![]() |
|
Książki - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38) +--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
|
RE: Książki - jarod - 29-03-2012 Crov, THX za info - brzmi to co prawda nieco zbyt sztucznie (na litość, Polacy jak już coś dubbingują to zawsze robią to tak, jakby to był kolejny odcinek jakieś kreskówki - przesadzona modulacja głosu itp), ale jednak skala produkcji robi wrażenie. Się obada. RE: Książki - BezcelowyAlbatros - 31-03-2012 Krótki i bluźnierczy ;) przegląd pozycji marcowych. Krótki, bo trzeba było w tym miesiącu pożyć trochę życiem normalnych ludzi, bluźnierczy, bo trochę plwam na Lema. Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza Robert M. Wegner Bardzo się cieszę, że autor nie pozwolił nam nazbyt długo męczyć się w oczekiwaniu na pełnowymiarową powieść, osadzoną w Imperium Meekhańskim, zwłaszcza po tym, jak dwoma świetnymi zbiorami opowiadań nieźle zaostrzył apetyt na więcej a ostatnie z opowiadań zamieszczonych w tomie "Wschód - Zachód" było niczym innym, jak znakomitym prologiem do szerszej opowieści. I oto mamy "Niebo ze stali" - w moim odczuciu powieść wręcz zjawiskową na polskim gruncie fantasy. Po prostu w tej książce wszystko idealnie współgra: świat przedstawiony, historia w nim osadzona, oparta na niej intryga. Wszystko, co prawda skonstruowane na bazie wariacji na temat znanych (ale lubianych) patentów a jednak doskonale zgrane i ze wszech miar wiarygodne. To znaczy, wprost porywające wgłąb opowiadanej historii i uniwersum. Dodatkowo, okraszone niesamowicie przemawiającą do wyobraźni dawką fantastycznej epiki (ponad połowa książki to coś, co każdy wielbiciel wielkich bitew, szczęku mieczy, heroicznego poświęcenia i bohaterskich zrywów, niewątpliwie doceni - wreszcie ktoś pokazuje, że nadal można o tym opowiadać nie popadając w patos). I chyba kiedy dodam, że autor nie szczędzi nam nagłych zwrotów akcji - ale oszczędnie odsłania kolejne elementy większej tajemnicy (która z pewnością stanie się wątkiem nadrzędnym tej serii) - i często daje niemało powodów do wzruszeń (wątek wozackiej córki - genialny!), to otrzymacie jakiś obraz tego, z czym dane będzie Wam spotkać się na kartach tej rewelacyjnej powieści. Nadmienię jeszcze: w "Niebie ze stali" wracają również znani (i lubiani) bohaterowie kilku z opowiadań z poprzednich tomów - ich losy splatają się w dość nieoczekiwanych okolicznościach, ale nie czuć tu absolutnie tego, że autor robił coś na siłę. Powiem więcej, spotkania i wspólne przygody niektórych z postaci wydawały mi się wręcz nieuniknione... Podsumowując: znakomite polskie fantasy i najlepsza rzecz w tym gatunku, co dane mi było przeczytać od czasu... hm... dwóch poprzednich książek Wegnera. I wybaczcie mój rozentuzjazmowany bełkot, ale tak mało podobnie inspirujących książek fantastycznych, że aż się wzruszyłem. Ocena 8/10 Dzienniki gwiazdowe (tom 1 & 2) Stanisław Lem Lema, przyznam się szczerze, nigdy nie lubiłem, choć dodać tu muszę z pewną taką nieśmiałością, że dotychczas znany mi był z czasów szkolnych i bardzo zabawnych i tyleż samo dziwacznych "Bajek robotów" i fragmentów "Przygód pilota Pirxa". Niestety, wrażenie tego, że rodzaj fantastyki uprawianej przez Lema, to "bajka, która innymi, niż ja drogami chodzi", powróciło w trakcie niniejszej lektury. W "Dziennikach gwiazdowych" doceniam niebanalne, choć absurdalne poczucie humoru i to, w że zazwyczaj w sposób nienachalny potrafi przemycić w opowiadaniach drugie dno, choć przyznać też muszę, ze bywa i tak, jakby w niektórych momentach stawiał przed oczyma czytelnika ekwiwalent literackiego neonu, krzyczący "Spójrz tutaj! Parafrazuję to i to! Odnoszę się do takiej to a takiej sytuacji! To analogia do czegoś tam! To anagram / kalambur tej a tej nazwy / tego nazwiska! Patrz!". Zdecydowanie jestem zwolennikiem nieco subtelniejszych metod mówienia o czymś, jednocześnie o tym nie mówiąc... Dodatkowo, znakiem flagowym Lema jest podporządkowanie całości danego tekstu przesłaniu, jakie chce przekazać, tudzież tezie, jaką musi udowodnić. Nie baczy wtedy na fabułę, która czasem zmienia się w okrutnie męczący i niezrozumiały bełkot. Na szczęście kilka opowiadań w "Dziennikach..." przypadło mi jednak do gustu. Z przyjemnością czytało mi się te, gdzie autor zarzucał "schizofreniczny" sposób narracji, zagłębiając się w nieco