Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
LOST (ABC, 2004-2010) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Seriale (https://forumkmf.pl/Forum-Seriale--22)
+--- Wątek: LOST (ABC, 2004-2010) (/Thread-LOST-ABC-2004-2010--77)



- Spirit - 31-05-2008

UWAGA SPOILERY!

No i jak zwykle mamy na koniec więcej pytań niź odpowiedzi :roll: ,cały czwarty sezon jest o tym jak oceanic6 wydostali się z wyspy, można to było załatwić w jednym odcinku a nie w całym sezonie, nic konkretnie się nie wyjaśniło, mało emocjonujący ten finał jakiś. Sama końcówka tylko powala, biedny Locke, czy ten serial ma na celu uśmiercanie wszystkich ciekawych postaci do jasnej anieli?Mam nadzieję, że ożyje jakoś jak go sprowadzą spowrotem na wyspę :wink: .Nie wiem jak twórcy zamierzają wszystko wyjaśnić w ciągu 30 odcinków skoro z sezonu na sezon fabuła jest coraz bardziej zagmatwana :roll: , jakim cudem Locke wydostał się z wyspy skoro został na niej i w dodatku przewodzi othersom?W dodatku nie żyje.Dlaczego wszystkich ''odwiedza'' ojciec Jacka i w dodatku mówi w imieniu Jacoba(i kim jest ten cały Jacob???), dlaczego Claire nie chce żeby Aron wrócił na wyspę?To wszystko się robi cudaczne i chyba ci co robią ten serial nie wiedzą co by tu jeszcze doczepić.Najbardziej pozytywny moment finału:spotkanie Desmonda z Penny, no nareszcie.W zupełności zgadzam się z Guzeppe, najlrpszy był pierwszy sezon, drugi też niczego sobie, ale od trzeciego serial stał się niemiłosiernie irytujący z tego względu, że zamiast cokolwiek wyjaśniać dodaje się kolejne zagadki mieszając je z zapychaczami.Serial dodatkowo obniżył poziom, gdy przestał opowiadać o ludziach, którzy znaleźli się w ekstremalnej sytuacji a zaczął snuć opowieści o konfliktach związanych z chęcią posiadania niezwykłej wyspy.Mimo to nadal go będę oglądać bo takie psychodeliczne dziwadła lepiej się ogląda niż jakieś telenowele.


- Khet - 31-05-2008

Cytat:Serial dodatkowo obniżył poziom, gdy przestał opowiadać o ludziach, którzy znaleźli się w ekstremalnej sytuacji a zaczął snuć opowieści o konfliktach związanych z chęcią posiadania niezwykłej wyspy

Czemu tak uważasz? Przecież ciężko by było przez 5 sezonów skupiać się tylko na samych postaciach. Poza tym narzekasz, że nic nie wyjaśniają, a przeniesienie punktu ciężkości na konflikt Ben - Widmore to przecież kolejny krok w kierunku doprowadzenia tego wszystkiego do końca.

Poza tym trochę głupio czepiać się tego braku wyjaśnień - Lost już od pierwszego sezonu pokazuje, że jest typem serialu w którym więcej jest zagadek niż odpowiedzi, a fakt, że składa się z 6 sezonów powinien raczej jasno dawac do zrozumienia, że za szybko wszystkiego nie poznamy :P


- Mierzwiak - 31-05-2008

Guzeppe napisał(a):serial z historii o ludziach postawionych w ekstremalnej sytuacji zmienił się w widowisko przygodowe przywodzące na myśl niesamowitości rodem z "The X-Files"
Ponieważ fabuła posunęła się dalej i powoli zaczęło się okazywać, gdzie się znaleźli. Trochę nie rozumiem tego zarzutu, o ile oczywiście to zarzut a nie zwykłe spostrzeżenie. Wtedy ok :)

Co do braku odpowiedzi na zagadki - LOST cały czas daje odpowiedzi. Wiele rzeczy wyjaśnia się w locie i niemal w każdym odcinku znajduje się jakaś mniejsza czy większa odpowiedź i robione jest to najczęściej niezbyt nachalnie. Kto nie kojarzy faktów, nie zwraca uwagi na szczegóły i nie pamięta co było kilka odcinków wcześniej ma niestety problem. Ale od czego jest LOSTpedia :wink:


