesa) każą im podnieść broń, ale na to jest już za późno, bo kierowany chcicą Bond przybył na ratunek.

"Ej babo, zanim cię zerżnę powiedz co wiesz o Białym Królu."

Powiedziała, zdradziła mu nawet miejsce spotkania Bardzo Złych Ludzi, którzy organizują sobie prawdopodobnie najnudniejsze spotkania na świecie w tak grobowej atmosferze, że w tym momencie zacząłem już autentycznie podejrzewać, że Mendes robi to celowo, że ten film świadomie jest tak kurewsko, śmiertelnie nuuuuuuuuuuuuuuudny, a kolejne jego sceny wypełnia totalna pustka i bezcelowość. Oho, coś się zaczyna dziać! Waltz wie, że przybył James, ale James ucieka samochodem. Bautista go goni, ale Bond ucieka i ostatecznie daje dyla dzięki katapulcie i jak gdyby nigdy nic ląduje na ulicy, odpina spadochron i rzuca luzackie "Good evening" do gościa sprzątającego ulicę. Hihi, ubaw po pachy, przy okazji to aż - uwaga - drugi gag w ciągu 50 minut. DRUGI.

Może przysnąłem więc nie wiem skąd wiedział gdzie go znaleźć, ale Bond jedzie do Białego Króla, którym jest Mr. White z CR i QoS! I, jak się okazuje, White ma córkę. Ponieważ Bond znowu myśli fiutem, a film udaje, że ma fabułę, James postanawia, że ochroni dziewczynę przed Bardzo Złymi Ludźmi.

- "Hej dziewczyno, wiem kim jesteś. Ochronię cię a potem zerżnę."
- "Nie pomyślałeś, że doprowadzisz ich do mnie?!"
- "Nie, czemu?"

3 minuty później Bautista porywa dziewczynę, a Bond goni ich samolotem. Facet jest tak dobry, że nawet po utracie skrzydeł jest górą. Dziewczyna uratowana! Zanim polecą do Kolejnego Miejsca Które Na Pewno Jest Gdzieś Daleko Bo Ma Żółty Filtr zahaczą o małe spotkanie z Q, który dzięki DNA z pierścienia potwierdzi, że Le Chiffre, Greene i Silva też pracowali dla Spectre. Widzicie jaki ten scenarzysta sprytny? Bez żadnego powodu, uzasadnienia i sensu każe zabrać bohaterowi pierścień tylko po to, by później za jego pomocą ujawnić powiązanie z poprzednimi częściami będące ekwiwalentem dostania w twarz ciepłym gównem.

W hotelu do którego jeździł Mr White, jest sekretny pokój! Sporo tam ciekawych rzeczy, min. kaseta wideo opisana jako "Vesper Lynd - interrogation" (ocieram twarz z gówna i wypluwam je z ust, bo tym razem dostałem mocniej niż poprzednio). W komputerze White'a James odkrył, że White chciał odnaleźć... Waltza. Po co chciał odnaleźć człowieka, dla którego pracował? Jego DNA było na pierścieniu, nie zapraszali go na te swoje nudne zebrania? Nic z tego nie rozumiem, ale nieważne, trza wsiąść do pociągu, napić się szampana. O, Bautista. O, po Bautiście.

Seks!

Przyjechali do Waltza. Waltz otwiera usta, coś mówi, ale nie rozumiem po co. Strata czasu. Zdania które wypowiada się totalnie bezcelowe, nie niosą ze sobą żadnej treści. Bełkot. Niby przez jakiś czas wychowywali się razem, on i Bond, ale czemu ta informacja ma w ogóle służyć? Nic ich nie łączy, nie ma tu żadnego konfliktu, ciągu przyczynowo-skutkowego, nie ma nic. Więcej dźwięków z ust Waltza. Dość? Nie. On wciąż mówi. Więcej słów. Coś o staniu za wszystkimi tragediami w życiu Jamesa. Coś o tym, że kobiety w jego życiu giną nieprzypadkowo, bo Waltz niszczy świat Bonda. Pada imię Vesper, a ja czuję, że gówno w którym tonę oglądając ten film dostało mi się już do płuc.

Waltz torturuje Bonda i mnie. Więcej bełkotu, więcej słów. Wiertła wrzynają się Bondowi w czaszkę, uszkodzenia których zazna będą nieodwracalne. Ale nie są, bo... nie i już, pierdol się widzu. Bomba w zegarku. Strzały! Eksplozja!

- "Bond, idę sobie."
- "A idź."

Porwali ją. Znowu. I Bonda też, ale się uwolnił. Niepotrzebnie, bo i tak prowadzili go do miejsca, gdzie ukryli dziewczynę - jest w zniszczonym budynku MI6! Waltz odstawia jakąś szopkę i porozklejał na ścianach, w celach, zdjęcia Silvy, Greena itp. "Cześć, to my, scenarzyści! Bo wiecie, to wszystko się ze sobą łączy, co nie? Zauważyliście, jak to wszystko się ze sobą łączy w jedną całość. Bo to się łączy. Łączy się razem. Bo w poprzednim filmie był Silva to teraz jest jego zdjęcie, no bo to się łączy. Widzicie? WIDZICIE TOOOO??!?!?!?!??!" O cholera, Waltz. Więcej gadania. Waltz ucieka helikopterem, budynek wybucha, Bond strzela, helikopter się rozbija. "Waltz, wyceluję ci w głowę żeby cię zabić ale cię nie zabiję. Daj buzi, babo. Idziemy stont."

Koniec. Był jeszcze Ralph Fiennes i jego wątek, którego lepiej nie komentować, tak samo jak koszmarnej roli Craiga.

Sony, kurva, serio?!


RE: Spectre (2015) reż. Sam Mendes - jarod - 26-01-2016

Naprawdę jestem jedyną osobą tutaj której podobała się rola Waltza? Uśmiech


RE: Spectre (2015) reż. Sam Mendes - Danus - 26-01-2016

Zdaje się, że tak.
A post Mierzwiaka, dawno się tak nie uśmiałem chociaż to śmiech przez łzy bo napisał samą prawdę.


RE: Spectre (2015) reż. Sam Mendes - simek - 26-01-2016

Ja śmieję się teraz z wcześniejszych opinii, tych z okolic 6 i 7 Duży uśmiech


RE: Spectre (2015) reż. Sam Mendes - Juby - 26-01-2016

Ja też. Uśmiech A myślałem, że moje 4/10 i pociski na ten film były mocne.