poważniejsze rejony - tam, gdzie abstrakcyjny humor zastępowały ciekawe dywagacje natury filozoficznej. Podsumowując, "Dzienniki gwiazdowe", jak i sam ich autor jest, cóż, "nie dla wszystkich". W tej grupie, która, w jakiś paradoksalny sposób nie jest w stanie docenić wszystkich walorów naszego klasyka fantastyki, znalazłem się, niestety, i ja. Za co wszystkich fanów i wielbicieli pisarza przepraszam. Ocena: 6/10 Biała gorączka Jacek Hugo-Bader Mam spory problem z tą książką. Z jednej strony doceniam zaangażowanie autora, który włożył sporo serca, eksplorując tak odległe, zwłaszcza kulturowo, regiony. Widać tu pasję i poświęcenie. A jednak styl pisarski jawi mi się, jako nieco nieudolny, żeby nie powiedzieć siermiężny. Autor pisze o rzeczach niezwykle ciekawych, jednakowoż robi to w sposób, paradoksalnie, mało wciągający, nieco chaotyczny a miejscami wręcz nieinteresujący. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że najlepiej wypadają w książce te fragmenty, w których pisarz oddaje głos bohaterom swoich reportaży i felietonów. Wiąże się z tym jedna jeszcze rzecz, która mnie szczególnie do osoby Pana Jacka zraziła - dystans z jakim traktuje spotykanych przez siebie ludzi, z których większość przeżyła, tudzież przeżywa niewyobrażalne wręcz tragedie. Za dużo tu ironii. Ironii, podszytej wyczuwalną niechęcią, czy wręcz kpiną. Tematy, jak wspomniałem wcześniej, są nad wyraz interesujące a obraz Rosji, jaki dotychczas nosiłem w swojej wyobraźni zyskał nowych wymiarów. Wymiarów, o których istnieniu nie wiedziałem, i szczerze mówiąc, wolałbym nie wiedzieć. Dlatego z pewną radością witałem te nieliczne reportaże, w których autor porzucał drylowanie ludzkich tragedii i zapuszczał się w klimaty surwiwalowe, a szczególną przyjemność (co było rzadkim uczuciem w trakcie czytania "Białej gorączki) sprawił mi reportaż ze "spływu" Bajkałem. Podsumowując, książka niejednokrotnie wzrusza, częstokroć szokuje, jednak po pewnym czasie taplanie się w morzu ludzkich nieszczęść robi się nie tylko paskudnie przygnębiające, ale wręcz odpychające. Brakuje tu wspomnianych w opisie "kontrastów", przeciwwagi w postaci "jasnych stron" życia mieszkańców opisywanych w książce terenów. No i ten "suchy" styl. Może i tak powinien wyglądać reportaż, ale walorów estetycznych, niestety, tutaj raczej niedostatek. Ocena: 5/10 RE: Książki - wujo444 - 01-04-2012 Dzienniki Gwiadowe i w ogóle opowiadania o Tichym to bardzo zróżnicowany materiał. Są oczywiście teksty, gdzie roi się od dowcipów (którymi ubawiłem się po pachy, nie powiem) - Podróż 14 (na Enteropie w poszukiwaniu Kurdli), ale też świetna filozoficznie i teologicznie Podróż 21 (Dychtonia). Po za tym, nie wiem, czy w Twoim wydaniu (różnie to bywa) zawarte były Ze wspomnień Ijona Tichego - przeważnie horrory, spotkania z szalonymi naukowcami - Zazulem, Corcoranem, Deacntorem... Ale też doskonałą Tragedia Pralnicza, świetna satyra na amerykańskie prawodawstwo. Albo Doktor Diagoras, popis fantazji i budowania klimatu finałem wbijający niezłego gwoździa. Nie wiem, jakie wydanie czytałeś, bo jest to często różnie rozłożone. Mimo wszystko polecam się zapoznać, bo sporo perełek Lem napisał, że wymienię Doskonałą próżnię, Eden, Fiasko czy Głos Pana. RE: Książki - BezcelowyAlbatros - 01-04-2012 "Podróż 21" to chyba najlepsza rzecz, jaka się w "Dziennikach gwiazdowych" pojawiła. Byłem normalnie skołowany po tym, szczerze. Zazul, Corcoran, i "Tragedia pralnicza" były w drugim woluminie. Też jedne z tych lepszych opowiadań, zwłaszcza to "słynne" opowiadanie o "Matriksie" - już nie pamiętam, który z profesorów to wymyślił. Ogólnie jednak rzecz męcząca strasznie, i momentami równie koszmarnie przekombinowana. wujo444 napisał(a):Ale też doskonałą Tragedia Pralnicza, świetna satyra na amerykańskie prawodawstwo. Ja tu dostrzegłem, jakże aktualną analogię do tego, jak bardzo prawodawstwo nie nadąża za postępem technologicznym. RE: Książki - military - 02-04-2012 Cytat:Ogólnie jednak rzecz męcząca strasznie, i momentami równie koszmarnie przekombinowana. Tak to odebrałeś? Ja Dzienniki czytałem wielokrotnie - i za każdym razem z przyjemnością i prędkością światła, bo są świetnie i lekko napisane. Jak dla mnie jedno z najlepszych dokonań Lema, choć na ołtarzyku postawiłbym Pamiętnik znaleziony w wannie. RE: Książki - BezcelowyAlbatros - 