- BezcelowyAlbatros - 31-05-2008

Khet napisał(a):Poza tym trochę głupio czepiać się tego braku wyjaśnień - Lost już od pierwszego sezonu pokazuje, że jest typem serialu w którym więcej jest zagadek niż odpowiedzi, a fakt, że składa się z 6 sezonów powinien raczej jasno dawac do zrozumienia, że za szybko wszystkiego nie poznamy :P

To też mnie u ludzi wkurza. A to czteropalczastej stopy nie wyjaśnili, a to za mało stację pokazali, a to nie było nic o dymku i tak w kółko. Już pisałem, problem z wyjaśnianiem jest taki, że nie muszą się nam te wyjaśnienia ostatecznie spodobać. Przecież każdy ma inną wizję tego wszystkiego i według mnie jednym z najlepszych elementów tego serialu jest owa tajemniczość, pozwalająca snuć różne domysły i mniej, lub bardziej prawdopodobne teorie, których do każdego niezwykłego zjawiska jest po kilka a większość z nich może okazać się prawdopodobna. I ja bym wolał, żeby w tej sferze prawdopodobieństwa "Lost" pozostał, zamiast uraczyć nas na koniec jakimś nieprawdopodobieństwem, które (kto wie?) w ogóle nam do gustu nie przypadnie :)


- Mierzwiak - 31-05-2008

Czteropalczasta stopa została wyjaśniona w momencie, gdy pokazali hieroglify na kamiennych drzwiach za które wszedł Ben. Te w jaskini w finale S4 tylko to potwierdziły.

Pewnie w którymś momencie, w jakiś dodatkowy sposób twórcy potwierdzą starożytny rodowód wyspy, ale tematu stopy mogą nie poruszać, bo i po co? Żeby łopatologicznie wyłożyć że zbudowali ją dawni mieszkańcy? Pozostaje tylko kwestia 4 palców 8)


- Guzeppe - 31-05-2008

Mierzwiak napisał(a):Ponieważ fabuła posunęła się dalej i powoli zaczęło się okazywać, gdzie się znaleźli. Trochę nie rozumiem tego zarzutu, o ile oczywiście to zarzut a nie zwykłe spostrzeżenie. Wtedy ok :)

IMHO LOST powinien wyglądać tak jak pierwszy sezon, tyle że dana grupa postaci powinna być wymieniana co sezon albo dwa, tzn. wyspa powinna być owiana tajemnicą, której się nie wyjaśnia lub wyjaśnia się bardzo niewiele podając minimum informacji w każdym sezonie tak, aby był to tylko samczek a nie główna oś akcji. Jeśli dalej nie wiecie, o co mi chodzi to wyjaśniam- fabuła powinna się skupić na psychice i rozterkach Jacka, Kate, Sawyera, Charliego, Locke'a i reszty. Wszyscy oni trafili na wyspę, bo łączyła ich jedna cecha- mieli w życiu jakieś epizody, które sprawiały, że nie byli typowymi szarakami, ich historie miały wiele zakrętów. Przezyli katastrofę, stało się to szansą do refleksji i wyprostowania swoich spraw, może zaczęcia wszystkiego od nowa. Po tym jak uporaliby się ze swoimi problemami, powinni dostać możliwość powrotu do świata zewnętrznego, a wyspa przywołałaby "nowych rozbitków". W ten sposób mielibyśmy nowe sezony z nowymi postaciami i ich intrygującymi losami, każda kolejna grupa mogłaby powoli odkrywać tajemnice wyspy, a jednocześnie owe tajemnice nie stałyby się chlebem powszednim dla widza i dalej by przykuwały do ekranu. Za pierwszym razem, gdy widzieliśmy statek Black Rock, czuliśmy się zaskoczeni. Teraz natłok tajemnic sprawił, że nowe niesamowitości przyjmujemy ze słowami "no tak, jasne i co dalej?". To jest mój zarzut wobec serialu. Gdy oglądałem "The X-Files" poczatkowo wątek obcych odwiedzających Ziemię był niesamowicie interesujący, jednakże z czasem zaczęto rozwlekać go do granic możliwości i zamiast pozostawić nas bez jednoznacznych odpowiedzi dostaliśmy masę niestworzonych historii z tajemniczymi intytucjami rządowymi w roli głównej. Z LOST jest podobnie.