02-04-2012 Wiesz, problem tkwi - jak zwykle - we mnie. "Dzienniki..." są dość zróżnicowane stylistycznie, bo mamy tam i klasyczne science-fiction, i jego humorystyczną odmianę od lekkiego humorem zabarwienia, po szaloną wręcz parodię, mamy teksty poważniejsze, bardzo stonowane, czy wręcz smutne w wymowie, mamy nawet (i to dość często) polemikę filozoficzną i... no, długo by jeszcze wymieniać. I jeśli chodzi o wszystkie powyższe, rodzaje? gatunki? to było dla mnie, jak najbardziej OK. Niestety, za dużo było totalnej jazdy bez trzymanki, jakichś cholernych "snów schizofrenika", czy "odlotów narkomana" na piśmie. Mi się do tej pory wielką traumą odbijają teksty M. Johna Harrisona i Stepana Chapmana, za których niektórzy dali by się posiekać a ja po prostu takiego pisania nie cierpię - i dlatego teksty Lema, w których nie rozumiałem, co on do mnie pisze, mocniej trochę mi za skórę zachodziły. Przykrość trochę, bo może gdybym po niego sięgnął wcześniej, odbiór byłby nieco łagodniejszy... ...ale im więcej czasu mija od lektury "Dzienników..." tym częściej łapię się na tym, że sobie o tym i owym opowiadanku myślę i to myślę w sposób bardzo pozytywny. :) RE: Książki - military - 02-04-2012 A ja kończę Kocią kołyskę Vonneguta, no i cóż... Nie rozumiem zachwytów. Z początku rzeczywiście była to świetna książka, subtelnie mieszająca historię i realizm z fantastyką i surrealizmem. Tylko że im dalej, tym mniej Kurt bawi się w subtelności, a tym bardziej zaczyna bić po oczach dosłownością. Można wręcz wyznaczyć granicę, za którą Kołyska staje się po prostu średniackim i niezbyt błyskotliwym zbiorem przemyśleń o religii i "moralnym bagażu" ludzkości. Tą granicą jest przybycie narratora do San Lorenzo - wydarzenie, po którym fabuła staje w miejscu, a jeśli chodzi o podteksty - które już nie są podtekstami, tylko wyłażą na wierzch - to Vonnegut zaczyna kręcić się w kółko. Generalnie: podobała mi się idea samoświadomej religii która przyznaje się do własnych kłamstw, ale kiedy bohaterowie zaczęli mówić o tej idei wprost, miałem wrażenie, że autor przestał we mnie wierzyć. Poza tym - mniej więcej od 80 strony nie dowiedziałem się o tejże religii niczego nowego; wszystko zostało już wyjaśnione, a później jest powtarzane do znudzenia. Chaotyczna jest to książka, tak jakby pisano ją przez wiele lat, co dwie soboty, w chwilowym przypływie natchnienia. W ogóle nie rozumiem zachwytu nad Vonnegutem. Co prawda czytałem tylko Kołyskę i Rzeźnię, ale to bardzo podobne książki - pozszywane grubymi nićmi z niezbyt współgrających ze sobą pomysłów. Vonneguta zawsze odbierałem jako takiego niezbyt udanego Hellera czy właśnie Lema - niby chce pisać o ludziach w rzeczywistości delikatnie skrzywionej przez pojedynczy element fantastyczny, niby ma dobry styl, ale tak za bardzo nie wie, o co mu chodzi. Ale może po prostu jestem za głupi na taką literaturę i nie dostrzegam ukrytego w niej geniuszu. RE: Książki - Great Gonzo - 02-04-2012 Też niedawno Kołyskę czytałem, bardzo podobne odczucia miałem. Lektura zleciała przyjemnie, ale nie znalazłem niczego nadzwyczaj wartościowego mimo tej całej "ambitności". Wątek "naukowy" nie przekonał mnie zupełnie a "socjologiczno-religijny", mimo że całkiem interesujący tak jak napisałeś od pewnego momentu zaczął kręcić się w kółko. Czytałeś/co sądzisz o "Slaughterhouse-Five"? Ice-9 za to, jest świetnym motywem na postapokalipsę. Znacie może przykłady wykorzystania podobnego tematu w innych książkach/filmach? RE: Książki - military - 03-04-2012 Czytałem Rzeźnię nr 5, ale dość dawno temu, więc mogę powiedzieć najwyżej o moich odczuciach po jej przeczytaniu, a nie o samej książce.:) No więc moja reakcja wyglądała mniej więcej: "co, to tyle?". Znów - była to bardzo dobrze napisana książka, która po prostu nie kleiła się tak jak powinna, i w pewnym momencie stanęła w miejscu. Fragmenty z Drezna mi się podobały, fragmenty s-f były zapychaczami miejsca które do niczego nie prowadziły. Bardzo chciałem lubić Rzeźnię, ale nie zrobiła na mnie wrażenia. Masz o niej inne zdanie? RE: Książki - Great Gonzo - 03-04-2012 No właśnie też dawno czytałem, mało pamiętam i zastanawiam się czy sobie odświeżyć. Też je chyba za niedorobione trochę dziełko wtedy uważałem. Na razie raczej jeszcze poczeka. RE: Książki - Gal Anonim - 07-04-2012 yo, szukam monologu z książki, jakiegoś