- Khet - 31-05-2008

Cytat: W ten sposób mielibyśmy nowe sezony z nowymi postaciami i ich intrygującymi losami

Najpierw mówisz, że siła serialu tkwi w postaciach, a potem sugerujesz, żeby je wymieniać co sezon? Heloł, to nie jest Big Brother :P

I czemu wielu osobom tak ciężko zauważyć, że Lost to nie tylko postaci + ich historie, ale też KILKA głównych wątków, wzajemnie się uzupełniających. Nie można doprowadzić do finału mieszając w sposób jaki to sugerujesz ;)


- Mierzwiak - 31-05-2008

W szóstym sezonie szósty rozbity samolot? Ale nuda. :roll: Siła LOSTa tkwi w tym, że serial ewoluuje, cały czas jest atrakcyjny. Każdy sezon kładzie nacisk na coś innego, ma inny klimat i niejako tematykę.


- Guzeppe - 31-05-2008

No ale ile można eksploatować historię 10 osób. Twórcy też zauważyli, że juz więcej o ich przeszłości nie można powiedzieć, więc przerzucili ciężar serialu na tajemniczą genezę wyspy. Zamiast tego mogli wymienić część bohaterów na nowych, pozostawiając np. Locke'a który byłby swoistym przewodnikiem dla kolejnego "turnusu". Skoro potrafili wymyślić interesującą historię Jacka, Kate, Sawyera i reszty, to mogliby stworzyć nowych Johnów Smithów, którzy wylądowaliby na wyspie po awarii tostera na pokładzie balonu na ciepłe powietrze.
Cały czas podkreslam, że tajemnice wyspy były fajne, dopóki dawkowane były stopniowo (duch ojca Jacka, niedźwiedź, właz schronu w pierwszym sezonie), a nie lawinowo jak teraz.


- Mierzwiak - 31-05-2008

Od dawna bałem się że coś takiego co opisujesz nastąpi w serialu. Że oto w którymś odcinku usłyszą tajemniczy dźwięk, spojrzą w niebo i zobaczą jak na wyspie rozbija się kolejny Boeing. W tym momencie zwątpiłbym w rozsądek twórców.

Poza tym serialu wciąż pojawiają się jakieś nowe postacie, nie wiem na co tu narzekać. Przerzucono ciężar na wyspę, owszem. W końcu.


- Khet - 31-05-2008

Cytat: Twórcy też zauważyli, że juz więcej o ich przeszłości nie można powiedzieć, więc przerzucili ciężar serialu na tajemniczą genezę wyspy

Twórcy przerzucili ciężar, bo takie było ZAŁOŻENIE tego serialu. Od pierwszego odcinka budowano tajemnicę Wyspy, a skupiano się na ukazywaniu przeszłości głównych bohaterów, gdyż tylko w ten sposób można było wytłumaczyć ich późniejsze postępowania czy role jaką mieli do odegrania. To stanowiło swoisty background dla właściwej historii i mitologii. Przecież LOST nigdy nie był i nie miał być filmem psychologicznym.
To tak jak by czepiać sie, że w JP za bardzo skupiono się na genetyce i dinozaurach, zamiast skoncentrować się na skomplikowanych portretach psychologicznych postaci.


- Guzeppe - 01-06-2008

No ok. Można powiedzieć, że wszyscy mamy rację, a uszczęśliwić wszystkich po prostu się nie da. Mi zwyczajnie bardziej podobała sie forma, gdy pozornie nic się nie działo- Sawyer leżał na plaży i czytał książkę, Hurley plątał się tam i z powrotem z Charliem, Charlie walczył z nałogiem, Jack borykał się ze swoją manią naprawiania wszystkiego co się da, Kate ukrywała swoją historię, a w międzyczasie razem próbowali znaleźć sposób na skontaktowanie się ze światem zewnętrzym. Tworzenie nowej społeczności przez tę grupę osób jakże różnych od siebie, pochodzących z różnych grup społecznych, z różnych miejsc na Ziemii było dla mnie niesamowicie wciągające. Wszyscy chcieli się wydostać z wyspy, ale podświadomie akceptowali fakt, że może im się nie udać, dlatego tworzyli namiastę normalności- wybrali przywódcę, grali w golfa, czytali książki. Wtedy stawiałem sobie pytanie "czy mi udałoby się przetrwać, pogodzić się z zaistniałą sytuacją?".


- Indroman - 01-06-2008

Pamiętam taki dialog z pierwszego sezonu po tym jak Sawyer załatwił niedźwiedzia:

- Niedźwiedź.
- Niedźwiedź polarny...
- Niedźwiedź polarny w dźungli?

To był pierwszy mocny dowód na to, że wyspa ma tajemniczą genezę i akurat jej dziwne pochodzenie jest dla mnie podstawowym elementem fabuły od początku. Zaskoczenia więc moim zdaniem nie ma, że nacisk położono na to czym jest wyspa - to jest przecież kręgosłup całej historii.

Przyznaję jednak, że umykają mi pewne przesłania, o których pisze Mierzwiak. Od poczatku trzeciego sezonu oglądam kolejne odcinki około 2, 3 w nocy, gdy skończę swoją pracę - wtedy też lekko przysypiam. Muszę powrócić do patentu "wyjaśnienia czteropalczastej stopy", bo zwyczajnie przegapiłem wątek. Generalnie jednak tajemnica pochodzenia wyspy jest przecież najważniejsza od początku.

A tak a propos Sawyera. Ostatnie odcinki cholernie spłyciły jego postać. Z tego trudnego w odbiorze buntownika zrobiono faceta latającego z karabinem i przyp.... ego się o wszystko do wszystkich. Kolejne sceny z cyklu: "hej koleś, o co Ci chodzi?", albo "nie patrz tak na nią" są swego rodzaju parodią tej postaci.... niestety...

I tak na podsumowanie moich wywodów dodam, że kompletnie nie zgadzam się ze zdaniem Desjudiego w którymś z wątków na forum KMF, że LOST podobnie jak Prison Break jest tylko chwilową modą. Te dwa seriale dzieli absurdalna wręcz przepaść, a problematyka LOST jest ponadczasowa i będę bronił tego zdania zaciekle. Serial ma może i swoje wady, ale - na miłość boską - nie pamiętam bym kiedykolwiek tyle czasu poświęcił jakiejkolwiek serii.


- Mierzwiak - 01-06-2008

Indroman napisał(a):A tak a propos Sawyera. Ostatnie odcinki cholernie spłyciły jego postać. Z tego trudnego w odbiorze buntownika zrobiona faceta latającego z karabinem i przyp.... ego się o wszystko do wszystkich. Kolejne sceny z cyklu: "hej koleś, o co Ci chodzi?", albo "nie patrz tak na nią" są swego rodzaju parodią tej postaci.... niestety...
Nie zgadzam się, Sawyer wciąż jest interesujący właśnie dlatego, że tak się zmienił. Nie zapominajmy, że na wyspie dokonał upragnionej zemsty na Cooperze. To go zmieniło, zmienił się też jego stosunek do ludzi. To mi się podoba. Właśnie to że Sawyer cały czas byłby tym samym szorstkim facetem który dba tylko o swój tyłek byłoby nieciekawe.

Co nie znaczy że nie brakuje mi trochę starego, dobrego Sawyera :)


- Indroman - 01-06-2008

Potwierdzam, ale nie o to mi chodzi. Przemiana oczywiście wyszła na dobre, bo ileż można oglądać przystojniaka, który wszystkich ma w d....? Drażni mnie prostota przedstawienia nowej "wersji" Sawyera. To jego bycie wszędzie i po stronie wszystkich dobrych jest moim zdaniem zbyt radykalnym uproszczeniem. Moim zdaniem nikt się nie zmienia o 180 stopni ot tak, a w tym przypadku Sawyer nagle stał się krystaliczny, że aż przezroczysty. Przestał być interesujący, bo tej postaci już nie ma po co kibicować, by uwierzyła w pewne ideały. Można było jednak pozostawić odrobinę dawnych lęków, które nim targają - to wzmocniłoby moją więź z tą postacią, tym bardziej, że sam takim cholernym nihilistycznym sukinsynem bywałem. Najzwyczajniej nie kupuję tej całkowitej odmiany, albo może inaczej: wolałbym - z dramaturgicznego punktu widzenia - by nie odmienił się tak nagle.