dobrego, mocnego, emocjonalnego. mógłby mi ktoś, coś polecić? RE: Książki - Berus - 08-04-2012 Wielka Improwizacja z "Dziadów" części III. RE: Książki - BezcelowyAlbatros - 01-05-2012 Kwietniowe "dzieła zebrane": Pieśń czasu. Podróże Ian R. MacLeod Bardzo dobry zbiór opowiadań, okraszony rewelacyjną mini-powieścią - "spowiedź" kobiety przygotowującej się do odejścia na tle przemian kulturowych, społecznych, konfliktów światowych i wielkich katastrof naturalnych. Rzecz bardzo przejmująca, wręcz liryczna z nutką tajemniczości i kilkoma zaskakującymi momentami. Rzecz o tyle piękna, co interesująca. MacLeod jest dla mnie jednym z niewielu pisarzy, u których spokojne tempo narracji w żaden sposób nie razi, ani nie nuży - jego historie w jakiś magiczny sposób zagnieżdżają się w głowie, zmuszają do refleksji i niejednokrotnie wzruszają. Z opowiadań zamieszczonych w zbiorze, na szczególną uwagę zasługują dwa: "Dywan z Hobów", historia ze czasów, które może już przeminęły, a może nadejdą - dość interesująca rozprawa z zagadnieniem prawa do dominacji jednych istot nad innymi, oraz "Druga podróż króla" - wariacja na temat Ewangelii, oparta na spekulacji, co by było, gdyby Jezus jednak zdecydował się zaprowadzić Królestwo Niebieskie siłą - konkluzje wyciągnięte przez autora dają sporo do myślenia. Znakomity zbiór, znakomity pisarz! Ocena 8/10 Tainaron Leena Krohn Mimo, iż w zasadzie nie mam pojęcie, co tak naprawdę przed chwilą skończyłem czytać, to w trakcie lektury byłem kompletnie urzeczony, tym onirycznym, tajemniczym, pełnym uroku i niedopowiedzeń klimatem "Tainaronu". Z czym mamy tu do czynienia, tego powiedzieć jasno się nie da - swoista mieszanka VanderMeera i Lewisa Carolla, choć od twórczości tego pierwszego nieco łagodniejsza i bardziej mistyczna, a drugiego mimo wszystko nieco mniej dziwna. Ocena 7/10 Diabelska alternatywa Frederick Forsyth Thriller polityczno-sensacyjny w bardzo dobrym wydaniu. Jeśli nie zrazi Was nieco dłużący się początek, w którym autor zręcznie rozstawia figury na szachownicy i zimnowojenny sztafaż - który dziś może budzić bardziej nostalgiczne wspomnienia, za literaturą i filmem opisującym zmagania dwóch supermocarstw, niż wywoływać dreszcz niepokoju z powodu kilku "czarnych scenariuszy", jakie się na kartach tej powieści pojawiają - to po, mniej-więcej jednej trzeciej lektury z pewnością dacie się porwać świetnie zaplanowanej intrydze i pełniej zaskakujących wydarzeń i zwrotów akcji fabule. Dodatkowo, styl i sposób opowiadania Forsytha, sprawia, że bardzo łatwo uwierzyć w to, iż autor doskonale wie, o czym pisze - nieważne czy porusza się na płaszczyźnie wszelkiej maści stosunków międzynarodowych (tych oficjalnych i zakulisowych), czy to opisuje sposoby działania poszczególnych organizacji, czy nawet wtedy, kiedy z pietyzmem opisuje sprzęt wojskowy, jakiego czasem bohaterowie "Diabelskiej alternatywy" są zmuszeni użyć. Po prostu, to tego typu autor, że nawet gdyby wciskał nam największy kit, to o i tak byłby on prawdziwszy od samej prawdy. Lekturę polecam, choć zaznaczam, że ma pewien mankament - niekiedy autor nadmiernie przeciąga rozwiązanie wątków, czyli, jak się to fachowo mówi, retarduje nam czasem "po oczach" opisami miejsc, czasem przesadza z wylewaniem atramentu, opisując szczegóły uzbrojenia - co samo w sobie złe nie jest - ale robi to w najmniej ku temu odpowiednich momentach, kiedy chcielibyśmy wiedzieć, już zaraz, jak się sprawy rozstrzygnęły... Ogólnie jednak wszystkim wielbicielom dobrej sensacji (i nie tylko im) polecam. Ocena 7/10 Filary Ziemi Ken Follett Powieść, po prostu, znakomita! Historia opowiedziana w sposób wartki, pełen niespodziewanych twistów fabularnych a do tego nierzadko wzrusza i irytuje w ten przyśpieszający tętno sposób, gdy wydaje się, iż szczęście i sprawiedliwość jest tuż-tuż, lecz podskórnie wiemy, że wszystko to jest nad wyraz złudne i ulotne. Losy bohaterów niesamowicie przejmują, tym bardziej, że tu autor nie daje żadnej gwarancji, że zło zostanie naprawione, okrutna krzywda wynagrodzona ani nawet tego, że którakolwiek z postaci dotrwa z nami do końca tej epickiej opowieści. Interesującym zabiegiem jest wplecenie do fabuły literackiego odpowiednika "efektu motyla". Nawet najmniejszy uczynek maluczkiego potrafi tu wpłynąć na losy całego państwa, i na odwrót historyczna zawierucha ciężko odbija się na życiu, które zdaje się nie znaczyć nic więcej, niż pył na wietrze. "Zdaje się", bowiem każda z "dobrych" postaci "Filarów..." bardzo szybko staje się bliska sercu czytelnika, tak samo, jak prędko i głęboko znienawidzi czytelnik ów, występujących tu wszelkiej maści morderców, gwałcicieli i podłych intrygantów. Reasumując: powieść wciągająca, pełna spisków, dworskich i kościelnych intryg, wyjątkowo zaskakujących zwrotów akcji, w której autor nie oszczędza swoim bohaterom cierpień i okrucieństwa, aczkolwiek obfitująca w momenty wzruszające, wzniosłe i niesamowicie pokrzepiające. Od lektury niepodobna się oderwać, a ciężaru blisko tysiąca stron prawie w ogóle nie czuć. Nawiasem mówiąc, jeśli ktoś szuka czegoś stylem, sposobem prowadzenia bohaterów i fabuły zbliżonego do cyklu "Pieśń Lodu i Ognia" Georga R. R. Martina, to bez cienia wątpliwości powinien czym prędzej zapoznać się z "Filarami Ziemi". Zdecydowanie polecam! Ocena 8/10 Świat bez końca Ken Follett Sequel "Filarów Ziemi" przynosi sobą wielkie rozczarowanie. Chociaż podchodziłem do niego z pewną rezerwą, to jednak nie mogę powiedzieć, że sięgnięciu po "Świat bez końca" nie towarzyszył też wielki entuzjazm, który sprawił, że lekturę kontynuacji zacząłem, bez zwłoki, zaraz po skończeniu pierwszej powieści. Łatwo wykazać, dlaczego, mimo, iż "Świat bez końca" zawiera w sobie wiele z tego, co tak bardzo podobało mi się w "Filarach..." (nagłe i niespodziewane zwroty akcji, spiski i zdrady, knowania i kilka większych, lub mniejszych tajemnic), książka jest zaledwie nikłym echem tamtej epickiej, porywającej i po prostu świetnej powieści. Przede wszystkim brak tu silnych, konkretnie nakreślonych bohaterów. Próżno szukać postaci tak solidnych, jak Tom Budowniczy, charyzmatycznych jak przeor Phillip, interesujących niczym Jack Jackson, tudzież prawdziwych nikczemników pokroju Williama i tak zręcznych manipulantów, jak Bigod. Owszem, autor starał się aby pojawiły się postaci, którym nadał niemal analogiczne role, jakkolwiek można je uznać jedynie za cienie i marne szkice. Ponadto, wprowadzono na scenę masę bohaterów drugoplanowych, którym poświęcono niewspółmiernie wiele miejsca względem roli, jaką odgrywają . Mało tego. Perypetie większości z tych postaci kompletnie nie potrafią zainteresować, ani nawet w niewielkim stopniu przejąć czytelnika. A paradoksalnie bywa, że autor właśnie ich losy w pokrętny sposób komplikuje i na ich przypadkach opiera zwroty akcji, które zamiast wzruszać i zaskakiwać, po prostu wywołują często uczucie poirytowania i odwrotnie do zamierzeń autora, ulgi z zakończenia dotyczących ich wątków. Ponadto, brak tu spajającego całość plotu fabularnego. W "Filarach..." takim motywem przewodnim była budowa katedry i rozwój Kingsbridge. Koleje życia postaci w mniejszy, lub większy sposób powiązane były z tymi wątkami i one jawiły się jako najważniejszy. Tymczasem w "Świecie bez końca" mamy do czynienia w zasadzie z bardzo telenowelowym sztafażem (w najgorszym tego określenia znaczeniu) - pojawiają się różne kryzysy i przeciwności losu, z jakimi bohaterowie albo sobie radzą, albo nie. Większość z nich dotyczy jednak dość błahych kwestii, jak na przykład, tego, czy wiejska dziewczyna rozkocha w sobie parobka, czy miłość między dwojgiem głównych bohaterów zakwitnie, czy hrabia dowie się, że kilka lat temu spłodził dziecko z wieśniaczką, i tak dalej. Mieszkańcy Kingsbridge i okolic mają też poważniejsze problemy, owszem, ale nie będzie przesadą stwierdzenie, że ponad połowa lektury dotyczy takich właśnie, jak wyżej opisane, lub jeszcze pomniejszych - za przeproszeniem - pierdół. Mógłbym mnożyć jeszcze wady (upodobania autora w opisywaniu ocierających się o pornografię wyczynów, czy to mnichów, czy to zakonnic, hrabiów i maluczkich - tak, wiem, było dużo już w "Filarach...", ale wszystko dużo bardziej i lepiej uzasadnione; zadziwiająca domyślność bohaterów, którzy potrafią błyskawicznie wyciągać wnioski bez większych ku temu przesłanek) i długo zastanawiać się nad zaletami tej książki (poza tym, że potrafi wciągnąć i czasem przyśpieszyć tętno, choć rzadko, zdecydowanie za rzadko), więc może lepiej zakończę w tym miejscu stwierdzeniem, że gdybym miał świadomość tego, że Follett, po tak świetnym pierwowzorze, mógłby popełnić takiego gniota, to z całą pewnością po książkę bym nie sięgnął. Czego i Wam nie polecam. To jest po prostu poziom kontynuacji, pisanych przez wszelkiej maści spadkobierców i wyrobników. Ocena: 3/10 RE: Książki - Mefisto - 01-05-2012 a czytał ktoś Dosięgnąć szczytu? Warto? Nie warto? Odro? RE: Książki - military - 01-05-2012 P.K. Dick - VALIS - wbrew powszechnemu przekonaniu nie uważam, że to najlepsza powieść Dicka. Owszem, nieźle ryje baniak i daje się odczytywać na różne sposoby; jest świetnym miksem autobiografii i s-f - czymś, co dziś pewnie określono by mianem trollingu czytelników. Nigdy nie wiadomo, czy autor nie leci sobie z tobą w hooya, mówiąc krótko. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że wszystkie rozważania o naturze Boga z pierwszej połowy można o kant dupy rozbić w połowie drugiej, kiedy ta kwestia zostaje bardzo arbitralnie rozwiązana. Świetnie napisana, aczkolwiek dość trudna lektura, mówiąca więcej o autorze niż jakakolwiek inna jego książka. Pomysłowa, ale niedopracowana. Podobno została napisana w 12 dni - i to, niestety, czuć, w pewnej generalnej niekonsekwencji, tak jakby w miarę pisania Dick dopiero uświadamiał sobie, o czym pisze. Tak czy siak - na pewno warta uwagi. RE: Książki - BezcelowyAlbatros - 01-06-2012 Majowe upały nieszczególnie przeszkodziły mi w czytaniu, więc i tym razem pomęczę bułę na temat tego, z czym dane mi było na froncie literatury obcować: Smok Griaule Lucius Shepard Znakomity zbiór opowiadań, bazujących na pomyśle wykorzystania nietypowego demiurga - przy czym autor w żadnej z zamieszczonych tu opowieści nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy za poczynaniami bohaterów i ich losami zaiste stoi owa siła sprawcza w, symbolicznej wręcz, postaci przebiegłego i okrutnego smoga Griaule. Każda z historii utrzymana jest w nieco odmiennej konwencji, i każde w pewnym stopniu nawiązuje do nieco innego gatunku literackiego - mamy tu i typową baśń, i "thriller sądowy" z nutką klimatu noire. Jeśli chodzi o styl, narrację i szukanie podobieństw, nasunęło mi nieodparte skojarzenie, że oto czytam melanż fantastyczny powstały w wyniku połączenia sił Jeffa VanderMeera - sporo tu typowych dlań "odlotów" - i Marcina Wolskiego (ze wskazaniem na opowieści o Amirandzie, zwłaszcza z tomu drugiego). Wszystkie opowiadania trzymają równy, bardzo dobry poziom. Fabularnie nierzadko zaskakują a często bywa tak, że kończą się wielkim niedopowiedzeniem, dającym pole do popisu wyobraźni czytelnika i spekulacji odnośnie tego, co się wydarzyło i czy wydarzyło się naprawdę. Ocena: 7/10 Bohaterowie umierają Matthew Woodring Stover Obok tetralogii "Inny Świat" Tada Williamsa, "Bohaterowie umierają" jest prawdopodobnie najlepszym połączeniem science-fiction i fantasy, z jakim się spotkałem. Owszem, przedstawiona tu ledwie w wycinku, oparta na zależnościach kastowych, dystopia, nie oparłaby się głębszej analizie, a fantastyczny świat Overworld to w zasadzie worek pełen ogranych fantastycznych klisz, motywów i postaci, to jednak połączenie obu tych rzeczywistości i oparcie fabuły na ich współzależności robi naprawdę duże wrażenie. Ale mniejsza z tym - "Bohaterowie umierają" dostarcza przede wszystkim rzadko spotykanych emocji i wielkiej przyjemności z chłonięcia znakomicie przemyślanej przygody. Wydarzenia zmieniają się, jak w kalejdoskopie a my "rzucani" jesteśmy dosłownie z jednej akcji w kolejną. Ilość zwrotów akcji jest tutaj wręcz imponująca - sojusze, spiski, zdrady, niespodziewane śmierci i równie zaskakujące "ratunki w ostatniej chwili". Ponadto, autor z niesamowitą finezją i talentem opisuje zarówno pojedynki, jak i większe potyczki - w trakcie lektury w głowie wręcz huczy od brzęku stali i trzasku łamanych kości. Spore wrażenie robi też świetny protagonista - łączący w sobie cechy barbarzyńskiego wojownika, pozostawiającego za sobą góry trupów i nie przebierającego w środkach zadawania śmierci i bólu, a jednocześnie przebiegłego trickstera, który potrafi nieźle zamieszać w planach wielkich obu światów... Cóż mogę dodać, poza tym, że oczywiście, gorąco polecam? Ocena: 7/10 Kroniki marsjańskie Ray Bradbury Najbardziej nietypowa książka, o próbach kolonizacji Marsa, jaką dane mi było przeczytać. Chociaż, w sumie nie jest to książka o kolonizacji, per se, a raczej pełny alegorii, utrzymany w nieco baśniowym klimacie zbiór przypowieści - Mars jest