Cytat, którego nigdy nie zapomnę... Mr Eko do Sawyera (chyba Mr Eko):

- wybacz, że Cię uderzyłem. To było nieporozumienie...
- nieporozumienie byłoby, gdybyś podał mi herbatę zamiast lemoniady...

Rewelacja :D


- Mierzwiak - 01-06-2008

W takim razie przyznaję ci rację, ale to niestety wada LOSTa wynikająca z jego... zalet: wielowątkowości i dużej ilości bohaterów.


- Khet - 01-06-2008

Aj, teksty Sawyera w drugim sezonie to były mocne :D
Świetny był ten z Aną, która to po przywaleniu ze dwa razy Sawyerowi, oraz dość dobitnym nakreśleniu hierarchii zapytała:

- Więc jeśli powiem "skaczcie", to co wy na to?!
- "Ty pierwsza"


- Predator895 - 01-06-2008

SPOILER
Sawyer mógłby sie trochę zmienić po 3 serii w której to zabija głównego prowodyra przez którego jego rodzina legła w gruzach. Dostał swoja zemstę i mógłby w pewnym stopniu po tym sie zmienić. Teraz tylko chodzi mu o przetrwanie i gdzieś ma po której stronie stoi. Aha i zapomniałem jeszcze o jego miłości do Kate :P


- picek - 01-06-2008

Jeśli jeszcze chodzi o Sawyera to najbardziej w finale rozwaliła mnie scena w której wychodzi z gołą klatą niczym playboy z wody :)
O. taka atrakcja dla napalonych nastolatek.


- Indroman - 01-06-2008

Hehe też mnie ta scenka rozbawiła, no ale facet ponoć urodziwy (tak przynajmniej twierdzi moja żona) :D

No dobra... podsumowaliśmy sezon czwarty, a ja chciałbym zrobić pogadankę o najbardziej "LOSTOWYCH" scenach wszystkich czterech sezonów. Oto moje typy jeśli chodzi o sceny będące esencją tego serialu i które najbardziej zaszły mi w pamięć:


SPOJLERY

- Locke zawodzący nad włazem do bunkra "proszę daj mi jakiś znak" (lub coś w tym stylu), po czym zapala się w środku światło. Dla mnie kosmos, lecz scena ta nabiera prawdziwego wdzięku dopiero w kontekście całego odcinka - wtedy to Locke zaczynał wątpić w swoje przeznaczenie i wyspę.

- Jedna z pierwszych (a może i pierwsza) scen z Othersami, gdy fejkowany brodacz zakazuje Jackowi przejścia na dalszą część wyspy waląc jednocześnie teksty typu "to nie jest Wasz wyspa tylko nasza, żyjecie bo Wam na to pozwalamy", po czym na dowód przewagi wydaje okrzyk i rozpalają się wokół pochodnie.

- Ostatnia scena drugiego sezonu - akcja na pomoście i przypłynięcie Bena. Tu jest doskonale, ale bezcenne są ujęcia Michaela sterującego łodzią i spoglądającego na grupkę lostów, których wydał za swojego syna.

KONIEC SPOJLERÓW

Natomiast z walorów słuchowych nie mogę odżałować tego znakomitego dźwięku z pierwszego sezonu. Instrumentem prawdopodobnie jest serpent (używał go Jerry Goldsmith), ale pewności nie mam. Dźwięk jest czymś w rodzaju połączenia odgłosu syreny, rogu, kontrabasu i nalotu Niemców na Warszawę. Taki pojedynczy długi jazgot opadający w dół tuż przed zaciemnieniem wizji. Powrócił na moment w środku drugiego sezonu by zniknąć na amen.

EDIT: dzięki Hitch, spojlery już oznaczone.