tu raczej pryzmatem, poprzez który autor ocenia człowieczeństwo, wytyka błędy i wady, buduje analogie do wcześniejszych, niechlubnych kwestii wynikających z kolonizacji Ameryki. Zdarzają się także opowieści w tonie nieco lżejszym, bardziej dla nas, ludzi łaskawym, jak również takie, które dryfują w kierunkach nieco odmiennych, nawiązując do dokonań Poe'go, czy Lovecrafta. Klimat książki jest niesamowity, urzekający, oniryczny czy wręcz baśniowy. Przyznam, że spodziewałem się czegoś zupełnie innego - zwykłego, hard science-fiction. Otrzymałem piękny, bogaty w metafory zbiór opowieści o... człowieku. Ocena: 8/10 Lewiatan Boris Akunin "Lewiatan" okazał się kolejnym "pewniakiem" zaserwowanym przez Akunina. Raz jeszcze otrzymujemy solidną dawkę, stylizowanego na klasyczny, kryminału, w którym autor w sposób sprawny i elegancki wykorzystuje znane elementy gatunku, w sposób finezyjny "tasując karty" przed oczyma czytelnika, tak by skierować tropy w kilka różnych ścieżek, z których ta właściwa okazuje się - jak to bywa u Akunina - najmniej spodziewaną. Fabuła: zbrodnia, "zamknięty pokój" a w nim grono w mniejszym, bądź większym stopniu podejrzanych. Znany motyw? Ograny? Owszem, ale tylko ten pisarz potrafi opowiedzieć jeszcze raz tą samą historię, w sposób niezwykle wciągający i równie zaskakujący. Na chwilę obecną to mój ulubiony autor kryminałów. Kropka. Ocena: 7/10 Kroki w nieznane. Almanach fantastyczno-naukowy 6 James Blish, Bob Shaw, John Brunner, James Graham Ballard, Krzysztof Wiesław Malinowski, Konrad Fiałkowski, Daniel Keyes Trącące nieco myszką, ale wciąż bardzo dobre opowiadania, z czasów, kiedy w centrum zainteresowania fantastów były spekulacje na temat obcych cywilizacji, tudzież lotów międzygwiezdnych. Nie brak tu jednak opowiadań naprawdę wyjątkowych, i niczym odkrywczym nie błysnę, polecając takie perły literatury science-fiction, jak zawarte w tym zbiorze "Kwiaty dla Algernona" Daniela Keyesa i "Trzynastu do Centaura" J.G. Ballarda. Zadziwiające, acz w pewnym stopniu niepokojące w zestawieniu z czasami współczesnymi jest to, że próbki twórczości polskich pisarzy, które trafiły do tej antologii, w niczym nie ustępują poziomem nowelom uznanych twórców zachodnich, obok których w "Krokach w nieznane" się znalazły. Niepokojące dlatego głównie, że o tak dobrze natenczas rokujących pisarzach, jak Konrad Fiałkowski, czy Zbigniew Prostak, nikt już chyba nie pamięta, a fragmenty ich prozy w tym tomie, to rzeczy bardzo dobre i niezwykle intrygujące. Z felietonów, tak naprawdę, nie zestarzał się jedynie tekst Arthura C. Clarke'a, dotyczący tego, jak często umysł ścisły bywa umysłem jednocześnie ograniczonym, w kwestii prognozowanie tego, co w nauce możliwe, niemożliwe i jak wielka potęga tkwi w zwykłej, niczym nieskrępowanej wyobraźni. Zbiór polecam wszystkim, bo pominąwszy nawet dawkę przyjemnej nostalgii, jakiej dostarcza, zawiera po prostu bardzo dobre, interesujące a czasem uznawane za przełomowe, dla gatunku, teksty. Ocena: 7/10 Nieśmiertelny Catherynne M. Valente Mam spory problem z oceną tej książki. Od pierwszych stron urzekł mnie, co prawda, charakterystyczny, baśniowy, styl autorki, jakkolwiek po dłuższym czasie błąkania się w labiryntach metafor i odniesień, zacząłem tracić wątek i odczuwać coraz większe znużenie. Często dochodziło do momentów, w których nie wiedziałem już kompletnie "o co w tym wszystkim chodzi" - opowieści schodziły coraz "głębiej", spod jednej wypływała kolejna, rzeczywistość (o ile jest możemy tu mówić o jakiejkolwiek rzeczywistości) mieszała się bajką, legendy z historią... I cóż, kompletnie się pogubiłem. Nadal jest to historia, która w dużej mierze oczarowuje, ale wydaje mi się być nieco przeładowaną ilością zbyt ezoterycznych nawiązań do rosyjskiego folkloru, legend i historii, przez to staje się mocno nieczytelną dla ludzi z wyżej opisanymi do czynienia mieli mało, lub wcale - czyli takich, jak ja osobników. Myślę też, że na odbiór duży wpływ miało pewne szczególne oczekiwanie, które pojawiło się po przeczytaniu opisu powieści - liczyłem na "Opowieści sieroty III" - a tym (niestety? na szczęście?) ta książka nie jest. Ocena: 6/10 RE: Książki - Bibliomisiek - 01-06-2012 ![]() W zapowiedziach wydawnictwa Sonia Draga pojawiło się wznowienie najlepszej, moim zdaniem, policyjnej powieści wszech czasów. Żeby nie powielać blurbów z okładki, zacytuję na zachętę opinię opinię blogera, z którego zdaniem zgadzam się najczęściej - czyli własną :-) Cytat:Miasto Aniołów, lata 50. Trzech skrajnie różnych policjantów: mało lotny brutal, cyniczny karierowicz i pryncypialny idealista. I kilka splątanych ze sobą śledztw. W tle - blichtr Fabryki Snów, narkotyki, korupcja, gwiazdy kina i luksusowe prostytutki (przy czym dwie ostatnie kategorie łatwo pomylić). Mroczna i brutalna, przesiąknięta cynizmem proza Ellroya otrzymała tu swoją najdoskonalszą postać. Potrójna perspektywa pozwoliła na koronkową, rozbudowaną konstrukcję fabuły, a trójka bohaterów - na pogłębienie portretów bohaterów wziętych z tradycji noir, z których każdy w toku opowieści przejdzie bolesną metamorfozę. Na dokładkę sceny przesłuchań są chyba najlepsze w całej literaturze kryminalnej. Planowana data wydania według wydawcy - 6 VI; według Empiku - 13 VI. Swoją drogą ciekawe, co Sonia Draga pocznie dalej z Ellroyem - czy wyda pozycje dotychczas niewydane, czy pójdzie we wznowienia... RE: Książki - simek - 01-06-2012 Lepsza od filmu? Bo ja sobie nie wyobrażam, żeby ta historia mogła być opowiedziana atrakcyjniej i lepiej niż w dziele Hansona. RE: Książki - Bibliomisiek - 01-06-2012 Czy lepsza - nie wiem, ja oceniam je na równi. Widziałem najpierw film (rany, to już 15 lat...), ale nie przyćmił mi później przeczytanej powieści (do dzisiaj chyba trzykrotnie, jeszcze w tym roku będzie czwarty, bo znowu mam smaka). Książka jest bogatsza w wątki poboczne - co nie znaczy nieważne. Pewne sprawy (w tym niektóre kluczowe, dotyczące np. Dudleya) są poprowadzone inaczej - też dlatego, ze TLA stanowią część cyklu, w którym niektóre postaci drugiego planu przewijają się w kilku tomach (Dudley, Exley, Buzz Meeks). I akcja powieści rozpisana jest na kilka lat, co ma znaczenie np. dla zmarginalizowanych w filmie relacji Exleya z Inez Soto - tą zgwałconą przez czarnych. Wreszcie - last but not least - Ellroy ma genialny styl, ostry i bezpardonowy (Mental świadkiem - to, zdaje się, jego ulubiony pisarz). I to jest naprawdę kapitalna opowieść. Zaś scenariusz filmu uważam za absolutny wzorzec adaptacji pod względem selekcji wątków, kondensacji rozbudowanej koronkowo fabuły bez utraty nawet krzty logiki, dramatyzmu i charakterystyki postaci. Helgland i Hanson powinni za niego dostać literacką nagrodę Nobla (ale cóż, lewacy się nie poznali). RE: Książki - military - 03-06-2012 Księga dżungli - autora chyba nie trzeba przedstawiać. Szokujące doznanie dla osoby, która zna tylko kreskówkę Disneya i jakąś wersję aktorską. To nie powieść tylko zbiór opowiadań? Wątek Mowgliego przewija się tylko w 3 z 7 tekstów? Część historyjek nawet nie dzieje się w dżungli?! Nie tego się spodziewałem. Liczyłem na cool przygody maderfakera Mowgliego, a dostaję perypetie foki, muła i poganiacza słoni. Rozczarowałem się. Powiedzmy sobie szczerze: żaden pomysł na przygodowe opowiadanie nie dorówna temu o dziecku wychowanym przez wilki. Ale ok, książka jest bardzo dobrze napisana - czyta się ją na jednym tchu (mówi się tak?). Co mnie zdziwiło, to jej, hm, niepoprawność polityczna. Jest tu np. historia, w której pojawia się rodzina węży. Węże polują, bo taka natura tych zwierząt, ale ewidentnie się kochają, mają uczucia, troszczą się o młode. I CIUL - są wężami i są złe, i główny bohater - zarozumiały mały skurwysyński ichneumon - zabija je i ich dzieci, a ptaki tańczą nad zwłokami taniec zwycięstwa. Poważnie, WTF?! :D Ta książka, napisana dla młodych czytelników, tak bardzo odbiega od współczesnego polit-poprawnego modelu powieści dla dzieci, jak to tylko możliwe. W skrócie: podobało mi się. Old Surehand - w sumie dopiero zacząłem czytać (jestem na ok. 70 stronie), ale trudno powstrzymać się od komentarza.:) Naiwne toto i głupiutkie, ale sympatyczne. Western w wydaniu mitologicznym, w którym ludzie dzielą się na trzy "rodzaje" (archetypy wręcz): 1. mężni, wielcy bohaterowie, propagujący przyjaźń między rasami; 2. tępi debile - albo nieszkodliwi, albo stanowiący niewielkie zagrożenie; 3. podli, knujący, niegodziwi, prawdziwie niebezpieczni, inteligentni złoczyńcy. To wszystko - tutaj nie ma innych postaci. Ci "najlepsi" są odpowiednikami greckich herosów, ci najgorsi mogliby być przeciwnikami Batmana. Fajna bajka - mógłby być z niej fajny film. |